Wspominając podróże do Francji

Krystyna Knypl

Hotele francuskie różnią się od hoteli w innych krajach proporcjami, jakie ich budowniczowie przeznaczają na przestrzeń publiczną i prywatną.

Najważniejszymi fragmentami przestrzeni dla francuskich architektów są aleje oraz hole. Aleje zawsze muszą być szerokie, aby dumny władca mógł na nich urządzać parady zwycięzców. Podobnie hole muszą pomieścić wszystkich chętnych do przycupnięcia i wypalenia papierosa, który jest nieomal znakiem firmowym każdego mieszkańca kraju Marianny. Duża przestrzeń jednak niekiedy człowieka onieśmiela i musi on zaprojektować w jej obrębie coś małego i ograniczającego rozpasanego ducha, który po niej śmiga. W każdym francuskim hotelu tym ogranicznikiem przestrzennym będzie maleńka winda, wejście do której dwóch osób z dwiema walizkami wiąże się każdorazowo z nowym ustanowieniem rekordu godnego księgi Guinnessa. W takiej francuskiej windzie, niezależnie od tego, jak jest ona mała, nigdy, ale to przenigdy nie może zabraknąć miejsca na popielniczkę, do której wytwornie strąca popiół miłośnik uzależnienia się od nikotyny.

Klekocąca winda, kolebiąc się na boki i wydając podejrzane dźwięki, zawozi nas w końcu na wybrane piętro. Po przejściowym zaklinowaniu się z walizkami udaje się nam w końcu opuścić jej mikroskopijne wnętrze. Wkładamy klucz do elektronicznego zamka i wchodzimy do… pomieszczenia 2x2 m w wersji optymalnej, w wersji minimalnej 1,5x1,5m.

Stąpanie po podłodze pokoju hotelowego w Paryżu jest zajęciem dla akrobatów. Powierzchnia, której nie zajmują łóżka, jest zwykle węższa niż stopa dorosłego człowieka. W w końcu udaje się nam tę stopę postawić, ale w łazience bez ukończenia szkoły akrobacji cyrkowych poruszanie się nie jest możliwe. Spróbujcie w paryskim hotelu wyjść spod prysznica nie wdeptując prosto w klozet!

Turyści zaprawieni w bojach jakoś pokonują ten tor przeszkód i zasypiają. Dobrze, jeśli w pobliżu nikt nie prowadzi nocnych rozmów o ludzkiej egzystencji, nie wybucha co chwila śmiechem i jeśli potrafisz usnąć w twardym łóżku przypominającym deskę do prasowania. Powiadasz sobie – to dobre na… kręgosłup? osteoporozę? nerwy? Starasz się sobie przypomnieć, na co dobre jest spanie w twardym łóżku i nie jesteś w stanie. Po siedemdziesiątym szóstym przewrocie z boku na bok zapalasz światło, żeby zobaczyć, która to godzina i odkrywasz, że... hmm… ale to już zupełnie inna historia. —

Krystyna Knypl
https://sites.google.com/site/myjournalismkrystynaknypl/

GdL 4_2015