Antypody i przygody

Podróż do Australii od zawsze jawiła mi się jak wyprawa na wielką górę… Niektóre z moich koleżanek od lat latały tam wśród niesamowitych przeżyć, barwnie opowiadały o swoich przygodach, a ja, obieżyświat prawie zawodowy, nie miałam nic do powiedzenia.

Minął kolejny rok, a ja nadal nie byłam w Australii! Dla poprawienia sobie nastroju wybrałam się do Brukseli na warsztaty dla dziennikarzy medycznych na temat transplantologii. Choć jechałam tam bez większego przekonania, pobyt okazał się niezwykle interesujący. Dowiedziałam się o wielkiej roli mediów w promowaniu donacji narządów. Informacje na ten temat przekazywał dr Rafael Matesanz z Hiszpanii, kraju który zajmuje pierwsze miejsce w Europie w ilości narządów przykazywanych do transplantacji, a także w liczbie publikacji z pozytywnym przekazem na ten temat. Mając w pamięci niezbyt ciekawy wpływ mediów na stan transplantologii w naszym kraju, ciągle zastanawiałam się nad tym, jak zmienna może być rola prasy. Przeglądając zasoby internetowe na ten temat, napotkałam stronę zbliżającego się kongresu transplantologów w Sydney. Pomyślałam, że to dobra okazja, aby wybrać się do Australii.

DSC06929 kopiamini

Napisałam do organizatorów prośbę o akredytację dziennikarską oraz złożyłam wniosek on-line o wizę australijską. Poczułam się zachęcona do odbycia podróży teraz właśnie (w kwiecie wieku!) i nie podpadać pod restrykcyjne przepisy australijskie, które np. przewidują dla osób po 70. roku życia przedłożenie świadectwa lekarskiego o stanie zdrowia pozwalającym aplikującemu na odbycie takiej podróży. Trzeba też oświadczyć, że nie choruje się na gruźlicę ani też nie ma przeszłości kryminalnej. Geografia strachów i fobii wizowych jest bardzo ciekawa – w amerykańskim kwestionariuszu jest pytanie o choroby weneryczne, ale o nabyte niedobory odpornościowe nikt nie śmie pytać! Ot, co znaczy potęga wpływów!
W ankiecie jest też rubryka, dlaczego chce się przyjechać do Australii – dziennikarz podróżujący na kongres prezentuje się nieporównanie lepiej niż ciekawa świata emerytowana internistka z Warszawy. ;))

Była połowa października. Czas płynął, myślałam, że moja aplikacja o akredytację wpadła w czarną dziurę internetową. Nieoczekiwanie pod koniec miesiąca nadeszło potwierdzenie akredytacji na australijskim kongresie. Miła wiadomość, że nie muszę płacić 1000 dol. /2970 zł za wstęp na kongres. A co z wizą? Myślałam, że nadejdzie powiadomienie, ale nie nadchodziło. Kliknęłam więc ponownie na strony http://www.immi.gov.au/e_visa/ i po chwili błąkania się przeszłam na podstronę, gdzie można sprawdzić status aplikacji. Okazało się, że mam przyznaną wizę na rok, jej termin ważności zaczyna się 21 października i mogę wielokrotnie przekraczać granicę australijską, przebywając za każdym razem 3 miesiące https://www.ecom.immi.gov.au/inquiry/query/query.do?action=eVisa.

Skoro powiedziałam A – aplikując o akredytację, B – aplikując o wizę, trzeba było zabrać się za pozostałe litery alfabetu – czyli rozejrzeć się za biletem i hotelem.

Wybór trasy podróży był łatwy, bo Emirates Airlines oferują podróż do Sydney z jedną przesiadką, w Dubaju. Koszt biletu z wystawieniem wynosi 4917 złotych. Do tego dodajemy 225 złotych za polisę ubezpieczeniową na koszty leczenia i inne wydarzenia na łączną kwotę 200 tysięcy euro. Mamy już na karcie kredytowej obciążenie ponad 5 tysięcy, no ale nikt nie obiecywał, że będzie tanio. Faktem jest, że teraz jest taniej, niż gdy leciało się z dwiema przesiadkami i koszt biletu wynosił od 6 do 7 tysięcy złotych.

Hotelu szukam na www.booking.com i okazuje się, że to kolejny poważny wydatek. Pobyt w hotelu w centrum może kosztować nawet 10 tysięcy złotych za 8 noclegów. W tej sytuacji wybrałam hotel przylotniskowy z dojazdem kolejką podmiejską do centrum i na obrady. Wybór padł na http://www.airporthotelsydney.com.au/ – 3,5 gwiazdki, jak piszą o sobie.
Koszt hotelu 805 dol. australijskich, co po doliczeniu różnych szachrajskich przeliczników zaksięgowano już na dwa tygodnie przed moim przyjazdem jako 2516,64 zł. Daje to cenę 1 dol. australijskiego równą 3,12 zł przy płaceniu kartą, gdy w kantorze kupimy 1 AUD za 2,97 PLN, czyli 15 groszy na każdym dolarze pobierają różne harpie świata finansowego. Wniosek z tego, że resztę rachunków lepiej płacić żywymi dolarami australijskimi, bo np. pośrednictwo finansowe w wypadku hotelu kosztuje 125 złotych.

Budżet robi się napięty i postanawiam podratować się w Lekarskiej Kasie Zapomogowo-Pożyczkowej, do której należę od czasów stażu z chorób zakaźnych, który odbywałam w latach siedemdziesiątych. Dzwonię do sekretariatu kasy i dowiaduję się, że niebawem będzie posiedzenie zarządu w sprawie przydzielenia pożyczek. Rozmawiam chwilę przez telefon z panią Barbarą Pierzchałą, która razem z panią Teresą Macewicz od wielu lat pracuje w sekretariacie kasy zapomogowo-pożyczkowej i obie panie dobrze znają wszystkich członków. Pani Barbara dopytuje, co zdarzyło się od mojej ostatniej wizyty w kasie, czy jeszcze pracuję w szpitalu. Odpowiadam, że nie jest to już moje miejsce pracy, wspominam też o rozstaniu się z jednym z wydawców oraz o powstaniu „Gazety dla Lekarzy”. Następnego dnia pędzę złożyć podanie o pożyczkę. Na zakończenie wizyty dostaję na pamiątkę wiersz: – Bo wie pani doktor, ja staram się wiersz dopasować do człowieka – powiada pani Barbara.
 
Wiersz dopasowany do człowieka
Ważnym jest, aby mieć zdrowie,
Obok życzliwych ludzi.
Kochać i być kochanym, bo miłość do
Życia nas budzi.
Mieć dystans do bzdur i głupoty,
Które się plenią niby powoje.
Draństwo omijać z daleka i konsekwentnie
Robić swoje.

Wiersz wygląda na wyjątkowo dobrze do mnie dopasowany!

Na tydzień przed odlotem postanawiam wybrać się na rekonesans na lotnisko i dopytać się w sprawie bagażu oraz odprawy. Wchodzę do hali odlotów na 58 minut przed startem samolotu i ze zdziwieniem znajduję na tablicy ogłoszeń „check-in closed” . Próbuję dopytać młodego pracownika z personelu naziemnego, ale opowiada dziwne rzeczy, pytam drugiego, starszego – ten jest ostrożniejszy i kieruje mnie do biura Emirates Airlines. A w biurze nie dość, że sympatycznie wyglądająca pani w charakterystycznym ubiorze, to same ciekawe wiadomości.
Check-in otwierają na 3 godziny przed odlotem i zamykają na 1 godzinę przed odlotem. Na 1 godzinę najpóźniej zalecają przejście przez kontrolę bezpieczeństwa, bo na 45 minut przed odlotem trzeba być pod wyjściem do samolotu. Na 20 minut przed startem pokład jest zamykany. Bagaż główny 30 kg, a kabinowy tylko 7 kg, jedna sztuka. Niedozwolone dodatkowe torby z aparatami fotograficznymi czy komputerami. Wymiary bagażu kabinowego 55x38x20 cm.

Tymczasem na kilka dni przed wyjazdem nadchodzi e-mail od organizatorów kongresu z prośbą o podanie sesji, którymi jestem szczególnie zainteresowana i na których będę obecna. Ponieważ program kongresu mam już przeanalizowany, szybko podaję wykaz 17 sesji, moim zdaniem najciekawszych. W odpowiedzi organizatorzy przysyłają propozycje przeprowadzenia wywiadu z trzema profesorami – mogę wybierać rozmówców. Po naradach strategicznych proszę o zapisanie mnie na wywiad z prof. Jeremy R. Chapmanem, przewodniczącym kongresu i prof. Francisem L. Delmonico z Harvard Medical School. Przygotowuję pytania i przesyłam do organizatorów.

W przededniu wyjazdu pakowanie walizki i bagażu podręcznego. Odprawa przez internet zrobiona.
Komu w drogę, temu czas!

Krystyna Knypl
https://sites.google.com/site/myjournalismkrystynaknypl/

DSC08981 dubajmini