Listopad

Czyli co się wyłania z jesiennej mgły

Ewa Dereszak-Kozanecka

Już listopad. Ani się człowiek obejrzał i znów, jak co roku, musi gnać po chryzantemy. A potem stać nad kwiatami i zachodzić w głowę, które kupić? Żółte, bordowe, fioletowe? Które będą najtrwalsze, najlepsze, najpiękniejsze? Otwieram portfel i wyrywam dziurę w domowym budżecie. A potem i tak będę niezadowolona z wyboru. Albo kupię za wcześnie – bo tańsze – i odłożę kwiaty na balkon, a potem zapomnę podlać, albo odłożę zakup na ostatnią chwilę i zapłacę jak za woły. Na koniec i tak okaże się, że na sąsiednich grobach jak zwykle kwitną dorodniejsze egzemplarze.

kotylistopadoweGeorges Groegaert Katzenspiele660

Przez całe dzieciństwo i młodość głowiłam się, jak tanio wprowadzić estetykę w Dzień Zaduszny na rodzinnych grobach. Prób było co niemiara, tyle ile świadomych lat, a sukcesów zaledwie kilka.

No cóż, czasem tak bywa, kiedy zbytnio nam zależy, a temat jest trudny.

kotlistopadxxx 660

Już listopad. Rzeczywiście drzewa już nagie, ogołocone, szare. A pod stopami stosy liści już powoli butwieją. Coraz częściej z rana wita mnie wiatr i deszcz, coraz zimniej jest nocą.

Listopadowe ciarki przechodzą po plecach.

Nieuchronna jesienna nostalgia czyha za rogiem i tylko patrzy, jak mnie dorwać. Ostrzy pazury, wysila wzrok, zastawia pułapki, rozciągając pod moimi stopami przepastne kałuże... i kaprawym okiem podgląda, czy już w nie wpadłam.

Równym krokiem, czasem grzęznąc w zaspach liści, idziemy z M. na jesienny spacer. We dwoje raźniej. Zerkam na M., marznie, ale się uśmiecha.

Pojutrze sama pobiegnę na cmentarz. To nawet zabawne polerować nagrobek, w nieoczekiwanie zgodnym tłumie przedświątecznych sprzątaczek porządkować miejsce przyszłego spoczynku.

Cóż, jak powiadają „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”... przywykłam myśleć o cmentarzu jako o mecie życiowych zawodów. Start, bieg i pewność, że wiem, gdzie dobiegnę. Z tej pewności czasem da się czerpać siłę. Fajnie znać miejsce, gdzie się spędzi wieczność.

A na razie siedzę w domu i zabawiam się przemijaniem. Bilansuję, przeliczam, oglądam pod światło – co po mnie zostanie?

kotylistopadowweGeorges Croegaert Napping660

Za oknem mrok, przed oknem (mokry) wiąz. Dom śpi. Wydobywam z pamięci okruchy wspomnień, łańcuch chwil, układankę życia. Koło mnie siedzą wszystkie moje koty. Właśnie cichutko i zwinnie wyszły z przedwieczornej mgły. Na sztywnych wąsach dymią zimne obłoczki. Dostojnie, z uroczystym mruczeniem zbliżają się do mnie, ciasnym kręgiem otaczając ekran komputera. Oto są – Wszystkie Moje Koty.

Pierwszy – taki młody, zabawny, łaciaty. Łobuz i rozrabiaka. Zbyt mało rozsądku, zbyt wiele odwagi.

Zupełnie jak ja w tamtych latach. (Och jaki Ty byłeś cudny, mój pierwszy kocie... Nie mogłam się nazachwycać, nasycić widokiem, oczu Tobą napasać...)

Drugi – spokojny stateczny, rozważny. Lśniący nieskazitelną czernią, cierpliwy domator... Tak, wiem, miałeś swoje tajemne sprawy, swoje tajemne ścieżki, o których istnieniu nikt długo nie miał pojęcia, ale w domu zawsze byłeś przed północą i pierwszy biegłeś sprawdzić, jak się mają dzieci.

Zupełnie jak ja w tamtych czasach. I też musiałam Cię pożegnać.

Bura. Jak się cieszę, że jesteś. Jeszcze się z Tobą nie rozstałam. Troszczyłaś się o mnie. Troszczyłaś się o wszystko. Pilnowałaś domu, kiedy ja nie mogłam. Zatroskana czekałaś, kiedy nie wracałam. Z niepokojem przyjmowałaś każdą nagłą nieobecność swoich podopiecznych. Dzielnie stawiałaś czoło przeciwnościom losu, prawie bez skargi znosząc ciężką chorobę.

– Zupełnie tego w tamtych czasach nie umiałam.

A kiedy spadł z nieba grom i dotychczasowe życie legło w gruzach, sama ciężko chora przychodziłaś przytulać się do mnie. Też musiałam Cię pożegnać.

Wszystkie moje koty przyjaźnie patrzą na siebie. Przecież znają już wszystkie tajemnice. Czekają, kiedy znów będę mogła je przygarnąć. Czekają na mnie.

Tak, nic nie mija bezpowrotnie. Zawsze zostawia w naszych sercach ślad.

W takie dni... A kysz! Nie damy się smutkowi.

Lubię łunę świateł nad cmentarzem i zapach płonących świec, tłum ludzi z chryzantemami, biegnący w jedną stronę, gwar rozmów i targowisko różności, w jakie zamienia się na ten czas, miejsce mojego przyszłego spoczynku...

A teraz dość tych bajek, czas spać...Chodźcie do mnie, moje koty, teraz czas zamruczeć coś na dobranoc, zagłuszyć lęk, oswoić noc. Obrońcie mnie przed złym snem.

kotylistopadowetumblr n4zmc7EtRn1soqrhbo1 660 

I znów listopadowy dzień. Słonce gdzieś przepadło, odłożyło blask do szafy. Z pobliskiego klonu leci liść za liściem. W podmuchach wiatru wirują kolory jesieni.

Lusia króluje na podwórku. Smukła, delikatna, zjawiskowa, jakby utkana z porannej mgły bezszelestnie wyłania się z zimnego bluszczu. Otrząsa łeb z zimnych kropel, mruży oczy. Jest szczęśliwa, jest dumna. Ma dokąd wrócić. Obudziła miłość w sercach dwóch.

Dla niej stolarz wstawił uchylne drzwiczki w starą bramę, dla niej wstawił klapkę w stare drzwi do dawnego mieszkania, gdzie od lat mają swoje miejsce stare, dumne i cenne przedmioty. Pamiątki zbierane przez ludzi, których już nie ma. Targowisko wspomnień i minionego bogactwa wystawionego na sprzedaż. Tam, w ciepłym kątku obok pieca znalazła swoje miejsce. Za dnia zasypia przy kasie, w nocy zwiedza krzywe zaułki starego miasta. A nad ranem – właśnie wraca... Na sztywnych wąsach stygną krople mgły. Antykwariat to właściwe miejsce dla kota, istoty z natury swojej znającej wszystkie tajemnice przemijania.

Przynajmniej ona tak sądzi.

Specjalnie dla Lusi, która zapewne nieprzypadkowo znalazła dom w cieniu dawnego piękna, dla innych kotów i dla zakochanych w nich (kotach) właścicieli, kolejny akord kociej obecności w malarstwie.

Przez przypadek tylko pokazujemy koty w towarzystwie pośredników pomiędzy nimi, nami a wiecznością. Wszyscy mamy się dobrze i na razie tutaj całkiem nam się podoba.

koty listopad 5d9c67791b61 400

A teraz:

Panie i Panowie, oto przed Wami Georges Croegaert (1848-1923) – belgijski malarz akademicki.

Urodził się w Antwerpii, ale miejsca w Belgii długo nie zagrzał. Nie zatrzymały go nawet słynne belgijskie czekoladki. W wieku dwudziestu ośmiu lat przeniósł się do Paryża, gdzie spędził resztę swego życia. Malował portrety głównie kobiet i dostojników kościelnych oraz sceny rodzajowe z udziałem tychże. Jego niektóre obrazy dość złośliwie i zabawnie komentowały rzeczywistość, zwłaszcza z życia wyższego duchowieństwa. Zapewne też dlatego uchodził za antyklerykała. Ale przecież nie wiemy, czy był nim w istocie. Malował pięknie i starannie z zamiłowaniem do karykatury.

Wpisał koty w dość specyficzny i obcy kotom kontekst. A one oczywiście, jak zawsze, znakomicie się w nim odnalazły. Swoją obecnością ociepliły nieco złośliwy wizerunek. I jak to mają w naturze, mimochodem przyniosły trochę więcej piękna, niż to wynika z malarskiego konceptu.

Panie i Panowie, przed Wami znakomity malarz, mistrz purpury, nieukładny akademik – patrzcie, podziwiajcie i krytykujcie!

Ten wybór jest zupełnie przypadkowy – nie ma nic wspólnego z listopadem. To po prostu niespodzianka, jaką zgotowały mi koty, pokazując kolejne pola swojej sławy’.

#

Inną sprawą jest, że nostalgia przemijania dotyka też naszego cyklu. Powoli czas się żegnać. Jeszcze tylko grudzień i nasze koty godnie odejdą do lamusa.

Stare płótna zapomnianych artystów znów pokryje kurz. Cóż, wszystko, co dobre, zbyt wcześnie się kończy.

Dziękuję Państwu za dwa lata wspólnej przyjemności.

Pięknie się kłaniam i zapraszam na kolejną, ostatnią już, grudniową odsłonę kotów malowanych.

Ewa Dereszak-Kozanecka
psychiatra

Źródła ilustracji:
http://i082.radikal.ru/1011/a5/5d9c67791b61.jpg
http://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Anti-clerical_art_by_Georges_Croegaert?uselang=pl#mediaviewer/File:Georges_Croegaert_Napping.jpg
http://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Anti-clerical_art_by_Georges_Croegaert?uselang=pl#mediaviewer/File:Georges_Groegaert_Katzenspiele.jpg
http://www.bonhams.com/auctions/20787/lot/44/
http://www.the-athenaeum.org/art/full.php?ID=71602
http://www.the-athenaeum.org/art/full.php?ID=71791
http://www.the-athenaeum.org/art/full.php?ID=71404
https://www.tumblr.com/search/croegaert