Królowa Śniegu

ryceszGiez nr4 660

@Curcuma Zedoaria

Było już bardzo późno, prawie środek nocy. Znużony naród zapadał w sen. Nad miastem i pałacem narastała majestatyczna, płochliwa cisza. W komnacie koronacyjnej płonęły jeszcze świece. Na kominku wesoło trzaskały zimne ognie.

Sala była ogromna. Wysoki sufit wsparty na czterech potężnych marmurowych kolumnach tonął hen, w ciemności nocy. Rozbłyski światła wycinały z mroku lśniące fragmenty biało-czarnej szachownicy marmuru, czystej i zimnej jak lód. Pośrodku podłogi stała, samotna jak wyspa na zimnym oceanie, złocona rekamierka. Antyczny mebel z kaukaskiego orzecha, tapicerowany adamaszkiem w biało-perłowe pasy. Obok, niecierpliwie wzdychając, czekał delikatny nocny stoliczek z kryształową zastawą w błyszczących obejmach z mrożonego srebra.

Drzwi komnaty otworzyły się z hukiem. Królowa weszła do środka.

Och, jaka jestem zmęczona, pomyślała, z chęcią się położę... Ciasny szafirowy kostium opinał gibkie ciało. Musiała bardzo uważać, żeby nie uczynić żadnego nagłego ruchu, który mógłby narazić na szwank kunsztowne dzieło francuskich krawców. Ostrożnie uplasowała się na niewygodnym meblu. Wymuszał władczą pozycję pleców i ramion, i pięknie eksponował jej kształtne stopy.

Te stopy, ach, te stopy… Lubiła pieścić wzrokiem ich kształty, wymagała, by każdy przekaz medialny kończył się najazdem kamery na czubki jej stóp, zawsze obutych w nienaganne pantofelki.

Nie zamierzała powtórzyć błędów Kopciuszka.

Zrzucić pantofelki, czy nie zrzucić? Może lepiej nie... Niebotycznie drogie delikatne szpilki od Louboutina dodawały jej wdzięku i charakteru, przykuwały wzrok, a właśnie o to przecież chodziło.

Palcami przeczesała krótką potarganą fryzurkę. Ściągnęła okulary i rozmasowała nasadę nosa. Świat uległ gwałtownej przemianie, jakby złagodniał. Muszę kupić kontakty, pomyślała, nie mogę ulegać złudzeniom.

Usłyszała pukanie do drzwi…

– O, pani – wierny Krasnolud giął się w pokłonach – imć Książę już jest.

– Dobrze – warknęła – każ mu czekać.

Tu wyjaśnimy naprędce, iż przyboczna gwardia Królowej składała się prawie wyłącznie z dzielnych Krasnoludów. Były dość niskie, krzepkie, wierne i oszczędne w słowach. Konsekwentnie i bez reszty milczały na każdy temat. Szanowały ją, chroniły i pomagały. Bez zbędnego gestu i bez marudzenia spełniały wszystkie jej zachcianki. Dyskretnie wynosiły z sypialni ciała kolejnych przegranych absztyfikantów.
Krasnoludy były szczęśliwe, że mają ją – Królową. Jej zaś zadowolenia dostarczała myśl o karnej armii gotowej do wszelkich posług.

– Wprowadzić!!! – krzyknęła.

Krasnoludy wepchnęły do środka przerażonego Księcia.

Książę był naprawdę ledwo żywy ze strachu. Wiele słyszał. Znał na pamięć wiele opowieści o swojej Królowej. Słyszał je na co dzień i od święta. Na bazarze, w restauracji czy w barze, przy piwie. A w resorcie?! W resorcie tak się bano, że w ogóle nic nie mówiono. Ani o Królowej, ani o tym, o czym wiedział każdy mieszkaniec Lodowej Republiki. Im bliżej pałacu, tym większe panowało milczenie.

Padł na kolana.

Nie śmiał podnieść głowy, nie śmiał podnieść na nią wzroku. Przez ściśniętą grozą krtań nie mógł wykrztusić należnego powitania… Strach narastał, paraliżował myśli, gesty i członki… Przemógł się w końcu.

– Chwała ci, pani – powiedział.

Jego głos, przetaczający się w eterze jak grom, brzmiał teraz słabo, cicho i piskliwie…

– A cóżeś ty taki słabowity? – zagaiła. – Wołałam tu lwa, a myszkę mi dają. Pamiętaj, Książę – ja wymagam. Moi ludzie to ludzie władzy. Twardzi, nieugięci, nieustępliwi. Mówiły mi Krasnoludy, że dzielnie walczysz z poddanymi. Łby ścinasz równo, serca zatrważasz, opór kruszysz. A tu, kurczaczek taki, cały drżysz. Wstań i słuchaj – ciągnęła. Wytrwaj, a jeśli ustąpisz choć o grosz – zetnę. Osobiście zaprowadzę na szafot. Litości nie będzie!

– Nie ustąpię – bełkotał. – Nie ustąpię ani o grosz... Osobiście dopilnuję, zmiażdżę, zetrę w proch… – pochlipywał. Przy tej kobiecie tracił całą pewność siebie. Ale do czasu, pomyślał, nikt nie jest wieczny.

– Możesz podjeść i pocałować moją dłoń – zezwoliła.

– O, pani – wyrzęził – jestem najszczęśliwszym z ludzi!

Patrzyła na niego uważnie. Jej stalowy rycerz. Taki twardy, taki męski, zdecydowany.

I ona, sama bywała zaskoczona. Jej kariera potoczyła się tak szybko. Zaczynała jako zwykła Wróżka Zębuszka. Nic wielkiego w świecie wielkiej polityki… Wystarczyło być konsekwentną i wytrwałą i nie łakomić się na łatwy żer. Ten oto mężczyzna też był taki. Też miał plany i ambicje, widziała w jego oczach, jak bardzo pragnie jej stanowiska.

Ujęła jego ramię w stalowym uścisku.

– Chodź – szepnęła – chodź do czerwonej komnaty.

Nie mógł już bardziej poblednąć. Słyszał wszak o ścianach obijanych grubym pluszem, który tłumił każdą skargę, każdy straszliwy jęk… Tak bardzo się bał.

Wlokła bezbronnego przez bezmiar marmurowej posadzki wprost do czerwonych drzwi.

Wszystko wokół z nagła pociemniało.

– Otwórz – rozkazała.

W pluszowej komnacie panował idealny ład. Wszystko było jak należy na swoim miejscu. Widać, że gospodyni zadbała o każdy detal. Łańcuchy mocowane do ścian, stalowe obroże, imadła do miażdżenia kończyn, piły łańcuchowe, noże i widelce – błyszczały jak słońce. Ułożone równo w praktycznym porządku czekały na swój czas.

Szeregi biczy, rózg i szpicrut w karnych szeregach zdobiły ściany. Praktyczna stalowa podłoga z obszernym odpływem chłodziła zapędy i rozgorzałe emocje.

– O, pani – jęknął Książę. Czuł jak uchodzi zeń życie, podczas kiedy ona wprawnie zakładała mu pęta…

– Nie bój się – szeptała – jesteś mi jeszcze potrzebny. Wiem jak bić, żeby śladów nie było…

Krótko po północy Krasnoludy wywlokły wycieńczonego Księcia na zamkowy plac. Ledwo zaczerpnął świeżego powietrza w obolałe płuca, a już otoczyła go armia wieściopisarzy…

– Był pan na dywaniku u Królowej? – pytali jeden przez drugiego. – No i jak było? Coście ustalili? – pytali natrętni jak osy.

Naprawdę nie chcielibyście wiedzieć, pomyślał.

– Wszystko w porządku! Królowa jest bardzo zadowolona z przebiegu rozmów. Nie ustąpimy ani o grosz! Muszą państwo wiedzieć, że żaden samozwańczy smok, nawet zielony, nie będzie pustoszył naszego królestwa!

Królowa tymczasem z wolna szykowała się do snu. Pozbywszy się sztywnego pancerza prosto od francuskich krawców, przemierzała lekko znużona marmurową komnatę. W drodze do sypialni mijała setki swoich portretów. Uśmiechały się do niej i szeptały czule. Naprawdę, czy ci wszyscy wielbiciele zbytnio jej nie pochlebiali?

Usiadłszy na łożu, rozsunęła zasłony baldachimu. Tak, to była jej dzisiejsza nagroda, najnowszy z serii nowoczesnych portretów, słodki deser po pracowitym dniu. Utkwiła wzrok w postaci z obrazu. Cała ja. Obym tylko nie zapomniała jutro ściąć malarza, niech już nigdy nikogo tak pięknie nie namaluje – pomyślała i zapadła w słodki królewski sen…

@Curcuma_Zedoaria
psychiatra

27. Mujer sentada 660

Źródła ilustracji
1. Rys. Zen 
2. http://commons.wikimedia.org/wiki/File:27._Mujer_sentada.jpg?uselang=pl