Śpiąca Królewna

@Curcuma Zedoaria

teatrpodchorympecherzemSkowyt1 660

W komnatach Królowej Śniegu panowało nerwowe zamieszanie. Cały dwór biegał tam i siam w wielkim zamieszaniu, pozorując celowe działania. Królowa i jej dwórki czuły już zew zbliżającej się wiosny i z pewnym niepokojem szykowały się na jej nadejście. Swobodny nastrój zadowolenia władzy nieco mącił strach, że ta bajka mogła zbyt szybko się skończyć. Bo już oto w maju miały odbyć się kolejne wybory Karcianego Króla. Królowa już dawno wyznaczyła swojego namiestnika i rozkazała urzędnikom budować podwaliny przyszłego sukcesu.

Wieść gminna lotem błyskawicy obiegła kraj. Oto Królowa szuka wiernych i lojalnych młodych mężczyzn, którzy pomogą jej w budowaniu wyborczego sukcesu Kandydata… Ci, którzy znają historie Lodowej Republiki, wiedzą już, że tajne komnaty Królowej zapełnione są nieszczęśnikami, którzy zawiedli. Onegdaj pełni chęci przypodobania się władzy, dziś przybici do ścian, skuci łańcuchami dogorywali z głodu i ran w stalowej komnacie.

Tak, tak. Kariera na dworze podobno mogła przynieść sławę i znaczenie.

Ale Królowa nie wybaczała niepowodzeń. Sama była doskonała i tegoż wymagała od podwładnych.

Tak więc co śmielsi młodzieńcy przybywali na dwór po szczęście, sławę i majątek, w zamian za zapał i młodość otrzymując wieczne zapomnienie i sromotną śmierć.

Radowało się serce Królowej…

Tylu młodziaszków gorących, chętnych, zagubionych w wielkiej stolicy. A dokoła wiosna i kwitną magnolie. Jak pięknie jest żyć…

Tymczasem w kraju...

Tymczasem w kraju źli ludzie po kątach szeptali, oj szeptali.

– Źle się dzieje, paniusiu, oj, źle się dzieje.

Niezadowolonych skrzyknął do siebie Wielki Mag. Wielki Mag miał talent niezwykły. Choć postury niepozornej, powierzchowności bezładnej, dobrodusznej i miękkiej, zmieniał świat wokół siebie. Wystarczyło jego jedno spojrzenie i już każdy szczęśliwy dotychczas poddany czuł się biedny, mizerny i wykorzystany. Uczucie to narastało stopniowo, aż w końcu osiągało pułap gniewu tak wielkiego, że mógł ściągać gromy z jasnego nieba.

I tak też się stało

Z tego gniewu gorącego, z tego nieba jasnego, żalu niewypowiedzianego i woli mas stał się nowy kandydat na Karcianego Króla. Jasny jak łan pszeniczny, błękitnooki jak niebo w upalny dzień, młody, dziarski, zwinny i wytrwały.

Młodzian ów był tak ambitny, że nawet nie myślał o służbie magom czy Królowej. Wiedział, że może iść własną drogą, po swoją władzę.

A wiosna jemu też sprzyjała. Tak już jest, że wiosna młodym sprzyja i spojrzenia kobiet na młodych kieruje.

I znowu w pałacu…

– Oj, źle się dzieje – szeptali doradcy Królowej. – Źle, oj, źle. Młodzieniec rośnie w siłę, wytrwały jest, naprzód idzie, uśmiechy rozdaje, obiecuje, że Waszą Wysokość przepędzi i wiosenne porządki wprowadzi. I co będzie, jak Młody w każdym domu zagości? Niedobrze.

Sława i znaczenie Młodzieńca rosły tak szybko, że Królowa miała się czego bać. Zamyśliła się głęboko…

Słów kilka o Szczwanym Lisie

Szczwany Lis Socjalis już od dawna pozostawał na marginesie. Pochylony pod brzemieniem czasu ledwo przebierał łapami. Kły mu wypadły, sierść wylazła, a i ogonem swobodnie już machać nie mógł, nie mówiąc już o tym, że po ognistej rudości nawet wspomnienie już nie zostało… Rozum mu się mieszał pod wieczór, wątroba wymiękła, kaszel okrutny płuca rozrywał. Ale pazury jeszcze miał ostre. Jeszcze sił ostatkiem trzymał tę spłacheć władzy niewielką, jaka po przejściu burz dziejowych mu się ostała.

Naród patrzył i się dziwował. Skąd ten starzec zajadły i suchy tyle sił bierze, by u władzy tak ciągle się trzymać?

Sił już nie miał. Wigoru nie miał. Ale chytry był i był Lisem. A wiadomo – lis im starszy, tym bardziej podstępny i przekręt niejeden wymyślić potrafi. No i ciągle jeszcze miał paru przyjaciół, których lojalność raz do roku odświeżał, zapraszając ich na wspólne wspominki i skarbów przeliczanie.

Wizja Królowej

Tymczasem królewski niepokój narastał. Co zrobić, co zrobić? Jak powstrzymać Młodzieńca? Sprawowanie władzy jest tak męczące.

Ale czasem los przyniesie jakiś prezent – i tak z niebytu wyłoniła się Królowej piękna myśl. Pogada z wyliniałym Lisem. Zaprosi starca na wino. Jakąś gąskę mu podsunie. Pełno tego na dworze. Wiosna idzie, starzec pewnie złakomić się powinien. Poprosi pięknie, prowincje mu obieca. Może chytrus wymyśli jakiś sposób, jak własny ogon ochronić i Królową na tronie zachować.

Wysłała wieści. Starzec przyjął zaproszenie. W stalowej sali śród jęków młodzieńców rozpiętych na hakach cyrograf krwią podpisali.

A oto ciąg dalszy

Z rozkazu Lisa armia młodzieńców ruszyła w las. Mieli szukać pomysłu. Szukali, szukali, szukali. Szukali wszędzie tam, gdzie młode oko mogło coś dojrzeć, a młode ciało mogło dotrzeć. Po moczarach i szuwarach. Po pustyniach i jaskiniach. Po zamczyskach i spichlerzach. Po górach i dolinach. Po zakamarkach wielkich miast. Przeszukali rzeki, jeziora i wysypiska. Przeszukali wioski i osady. Szli ławą przez kraj. I nic. Żadnych natchnień, żadnej nadziei…

Aż posmutniała wiosna. Czyżby przyszłość do starców miała należeć? A co z miłością?

A tymczasem na uboczu…

A tymczasem na uboczu w pewnym prastarym grodzisku, które twierdziło, że nigdy nie chciało być stolicą, w bielonej grocie pod Zamkiem mieszkało gderliwe Smoczysko.

Gderliwe i złośliwe było z natury swojej, jednak przez wieki nieco na grozie straciło, a zyskało na mądrości... Smoczysko niechętnie wychodziło z groty. A po cóż miało wychodzić? Nawet świeżego powietrza na zewnątrz już nie można było zaczerpnąć, bo go nie było, ani dziewicy żadnej do przekąszenia znaleźć nie sposób. Smoczysko bało się gawiedzi, obawiało języków i od ludzi stroniło… A zresztą po co miało wychodzić??? Tu w grocie miało wszystko, czego mogło zapragnąć.

Dorastała na jego łonie

Ogrzewało ją swoim oddechem. Wyrywało sobie błyszczące łuski i robiło dla niej broszki i korale. Karmiło ją krwią własną. Czyściło, hołubiło, tuliło, bajki opowiadało. Patrzyło na nią wzrokiem tak pełnym czułości, że serce topniało. Kochało swoją dziewczynkę.

Z dumą i niepokojem patrzyło, jak dorasta. Godzinami objaśniało jej sprawy świata tego. Mówiło jej wszystko, bez ogródek. Chciało, żeby jego dziewczynka była dobrze do życia przygotowana. Była taka piękna. Idealna. Słodka, delikatna, dziewczęca. Warkocz miała złoty i oczy niebieskie. A ząbki jasne jak perły i ostre jak brzytwa. Pazurki mocne. Choć tak misternie ulepiona, silna była i wytrwała. Głowę miała jasną i otwartą. Uczyła się chętnie. Tak, wiedziało, że mu się udała. Prawdziwa Słowianka. Więc żeby ją w pięknie takim zachować, uśpiło ją na chwilkę. Taką śliczną. Na dzień, na rok, na lata… Niech śpi prześliczna. Gdy nadejdzie jej czas, to się ją obudzi…

Tymczasem Szczwany Lis

Tymczasem Szczwany Lis niepomiernie uradowany brakiem sukcesu królewskich młodzieńców, urwał się z dworu na chwilę. Przypomniał sobie starego przyjaciela ze smoczej groty…

Wiedział, że Smoczysko wychodzi niechętnie. Bo powietrze nieświeże, a i Karciany Król lubił czasem urządzać wypady z flintą „na starego smoka”… Czasem nawet gości zagranicznych ze sobą zabierał. Towarzystwo, bywało, broni utrzymać nie umiało, Panu Bogu w okno strzelało, żadnych reguł nie poważając. Co poniektórzy kałasznikowy ze sobą zabierali… Nie chciało Smoczysko z hołotą się bawić, wolało w grocie leżeć i marzyć.

O tym wszystkim Stary Lis wiedział. I właśnie jechał do dawnego kumpla. Miał z nim interes do obgadania.

Niepokój Królowej…

Powoli narastał na komnatach niepokój. Zauważono nieoczekiwaną nieobecność Szczwanego Lisa. Co ten drań chce wykręcić? – zastanawiała się Królowa, zapamiętale tnąc batem rozpiętych na hakach nieszczęśników. Co zamierza wykręcić?

Jęki smaganych nieco koiły jej strach.

Smoczy układ

Och! Ucieszyli się ogromnie ze spotkania starzy przyjaciele… Smoczysko z radości ryknęło tak głośno, że wzgórze zamkowe zadrżało. Beczkę wina wypili, jagnię całe spożyli. I papiery podpisali.

pruszkowski-witold-bachantka 400

Wracał Stary Lis radosny. Na tylnym siedzeniu drzemała ona. Prześliczna, słodziutka, tak delikatna, że aż nierealna.

Lodowa słowiańska Śpiąca Królewna. Jeszcze nie wiedział, co z nią zrobi. Jeszcze nie wiedział, czego będzie od niej chciał, ale wiedział, że musi działać szybko.

Miał asa w rękawie... Popatrzył na słodką Królewnę. Pochrapywała cichutko. Nieskalana żadną myślą prześliczna twarzyczka przykuwała wzrok. Boska, tak, boska. Musi dowieźć ją bezpiecznie do stolicy. Musi jej strzec, jak obiecał Smoczysku. Och, piękna jesteś, dziewczyno, i proszę, nie psuj tego – nie obudź się.

Powrót do stolicy

Stary Lis, zwany Szczwanym, na miejscu zwołał swój sztab kryzysowy. Zaryglowali zamki. Odrzucili drabiny i liny. Naszykowali gary z wrzątkiem. I tak przygotowani na odparcie ataku Królowej Śniegu i jej mroźnej gwardii, tonąc w obłokach wrzącej pary, ogłosili światu nadejście nowej Królowej. Kandydatki idealnej. Słodkiej jak miód, złotej jak łan, błękitnookiej jak sen o chabrowej nizinie. A przede wszystkim młodej. Wiosna zarżała z uciechy…

Telewizory w domach poddanych zamarły. Potem dostały bolesnej czkawki. Niektóre zakrztusiły się plazmą… A potem oczom naszym ukazały obraz doskonałej harmonii. Królewny tak pięknej, że tylko gbur nie oddałby na nią głosu.

Królewna patrzyła z tysiąca ekranów. Patrzyła i spała… I spała tak pięknie… Lis westchnął. Westchnęły narody. I gdzieś w niepamięć odszedł pszeniczny młodzieniec. Z osłabłej dłoni Karcianego Króla wypadła flinta i z hukiem wyrżnęła o podłogę.

Królowa Śnieżyca poczuła, jak wściekłość zamraża jej serce. Zacisnęła zęby i pięści. Czerwone paznokcie wbiły się w ciało. A kropla krwi z wolna popłynęła po chłodnej podłodze…

Wojna... – wyszeptała pobladła.

Wojna!

Chcecie może wiedzieć, jak zakończyła się ta historia?*

Ja się nie spieszę… poczekam, zobaczę, co przyniesie czas. Sama jestem ciekawa, jak ta historia się skończy. Sama jestem ciekawa, co do tej historii wniosą poddani Jej Śnieżnej Mości. Jak zadecydują?

Ale tak czy siak, przyrzekam, że Śpiącej Królewny nie obudzę. Obiecuję zostawić ją Wam piękną i śpiącą jak zawsze, na zawsze. Nie zasmucę Smoczego serca.

A na razie chodźcie biegać na łąkę. Niech się wiosna nami ucieszy…

@Curcuma_Zedoaria
psychiatra

*Zakończenie aternatywne dla realistów twardo stąpających po ziemi

Idźcie, proszę, na wybory i dopiszcie wymarzony ciąg dalszy, Drodzy Czytelnicy... To od Was zależeć będzie, czy ta historia okaże się słodka, czy straszna. Ale błagam, tak czy siak nie budźcie Królewny. Pozwólcie jej spać. I chodźcie biegać na łąkę. Niech wiosna się nami ucieszy.

No i koniecznie wyłączcie telewizor!

Źródła ilustracji
1. Rys. Zen
2. https://bialczynski.files.wordpress.com/2010/04/pruszkowski-witold-bachantka.jpg