Wysokie drzewa

O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa (Leopold Staff)

Rafał Stadryniak = @Grypa

Wysokie drzewa muszą być też stare. Można założyć dość bezpiecznie, że stare równa się wysokie. A nie może być i młode i wysokie jednocześnie? Otóż nie może. Po pierwsze bambus to trawa, a po drugie nie o bambusach ta pieśń.

xxosleuszyObiektywem nr6 splaszcz660

Nasz Doktor z ołówkiem w ręku

analizował strukturę wiekową zatrudnionych w przychodni. I bez ołówka widać było, że wszyscy bardzo się zestarzeli, czyli jak kto woli, posunęli w latach. Lekarze, kiedyś młodzi i wprost po studiach, nie wiadomo dlaczego teraz mieli po 50 lat i to ci najmłodsi.

Przykład 90-latka z Pomorza pracującego w pogotowiu był koronnym argumentem za tym, że czeka nas w życiu jeszcze wiele pracy.

Na horyzoncie nie widać było tzw. nowych twarzy. Rozmowy w pracy oscylowały między najnowszym kremem na zmarszczki a wyjazdem do pilnowania wnuczków do Radzymina.

A gdzie seks i sporty motorowe?

Myślał z goryczą Nasz Doktor, który uważał, że jest jeszcze dość młody.

W tej sytuacji narzekania że zestarzały nam się także pielęgniarki, były doprawdy śmieszne.

Czasem wspólnie z kolegami z sąsiednich peozetów marzyło się o zatrudnieniu młodego personelu, żeby go potem ukształtować i wychować oraz odpowiednio ułożyć. Były to tzw. rojenia po dwóch piwach. Młody narybek był niestety niezbyt sprawny w pracy, za to grzeszył asertywnością i groził ciążą… Podobno ciąża to nie choroba, ale to jej właśnie obawiał się najbardziej polski przedsiębiorco-pracodawco-świadczeniodawca. Za to prawdopodobnie pacjenci byliby bardziej usatysfakcjonowani. Młodość jest w cenie. Młody lekarz i młoda pielęgniarka przyciąga jak magnes pewien typ pacjentów, którzy żerują na takiej młodości, na świeżości i na naiwności. Młodość jest w cenie i to się w najbliższym czas nie zmieni. Młodość to magnes, który przyciąga skołatane dusze i powykręcane ciała.

Zresztą młoda pielęgniarka to wątek i osnowa wielu odważnych filmów, nie tylko o POZ.

Nasz Doktor przejrzał teczkę z podaniami o pracę.

Czego tam nie było: deklarowana pełna dyspozycyjność, prawo jazdy, kursy i znajomość języków. I oczywiście poruszanie się w internecie.

W to akurat nie wątpię, myślał Nasz Doktor, który wiedział, że palacz papierosów zużywa w ciągu miesiąca ze dwa dni na przerwy w paleniu. Internetowy surfer właściwie cały czas przebywa w bliżej nieokreślonym miejscu.

Zdjęcia wyglądały zachęcająco. Cóż, kiedy obowiązuje dyscyplina finansowa, westchnął Nasz Doktor. To nie szpital dawnymi laty, gdy zatrudniało się każdego, kto wracał do miasteczka po tzw. szkołach. Po korytarzach przewalały się tabuny nowych lekarzy, pielęgniarek, masażystów… Aż się łezka w oku kręci.

A cóż jest piękniejszego nad wysokie drzewa?

Ano właśnie.

Tylko niskie i młode drzewka…

Z czasem wysokie drzewa zaczynają nieuchronnie chylić się ku ziemi, porastać mchem. Pół biedy jeśli rosną w puszczy będącej rezerwatem przyrody. Tych nie wolno tknąć nawet złą myślą.

Dobrze, że zdjęcie można zrobić bezkarnie, gdyby tylko ktoś miał taką ochotę – dywagował hipotetycznie Nasz Doktor.

W pracy wysokie drzewa stają się z czasem problemem. Symptomy wysokości stają się widoczne i uciążliwe. Lekarz zaczyna opowiadać te same dowcipy po kilka razy dziennie i wypisuje biseptol wszystkim, którzy ośmielą się przekroczyć próg gabinetu. Pacjenci komentują, mimowolnie trafiając w sedno: patrzcie, ale urósł. Kiedyś to można było sobie pogadać, a teraz tylko „tak, tak, nie, nie, i następny proszę”.

Urośnięte pielęgniarki stają się kompletnie niedecyzyjne i po wszystko odsyłają do lekarza albo delegują każdy problem na młodsze koleżanki, odrywając je od pracy.

Innym typem jest wszystkowiedzące zasuszone drzewo, które straszy już swym tonem przez telefon, a na miejscu, w przychodni pacjent upewnia się, że nie miał omamów słuchowych.

Czy gdzieś jest mityczny szczyt, lekarska góra Narayama,

gdzie wynosi się zużyty i podniszczony personel medyczny, aby dożył swych dni i nie męczył się długie lata w pracy? Na górze N panowały surowe warunki zimowe i nie było żadnych drzew. Wynoszenie na górę było w tym wypadku odpowiednikiem strącania w przepaść niepełnowartościowych osesków praktykowane w Sparcie.

Czy okoliczność, że pismo staje się nieczytelne, jest wystarczającym powodem do lekarskiej emerytury? Albo taki fakt, że pielęgniarka nie może się sama schylić, nie mówiąc już o zarzuceniu sobie pacjenta na plecy jest dowodem, że straciła sprawność zawodową?

ZUS poucza nas, że jak jednonogi zwraca się do państwa po rentę, to otrzymuje prostą informację, że jest zdolny do pracy, tylko o tym nie wie. Musi sobie jedynie znaleźć stanowisko, na którym druga noga by tylko przeszkadzała. Najlepiej takie, na którym nogi nie są w ogóle potrzebne. A jakie to stanowisko? A to już nie sprawa ZUS-u.

Ale się zagalopowałem w tym myśleniu, Nasz Doktor przerwał bolesny wątek roślinny. A tu pacjenci wcale nie lepsi. Starzeją się na potęgę, chorują, czego jesteśmy świadkami, a czasem nawet i sprawcami. W oczach rodziny, ma się rozumieć.

Taki był zdrowy, zanim nie zaczął chodzić po lekarzach – to typowy lament rodziny. W domyśle stoi: nie wiedział kiedy przestać chodzić po doktorach i umarł.

Nasz doktor przeciągnął się jak kot.

Robił tak, ponieważ koty wiedzą co dobre. Tym razem wszystko zaskrzypiało i zatrzeszczało. Przez te efekty dźwiękowe nie dosłyszał, kiedy w drzwiach pojawił się rozpromieniony kolega Nieztych.

– Wiesz, pacjenci mi się skończyli – Nieztych mrugnął szelmowsko. – Może skoczymy gdzieś na miasto?

– Może i tak, ale wiesz – tu Doktor otarł pot z czoła – ja tu muszę przeglądać CV. Rekrutujemy nowy personel, a to poważna sprawa. Już tow. Lenin odnosząc się do kodeksu pracy kategorycznie twierdził, że kadry są najważniejsze.

– To świetnie się składa – Nieztych zatarł ręce. – Wyskoczymy do mojego referencyjnego pubu Hole in the Wall. Ty sobie będziesz przeglądał papiery, a ja zrobię casting live. W Hole zawsze coś się wybierze. Jeszcze nigdy się nie zawiodłem – tutaj Nieztych uśmiechnął się szelmowsko i wyciągnął ręce nad głowę, wyłamując stawy. Nie zatrzeszczało.

Dziwne. Musi przyjmuje jakieś lubrykanty stawowe, domyślił się Doktor.

– No to co tak stoimy jak dwie kłody. Komu w drogę, temu zastrzyk nogę – zakrzyknął dziarsko Nieztych. – A na drzwiach sobie wywieś karteczkę, że masz godziny administracyjne w plenerze albo raczej napisz, że w terenie.

I ruszyli…

Rafał Stadryniak
internista

PS Casting zapewne udał się jak należy. To znaczy nie wiadomo nic na temat przebiegu, gdyż nie powstały żadne protokoły. Nie było też ofiar w ludziach.

Większość zdarzeń wieczoru została przesłonięta dyskretną mgiełką niepamięci.

Jeszcze przez tydzień Nasz Doktor chodził do pracy z lekkim niepokojem, czy aby ktoś, kogo ni cholery nie pamięta, nie zgłosi się do pracy. Tydzień minął i niepokój ustąpił.

Kolega Nieztych natomiast pochwalił się niechcący, że dostał jakiś dziwny SMS w stylu niewybrednym: „To jak, dostałam tę pracę?”. W dodatku bez podpisu.

– Takie niesmaczne anonimy to ja kasuję w locie – ciągnął Nieztych, przeglądając rejestry w komórce.

A na przyszłość to trzeba trzymać karty przy orderach i nie obiecywać nic od razu. Trzeba grzecznie podziękować za rozmowę i pożegnać się standardowym: dziękujemy, oddzwonimy wkrótce. R.S.

Rys. Zen