Piszmy nazwy międzynarodowe leków na receptach!

Wyklęty powstań, ludu ziemi!

Marzena Więckowska = @Famedyk

Z rozrzewnieniem wracam pamięcią do czasów sprzed dwudziestu kilku lat, czyli do początków mojej pracy, kiedy to recepta lekarska była pisemnym poleceniem lekarza dla farmaceuty dotyczącym leków, które mają być użyte w leczeniu. W tym czasie kolejne ekipy urzędników, zasiadające w przestronnych gabinetach gmachu Ministerstwa Zdrowia, zdołały tak dalece skomplikować przepisy dotyczące wystawiania recept przez lekarzy, że obecnie czynność ta przypomina raczej akrobacje niezbyt wprawnego linoskoczka nad przepaścią i to z zawiązanymi oczami.

Przepisy te znajdują się bowiem w co najmniej trzech ustawach oraz kilkakrotnie w ciągu roku zmienianych aktach wykonawczych. Z tego powodu są tak zagmatwane, że niejednokrotnie sami urzędnicy Ministerstwa Zdrowia mają problem z ich interpretacją. Co ciekawe, w gąszczu tych przepisów próżno szukać definicji samej recepty. Jej istota została tak dalece zatracona i wypaczona, że mało kto zauważa, iż rozbuchane paragrafy wstydliwie przemilczają fakt, iż tak naprawdę nikt już dziś nie wie, czym jest recepta i że stała się ona czymś na kształt czeku aptecznego.

A co myśli sobie na ten temat zapracowany lekarz? Rozkładanie na czynniki pierwsze zawiłych paragrafów nie jest tym, do czego jesteśmy przygotowani i powołani, ani też tym, co jakoś specjalnie lubimy. Powiem wprost: dla normalnego lekarza jest to po prostu strata czasu. Jednak dla lekarza polskiego jest to, niestety, myślenie życzeniowe, ponieważ już niejednokrotnie przekonaliśmy się, że jeśli sobie sami nie rozłożymy ministerialnej papki na cząsteczki, a potem na atomy i nie poukładamy tego po swojemu, to marny nasz los. Można by zapytać, co robią w tym czasie liczne organizacje zrzeszające lekarzy, na które płacimy niemałe składki, jednak nie pozostaje nam nic innego, jak tylko wierzyć w to, że mają one ważniejsze sprawy na głowie.

Tematem, który od niemal dwóch lat powraca niczym bumerang, jest kwestia stosowania nazw międzynarodowych na receptach. Sposób pisania nazwy leku na recepcie określa rozporządzenie ministra zdrowia z 21 grudnia 2012 roku zmieniające rozporządzenie w sprawie recept, w którym określono, że dane dotyczące przepisanych leków obejmują „nazwę lub nazwę powszechnie stosowaną (międzynarodową) leku albo rodzajową lub handlową nazwę środka spożywczego specjalnego przeznaczenia żywieniowego, wyrobu medycznego lub ich nazwę skróconą, która w jednoznaczny sposób pozwala określić przepisany lek, środek spożywczy specjalnego przeznaczenia żywieniowego, wyrób medyczny”. Z tego wynika, że używanie nazw międzynarodowych leków jest w pełni zgodne z prawem. Według definicji pochodzącej z ustawy prawo farmaceutyczne – nazwa międzynarodowa leku jest to nazwa leku powszechnie stosowana, zalecana przez Światową Organizację Zdrowia. Co więcej, rozporządzenie ministra zdrowia z 6 listopada 2013 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie recept lekarskich, dostosowując polskie przepisy dotyczące wystawiania recept lekarskich do przepisów unijnych, wprowadziło tzw. receptę transgraniczną, na której lekarze są zobligowani do używania wyłącznie nazw międzynarodowych.

Jakie są korzyści dla lekarza, płynące z używania na receptach nazw międzynarodowych zamiast tradycyjnych nazw handlowych?

Ten sposób pisania nazw przede wszystkim uwalnia lekarza od wszelkich podejrzeń o jego powiązania z koncernami farmaceutycznymi, co jest powodem nieustannych ataków na nasze środowisko ze strony mediów, polityków, a nawet samego ministra zdrowia. Ponadto, co jest niezmiernie istotne – nazwy międzynarodowe zwalniają lekarza z obowiązku przestrzegania tzw. wskazań rejestracyjnych leku do objęcia refundacją, umożliwiając nam leczenie zgodne z wiedzą medyczną, refundowane dla naszych pacjentów. Pozwala to nam np. na stosowanie refundowanych antybiotyków bez konieczności przestrzegania ograniczeń wynikających z charakterystyki produktu leczniczego, uzależniających refundację antybiotyku od wykonania antybiogramu.

Kwestia techniczna, czyli samo wypisanie nazwy międzynarodowej nie stanowi żadnego problemu dla tych lekarzy, którzy do wystawiania recept używają programów komputerowych, ponieważ praktycznie każdy z nich zawiera opcję wydruku nazw międzynarodowych. Dla lekarzy piszących recepty ręcznie może to stanowić pewien problem, zwłaszcza na początku.

Wątpliwości lekarzy budzi kwestia, co wyda pacjentowi farmaceuta realizujący tak wypisaną receptę. Nie powinno to jednak wprowadzać żadnego niepokoju, ponieważ jeśli lekarz napisze na recepcie nazwę międzynarodową leku podlegającego refundacji, to farmaceuta ma prawo wydać każdy lek, zarówno refundowany (przede wszystkim, jeśli dana molekuła podlega refundacji), jak i nierefundowany. W takim wypadku nie działają ograniczenia dotyczące limitu finansowania i ceny odpowiednika, ponieważ przepis art. 44 ust. 2 ustawy refundacyjnej dotyczy wyłącznie sytuacji, kiedy lekarz wypisuje nazwę handlową leku. Wydając lek w takiej sytuacji, farmaceuta, ze względów etycznych, powinien rozważyć możliwość poinformowania pacjenta o nabyciu tańszego odpowiednika, chociaż nic nie stoi na przeszkodzie, aby pacjent otrzymał ten sam lek, który stosował dotychczas. Obawy lekarzy co do tego, kto będzie odpowiadał za to, że pacjent otrzyma lek generyczny, odbiegający jakością od leku innowacyjnego, również są bezpodstawne, ponieważ to nie lekarze, tylko Ministerstwo Zdrowia i Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych odpowiadają za wprowadzanie leków do obrotu.

Lekarze obawiają się również, że w wypadku stosowania nazw międzynarodowych niejasną i ryzykowną staje się kwestia odpowiedzialności za ewentualne niezgodności pomiędzy charakterystyką produktu leczniczego leku wydanego przez farmaceutę a charakterystyką produktu leczniczego leku wypisanego przez lekarza. Nic bardziej mylnego, ponieważ charakterystyki produktów leczniczych są przypisane konkretnym produktom leczniczym o konkretnych nazwach handlowych, nie są zaś przypisane nazwom międzynarodowym.

Rozstrzygnięcia wymaga kwestia, na którą zwraca uwagę wielu lekarzy, mianowicie czy pisanie nazw międzynarodowych całkowicie uwalnia lekarza od przestrzegania wszelkich innych ograniczeń wynikających z ustawy refundacyjnej i obwieszczenia ministra zdrowia w sprawie wykazu leków refundowanych. Chodzi o przestrzeganie wskazań do objęcia refundacją określonych stanem klinicznym oraz tzw. wskazań pozarejestracyjnych do objęcia refundacją, a także o zaznaczanie odpłatności. Wątpliwości te wynikają ze znacznego zagmatwania polskich przepisów dotyczących wystawiania recept, wikłających polskich lekarzy w proces refundacji leków w sposób niespotykany nigdzie indziej na świecie oraz z kompletnej niespójności tych przepisów z prawem unijnym.

Pomimo tych wątpliwości stosowanie przez polskich lekarzy nazw międzynarodowych na receptach staje się coraz bardziej powszechne i nie napotyka żadnych problemów po stronie farmaceutów. Pozostaje nam mieć nadzieję, że doczekamy czasów, w których nazwy międzynarodowe będą jedyną dopuszczalną formą nazw leków stosowanych przez nas na receptach. Tymczasem nie czekajmy biernie ze spuszczonymi głowami, piszmy własną „międzynarodówkę” na wzór tej dziewiętnastowiecznej pieśni:

Nie nam wyglądać zmiłowania
Z wyroków bożych, z pańskich praw.
Z własnego prawa bierz nadania
I z własnej woli sam się zbaw!

Niech w kuźni naszej ogień bucha,
Zanim ostygnie – przekuj w stal,
By łańcuch spadł z wolnego ducha,
A dom niewoli zniszcz i spal!
”*

Marzena Więckowska = @Famedyk
internistka, lekarka rodzinna

*Międzynarodówka. Słowa Eugène Pottier, przekład Maria Markowska (http://pl.wikisource.org/wiki/Mi%C4%99dzynarod%C3%B3wka)
Prise de la Bastillemini

Jean-Pierre Houël: Prise de la Bastille  http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Prise_de_la_Bastille.jpg