Twórczy ból głowy

bolglowy autoportret300

Janina Elżbieta Białobrzeska-Paluszkiewicz

Był piękny poniedziałkowy ranek 4 maja 2015 roku. Nie musiałam iść do pracy, bo przez pomyłkę nie zapisano mi pacjentów. Pomyślałam sobie, że może to i lepiej, bo wreszcie zajmę się sobą i załatwię badania.

Od kilku miesięcy po wypisywaniu recept bolała mnie prawa ręka. Wiedziałam, że mam zmiany zwyrodnieniowe w kręgosłupie szyjnym i sądziłam, że najpewniej w tym przyczyna. Chcąc zintensyfikować ćwiczenia rehabilitacyjne, postanowiłam zrobić dokładniejsze badania: tomografię komputerową (TK) i magnetyczny rezonans jądrowy (NMR). Zadzwoniłam do mojego kochanego męża do SPCSK przy ul. Banacha 1A w Warszawie z prośbą o ustalenie terminów badań. Okazało się, że dzięki życzliwości kolegów radiologów badania będą zrobione tego samego dnia, bo ktoś się nie zgłosił i zwolniło się miejsce. Mąż kazał mi jak najszybciej przyjechać. Ucieszyłam się i pomyślałam, że ja mam zawsze szczęście. Wsiadłam w taksówkę i za pół godziny byłam na miejscu – spokojna i zadowolona.

 bolglowy1660

Badanie i co dalej?

Czułam się doskonale. Ręka nie bolała, ludzie wokół byli serdeczni, wszystko układało się jak trzeba. A najważniejsze, że miałam skierowania od mojego lekarza pierwszego kontaktu. Wkrótce leżałam wewnątrz aparatu do NMR i wolałam nie otwierać oczu, bo boję się zamkniętych przestrzeni; myślałam o różnych miłych rzeczach. Po 30-40 minutach od badania kazano mi jeszcze trochę poczekać. Czekałam i rozglądałam się, obserwując pacjentów. Z nikim nie rozmawiałam, bo nie chciałam tego dnia wysłuchiwać smutnych historii, skoro sama nie wiedziałam, co ze mną będzie. Mąż był zajęty na swojej chirurgii na VI piętrze. W pewnej chwili ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam, że mój mąż Rafał idzie w kierunku pokoju lekarskiego. Pomachał do mnie na znak, abym cierpliwie czekała. To mnie zaniepokoiło. Czyżby coś znaleźli? Po paru minutach przyszedł do mnie i powiedział, że skoro mam założony wenflon, to zrobimy jeszcze jedno badanie z kontrastem. Wtedy zorientowałam się, że coś jest nie tak. Po Rafale nie było widać niepokoju, ale on zawsze tak reaguje, jest do końca spokojny i nigdy nie wpada w panikę. Badanie trwało bardzo krótko. Potem znów czekałam na korytarzu. Czas się dłużył. O czym może myśleć lekarz w takiej sytuacji?

 bolglowy21660

Czy to guz mózgu???!

Oczywiście boi się jak każdy człowiek guza mózgu. Po długim według mnie oczekiwaniu pojawił sie mój mąż, jak zwykle spokojny. Spojrzałam mu prosto w oczy i zapytałam, czy znaleźli guza mózgu, a on odpowiedział, że na szczęście nie. Wtedy zapytałam, czy to tętniak? Rafał spokojnie odpowiedział, że tak. Chciałam być dzielna, ale łzy spływały mi po twarzy. Pani doktór radiolog wyszła do mnie i potwierdziła, że jest tętniak i że przygotuje płytę, z którą powinniśmy pójść na neurochirurgię. Serce mi zamarło. Na moje pytanie o wielkość i lokalizację tętniaka nie otrzymałam jasnej odpowiedzi, więc zrozumiałam, że nie jest mały i nie najlepiej położony. Pojechaliśmy windą na neurochirurgię. Profesora nie było w gabinecie, operował. Czekaliśmy w minorowym nastroju. Gdy zostaliśmy przyjęci, były to trudne chwile i dla mnie, i dla profesora, bo operować żonę kolegi z tego samego szpitala to niełatwa sprawa, zwłaszcza że choroba ciężka i może skończyć się źle. O tym wszystkim myślałam, siedząc w gabinecie, patrząc w oczy człowieka, który może mi pomóc.

Profesor objaśnił, jakie są obecnie metody leczenia tętniaków. Określił ryzyko. Dowiedziałam się, że operacja jest zagrożona 8% śmiertelnością. Uzmysłowiłam sobie, że to może być koniec, a jeżeli nie, to grozi mi kalectwo fizyczne i psychiczne. Mogę nie widzieć, nie mówić i nie rozumieć. To było tak straszne, że mój umysł tego nie ogarniał. To, że jestem lekarzem, nie pomagało. Profesor powiedział, że trzeba się spieszyć, bo tętniak jest duży i może pęknąć. Wchodził w grę zabieg wewnątrznaczyniowy lub zabieg z otwarciem jamy czaszki. Zamknęłam oczy, pomyślałam o najbliższych i powiedziałam, że wybieram operację z otwarciem jamy czaszki. Poprosiłam profesora, żeby to się stało jak najszybciej, bo czekanie nie będzie dla mnie dobre. Po przejrzeniu grafiku profesor zdecydował, że operacja będzie w czwartek, a ja mam się zgłosić do szpitala jutro, we wtorek. Miałam się nie denerwować, co wydawało mi się beznadziejną radą. Byłam wystraszona, pełna niepokoju i nie miałam z kim o tym spokojnie porozmawiać, bo mąż wprawdzie bardzo się przejął moim stanem, ale w tym samym czasie musiał zajmować się swoją mamą, którą kilka dni wcześniej odebrał z kardiologii. Nazajutrz stawiłam się w szpitalu. Nie mogłam czytać, skupiona na trzymaniu się w ryzach. Odwiedzili mnie znajomi i przyjaciele, pocieszając i dodając otuchy.

Analizując swoje życie, doszłam do wniosku, że objawy tętniaka miałam już 17 lat wcześniej.

bolglowy2660 

Podwójne widzenie w przeszłości

W 1998 roku, gdy przyjmowałam w gabinecie, nagle podwoił mi się obraz i zamiast jednego pacjenta zaczęłam widzieć dwóch. Z tego powodu byłam hospitalizowana w szpitalu im. prof. W. Orłowskiego w Warszawie, gdzie przed laty rozpoczynałam pracę jako lekarz. Przyczyny dwojenia nie znaleziono. Jedynie okuliści stwierdzili uszkodzenie mięśnia oka lewego. Wykluczono stwardnienie rozsiane. Po dwóch miesiącach chodzenia z zasłoniętym okiem dwojenie ustąpiło, ale niepokój pozostał. Czytałam o przyczynach dwojenia, byłam konsultowana przez wielu znamienitych kolegów, ale nikomu nie przyszło do głowy, że to może być tętniak zlokalizowany pod nerwem okoruchowym. Ustąpienie objawu upewniało mnie, że to może być choroba naczyniowa.

bolglowy31660

Teraz byłam mocno podłamana. Usiłowałam się modlić, ale to nie przynosiło ukojenia. I wtedy wpadłam na pomysł, że to, co chcę wyrazić, powinnam opisać, bo po prostu łatwiej pisać niż mówić. Siadłam do stolika, chwyciłam długopis i napisałam wiersz, który zatytułowałam

Nadzieja

Nietrudno jest pisać ładnie,
Kiedy słowa płyną składnie.
Gorzej kiedy strach panuje,
Dobre myśli złymi truje.

Resztki myśli pozbierałam,
Zło z siebie odczarowałam,
Emocje zrzuciłam z siebie,
Żeby czuć się niby w niebie,
Wszystko widzieć na różowo,
Pozytywnie, nie nerwowo,
Że usuną tętniak z głowy,
Nie popsują nóg, rąk, mowy,
Głowę ciut pokiereszują
I do końca nie popsują.

Pan profesor dobre serce,
Zwinny, zgrabny, złote ręce,
To choleryk urodzony,
Do tej pracy jest stworzony.

A doktór od znieczulenia
Strzec będzie mego istnienia.
I personel pomocniczy
Wciąż mi zdrowia, szczęścia życzy
I otacza mnie opieką,
Co nie śniło się dziś Grekom.

Przyjaciele i rodzina
Ciągle dzwonią,
Nie ich wina.

Więc odbieram pocieszenia,
Wszyscy życzą powodzenia.
Dobrze, że mam wokół ludzi,
Bo to w sercu radość budzi.
A ja jestem herbu Bończa,
Wierzę w szczęście swe do końca.

Po napisaniu tego wiersza uspokoiłam się. Cierpliwie czekałam na operację. Nie pamiętam następnego i kolejnego dnia. Gdy się obudziłam, to na rękach mojego syna zobaczyłam ukochaną wnuczkę Helenę. Wszystko dobrze się skończyło. Żyję, pracuję, cieszę się życiem.

bolglowy3660 

Leczę się, malując obrazy olejne

Po operacji zaczęłam malować obrazy olejnymi farbami. Nigdy wcześniej tego nie robiłam. Podobno są dobre. Do tej pory namalowałam około 200 obrazów olejnych. Sama nie mogę się temu nadziwić. Trzeba było mi zrobić dziurę w głowie, żebym zaczęła malować. Najbardziej zaskoczony jest mój mąż, który przez wiele lat wspólnego życia nie wiedział, z kim żyje, ale co najdziwniejsze, ja też tego nie wiedziałam.

bolglowy4660

Noszę w sobie wdzięczność dla ludzi za ich fachowość, odwagę i dobre serce. Myślę, że i ból głowy, który nadal mi dokucza, minie. Nadal jestem optymistką i wierzę w dobrych ludzi. Leczę się sama, malując obrazy, grając ulubione melodie, zażywając paracetamol.

 bolglowy51400

Prośba do losu

Życie dalej sobie płynie,
Ból głowy podobno minie.
Trwa już rok i 6 miesięcy,
Oby skończył się czym prędzej,
Nic od losu nie chcę więcej.

Janina Elżbieta Białobrzeska-Paluszkiewicz
specjalista chorób wewnętrznych,
diabetolog, dr n. med.

bolglowy5660

Reprodukcje obrazów Ewa Zamorska

GdL 3S_2014