Rezydentka na urlopie wychowawczym

DSC06400 kopia660

Barbara Iwanik

– Kiedy wracasz do pracy? – oto jedno z najczęściej zadawanych mi pytań (zaraz po irytującym: – A kiedy drugie?)... Kto ma dzieci, ten wie, że nie ma tutaj dobrych i złych odpowiedzi. Cokolwiek młoda matka uczyni, społeczeństwo srogo ją oceni.
Na rynek pracy wracają bowiem kobiety wyrodne, a w domu zostają leniwe.
Będę pisać o sobie, swoich przemyśleniach i wyborach, w pełni szanując inne rodzicielskie rozwiązania.

Zdecydowałam, że po urlopie macierzyńskim i wykorzystaniu zaległego urlopu wypoczynkowego przechodzę na urlop wychowawczy. Przysługuje mi go aż 35 miesięcy. Zdecydowałam się na razie na rok.

Była to trudna decyzja, do której dojrzewałam miesiącami. Podejmując ją nie przespałam kilku nocy i odbyłam wielogodzinne rozmowy z doświadczonymi kobietami. Niepewność towarzyszyła mi do ostatniej chwili. Jednak gdy złożyłam w kadrach wypełniony wniosek o urlop wychowawczy, poczułam kojący spokój, a wszystkie inne sprawy natychmiast się ułożyły, nawet szefowie wykazali się dużym zrozumieniem.

Skąd taka decyzja? Uświadomiłam sobie, że w życiu lekarskim wciąż na coś czekam. Zaczęło się już po maturze, od nerwowego wyczekiwania pod dziekanatem na wywieszenie listy kandydatów przyjętych na studia, potem czekanie na kolejne sesje, by w końcu mieć wakacje, później na koniec studiów, na staż, na egzamin lekarski, na zdobycie upragnionego prawa wykonywania zawodu, na to, by dostać się na wymarzoną specjalizację, a gdy tylko się na nią dostałam, w głowie już rodził się pomysł na przewód doktorski i studia podyplomowe... a po jednej specjalizacji kusić mnie będzie zrobienie następnej, bardziej szczegółowej.

Dość! Moje życie jest tu i teraz. Przecież mogę to wszystko jeszcze zrobić. Dzisiaj nigdzie mi się nie spieszy. Przypuszczam, że czeka mnie jeszcze co najmniej czterdzieści lat aktywności zawodowej. Rok, dwa (a nawet pięć) spędzone w domu to tylko niewielka ich część. Za to dla dziecka, które dopiero poznaje świat, dodatkowy rok bezpieczeństwa, mojej czułej i troskliwej opieki to kapitał na całe życie. Dzieciństwa nie da się zatrzymać i powrócić do niego w bardziej odpowiednim momencie. Ono ucieka bezpowrotnie z każdą sekundą. Tik-tak, tik-tak...

Niektóre koleżanki pytają z niedowierzaniem: – Jak możesz tak SIEDZIEĆ w domu i nie zwariować? Otóż, szczerze mówiąc, ja w tym domu za bardzo nie siedzę... Codziennie z córką podbijamy świat. Poznajemy nowych ludzi, chodzimy na ciekawe spacery, robimy wypady za miasto, do lasu, angażujemy się w prace organizacji pozarządowych, jeździmy na konferencje. A nawet gdy czasem zostajemy w domu, to wspólne gotowanie, sprzątanie i zabawy dają nam mnóstwo frajdy. Dzięki zaangażowaniu męża w sprawy domowe znajduję też czas na własne pasje. Mam dużo zainteresowań, a moje życie nie kręci się tylko wokół garnka z zupą. Prawo polskie dopuszcza możliwość podjęcia pracy na urlopie wychowawczym w ograniczonym zakresie godzin, co daje możliwość kontaktu z zawodem oraz zarobkowania.

– No tak... – kiwają głowami rozmówcy. – W takim razie zazdrościmy ci, że cię stać na takie rozwiązanie, że masz takiego bogatego męża i niską ratę kredytu, bo my mamy tyyyle wydatków (i tu następuje niekończąca się litania rat, sprzętów, zobowiązań, samochodów i wyjazdów, o których mogę tylko pomarzyć).

Uśmiecham się pod nosem, patrzę na moją córkę zbierającą od rana kasztany w jesiennym słońcu i czuję się naprawdę bogata. A z kuchennego radia dobiega ciepły głos Michała Bajora:

Spójrz
Ja jestem naprawdę bogaty
Bogaty
Mam przecież gwiazdy na niebie
I ciebie, i kwiaty
Spójrz
To dla mnie samego zbyt wiele
Podzielę
Skarby te na równe części dwie
Przypadnie tobie pół, pół mnie
Spójrz
Obojgu nam się to opłaci
Zobaczysz
Nic nie stracisz, lecz dalej się będziesz bogacić
*

Barbara Iwanik
młodszy asystent na oddziale chemioterapii

*Słowa Andrzej Ozga

Fot. Mieczysław Knypl

 

Komentarz redaktor naczelnej

Gratuluję całej Rodzinie znakomitej decyzji o skorzystaniu z urlopu wychowawczego! Emocje towarzyszące takiemu wydarzeniu od początku istnienia tej formy sprawowania opieki rodzicielskiej są silne, a komentarze postronnych obserwatorów często dosadne. Najbardziej docenia walory decyzji osoba, która przećwiczyła ją na własnej karierze.

Urlopy wychowawcze wprowadzono wiele lat temu, gdy właśnie zostałam mamą. Tak długie urlopy były czymś nowym, nikomu nieznanym. W owych latach matki wracały do pracy po trzech miesiącach urlopu macierzyńskiego. Panowała powszechna opinia, że lekarka wraca do pracy najszybciej, jak to jest możliwe, bo powołanie, kariera, pacjenci, szefowie, dyżury itd.

Gdy zdecydowałam się na urlop wychowawczy trwający blisko 4 lata, moje akademickie środowisko zawodowe orzekło stanowczo: – Cofniesz się w rozwoju zawodowym, zajmując się dzieckiem i gotując mężowi obiady! Nikt nie będzie cię znał!

Los okazał się nie tak okrutny jak prognozy koleżanek, a z podjętej decyzji zawsze byłam i jestem bardzo zadowolona.

Nasze społeczeństwo przyzwala dopiero babciom na porzucenie obowiązków zawodowych i zajmowanie się wnukami. Gdy teraz mówię na przykład: Nie mogę zająć się tą sprawą, bo mam zobowiązania wobec wnuków, w 99,99% pada odpowiedź: – Aaaa, rozumiemy! Nasza babcia też nam pomaga. Jeszcze nikt nie powiedział: – Zostaw wnuki i przyjdź do pracy!

Często słyszy się narzekania dzieci lekarskich, że z wczesnego dzieciństwa nie pamiętają obecności rodziców w domu.

Gdy zapytałam córkę, od kiedy mnie pamięta jako dziecko, odrzekła:

– Od zawsze cię pamiętam.

– A co pamiętasz?

– Ja byłam mała, a ty byłaś duża.

Fajnie usłyszeć takie słowa.

Krystyna Knypl

kachaimimanaglinianej660

Fot. Mieczysław Knypl

GdL 11_2016