Dzielny pacjent, czyli jaki?

Katarzyna Kowalska

Dzieci w gabinetach pediatrów dostają naklejkę „Dzielny pacjent”. Obcując z krajową ochroną zdrowia dochodzę do wniosku, że takie naklejki powinny przysługiwać także dorosłym pacjentom. Rodzice zaś chorych dzieci powinni nosić naklejki „Bardzo dzielna mama” lub „Bardzo dzielny tata”.

W ostatnich latach zgromadziłam doświadczenie z bycia pacjentką w polskim systemie ochrony zdrowia, a od kilku miesięcy poznaję system francuski. Gdybyśmy porównali korzystanie z usług medycznych z podróżą koleją, to we francuskim systemie po wykupieniu biletu wsiadam do pociągu i jadę, natomiast w polskim systemie jestem nie tylko pasażerem, ale także maszynistą. W Polsce muszę czuwać nad wszystkim, myśleć za wszystkich i koordynować całą strategię leczenia. We Francji jestem niezmiennie zaskakiwana tym, że gdy wchodzę do gabinetu np. okulisty, to zna on stan mojego dziecka, ponieważ pediatra przesłał mu pocztą całą historię choroby.

Jest mi miło, że przyjęty do szpitala niemowlak ma urzędowo przydzielone pieluchy, a na korzystanie z rodzicielskiego zaopatrzenia w tym zakresie patrzy się wręcz krzywo. W kraju w krytycznej sytuacji oczywiście dostanę pieluchę, ale atmosfera jest taka, jakbym żądała czegoś mojemu dziecku nienależnego.

Gdy spędzając na okrągło czas z niemowlakiem w krajowym szpitalu potrzebuję wyjść do łazienki, muszę zostawić dziecko samo przy otwartych drzwiach. We francuskim szpitalu mogę liczyć na salę jednoosobową z kompletną łazienką. W polskim szpitalu sala jednoosobowa miała jedynie umywalkę, a łazienka i WC były wspólne, na korytarzu.

Są tu specjalne osoby (nazywam je paniami świetliczankami), które można poprosić o minidyżur przy dziecku, gdy mama musi wyjść na kilka chwil.

Inny sympatyczny zwyczaj – na drzwiach sali jednoosobowej przywiesza się kartkę z imieniem przebywającego tam pacjenta.

Miłym zjawiskiem jest obecność wolontariuszy (często są to seniorzy), którzy zaglądają do sal z ofertą rozmowy albo zabawiają dzieci oczekujące z rodzicami przed gabinetem lekarza. Można także spotkać klaunów wywołujących uśmiech na twarzyczkach małych pacjentów. Rodzicowi jest przez chwilę lżej i może nawet pomyśleć, że sam jest dzieckiem uczestniczącym w przedstawieniu.

Telefon od pracownika szpitala do rodzica, że skończono zabieg i dziecko przejechało z sali operacyjnej do sali wybudzeniowej, działa kojąco na skołatane nerwy.

Lista różnic jest długa – po części wynikają z odmienności kulturowych, po części z różnic organizacyjnych, a także z tradycji.

Oczywiście nigdy pełni szczęścia. Jest haczyk: za wszystko trzeba słono zapłacić. Pacjenta nieubezpieczonego obowiązują stawki z pierwszej kolumny tabeli, ubezpieczonego – z drugiej. Można się oczywiście dodatkowo ubezpieczyć od kosztów leczenia.

Tekst i zdjęcie
Katarzyna Kowalska

30gdl 12 2015400

GdL 12_2015