Słownictwo medyczne w języku obcym...

...wyzwanie dla laika!

Katarzyna Kowalska

Wzrastanie w domu lekarskim oswaja dziecko z terminologią medyczną nie tylko polską, ale i angielską. Pozwala na błyśnięcie na lekcji języka angielskiego znajomością takiego skomplikowanego terminu jak vertebral column, czyli kręgosłup. Nikt w całej klasie nie zna takiego określenia i piątka w dzienniczku gwarantowana!

Czas leci, pojawiają się nowe języki obce, nowe okoliczności życiowe i zdrowotne, a z nimi nowe słowa z zakresu medycyny. Pewną pomocą są kolejne odcinki Doktora House’a – niestety nie jest to ściągawka uniwersalna. Po pierwsze wszyscy pacjenci tego lekarza mają bardzo rzadkie i tajemnicze schorzenia, po drugie serial nie obejmuje całości zagadnień medycznych, z jakimi przychodzi człowiekowi się spotkać.

Pomocna jest znajomość łaciny, zwłaszcza w rozszyfrowywaniu terminów medycznych w języku francuskim. Wprawdzie obecność łaciny w programie nauczania współczesnej szkoły średniej to rzadkość, ale jak się jakiś termin opanuje, to wrażenie na otoczeniu gwarantowane.

Z racji znajomości w języku francuskim jednego z terminów dotyczących pulmonologii zdarzyło mi się nawet być zapytaną, czy jestem lekarzem. Niektóre terminy, jak na przykład antipyrétique, nie są używane w języku potocznym i mogą być niezrozumiałe dla laika.

Absolutną zmorą językową są skróty literowe – SA, PN, FR, VAS, FC, TA, BDC, OGE, EH, ROT, NFS – to tylko część tego, co czytam w karcie informacyjnej podsumowującej kilkudniowy pobyt w szpitalu w Paryżu. Bez dyplomu lekarza roszyfrowanie takich skrótów jest niemożliwe! Nie wybrałam się na studia medyczne z różnych powodów, ale może trzeba tę młodzieńczą decyzję jeszcze raz przemyśleć...

Katarzyna Kowalska

GdL 6_2016