Ghost Writer na salonach

Doroczna nagroda o Gęsie Pióro firmy Piguła Co Nie Działa zgromadziła na salonach Sarmalandzkiej Rzeczy-bardzo-pospolitej wszystkich, czyli samych swoich. Przewodniczący jury profesor Antoni Przecientny wodził wzrokiem za dyrektorką marketingu firmy Piguła Co Nie Działa, która rozdawała karty na rynku nagród, wyjazdów i grantów. Wymienił ukłon z dr. Kalasantym Ustawką-Sięzdziwiłłem, który był honorowym gościem imprezy jako doradca jury ds. ustawek. Antoni przebiegał wciąż wzrokiem po wszystkich zakamarkach w poszukiwaniu dyrektorki marketingu firmy Piguła Co Niedziała, pani Basi Kochanej, a jej ciągle nie było. Wpadła na imprezę w ostatniej chwili.

 

– Tyle pracy, tyle uzgodnień – rzuciła w locie do Antoniego. – Pogadamy w przerwie. Proszę, zaczynajmy.

Antoni ubrany w garnitur firmy To Je Ktoś wskoczył na podium i rozpoczął przemówienie okolicznościowe.

Drodzy Wszyscy, czyli Sami Swoi,

Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie – powiedział klasyk. Tak samo z naszym konkursem i nagrodami. Konkurs konkursem, ale nagrody muszą iść do naszych, bo oni są po naszej stronie. Dajemy nagrody samym swoim, bo nie po to są oni nasi, żebyśmy opłacali i nagradzali obcych.

Życie jest formą istnienia białka, a mówią nam o tym nasze antyciałka. I o tych właśnie malutkich drobinach napisał książkę dzisiejszy laureat redaktor Zbig Kociubiński, syn Hermenegildy z agencji Nijus25. O redaktorze mówią Kocio to facio do specjalnych zadań. Każdemu wszystko wytłumaczy, nawet co takie antyciałko znaczy.

Nie, nie, proszę państwa, nie pomyliłem się. Njus25 – to nowa agencja na rynku branży medycznej. Ona tłumaczy doktorom, na czym polega medycyna, bo biedacy nie do końca rozumieją, kim powinni być dla sarmalandzkiego pacjenta. Absolwenci teatrologii, astronomii i wszystkich innych wydziałów uniwersyteckich, którzy nie dostali się na medycynę albo tylko o niej marzyli, nauczą konowałów, na czym polega zaszczytna służba bycia świadczeniodawcą medycznym.

O czym jest książka Zbiga, nie wiem. Proszę wybaczyć szczerość wyznania, nie czytałem tego dziełka o antyciałkach. Hihihihi – państwo wybaczą atak radości, ale ta radość wynika z faktu, że Kocio, no, hm… jak by to ująć… powiem wprost. Wprost? Nie, chyba nie powiem, bo mnie jeszcze kto nagra. Albo powiem i nikt nie nagra potajemnie.

Nagroda to kwestia ustaleń biznesowych z naszą panią Basią Kochaną i nikomu nic do tego, co tam ona ustali. Tak więc czytanie książki przez członków jury nie miało sensu. Niech żyje i rozkwita Sarmaladzka Rzecz-bardzo-pospolita! Nich żyje laureat konkursu o Gęsie Pióro!

Proszę o oklaski!

Burnyje apłodismienty! Standing ovation!

red zbig kociubinskimini

Drogi Zbigu, gratuluję!

Pójdź w me ramiona, mój Kocio. Kto nie czytał twojej książki, to się niebawem przekona, jaka ona jest. Pani dyrektor, nasza Basia Kochana, wykupiła cały nakład i zaraz wszyscy Państwo dostaną ją wraz z PIT 457, który przy okazji wręczymy wszystkim naszym tajnym współpracownikom i propagandzistom. Oh, pardon za przejęzyczenie, laureatom. Tak mnie ten jet lag jeszcze atakuje, że język mi się splątuje. Wróciłem właśnie z podróży służbowej do Kraju Kwitnącej Cytryny, co właśnie dojrzewa. Oh, sorry, reżyser szepce mi do słuchawki w uchu, że to był Kraj Kwitnącej Wiśni. No, nie pamiętam, tyle tych podróży zagranicznych do krajów egzotycznych dzięki firmie Piguła Co Nie Działa, że człowiekowi mylą się te rośliny. W każdym razie dzięki hojności pani Basi Kochanej podróżowaliśmy lektykami. Redaktor Zbig i ja mieliśmy wspólną lektykę. Ach, proszę państwa, co to był za wyjazd… lektyki na resorach, bankiety o różnych porach, nie wspomnę o amorach… z przystojnymi gejszami. A każda gejsza to nie to, co tutejsza… gejsza, znaczy z Sarmalandii.

Reżyser mi mówi do ucha, że ta książka to bujda na resorach, a nie lektyki na resorach i żebym nie mówił, zwłaszcza o tych amorach.

Szkoda, że Państwo tego nie widzieli. I wyznam szczerze: i Państwo nie zobaczą.

ghostwriter

Rys. Zen