Narodowy Program Wirtualnej Opieki Zdrowotnej

28GdL12 2013660

@Curcuma_Zedoaria

Rogaś siedział zasmucony. Tak bardzo chciał odnieść sukces. Jednak po fali miażdżącej krytyki systemu zdrowotnego, fali, której był współautorem i precyzyjnym wykonawcą, czuł niesmak i nie wiedział, jak ma o sobie myśleć. Był zdezorientowany. On, dziecko szczęścia, ulubieniec mas, ponownie zwyciężył. Ale władza krótko, przy pysku prowadza swoich pupili. Nie wiedział, czemu nagle został odcięty od źródeł. Odstawiony na boczny tor. Boże mój, jakie to niesprawiedliwe i gorzkie.

Tak system sprawdzał lojalność. Cóż – pomyślał – chyba nie ma człowieka, który choć raz nie znalazł by się w takiej sytuacji. Muszę się z tym uporać.

Powoli obolały zbierał się z łóżka. Nie wiedział, czy to rozpacz, depresja, kac, czy może grypa??? Bolała go głowa, kark i ramiona. Ostry ból przeszywał pierś przy każdym oddechu. Ech... Skaranie, pomyślał, odsuwając krzesło. Z jękiem opuścił się wzdłuż krawędzi biurka i odpalił komputer...

No to wpiszmy. Bóle głowy, bóle przy oddechu, bóle ramion. Bezwład nadgarstków. Bóle w nadbrzuszu. Nudności. Wymioty. Biegunki. Rwanie w boku. Kłucie w sercu.

Ach no i kaszel... zapomniał o krwistym kaszlu... Nie ma opcji „krwisty” ooo... Do kitu ten Medicus.

Ale zawsze lepszy niż przeciętny konował.

Rogaś bardzo się ucieszył, kiedy minister ogłosił likwidację POZ i znienawidzonej instytucji lekarza rodzinnego. Rodzinni byli tak durni, że nawet on, stale zajęty pracą w telewizji, lepiej się orientował w medycynie niż oni. Banda skąpych gryzipiórkow od przepisywania zaświadczeń – pomyślał ze złością. Nawet recepty nie potrafią poprawnie wydrukować...

Zgodnie z wolą Najwyższego Lekarza Kraju rolę POZ miał przejąć wszechdostępny program komputerowy. Genialni informatycy bratniego resortu stworzyli wirtualny POZ. Siadasz, nawet myć się nie musisz, ubierać, no po prostu ekstraluz, przyjazna domowa atmosfera – chwytasz myszkę i ruszasz szukać swojego przeznaczenia.

Ekran mrugał przyjaźnie...

Gdzie ja bym znalazł tak miłego lekarza. Cichy, grzeczny, ułożony, nie czepia się, nie dopytuje, nie ogląda się na drzwi... Ma czas. Możesz spokojnie przypomnieć sobie każdy tik, każde drgnienie serca... I jeszcze ten przyjazny „face”. Bardzo przyjazny. A opcja „powiększ dekolt” wręcz genialna... Ciekawe jakie jeszcze niespodzianki ukryli w programie?

Gdzieżby takie rzeczy w POZ.

Zaśmiał się w duchu. Tak, lekarze nigdy naprawdę nie zrozumieli, co znaczy słowo „służba”. Stali w rozkroku, aż sobie wystali. Przeciągnął ramiona i nacisnął enter.

Wpisywał wszystko z entuzjazmem… tak... wysypka. I jeszcze koniecznie słabość w nogach. I ogień w lędźwiach... I to ogólne rozbicie.

Narodowy Program Wirtualnej Opieki Zdrowotnej był w gruncie rzeczy bardzo prosty. Chory zasiadał przed komputerem i spisywał swoje objawy. Jeśli był niepiśmienny, objawy wpisywała osoba obecna w pomieszczeniu, pod warunkiem że była upoważniona i dysponowała pobranym wcześniej kluczem dostępu. W przeciwnym wypadku program usypiał się automatycznie i usuwał użytkownika na zawsze.

Rogaś przyłożył się do pracy. Po starannym wypełnieniu arkusza należało wysyłać dane w świat... Teraz można było ze szklaneczką whisky spokojnie czekać na diagnozę... Rogaś właśnie wszedł na zakazane strony... Czas płynął tak szybko, czekanie zupełnie się mu nie nużyło...

Kiedy tak wertował kolejne z pięćdziesięciu twarzy Greya, przyszła zwrotka... Otworzył. „Gratulujemy – przeczytał – pragniemy poinformować pana, że pana Kwestionariusz Dolegliwości Zdrowotnych został wypełniony prawidłowo. Prosimy dokonać e-rejestracji do wytypowanych przez program poradni: zdrowia psychicznego, seksuologicznej i ginekologicznej.”

Ki diabeł, zirytował się Rogaś... przecież jestem chory!! Umieram... Szklanka wypadła z osłabłej dłoni... Alkohol wsiąkał w dywan.

Ki diabeł? Minister obiecywał... Wypełnię ankietę jeszcze raz... Trochę zdenerwowany zaczął ponowne zgłoszenie. Optymizm i wiara w sukces ożywiła ciało. Wiadomość śmignęła w świat.

I znowu luzik... Pełna szklanka i zakazane stronki... Jak dobrze się czeka. Dzyń... Jest zwrotka.

„Gratulujemy, pana kwestionariusz został wypełniony prawidłowo. Prosimy o wypełnienie zgłoszenia do poradni zdrowia psychicznego i ginekologicznej...” o kurcze, widać zapomniał napisać o słabości w nogach.

No to jeszcze raz... Płynął czas... Zmęczony, rozgorączkowany Rogaś wypełniał kolejne kwestionariusze... Zupełnie wyczerpany nad ranem po raz ostatni zebrał się w sobie... drżącą dłonią wpisał: głowa, brzuch, nogi... nic... już... nie boli.

Ostatkiem sił kliknął „wyślij”. Na odpowiedź już nie czekał. Omdlały zsunął się na dywan... Geometryczne kwiaty stylizowanych wzorów nabierały koloru i głębi. Pokój wypełniał najsłodszy zapach ambrozji...

– Witaj, mój drogi... – św. Piotr objął Rogasia mocnym uściskiem.

Dzyń, masz wiadomość, zaśpiewał komputer. Zamknięta koperta mrugała przymilnie...

Rany Boskie, Rogaś!!! Przeraźliwy krzyk przeszył powietrze. Blada jak ściana red. Nadobna stała nad ciałem ukochanego. Lodowaty strach szarpał jej żołądek... Drżała... W dłoniach trzymała zawiniątko z różowymi kajdankami, cekinowym pejczykiem i garścią innych najmodniejszych gadżetów... Boże, co robić? Panika wyrwała myśli. Kompletna pustka. Omiotła wzrokiem pokój i rozświetlony ekran. Coś mruga... Kliknęła kopertę.

„Gratulujemy. Poprawnie wypełnił pan kwestionariusz. Nasz analityk określa pana stan zdrowia według aktualizowanego kwestionariusza jako w pełni zadowalający w obowiązującym standardzie. W razie ponownego pogorszenia prosimy o kontakt z e-lekarzem Narodowego Programu Wirtualnej Ochrony Zdrowia Medicus. Dziękujemy za wybór i skorzystanie z naszego produktu. Ministerstwo Terapeutycznej Troski wyraża podziękowania za troskę o utrzymanie zdrowia i życzy jak najdłuższego okresu opłacania dobrowolnych składek na ubezpieczenia zdrowotne.”

Następnej nocy Nadobnej udało się wyklikać pomoc Narodowego Wirtualnego Pogotowia Ratunkowego. Wypełniony poprawnie kwestionariusz został w końcu przyjęty i potwierdzone zieloną kropką wezwanie zrealizowano w trybie ustawowo pilnym.

Ekipa Narodowego Pogotowia ze współczuciem zerkała na Nadobną.

– Czemu pani płacze? – Zagaił podstarzały ratownik z brzuszkiem...

– Ach, bo mi żal – załkała.

– Mogę pomóc – uśmiechnął się ciepło, podnosząc kajdanki. – Szkoda żeby się marnowały...

Gwiezdny szlak prowadził Rogasia. Szedł z ufnością, uśmiechnięty, wprost w objęcia Świetlanej Przyszłości. Wiedział, że jest doskonała. Wszak sam ją tak pięknie kreował...

Karetka bez ratownika jechała cicho przez uśpione ulice. Z podświetlonych billboardów uśmiechnięty Pinokio zapewniał: „Obywatelu, śpij spokojnie. Narodowy Program Wirtualnej Ochrony Zdrowia czuwa. Z nami jesteś bezpieczny”...

@Curcuma_Zedoaria
psychiatra

GdL 12_2013