Jesień – pora rewolucji ludu lekarskiego?

Krystyna Knypl

Pory roku odgrywają ważną rolę w rewolucyjnych nastrojach ogarniających narody i kontynenty. Nie wiadomo dlaczego o rewolucję łatwiej wiosną i jesienią niż latem i zimą. Tej jesieni rewolucja ogarnęła środowisko lekarskie w Polsce. Liczy ono 164 380 osób. Wszyscy lekarze na mocy Ustawy o zawodzie lekarza muszą należeć do izby, która wydaje im prawo wykonywania zawodu.
Kamyczek bezpośrednio uruchamiający rewolucyjną lawinę jest zwykle mały. Co nim było w wypadku środowiska lekarskiego jesienią 2014 roku? Podwyżka obowiązkowej składki na samorząd z 480 do 720 złotych rocznie.

Lekarzy na to stać!

– Lekarzy stać dziś na to, aby zapłacić 60 zł miesięcznie – oznajmił dr Konstanty Radziwiłł, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej w wywiadzie dla portalu Medexpress.pl (www.medexpress.pl/start/60-zl-miesiecznie-dla-lekarza-w-dzisiejszych-czasach-to-nie-jest-duzo/50483/).

W internecie zawrzało. Środowisko lekarskie się wzburzyło, bo uchwała NRL została wprowadzona z wykorzystaniem wszystkich dostępnych sztuczek proceduralnych. Wymieńmy tylko niektóre z nich: wpisanie w ostatniej chwili do programu obrad wniosku o podwyżkę, liczni nieobecni członkowie rady na posiedzeniu i zdumiewająco dużo wstrzymujących się od głosu. Zwolennicy wprowadzenia podwyżki pośpiesznie uchwalili, co chcieli i odtrąbiono sukces. Powiadomiono szeregowych członków, że podwyżka jest niewielka, a ilość dóbr jaka spłynie dzięki niej na wszystkich – wprost niepoliczalna. Co konkretnie spotka każdego płatnika obowiązkowych składek na samorząd lekarski? Wiceprezes NRL Konstanty Radziwiłł na łamach prasy medycznej wyliczył korzyści jednym tchem: liczne szkolenia podyplomowe, opieka prawna, zbiorowe ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej.

Na pytanie środowiska lekarskiego o to, kto wnosił o wprowadzenie podwyżki, prezes NRL dr Maciej Hamankiewicz wskazał konwent prezesów oraz dr. Andrzeja Sawoniego, prezesa Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie. Wywołany do tablicy dr Sawoni postanowił wysłać list wyjaśniający do wszystkich członków izby warszawskiej.

Potęga internetu

Skuteczne protesty nie odbywają się dziś na ulicach, a palone opony są historycznym atrybutem takich wydarzeń. Wychodzenie na ulice zastąpił internet z całą gamą nowych form wyrażania niezadowolenia społecznego – od różnych małych przedsięwzięć typowych dla sieci po organizowanie dużych protestów gromadzących tysiące niezadowolonych obywateli. Po takąż formę wyrażenia niezadowolenia sięgnęli lekarze. Na forum społecznościowym www.konsylium24.pl opracowano tekst petycji do Naczelnej Rady Lekarskiej i rozpoczęto zbieranie podpisów. W niespełna dwa tygodnie pod petycją podpisało się ponad 13 tysięcy członków izb lekarskich; liczba głosów nadal rośnie. Nigdy wcześniej środowisko lekarskie nie było na tak dużą skalę jednomyślne w działaniu. Co ciekawe, każde kolejne wystąpienie przedstawicieli samorządu coraz bardziej zwiera szeregi rozsierdzonych lekarzy.

Wypowiedź dr. Konstantego Radziwiłła, który oznajmił 13 tysiącom niezadowolonych: Narzędzia internetowe mają to do siebie, że łatwo podpisuje się różne rzeczy, bez jakiegoś specjalnego namysłu. I myślę, że wszystkim tym, którzy podpisali tę petycję, zabrakło tego namysłu (www.medexpress.pl/start/60-zl-miesiecznie-dla-lekarza-w-dzisiejszych-czasach-to-nie-jest-duzo/50483/) spowodowała, że licznik sumujący podpisy złożone pod petycją domagającą się konkretów i uzasadnienia podwyżki kręci się jeszcze szybciej i to bez żadnych dopałów. Teoria o dobrej władzy i ciemnym ludzie jeszcze raz się nie sprawdziła.

Dwory i dworzanie

Każda społeczność ma swoje dwory. Dopracowały się one trwałych i barwnych elementów widowiskowych, kochanych przez dworzan i obywateli. Sielankowa sytuacja jest wtedy, gdy dwory rozwijają się w sposób niezagrożony przez dłuższy czas. Za przykład niech posłużą znane królewskie dwory w Europie. Charakteryzuje je perfekcja, celebra, widowiskowość. Można by je określić mianem dworów profesjonalnych.

Zupełnie inaczej wygląda sprawa dworów krótkoterminowych, niejako kadencyjnych, funkcjonujących w mikroskali korporacji czy lokalnej społeczności. Krótkość panowania wzmaga uczucie zachłanności. Jej nasycenie możliwe jest jedynie z naruszeniem zasad prawa.

Czy mamy nasze dwory lekarskie? Najkrócej można odpowiedzieć następująco: dworów ci u nas do­statek! Nie są wolne od nich struktury szpitalne, kliniczne, samorządowe, naukowe. Nasze lekarskie dworactwo aglutynuje się wokół lokalnego cesarza, tworząc skuteczny czop blokujący przepływ zdrowej krwi i utrudniając właściwe utlenowanie tkanek obwodowych. A przecież w zdrowym organizmie liczy się kondycja każdej komórki, nawet tej najmniejszej i położonej najdalej od centrum.

Pałace i maniery władzy

Z zachowaniem pozorów demokracji niewielka grupa stałych działaczy samorządu uprawia rządy autokratyczne nastawione na nienasycone zaspokajanie własnych potrzeb. Opanowanie sztuczek proceduralnych pozwala kilkudziesięciu osobom beztrosko wydawać samorządowe pieniądze na przypadkowe inwestycje, okazałe siedziby oraz wyjazdy na wszystkie kontynenty na nic niewnoszące narady z podobnymi zawodowymi działaczami.

Jak wielka swoboda panuje w samorządzie lekarskim przy podejmowaniu decyzji finansowych?

# Wysłanie drogą pocztową do 26 tysięcy członków warszawskiej izby lekarskiej listu na kredowym papierze, w eleganckiej kopercie z nadrukiem logo w kolorze to koszt około 55 tysięcy złotych.

# Przeznaczenie 500 tysięcy złotych z pieniędzy samorządowych na organizację obchodów 25. rocznicy reaktywowania izb lekarskich w Polsce, w których będą uczestniczyć starannie wyselekcjonowani goście, jest tego kolejnym przykładem (http://www.nil.org.pl/__data/assets/pdf_file/0006/96405/ru022-14-VII.pdf).

# Zakup Letniego Pałacu Lubomirskich przez Okręgową Izbę Lekarską w Rzeszowie to jeszcze bardziej dobitny przykład. Ile wydano pieniędzy pochodzących ze składek wszystkich lekarzy na ten cel? – To pytanie dotyczy szczegółów biznesowych, więc nie będę rozmawiał na ten temat – mówi dr Krzysztof Szuber, szef OIL w rozmowie z lokalną gazetą (http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20130714/RZESZOW/130719826).

W takich siedzibach nie toczą się dyskusje o tym, jak wyposażyć lekarza w wiedzę i nowe umiejętności, dzięki czemu będzie lepiej sobie radził z wypełnianiem jakże trudnego zawodu. Oferta szkoleń internetowych Naczelnej Izby Lekarskiej to tylko 8 punktów edukacyjnych, które są bezpłatne. Lekarz musi co dwa lata zdobyć 200 takich punktów na własny koszt i w prywatnym czasie.

Zapowiedź rewolucji

Podobno absurdalna reglamentacja jest objawem przepowiadającym nadciągającą rewolucję. W wypadku lat osiemdziesiątych taką absurdalną reglamentacją były kartki na cukier.

Czy mamy w ochronie zdrowie taką absurdalną reglamentację? Tak, szczyty absurdów osiąga nie tylko reglamentacja usług dla pacjentów, ale także staży podyplomowych, szkolenia specjalizacyjnego.

W przygotowanym przez OECD we współpracy z Komisją Europejską dokumencie „Health at Glance: Europe 2012” czytamy, że w Polsce w roku 2010 na 1000 mieszkańców przypadało zaledwie 2,2 lekarza, podczas gdy w Niemczech 3,7, a w Grecji aż 6,1. Mniejszy niż Polska wskaźnik mają tylko Turcja i Czarnogóra (http://ec.europa.eu/health/reports/european/health_glance_2012_en.htm).

Czy ta absurdalna reglamentacja zapowiada rewolucję? Tak uczy historia.

Aby przeprowadzić rewolucję, naród musi się wyzbyć lęku. Podobno opadające szaty cesarza są oznaką, że nadchodzi właściwy czas. Naród lekarski wyzbył się lęku między innymi dzięki internetowi. Również dzięki niemu opadły szaty z naszych samorządowych udzielnych książąt. Poznaliśmy zakres rozpasanych konsumpcyjnych zachowań.

Samorząd do tej pory nigdy nie był rzetelnie oceniany przez jego członków.

Społeczność internetowa lekarzy skupiona na portalu www.konsylium24.pl opracowała pierwszą w 25-letniej historii ankietową oceną pracy samorządu. Niewykluczone, że chirurgiczne usunięcie ze stołków autokratycznej władzy nie będzie łatwe. Szeregowi lekarze mają jednak nadzieję, że kilka kursów terapeutycznych z wlewami prawdy metodą ankiektoterapii pomoże środowisku uporać się z żarłoczną autokracją.

Czy mamy szansę na dobre zarządzanie naszym życiem zawodowym przez demokratycznie wybranych przedstawicieli? Teoretycznie tak, ale praktycznie jest to bardzo trudne do osiągnięcia. Może inspiracją powinny być słowa Ernesta Che Guevary, który był z wykształcenia lekarzem, ale z wyboru rewolucjonistą. Powiedział on przewrotnie: Bądźmy realistami, żądajmy tego, co niemożliwe.

Konieczne jest słowo, niezbędna myśl objaśniająca*

Co w ocenie lekarzy jest niemożliwe do uzyskania? – bezstronne zainteresowanie opinii publicznej sprawami lekarzy, które są w nie mniejszym stopniu także sprawami ich pacjentów. Media publiczne wolą nakarmić swoich czytelników tanią sensacją o rzekomo pozbawionym empatii doktorze, niż dowiedzieć się, dlaczego lekarz w Polsce żyje 8 lat krócej w porównaniu ze swoim pacjentem (http://medicus.lublin.pl/index.php?pid=1044).

Kto więc powinien napisać konieczne słowa objaśnienia? Wykonując zawód lekarza nieprzerwanie od 46 lat i dziennikarza od 15 lat, poczułam się zobowiązana do przedstawienia owej niezbędnej myśli objaśniającej kondycję stanu lekarskiego, w jakiej znalazł się on jesienią 2014 roku.

Krystyna Knypl
lekarz, redaktor naczelna „Gazety dla Lekarzy″

*Ryszard Kapuściński: Szachinszach. Czytelnik 2008, s.125 – objaśniając przyczyny rewolucji w Iranie.

miDSC01180mini

Fot. Mieczysław Knypl