Alumnus...

... Clarissimus

Eugeniusz Niemiec

Przed pięcioma laty, wkrótce po Wielkanocy 2007 roku, dostałem zaproszenie do wzięcia udziału w uroczystości odnowienia dyplomu fakultetu medycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego (UJ), w 50. rocznicę jego wydania.

GN alumnus1 660

Ze zdumieniem uświadomiłem sobie wówczas, że oto minęło pół wieku mojej lekarskiej działalności, a ponadto dyplom lekarza wydawała mi ówczesna Akademia Medyczna, która w roku 1950, rozporządzeniem Rady Ministrów, została wydzielona ze struktury organizacyjnej Uniwersytetu Jagiellońskiego i przez 30 lat funkcjonowała jako samodzielna uczelnia. Przez sześć wieków fakultet medyczny był zawsze obecny w strukturze UJ, więc po zaistnieniu na polskiej scenie „Solidarności” uznano, że mimo 30-letniej absencji Akademia Medyczna mieści się w łańcuchu historycznych dziejów UJ i de facto zawsze uważała się za część Wszechnicy Jagiellońskiej, więc – bez zbędnych ceregieli – medycyna powróciła na łono UJ. W ten oto sposób absolwenci byłej AM mogą się uważać za wychowanków UJ-u.

GN alumnus2 660

2 czerwca 2007 roku zwołano do Uniwersytetu żyjących absolwentów z rocznika 1957, a uroczystości nadano piękny charakter, z zachowaniem tradycyjnego ceremoniału akademickiego. Spośród 356 absolwentów mojego rocznika przybyło nas 120 osób. To dużo. Ponad 1/3 wyjściowego stanu przetrwała ponad pół wieku. Pomyślałem, że chyba z nie najgorszego kruszcu byliśmy ulepieni. Po uroczystej mszy św. w naszej intencji, odprawionej w kościele Mariackim, gromadka z trudem rozpoznających się Koleżanek i Kolegów ruszyła per pedes przez krakowski Rynek Główny, kierując się ku ul. św. Anny i Jagiellońskiej, gdzie pod nr. 15, w średniowiecznym gmachu Collegium Maius, zaproszono nas do piwnic, zajmowanych obecnie przez kawiarnię „U Pęcherza”, na posiłek złożony z kanapek, kawy, herbaty, wina i innych napojów. To była pierwsza okazja do wzajemnych wspominków, a nade wszystko do rozpoznawania się i przypominania sobie głównie zabawnych epizodów studenckiej doli.

GN alumnus5 660

Potem wszyscy spotkaliśmy się na dziedzińcu Collegium Maius, gdzie miała miejsce wspólna fotografia, skąd – po średniowiecznych schodkach – udaliśmy się na zwiedzanie muzeum uniwersyteckiego, w którym zgromadzono unikatowe i cenne pamiątki przeszłości i po sławnych wychowankach (m.in. Mikołaj Kopernik). Rzadko emocjonuję się muzeami, jednak to muzeum zrobiło na mnie duże wrażenie sposobem ekspozycji autentyków, obok których nie można przejść obojętnie. Dziwiłem się sobie samemu, że w czasach studenckich, gdy nieomal co dzień przechodziłem obok Collegium Maius, nie przyszło mi nigdy do głowy zajrzeć do środka. Z muzeum zostaliśmy skierowani do średniowiecznej auli Collegium Maius, pogrążonej w półmroku rozpraszanym świecopodobnymi kandelabrami. Ściany auli wypełniają wielkie portrety królów, rektorów i innych sławnych mężów.

GN alumnus6 660

Do auli dostojnie wkroczyła władza uniwersytecka, przyodziana w gronostaje i birety, w osobach pani prorektor prof. Szewczyk i dziekana Fakultetu Medycznego prof. Nowaka, witanych powstaniem z miejsc i oklaskami. Po zajęciu miejsc przez Magnificencje chór akademicki wykonał pełny tekst „Gaudeamus igitur”, po czym pani prorektor (rektor w tym czasie bawił w Brukseli) wygłosiła wykład, w którym wyraziła wielką radość, że dane jej jest uhonorować nas odnowionym po pół wieku dyplomem. Również dziekan przytulił nas do łona. Zrobiło się sentymentalnie i uroczyście, gdy każdego z osobna proszono przed oblicze rektorskie i wręczano okazałych rozmiarów rulon czerpanego papieru, zadrukowanego czerwonozłotawą czcionką w języku łacińskim oraz pamiątkowy medal, wybity przez Mennicę Polską z okazji nadania JP II doktoratu h.c. w czerwcu 1983 roku. Do dokumentu był obligatoryjnie dołączany uścisk dłoni i promienny uśmiech.

GN alumnus3 660

Skrótowo ujmując, wręczony nam dokument ogłasza co następuje: ...Z najwyższej woli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej... my, Rektor Magnificus i... Dziekan Wydziału Lekarskiego, pozdrawiają mających czytać... Naszym autorytetem temuż Wielce Szanownemu Absolwentowi Medycyny, godność uświetnioną wieloma trudami, cnotami i staraniami... dzisiaj odnawiamy i na wieczną pamięć to pismo umocnione wielką pieczęcią naszego Uniwersytetu, obchodzącemu pięćdziesięciolecie godności akademickiej, gratulując, przyznajemy. Nadaliśmy w Krakowie, w dniu 2 miesiąca czerwca, w roku 2007. Dziekan-Rektor (podpisy).

GN alumnus4 660

Uroczystość zakończył obiad w restauracji Domu Plastyków (Łobzowska 3), gdzie oprócz obiadu, win, wódek i napojów chłodzących były występy aktorów, satyryków oraz rozdano książkę autorstwa naszego kolegi dr. Zbigniewa Pudlika pt. „Błękitni medycy”, dedykowaną naszemu rocznikowi. Dlaczego „błękitni’? Bo czasy, o których jest mowa były ciężkie, studenci bladzi, chudzi i źle odżywieni, a tylko błękitne tęczówki oczu nadawały charakterystyczny rys ówczesnemu medykowi.

Opuszczając restaurację, znalazłem się od razu na Plantach i spacerem przeszedłem sobie od Łobzowskiej do Dworca Głównego. Planty pięknie pachniały kwitnącymi dzikimi bzami, na alejkach, szczególnie w okolicy Barbakanu i ul. Floriańskiej, panował nastrój fiesty, równolegle bowiem Kraków świętował 750. rocznicę lokacji miasta. Nie dopisała tylko pogoda i co pewien czas Kraków był obficie podlewany.

Na marginesie pogody warto wspomnieć o zdarzeniu, które miało miejsce podczas uroczystości w auli Collegium Maius. Mówiąc o Kolegach już nieżyjących, prowadzący uroczystość przypomniał z imienia i nazwiska Kolegę, który podczas ostatniego spotkania zadeklarował, że podczas następnego spotkania także postara się być obecny, nawet jeśli nie będzie go wśród żywych. W tym momencie rozległ się ogłuszający huk jedynego w tym czasie pioruna, który uderzył gdzieś w bezpośredniej bliskości Collegium Maius. Wszyscy obecni odczytali ten znak jako realizację obietnicy zmarłego Kolegi i nagrodzili go oklaskami.

Z natury nie jestem skłonny do łatwego ulegania sentymentom, w tym jednak wypadku poddałem się urokowi chwili, osadzonej w atmosferze średniowiecznych murów czcigodnej Wszechnicy, poczułem się – choćby w tym jednym dniu – członkiem wspólnoty wychowanków najstarszego polskiego Uniwersytetu, który nie tylko pamiętał o naszej 50. rocznicy, ale też określił ich pięknym łacińskim terminem „Alumnus Clarissimus”. W opisane odczucia dobrze wkomponował się też, pięknie brzmiący w murach i atmosferze kościoła Mariackiego, hymn do św. Stanisława: „Gaude Mater Polonia, prole fecunda nobili”(Ciesz się, Matko Polsko, bogata szlachetnym potomstwem).

Coś, co się zdarza raz na 50 lat zapewne pozostaje w trwałej pamięci i na tym polega znaczenie takich wyjątkowych wydarzeń. Ciekawe czy inne uczelnie praktykują podobną tradycję?

GN alumnus7 660

Eugeniusz Niemiec
internista, balneoklimatolog i fizjoterapeuta

Fotografie z archiwum autora

GdL 6/2012