Zakochany tenor

Krystyna Knypl

Wstęp

Marcowe dni nigdy nie mają zdecydowanego charakteru. W powietrzu nie czuje się już zimy, ale też nie da się powiedzieć, że nadeszła wiosna. W taki nie-wiadomo-jaki-dzień może nie wiadomo co się zdarzyć – to oczywiste i w historii ludzkości jest wiele dowodów na potwierdzenie, że bywa to ten dzień naprawdę niezwykły.

W niewielkim mieszkaniu przy placu Politechniki w Warszawie mężczyzna postawił na stole talerzyk z białym serem i bez pośpiechu zasiadł do śniadania. Ubrany był w trochę staromodną bordową bonżurkę, którą pod szyją wieńczył gustowny fular w zbliżonej tonacji kolorystycznej. Dochodziła godzina jedenasta. Z zegara wyskoczyła kukułka i rozpoczęła swojej uporczywe kuku-kuku. Nieoczekiwanie dźwięki wydobywające się z zegara zagłuszył dzwonek telefonu.

Jerzy Gran 1 1982 200

Intrygująca pomyłka

– Hallo, słuuucham… – rzucił w słuchawkę melodyjnym, ciepłym głosem, nieco rozciągając słowa powitania.

– Witaj, Józiu… wszystkiego najlepszego z okazji imienin – usłyszał zupełnie nieoczekiwanie. Nie miał specjalnych planów na ten dzień, ani też na następne. Często zdarzało mu się podejrzewać, że jego dobry czas minął bezpowrotnie. Nie zapraszano go do odgrywania wielkich ról i właściwie nic nie stało na przeszkodzie, aby wcielić się choć na chwilę w niewielką rolę solenizanta Józia. Grywanie ról nie było mu obce, nawet gdy nie wiadomo jaki tekst przyjdzie za chwilę wypowiedzieć.

– Dziękuję, dziękuję za… pamięć – odpowiedział krótko i ogólnikowo. Postanowił kontynuować rozmowę z miłym nieznajomym altem. W końcu taki nieznajomy alt był ciekawszy od wszystkich aż nazbyt dobrze znajomych sopranów, które wprawdzie wydzwaniały od czasu do czasu, ale z góry było wiadomo, co powiedzą. A co tam… – pomyślał – porozmawiam trochę i za chwilę pomyłka się wyjaśni.

Po omówieniu jakże licznych w owym czasie nowinek politycznych, przebiegu protestów, strategii strajkowych rozmówczyni zmierzając do końca rozmowy przekazała pozdrowienia dla rodziny. Nie dość, że nie jestem Józiem, to w dodatku nie mam rodziny, to już chyba zbyt duża rola do zagrania – pomyślał i postanowił się zdekonspirować.

– Najmocniej przepraszam za to, co powiem za chwilę – ale ja nie mam rodziny i nie jestem Józiem, za którego mnie pani bierze – wyznał nieco stremowany.

– Przepraszam, czy dodzwoniłam się pod numer 25-74-85? – upewniała się kobieta.

– Niezupełnie wszystko się zgadza, dzwoni pani pod numer 25-74-75…

– Najmocniej pana przepraszam za pomyłkę – odparła sympatyczna rozmówczyni.

– Ależ nie ma powodów do przeprosin, miła pani… pani…

– Anno, mam na imię Anna – przedstawiła się nieznajoma. – Ale skoro nie jest pan Józiem, to czy mogę wiedzieć, z kim mam przyjemność?

– Jerzy, nazywam się Jerzy Granowski. Proszę wybaczyć, że wprowadziłem panią w błąd i wysłuchałem nienależnych mi życzeń. Na moje usprawiedliwienie mam tylko to, że bardzo miło mi się z panią rozmawiało i nie miałem wprost serca przerywać tak sympatycznej pogawędki.

– Mnie również było bardzo miło. Muszę jednak kończyć i wracać do pracy, interesanci czekają.

– A czy ja mógłbym ustawić się w tej kolejce? – zapytał z uwodzicielska nutką w głosie.

– Gdy nadejdzie pana kolej, zawiadomię pana, dobrze?

– Świetnie, czekam zatem na wiadomość – odparł Jerzy.

JG kot400

Jerzy Granowski w swoim mieszkaniu przy ul. Lwowskiej w Warszawie.
W tle odbiornik radiowy, najczęściej nastrojony na częstotliwość Wolnej Europy lub Głosu Ameryki

Ciąg dalszy nastąpił...

Dwa dni później w cichym mieszkanku Jerzego Granowskiego, słynnego tenora Opery Warszawskiej, ponownie zadzwonił telefon, a także następnego dnia i jeszcze kolejnego. Po czym nastąpiła cisza.

Ile razy można dzwonić do nieznajomego w końcu mężczyzny? – zastanawiała się kobieta. Gdybym miała jakiś fajny pretekst, gdybym tylko miała pretekst… co by tu wymyślić… – zastanawiała się co i raz.

Wykręciła warszawski numer, starannie wybierając cyfry na tarczy aparatu. Tym razem głos osoby, która odebrała telefon, był dobrze znajomy.

– Cześć. Słuchaj, poznałam fajnego faceta… właściwie przez pomyłkowe wykręcenie jednej cyfry z waszego telefonu… no wiesz, rozmawiałam z nim kilka razy, ale nie mam pomysłu na dalszą znajomość… – zwierzyła się swojej rozmówczyni. – Mogłabyś pomóc i wymyślić jakiś pretekst do rozmowy? – rzuciła w słuchawkę szczere wyznanie.

– Powiedz facetowi, że ci się przyśnił…, to takie trochę sexi, w końcu może pomyśleć, że to był sen erotyczny…, a z drugiej strony taki sen-mara, sex-bara-bara to właściwie nic zobowiązującego do konkretów … – podrzuciła współmieszkanka Józia.

– Tyyy, dobry pomysł – ucieszyła się. No to kończę i dzwonię do faceta.

Od tego dnia telefony w Warszawie i Lubinie dzwoniły codziennie, a wieczorne rozmowy stawały się coraz dłuższe i wzbogacone o nowe elementy. Nie brakło wśród nich eleganckich zwrotów z minionej epoki.

– Rączki całuję – zwykł kończyć rozmowę Jerzy.

Ile może mieć lat?– zastanawiała się niejeden raz, czując że obcuje z mężczyzna raczej starszym niż młodszym. Po konsultacjach warszawskich ustalono, że musi być po sześćdziesiątce.

– „Całuję rączki, całuję rączki”, to musi lwowiak po sześćdziesiątce – orzekła warszawska doradczyni w sprawach sercowych i telefonicznych. Jak dalece pojemna była formuła „po sześćdziesiątce” okazało się dokładniej po pół roku (choć podejrzenie o lwowskie korzenie nie potwierdziło się), gdy narzeczeni stanęli na ślubnym kobiercu w warszawskim Pałacu Ślubów.

Oświadczyny

Pierwsze oświadczyny zostały wypowiedziane przez telefon i wstępnie przyjęte. Bezpośrednie i osobiste oświadczyny miały miejsce 22 lipca 1981 roku w mieszkaniu przy ulicy Lwowskiej 1. Narzeczona przyjechała na zaproszenie, korzystając z kilku dni wolnych z racji święta państwowego. Odwiedziła brata Mieczysława i zdecydowała się przekroczyć progi mieszkania tajemniczego wielbiciela, właściwie na wpół narzeczonego. Na wszelki wypadek zapewniła sobie braterską asekurację.

– Pójdziesz ze mną i będziesz spacerował pod balkonem. Wygląda wszystko sympatycznie, ale tak Bogiem a prawdą to nie wiem, do kogo idę... no nie, wszystko jest w porządku, ale pospaceruj pod tym balkonem dopóki nie dam ci znać, że to poważny człowiek.

Spacerowanie nie trwało długo i po kilku minutach wiadomo było, że sprawy mają się dobrze. Oświadczyny zostały ponownie wygłoszone bezpośrednio do narzeczonej i dodatkowo powtórzone w obecności brata, wobec którego Jerzy formalnie zadeklarował się o swoich staraniach o rękę swej przyszłej żony Anny.

Ach, co to był za ślub!

Ślub odbył się 19 września 1981 roku. Zakochany tenor wstępując po raz drugi w związek małżeński miał 78 lat, panna młoda, hm..., nie wczytując się zbytnio w szczegóły metryki zdradzić można jedynie, że była damą po trzydziestce... Świadkami na ślubie byli najmłodszy brat panny młodej Mieczysław Knypl oraz ze strony pan młodego znana warszawska dziennikarka, pracująca w owym czasie razem z Mieczysławem w redakcji „Przeglądu Technicznego”.

Jerzyx x 2 260

Anna i Jerzy Granowscy w Pałacu Ślubów

Na uroczystości weselnej ponadto byli, miód i wino za pomyślność młodej pary pili, brat Stanisław Knypl z żoną Justyną. Przyjęcie weselne po uroczystości w Pałacu Ślubów odbyło się w restauracji Bazyliszek na Starym Mieście. Jego dalsza i mniej formalna część była kontynuowana w mieszkaniu przy ul. Lwowskiej z pięknym widokiem na gmach główny politechniki.

img698 anna jerzy500

Anna i Jerzy Granowscy, wczesne lata osiemdziesiąte XX w.

Syn ziemi mazowieckiej

Zacznijmy jednak wszystko od początku, a ten miał miejsce na ziemi mazowieckiej ponad sto lat temu.

Roman Guzicki, bo tak brzmiało prawdziwe nazwisko tenora znanego w późniejszych latach jako Jerzy Granowski, urodził się 22 grudnia 1902 roku w Józefatowie, w województwie łódzkim, jako syn Andrzeja i Marii z Kępów. Józefatów był wówczas kolonią wiejską wchodzącą w skład majątku Buczek położonego nieopodal drogi wiodącej z Warszawy w kierunku Bełchtowa.

JG 1928x260

Jerzy Granowski w 1928 r.

Cała gmina Buczek liczyła zaledwie kilkadziesiąt domów i kilkuset mieszkańców, nie było więc łatwo o słuchaczy. Mazowieckie łąki i pola były z konieczności pierwszym audytorium małego Jerzego, który jak wszyscy prawdziwie utalentowani do śpiewu ludzie potrafił śpiewać od rana do nocy. Gdy podrósł, jego śpiew podziwiali sąsiedzi podczas nabożeństw w kościele parafialnym. Ukończył gimnazjum w Łasku. Za czasów szkolnych należał do harcerstwa. Ideowość była mu bliska i prawdopodobnie ta cecha charakteru legła u podstaw jego współpracy z PPS. Lewicujące postawy przejawiała wówczas całkiem spora część polskiej inteligencji. O szczegółach tej sympatii nie wiadomo nic bliższego – jest ona jedynie krótko odnotowana w biogramie Jerzego zawartym w przedwojennej publikacji Czy wiesz kto to jest? wydanej w 1938 roku przez wydawnictwo Głównej Księgarni Wojskowej. Znalezienie się w prestiżowym na owe czasy wydawnictwie wskazuje, że 36-letni wówczas artysta cieszył się ugruntowaną sławą w kraju.

jg opera directoryx1000

Wśród sławnych i znanych

Encyklopedia wydana pod redakcją Stanisława Łozy liczy 858 stron i starannie dokumentuje biogramy wszystkich wybitnych ludzi epoki i młodego państwa polskiego. O potrzebie edycji takiego dzieła wydawca tak pisał w przedmowie:

Wydawnictwo niniejsze, które po prawie lat trzy trwających przygotowaniach oddajemy do rąk czytelników, jest pierwszym w Polsce wydawnictwem tego rodzaju, zakrojonym na tak wielka skalę. (…) Ileż to razy, mając do czynienia z jakąś osobą lub nawiązując z nią stosunki, chcielibyśmy mieć o niej bliższe dane, które w wielu przypadkach pozwoliłyby nam obrać właściwa linię postępowania. (…) Dla dziennikarza więc Czy wiesz kto to jest? będzie miało w tych przypadkach szczególną wartość. Skorzysta w niej w równej mierze i literat, i referent personalny każdej instytucji, historyk sztuki współczesnej i urzędnik administracji państwowej, kupiec i przemysłowiec, sięgnie do niego po informacje adwokat i publicysta. Trudno jest wyliczyć wprost te liczne dziedziny życia, w których wydawnictwo nasze odda z pewnością poważne usługi informacyjne. Nie wątpimy, że znajdzie się ono w redakcjach prasy zagranicznej, tak fałszywie i błędnie niejednokrotnie informowanej o naszych znanych osobistościach. Zaznaczamy przy tym, iż jedynym celem naszego wydawnictwa jest krótka, lecz możliwie wyczerpująca informacja bibliograficzna, bez wdawania się w ocenę dzieł czy zasług. Taka informacja jest w dzisiejszym życiu potrzebna w prawie każdym zawodzie.”

Nie wszyscy ludzie, do których się zwrócono, dobrze rozumieli intencje wydawcy i znaczenie takiego informatorium. Redaktor Stanisław Łoza tak pisał o napotkanych trudnościach: „Przy opracowywaniu Czy wiesz kto to jest? natrafiliśmy na znaczne trudności. Licząc się z tym, że istniejące źródła drukowane są przeważnie przestarzałe i mogą zwierać szereg błędów, staraliśmy się dotrzeć bezpośrednio do interesujących nas osób. Tymczasem wiele z nich –niesłusznie uważając nasze wydawnictwo za zbyteczną autoreklamę – odmówiło nam udzielenia swych życiorysów. Jesteśmy w posiadaniu wielu listów tego rodzaju. Zdarzyło się nawet, że członkowie jednego z zawodów wolnych gremialnie odmawiali udzielenia jakichkolwiek danych biograficznych o sobie. Pragnąc choć częściowo uzupełnić powstałe w ten sposób luki, wzięliśmy szereg życiorysów z różnych źródeł pośrednich, przeważnie wymienionych wyżej.”

JG Bydgoszcz660

Jerzy Granowski w przedwojennej Bydgoszczy

Lance do boju! Szable w dłoń!

Jako młody mężczyzna Jerzy służył w I Pułku Szwoleżerów w Warszawie. Dalsze lata życia pokazały, że Jerzy miał sentyment do munduru. Być może służba w tej znanej jednostce wojskowej była miejscem, gdzie ów sentyment się narodził. Mogła oczarować go osobowość pułkownika Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego, ale niewykluczone też, że podobała się mu atmosfera panująca w pułku, którą znakomicie oddawała żurawiejka (https://www.youtube.com/watch?v=SPnK7NVGm0c).

Szwoleżery kręcą głową,
Chcą być Gwardią Narodową.
Siedzą sobie tak w Warszawie,
Przy kieliszku i przy kawie.
Zawsze dumny z szefa swego,
To szwoleżer Piłsudskiego.
Z adiutantów i lekarzy
Ma Warszawa pułk gówniarzy.

Każdą przyśpiewkę o pułku kończono refrenem:

Lance do boju, szable w dłoń!
Bolszewika goń, goń, goń.
Żuraw, żuraw, żurawia
Żurawiejka ty maja!

Nietrudno zauważyć w refrenie tych kupletów ciekawe połączenie, w którym mieszają się zarówno akcenty rosyjskie, jaki i nuty antysowieckie. Akcenty rosyjskie związane są z faktem, iż za twórcę żurawiejek uważany jest rosyjski poeta Michał Lermontow, który zaczął je tworzyć podczas swojej służby w armii carskiej. Elementy antysowieckie u podkomendnych Józefa Piłsudskiego oddawały nieustająco bojowego ducha szwoleżerów wobec groźnego sąsiada na wschodzie.

Z biegiem lat antysowieckie poglądy Jerzego ukształtowały się do tego stopnia, że wszelkie debaty polityczne, które oceniał jako niekorzystne dla kraju, zwykł kwitować krótkim powiedzeniem: „to kolejny pakt Ribbentrop-Mołotow”. Należeliśmy do słuchaczy owych komentarzy i początkowo nie wiedzieliśmy, co oznaczał ów skrót myślowy, tym bardziej że w PRL-owskich szkołach, które przyszło nam kończyć, tego fragmentu historii uczniom nie wykładano.

kwiat hawaju strzalka400

jg kwiat hawajuimg436 400

Jerzy Granowski w operetce Kwiat Hawaju wystawionej w 1932 r. w Teatrze Miejskim w Bygdoszczy

Początki kariery

Pierwszą formalną edukację artystyczną odbył Jerzy w Konserwatorium Muzycznym w Warszawie. Studia muzyczne rozpoczął w klasie śpiewu solowego i operowego w 1926 roku. Studia prawdopodobnie nie zostały zakończone formalnym dyplomem. W archiwach rodzinnych zachowała się wydana w 1929 roku legitymacja Bratniej Pomocy Uczniów Konserwatorium Muzycznego w Warszawie, z nr 109, wystawiona na nazwisko Jerzego. Na odwrocie legitymacji odnotowano opłacenie składek za rok 1929 oraz fakt wydania „kartki na kupno czapki”.

jg img379 400

Większość studenckich lat Jerzego przypadło więc prawdopodobnie na czas, gdy rektorem konserwatorium był Henryk Mercer-Szczawiński, a po nim Karol Szymanowski.

Początki artystycznej kariery Jerzego przypadają na lata dwudzieste XX w. Z przemówienia wygłoszonego z okazji 30-lecia pracy artystycznej Jerzego wiadomo, że karierę śpiewaka operowego rozpoczął w sezonie 1926/27, a więc jeszcze w trakcie studiów w konserwatorium. Debiutował w roli Franka w operze Flis Stanisława Moniuszki wystawionej przez Teatr Wojska Polskiego. Jest wielce prawdopodobne, że w tym czasie zetknął się z Emilem Młynarskim.

jg sezon 1930 31img416 400

Jerzy Granowski

Rok 1927 w Operze Warszawskiej był przedostatnim sezonem pod dyrekcją Emila Młynarskiego. Sezon ten otwarto 15 września 1927 roku przedstawieniem Hrabiny, życzliwie przyjętym przez publiczność oraz krytyków, choć nie wszystkich zachwyciło obsadzenie w roli tytułowej Ewy Bandrowskiej.

Kto śpiewał wówczas w Operze Warszawskiej? Kto mógł być źródłem inspiracji, wzorem, natchnieniem dla młodego tenora u progu kariery? W 1928 roku na łamach „Dziennika Polskiego” 17 czerwca ukazał się felieton profesora Niewiadomskiego: „Posiadamy wspaniałe po prostu zastępy polskich śpiewaków. Słuchając ich, zachodzi człowiek w głowę, jak może być mowa o tym, ażeby stołeczna Opera Warszawska mogła być kiedykolwiek w jakim kłopocie. Takie świetne koloraturowe śpiewaczki jak Ada Sari lub Bandrowska-Turska, taka urocza primadonna liryczna jak Lipowska, taki tenor jak p. Woliński ze swym dźwiękiem głosu przecudnym(...). A Mossakowski, a Michałowski – te dzwony śpiewające! (...) A Kiepura? Ten niestety do nas nie należy. Robi karierę światową. Mówią o nim, że reklamuje się zbytnio (...). Być może. Ale Kiepura obok reklamy myśli o sztuce i dużo pracuje. Złożył przed nami tego dowody: jako śpiewak wznosi się na wyżyny czystego i bezwzględnego artyzmu, którego nie zdobywa się reklamą, lecz właśnie studiami i pracą.”

jg Kochany Augustynek 1935r img435 260

Jerzy Granowski w operetce Kochany Augustynek, 1935 r.

Rok 1929 był dla warszawskiej sceny muzycznej niejako przełomowym, a to za sprawą odejścia ze swoich dyrektorskich stanowisk Emila Młynarskiego w operze oraz Karola Szymanowskiego w konserwatorium. Decyzjom tym towarzyszyła obfita kampania prasowa, a jak pisze Roman Jasiński w monografii Koniec epoki. Muzyka w Warszawie 1927-1939, s.68: „w samym styczniu ukazało się tyle artykułów na ten temat, że starczyłoby ich na pokaźnych rozmiarów broszurkę”. Ciekawie wśród nich brzmiał głos Karola Stromengera („Tygodnik Ilustrowany”, 12 stycznia 1929): „Opera Warszawska przechodzi okres odrętwienia. Wszystkie niedomagania systemu, który panował w ostatnim dziesięcioleciu, wychodzą teraz w sposób jaskrawy i objawiają się w bezpłodności obecnego sezonu. Organizacja, kierownictwo, zespół śpiewaczy niedożywiany dostatecznie młodymi siłami, zredukowana orkiestra – wszystko to doprowadzić musiało do zaniku przedsiębiorczości i zastoju zainteresowania publiczności. (...) Reforma systemu musiałaby być radykalna. Tylko platoniczne znaczenie miały częste nawoływania prasy w ostatnich latach. Jedynym autorytetem bywał – deficyt. Temu starano się zapobiegać półśrodkami, stosowanymi nie zawsze z powodzeniem. Bo deficyt może być też złym doradcą artystycznym. Innych wytycznych nie stosowano z konsekwencją. Dziś Opera nie jest zagospodarowana artystycznie, tak aby mogła tak łatwo przystąpić do swej już bardzo koniecznej regeneracji.”

JG 1937 400

Równie negatywnie na temat dyrektorowania Młynarskiego wypowiedział się kilkakrotnie Stanisław Niewiadomski, niekiedy w wielce krytycznej tonacji: „Dla opinii publicznej odpowiedzialnym kierownikiem Opery jest p. Młynarski. Zasługi jego z czasów młodości, gdy zakładał wspólnie z innymi działaczami Filharmonię Warszawską i brał udział bardzo ruchliwy w całym życiu artystycznym stolicy, włożyła mu na skronie wieniec, noszony przezeń z dumą do dziś dnia. W oczach przyjaciół lub ludzi mających w tym swój interes wieniec ten zachował swą dawną świeżość, antagoniści zaś zapominają o nim lub widzą zeschłe liście jedynie i chcieliby koniecznie albo nowe ujrzeć laury na czole obecnego kierownika, zdobyte na polu Opery, albo na jego miejscu zobaczyć kogoś innego, kto nawę tę lepiej i energiczniej poprowadzić zdoła.” („Dziennik Polski”, 13 I 1929).

JG Brochwiczowna660

J. Brochwiczówna i J. Granowski w scenie z operetki Madame Pompadour. Teatr Wielki, sezon 1937-38

Los zetknął Jerzego po raz drugi z muzyczną i artystyczną rodziną Młynarskich w kilka dziesięcioleci później. Sąsiadką Jerzego w domu przy ulicy Lwowskiej 1 była pani Magdalena Młynarska (matka Wojciecha), wielce mu przyjazna, czego dowodem może być napisany odręcznie list z datą 11 maja 1961 roku, w którym czytamy: Szanownemu i Miłemu Panu z serdecznymi wyrazami za dobroć i życzliwość Jego szlachetnego serca i życzeniami pełni realizacji największych pragnień w życiu artystycznym i osobistym – od serdecznie życzliwej sąsiadki – Magdaleny Młynarskiej.

jg img380 300

Aktorskie doświadczenia

W roku 1927 wystąpił także w teatrze zwanym Placówka Żywego Słowa. Co oznacza ta nazwa sugerująca może nie w pełni profesjonalną scenę? Istotnie korzenie Placówki Żywego Słowa są trochę inne niż tradycyjnych teatrów profesjonalnych, ale dalsze dzieje dowiodły, że był to teatr najlepszej próby.

Jak pisze Michał Bujanowicz na portalu culture.pl (https://culture.pl/pl/miejsce/teatr-ateneum-im-stefana-jaracza): „Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza istnieje od 1928, początkowo jako Placówka Żywego Słowa, scena dzielnicowa, proletariacki teatr socjalistyczny. Mieści się na warszawskim Powiślu, przy ulicy Stefana Jaracza 2 (przed wojną Czerwonego Krzyża 20) Od początku działalności teatru jego siedzibą jest budynek Domu Związku Zawodowego Kolejarzy z 1927 roku”.

Pierwszymi dyrektorami Teatru Ateneum byli Janina Górska i Mieczysław Szpakiewicz, który to zaangażował Jerzego do występów przed młodzieżą szkolną. Występował wraz z innymi, później sławnymi aktorami. Byli wśród nich Zofia Małyniczem i Tadeusz Byrski, który lata 1926-1926 spędził na deskach teatrów warszawskich.

Magdalena Grochowska w artykule Barchan i koronka tak pisze o początkach teatru Ateneum: „Dom Związku Zawodowego Kolejarzy przy ul. Czerwonego Krzyża 20 otwarto we wrześniu 1927 roku. Mieścił biura, klub, hotel na 46 pokoi i salę teatralną. Wiosną następnego roku odbył się wieczór inauguracyjny w sali widowiskowej. Robotnik, organ PPS relacjonował:  W domu tym, w dzielnicy (...) przez nędzę warszawską zamieszkanej, jest ta sala, gdzie chcemy dać masom teatr. ZZK był ściśle związany z PPS.”

Kariera Jerzego na deskach Ateneum przypada na lata 1927-1930 i jest prawdopodobne, że grał w bardzo popularnym w owym sezonie przedstawieniu Ulica amerykańskiego dramaturga Elmera Rice’a – ta sztuka o miłości, zdradzie i zbrodni wystawiana była aż 108 razy przy znakomitej frekwencji sięgającej 80%. Na sali bywali lewicujący inteligenci, a na galerii robotnicy z Powiśla. Nie jest prawdopodobne, aby wystąpił w Ateneum w ciągu pierwszego sezonu. Wybrany przez Janinę Górska i Mieczysława Szpakiewicza spektakl na podstawie Wandy Norwida skończył się klapą. Nietrafny wybór tak komentował Antoni Słonimski w recenzji: „Widz słuchać będzie norwidowskiego wiersza jak mszy łacińskiej w kościele, może się wzruszy niezrozumiałym dźwiękiem, ale czyż o to chodzi twórcom teatru Ateneum?”. Niezależnie od niefortunnego początku Ateneum było ważną sceną stolicy. Po teatrach Narodowym, Polskim i Kameralnym uważane było za czwartą scenę Warszawy, w wielu sezonach sięgająca nawet pierwszego miejsca.

Na bydgoskiej scenie

Sceniczna kariera Jerzego miała ciąg dalszy w Teatrze Miejskim w Bydgoszczy, do którego został zaangażowany przez Władysława Stomę, dyrektora tej placówki aż przez 11 sezonów. Oceniając to z dzisiejszego punktu widzenia, można by powziąć podejrzenie, że wyjazd do Bydgoszczy wiązał się z załamaniem kariery młodego artysty, któremu nie udał sie start na stołecznej scenie. Nic bardziej mylnego! Zarówno sam gmach Teatru Miejskiego w Bydgoszczy, jak i repertuar w owym czasie wystawiany na tej scenie były naprawdę znakomite.

Gmach Teatru Miejskiego w Bydgoszczy (http://andreas-praefcke.de/carthalia/europe/pl_bydgoszcz_teatr.htm), dostępny obecnie jedynie na starych fotografiach, olśniewa swą dostojną architekturą, rozmachem i bogactwem. Twórcą gmachu bydgoskiego teatru był słynny w owym czasie niemiecki architekt Heinrich Seeling (1852-1932). Jest on także budowniczym Stadttheater w Aachen, Berliner Ensemble i Stadtische Oper w Berlinie, teatrów miejskich w Braunschweig, Essen, Freiburgu, Gera, Nurnberg i Rostocku, Schauspielhaus we Frakfurcie, Opernhaus w Kiel. Teatr Miejski w Bydgoszczy był jedynym gmachem wybudowanym w Polsce przez tego wybitnego architekta.

Sylwetkę Władysława Stomy, tego znakomitego aktora i dyrektora Teatru Miejskiego przywołał po latach Adam Grzymała-Siedlecki w książce Świat aktorski moich czasów (PIW 1957, s. 225) w takich słowach: „Wysoki, a i dostatecznie w ramionach rozrosły i kształtnie zbudowany (...). Jego korpus, mimo że dziś już nabrał tatusiowej powagi, rusza się, powiedzieć można, melodyjnie. Nie wżyty w arkana sceny laik ani się domyśla, ile wartości aktorskich ma taka mechanika ruchów, ile efektu dodaje ona słowu i gestom, no i jeszcze jedno: przy takiej rytmice w mięśniach o ileż lepiej aktor nosi kostium: togę, kontusz, frak, płaszcz, molierowski czy rokokowy strój. Starannie wypracowana dykcja, głos pełny i o dużym kapitale rezerwowym. Kto Stomę zna ze sztuk konwersacyjnych, ani się domyśli, na jaka siłę zdobyć się ten głos może. Gdy (...) pokazuje nam postać wszechwładnego rekina prasowego i gdy podczas jakiejś narady jednym huknięciem pięścią w stół i jednym jakimś krótkim rozkazującym słowem ma przeciąć dyskusję i do milczenia zmusić przeciwników, głos Stomy wznosi sie do takiej potęgi, wewnętrzną oczywiście grą spiętrzonej, że na widowni nie ma człowieka, który by nie nabrał pewności: Tak, przed tym człowiekiem muszą wszyscy drżeć.”

Znakomite aktorstwo łączył Stoma z talentem do zarządzania teatrem.

Ewa Adamus-Szymborska na portalu www.teatry.art.pl określa Władysława Stomę mianem „gospodarza doskonałego” opisując walory jego ducha i umysłu w następujący sposób: „do dziś pozostaje tajemnicą, jakim cudem udało się Stomie wytrwać w Teatrze Miejskim najdłużej spośród wszystkich jego dyrektorów. Drugim na tej liście jest Zygmunt Wojdan ze swymi dziesięcioma sezonami. Jako polityk teatralny okazał się Stoma nieledwie geniuszem – wyrażał podziw Jan Piechocki. Może źródłem powodzenia był wrodzony wielkopolski zmysł gospodarności, trzeźwa ocena możliwości percepcyjnych widzów i doskonała znajomość miejscowego społeczeństwa? Sam Władysław Stoma – także bardzo dobry aktor, reżyser i człowiek obdarzony wyjątkową intuicją w odkrywaniu prawdziwych talentów u młodych adeptów – zwykł był mawiać: Tak czy tak ludzie na operetkę polecą.

I rzeczywiście „latali”. W ten sposób podkasana muza zarabiała na Lillę Wenedę, HorsztyńskiegoMazepę Słowackiego, a także dramaty Krasińskiego, Wyspiańskiego, Roztworowskiego, Szekspira, Moliera, Gogola. Stoma dbał o wysoki poziom rzemiosła aktorskiego, umiał skupić wokół teatru zainteresowanie środowisk opiniotwórczych, nawiązał współpracę z rozmaitymi stowarzyszeniami i związkami. Organizował dla uboższej publiczności Tanie Poniedziałki, wpuszczał za pół darmo młodzież, żywo udzielał sie w ledwie oddanej do użytku Rozgłośni Pomorskiej.”

Sukcesy w zarządzaniu teatrem przez dyrektora Stomę wyrażała zarówno frekwencja 9000 widzów na Nie-Boskiej komedii Krasińskiego, jak i regularnie wypłacane gaże aktorom. Opuścił bydgoski teatr pod koniec sezonu 1937/38 przenosząc sie do Poznania, a miejsce po nim zajął Aleksander Rodziewicz.

Trzy sezony spędzone przez Jerzego na scenie bydgoskiej wiele dały młodemu artyście. Po latach podczas benefisu z okazji 30-lecia pracy artystycznej laudator Jerzego tak mówił o tym okresie: Praca w tym wzorowo wówczas prowadzonym przez dyrektora Stomę teatrze umożliwiała naszemu artyście zdobycie tajników rzemiosła aktorskiego. Dzięki temu zyskał on solidny fundament dla dalszego rozwoju swoich zdolności aktorskich.

jg ks szirasu img418660

Barbara Kostrzewska i Jerzy Granowski w scenie z operetki Książę Szirasu

 jg ks szirasu img419660

jg ks szirasu kostrzewska granowski img417400

Barbara Kostrzewska i Jerzy Granowski

jg program sezon 38 39 660Fotografia Jerzego Granowskiego w programie Teatru Wielkiego na sezon 1938-39

jg sezon 38 39 1000

Jerzy Granowski w obsadzie opery Faust. Teatr Wielki, sezon 1938-39. Jak widać reklama od zawsze była dźwignią

jg kurowski gratulacje1 400

jg upr z seraju xx660

jg upr z seraju fot2660

Jerzy Granowski w Uprowadzeniu z Seraju

jg upr z seraju img425660

jg rec upr z seraju img426400

jg upr z seraju fottrec660

jg upr z serajuimg429660

jg upr z seraju fott660

jg jub przxest halki 1947 300

jg teatry1947 300

jg 40wesole kumoszki400

JG A Bolechowska Wes kumoszki z Windsoru 400

Alina Bolechowska i Jerzy Granowski, Wesołe kumoszki z Windsoru

jg 41660

 jg 42660

jg 43660jg 44660

 

jg 451660

W niedzielę, 16 XI 1958 r. w Operze Warszawskiej odbędzie się uroczystość przedstawienia „Halki” Stanisława Moniuszki z okazji jubileuszu 30-lecia pracy artystycznej, znakomitego tenora – Jerzego Granowskiego.

Jubilat wystąpi w partii Jontka. Jest on jednym z najwybitniejszych wykonawców tej roli w dziejach warszawskiej sceny operowej.

Jerzy Granowski rozpoczął swą karierę śpiewaka operowego w sezonie 1926/27 jako adept Zespołu Solistów Teatru Wielkiego w Warszawie.

Debiutował w roli Franka w operze „Flis” Stanisława Moniuszki, wystawionej przez Teatr Wojska Polskiego. Po tym dyr. Szpakiewicz angażuje Go do „Placówki Żywego Słowa”, gdzie razem z aktorami Małynicz i Byrskim występuje przed młodzieżą szkolną. W roku 1930 przyjmuje propozycję dyr. Stomy na wyjazd do Bydgoszczy. Tam bierze udział zarówno w przedstawieniach operowych, operetkowych, jak i dramatycznych. Praca w tym wzorowo wówczas prowadzonym przez dyr. Stomę teatrze umożliwiała naszemu artyście zdobycie tajników rzemiosła aktorskiego. Dzięki temu uzyskał On solidny fundament dla dalszego rozwoju swoich zdolności aktorskich. Toteż wszyscy miłośnicy Opery Warszawskiej wiedzą, że Jerzy Granowski jest nie tylko znakomitym śpiewakiem, ale również wybitnym aktorem. W sezonie 1933/34 nasz artysta występuje w Teatrze Wielkim w Poznaniu za dyrekcji znakomitego kapelmistrza Zygmunta Latoszewskiego. W następnym sezonie Jerzy Granowski gra w teatrach rewiowych Wilna i Katowic. w roku 1936 zostaje zaangażowany do teatru Wielkiego w Warszawie, gdzie pracuje do wybuchu wojny. W tym okresie dyrekcja Teatru Wielkiego szukając wyjścia z kłopotów finansowych wystawia również operetki. Między innymi grane były: „Książę Szirasu”, „Ptasznik z Tyrolu”, „Dzwony Kornewilskie”, Madame Pompadour”. Jerzy Granowski był wykonawcą czołowych ról w tych operetkach. Do jego sukcesów jako amanta operetkowego przyczyniała się niewątpliwie oprócz walorów wokalnych i aktorskich także świetna aparycja.

Kiedy dyrekcję Teatru Wielkiego w Warszawie objął w roku 1939 sławny Didur, powierzył on naszemu artyście partię Grabca w operze „Goplana” Żeleńskiego, którą Teatr Wielki miał zainaugurować sezon 1939/40. Niestety wybuch wojny unicestwił życie operowe Warszawy na okres całej okupacji hitlerowskiej. Jerzy Granowski w tym czasie zajmuje się działalnością konspiracyjną, a na życie zarabia jako kelner. Po wyzwoleniu udaje się do Bydgoszczy, gdzie występuje z „Zespołem Dramatycznym” pod dyr. Rodziewicza w kilku komediach. Są to między innymi: „Dzień bez kłamstwa” i „Ostrożnie, świeżo malowane”. Na początku 1946 r. gra w „Zemście” Fredry z Węgrzynem w Łodzi i województwie.

W sezonie 1946/47 śpiewa znowu w Warszawie, w Teatrze Operowym przy ul. Marszałkowskiej 8. Publiczność warszawska pamięta dobrze Jego świetne kreacje w operach: „Halka”, „Madame Butterfly”, „Kumoszki z Windsoru”, „Uprowadzenie z Seraju”, „Sprzedana narzeczona”.

W 1948 r. Opera Warszawska kontynuuje swą działalność w przebudowanym gmachu „Romy” przy ul. Nowogrodzkiej. Jerzy Granowski był jednym z najgorętszych bojowników o utrzymanie Opery w stolicy i Jego zasługą w znacznej mierze jest fakt podjęcia przez nasze władze państwowe decyzji o stworzeniu Opery w obecnej siedzibie. Jerzy Granowski zostaje członkiem Zespołu Solistów Opery Warszawskiej i występujw w Niej do chwili obecnej. Publiczność warszawska zna dobrze i wysoko ocenia Jego kreacje w operach „Halka”, „Straszny Dwór”, „Tosca”, „Dama Pikowa” i inne.

Jerzy Granowski jest bodajże jedynym śpiewakiem przedwojennego pokolenia w Polsce, występującym jeszcze na scenie w partiach pierwszoplanowych. I chociaż śpiewa już 30 lat, głos Jego nie poddal się działaniu czasu, zawsze piękny i pełen młodzieńczego blasku zachwyca nadal miłośników sztuki operowej. (SK)

jg 452660

jg jubileusz 1958 660

jg 47660

jg 48660

jg jub img442660

jg jubimg441500

jg 511000

jg 52660

Gratulacje i życzenia nadesłali m.in.: dyrekcja i pracownicy Warszawskiego Pogotowia Ratunkowego, Wanda Dreszerowa, Zofia Fedyczkowska, Maria Fołtyn, Jerzy Jasieński,  Bolesław Niemyski, Olga Olgina, Piotr Rytel, Ada Sari, Arnold Szyfman, Jerzy Waldorff, Kazimierz Wiłkomirski (dyr. Opery Śląskiej), Marian Wyrzykowski, Szymon Zakrzewski (Polska Agencja Artystyczna), zespół pracowników biura ZASP.

jg 53660

jg 541000

 jg 55660

jg 56660

jg 57660

jg 58660jg 59660 jg 60660jg 61660

jg 62660

# O Jerzym Granowskim na stronie internetowej Teatru Wielkiego w Warszawie: https://archiwum.teatrwielki.pl/baza/-/o/jerzy-granowski/201001/20181

# Krótka biografia Jerzego Granowskiego w języku angielskim na www.probook.com: https://prabook.com/web/jerzy.granowski/3773450

Materiał ilustracyjny: fotografie i wycinki prasowe pochodzą z archiwum rodzinnego.

GdL 2_2021