Szkolenie z profilaktyki chorób układu krażenia w Hammamet (1998)
- Szczegóły
- Nadrzędna kategoria: ROOT
- Kategoria: Artykuły redaktor naczelnej
- Opublikowano: wtorek, 16.11.2021, 11:57
- Odsłony: 3932
Krystyna Knypl
Podróż lotnicza TAM: Warszawa - Tunis
Z POWROTEM: Tunis - Warszawa
Odległość Warszawa - Tunis 1915 km/ 1190 mil
Cała podróż: 3830 km/ 2380 mil
Na terenie Tunezji wycieczka autokarowa
Mieszkałam: hotel Continental Hammamet
Polskiego Towarzystwa Badań nad Miażdżycą zorganizowało w 1998 roku kurs podyplomowy Aktywne metody diagnostyki, leczenia i prewencja chorób układu krążenia. Do Tunezji poleciałam samolotem czarterowym w dniu 6 lutego 1998 roku ( LO 6235) - 13 luty 1998.
Dyplom uczestnictwa w kursie podyplomowym, Hamamet, Tunezja 1998
Był to mój pierwszy wyjazd służbowy po dłuższym czasie i uznałam, że powinnam zregenerować moją garderobę.Codzienna praca w przychodni przyszpitalnej nie wymagała jakiś szczególnie eleganckich strojów, wszystko przykrywał fartuch.
W moim gabinecie, poradnia nadciśnieniowa, CSK nr 1 ul.Banacha 1 a
Przed wyjazdem chodziłam długi czas po centrach handlowych w wyniku których to wizyt nabyłam trzy żakiety beżowy, zielony i czarny szwedzkiej firmy Almia przewidziane jako stroje na wykłady oraz granatową bluzę w kratę na okoliczności pozawykładowe. Stroje były bardzo świetnie skrojone, fantastycznej jakości – dość powiedzieć żakiet zielony mam do dziś i używam go gdy wykonuję w zawód wyuczony za młodu i idę do kliniki aby kogoś skonsultować.
Trudno mi było sobie wtedy wyobrazić jaką garderobę trzeba przygotować – u nas luty zima, tam luty ciepło. Firma Almia istniej nadal, ale niestety zmieniła styl kolekcji z biznesowego na cała jestem w falbankach.
Z międzynarodowego portu lotniczego w Tunisie do naszego hotelu była godzina drogi autokarem.
Źródło: //www.google.com/maps/preview/place/Port+lotniczy+Tunis/@36.851Tunis Airport
Odebraliśmy walizki i skierowaliśmy się do autokaru
Wg google maps droga trwa 1 godz. 5 min.
Mieszkaliśmy w hotelu Continental Hammamet***, który jest położony nad brzegiem morza. Zmęczona wrażeniami podróży na kontynent afrykański poszłam wcześnie spać. Następnego dnia rano obudził mnie głos muezina oraz promienie słońca wnikające przez drewniane żaluzje.
Na ulicy w Hammamet. W tle wieża z której rozlegał się głos muezzina...
Byłam w innej kulturze dźwięków i światła, po raz pierwszy słyszałam takie wołanie, czas pokazał, że nie ostatni.
Na ulicy w Hammamet
Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że ten dźwięk będzie mnie budził codziennie przez kilka tygodni, za kilkanaście lat... ale nie uprzedzajmy faktów!
Poranna pobudka miała miejsce każdego dnia, bowiem o 7:00 mieliśmy gimnastykę nad brzegiem morza prowadzona przez specjalnie zaangażowanego trenera. Poszłam na zajęcie jako osoba z natury dość obowiązkowa i okazało się, że jestem w fatalnej kondycji. Zasapana i wyczerpana wróciłam do pokoju hotelowego z mocnym postanowieniem poprawienia swojej kondycji.
Gimnastyka poranna
Tak intensywnie ratowałam zdrowie ludzkości, że aż się sama zasapałam… Potem ze zmienną regularnością starałam się gimnastykować, co było bardzo pomocne w utrzymaniu kondycji niezbędnej do długich podróży.
Spacer do Hammamet
Codziennie, po wykładach, chodziliśmy brzegiem morza na zakupy do Hammametu.
Źródło: google maps
Kupowaliśmy wodę mineralną. Było to niezbędne bowiem woda w kranach w hotelu była słona i nie nadająca się do picia również z powodów bakteriologicznych. Wymagała 5 minut gotowania. Nie wszyscy uwierzyli w to zalecenie i mieli poważne kłopoty żołądkowe.
Problemem był kontakt z domem, w którym została córka i mąż. Był to mój pierwszy samodzielny wyjazd od czasu gdy zostałam mamą. Ze względu na dietę bezmleczna i bezglutenową jaką przez kilka lat miała nasza córka nabrałam przekonania, że tylko ja potrafię przygotować odpowiednie jedzenie dla niej. Nie miałam się za wybitną kucharkę, ale nie ufałam że postronne osoby nie zlekceważą zaleceń dietetycznych. Szesnastolatka była już wcześniej w Anglii na kursie językowym i zniosła dobrze obca kuchnię więc uznałam, że i ja mogę ruszyć w świat.
Nie było jeszcze telefonów komórkowych ani Internetu w powszechnym użyciu. Okazało się, że w hotelu jest fax i za opłatą ( może 1 dinara) można było wysyłać faxy do Polski. Do dziś niestety wysłany fax wyblakł i jest prawie nieczytelny.
Wyjazd był dość ważnym przełomem w mojej edukacji podyplomowej - dowiedziałam się, że można się uczyć medycyny poza siermiężną salą wykładową i poza szpitalem. Wcześniej tego nie wiedziałam! Myślałam, że można wiedzę medyczną zdobywać w szpitalu, w bibliotece, na posiedzeniu naukowym, no ewentualnie na kongresie towarzystwa naukowego!
Po wykładach spacer plażą
W ruinach Kartaginy
W Tunisie
Z braku mapy ograniczyliśmy się w Tunisie do spaceru główna aleją Habiba Bourgiby oraz zakupów na miejscowym suku. Kupiony tam T-shirt – ani kolor ani kształt nie zmienił się. Sprawdza się uwaga sprzedawcy, że będę nosić je do bez końca. T-shirty były dość drogie po 20 dinarów czyli 40 pln. Warto było zainwestować.
Drugi zakup podczas pobytu w Tunisie to pierścionek, który po 24 latach odegrał bardzo ciekawą, nowo rolę, więcej pod linkiem https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1858-zgromadzenie-zlaczonych-serc
Na suku poznaliśmy umiejętności miejscowych sprzedawców, którzy ochoczo zapraszali do swoich stoisk. Jeden z nich wołał w nienagannej polszczyźnie szukasz żywy skorpion dla teściowej?, chodź, mam.
W drodze do Portów Punickich
Odwiedziliśmy też malownicze miasteczko Sidi Bou Said, położone nieopodal Tunisu
Folder hotelu Continental
Bilet wstęp/ zezwolenie na fotografowanie w Carthage Les Thermes
Pokwitowanie wymiany pieniędzy w banku
Wymieniałam GBP, pewnie pozostałość po wyprawie do Londynu.
Krystyna Knypl
GdL 11 / 2021
Link do moich wszystkich podróży zagranicznych















