Czytaj najnowszy numer w formacie PDF

7_2020

gdl 7 2020 1
Koleżanki i Koledzy,

Przyglądając się kolejnym pomysłom na reformę funkcjonowania systemu ochrony zdrowia mam wrażenie, że dokonuje się proces rozbioru medycyny, analogiczny do rozbioru Polski – pisałam o tym w numerze 1/2020. Ponieważ repetitio est mater studiorum, powracam do tematu.

Jako środowisko jesteśmy nieświadomi nadciągających zagrożeń, jakie niosą dla nas nowe koncepcje lansowane przez świat globalnego biznesu, takie jak Value Based Health Care, opieka zintegrowana, medycyna hybrydowa i inne równie egzotyczne pomysły.

Według twórców tych koncepcji system ochrony zdrowia składa się z samych wad i błędów, pacjent bowiem jest w nim bierny, niedoinformowany i traktowany przedmiotowo. Gdy zostaną wdrożone nowe, wspaniałe pomysły wymyślone przez absolwentów kursów nauk biznesowych, pacjent będzie aktywny, poinformowany i traktowany podmiotowo. Jeden z wielkich graczy na rynku teorii o medycynie najpierw napisał licencjat o budowie samolotów, potem dorobił magisterium z nauk biznesowych i przerzucił się na reformowanie medycyny. Ma grono wyznawców, którzy słuchają jego wykładów z otwartą jamą ustną i płonącymi uszami. Zapytałam podczas jednej z konferencji prasowych, czy podążając podobną drogą kariery jak ów reformator ochrony zdrowia, będąc absolwentką medycyny, mogę zająć się konstruowaniem samolotów i czy uczestnicy konferencji wsiądą do takiego samolotu. Nie było chętnych! A medycynę reformowaną przez „samolotologa” wciskaliby wszystkim pacjentom. Ciekawe zjawisko psychologiczne!

Mile brzmiące slogany mają to do siebie, że na brzmieniu zwykle kończy się ich pozytywny wpływ na rzeczywistość. Nie mamy żadnych analiz pokazujących, jakie skutki przyniesie dla nas, lekarzy, nadchodząca reforma, a świadomość środowiskowa jest bardzo niska. Obrazowo rzecz ujmując, zostaniemy zdegradowani do szeregowych pionków popychanych przez fałszywych dobroczyńców ludzkości.

Może warto przystanąć w biegu z jednego dyżuru na drugi i zastanowić się, co spotka nas na końcu tego biegu – zawał serca, udar mózgu czy jeszcze bardziej niewolnicza praca i dalszy zalew biurokracji. Świat edukacji akademickiej i podyplomowej to dość wirtualne byty i wykładana tam wiedza bardzo luźno przystaje do potrzeb, z którymi zderza się lekarz w codziennej praktyce. Wszystkie te masowo występujące w testach podwójne przeczenia, objawy w chorobach ultrarzadkich nie są codziennym problemem lekarza. W pogoni za wypełnieniem wszystkich wymagań nakładanych przez skrajnie zbiurokratyzowany system ochrony zdrowia (a końca tego szaleństwa nie widać!) lekarz nie ma czasu ani też świadomości, że jego zdrowie i potrzeby też są ważne. Te potrzeby to niekoniecznie musi być nowszy, jeszcze szybszy samochód, jakim nie może pochwalić się żaden z kolegów na oddziale, ani też pięćdziesiąta ósma sukienka zamówiona przez internet. Potrzebą numer 1 powinien być wyższy poziom świadomości tego, co jest najważniejsze w życiu każdego człowieka.

Krystyna Knypl

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/images/gdl_2020/gdl_7_2020.pdf