Słodycz pocałunku uzależnienia - fragment powieści

Krystyna Knypl

Kto choć raz w życiu zaznał tego paraerotycznego internetowego uczucia, był w pewnej mierze stracony dla życia w realu. Jego ciało i umysł ogarniała niedająca się do końca zdefiniować odlotowa słodycz, rozluźnienie, zapomnienie, niechęć do przerywania ulubionego zajęcia, niedający się opanować zapał do powracania i oddawania się surfowaniu po ulubionych stronach. Prądy i fale słodyczy ogarniały organizm surfera, roznosząc się zrazu szybko, ale z czasem powoli i leniwie, bez zbędnego pośpiechu ogarniając wszystkie zakamarki umysłu, ciała i wyobraźni. Nie tylko roznosiły się słodko, ale powracały w kolejnych falowaniach ze wzmożona siłą, przybierały niczym tsunami  -  początkowo  zdawać  by  się  mogło  niewielkie,  niewinne podekscytowanie, a im dalej, tym bardziej wszechogarniające i porywające, ba, wręcz wiodące ku zatraceniu, spadaniu w otchłań rozkoszy niemającej końca, a tym bardziej początku, no i oczywiście środka! No  bo  skoro  nie  było  wiadomo  gdzie  jest  koniec,  to  wyznaczenie  innych punktów topografii rozkoszy było z oczywistych względów niemożliwe i nierealne. W uzależnionym użytkowniku drgały wszystkie mięśnie poprzecznie  i  podłużnie  prążkowane  w  jednym  niekończącym  się  spazmie, 

a mięśniówka gładka wręcz szalała z rozkoszy. Miocyty ekstrafuzalne słały serię pobudzeń przenoszących się do miocytów intrafuzalnych, wywołując całe serie wyładowań tonicznych. Włókna odśrodkowe gammadynamiczne nie tylko szalały z pobudzenia, ale nawet przejmowały funkcję włókien statycznych, zwielokrotniając siłę doznań. Żadne włókno nie pracowało pod dyktando rozumu, wszystkie niezależnie od  ich  natury  ogarniał  spazm  za  spazmem,  orgazm  za  orgazmem,  a stany owe zdawały się nie mieć końca. Orgazm przestał być jakąś ułamkowosekundową figurą literacką, lecz był nigdy niekończącym się huraganem przyjemności. Oszalałe  z  nadmiaru  paraerotycznych  doznań  serce  gubiło  się  w  rytmach  wyzwolonych  z  bezwzględnej  i  trwającej  od  przyjścia  człowieka na świat dominacji węzła zatokowego. Wszystkie punkty uśpione  i  podporządkowane  do  tej  pory  dominującym  ośrodkom  pobudliwości  elektrycznej dochodziły  do  głosu,  oddychały  pełną  piersią,  śląc  salwy  ekstrasystolii  nadkomorowej  oraz  komorowej. Nawet pobudzenia zablokowane decydowały się zaistnieć – nareszcie  mogły dać wyraz temu, że w ogóle są! Ba, nawet te z pobudzeń, które były przewiedzione z aberracją miały szanse na odważne zaistnienie...  To było życie!

Każda  komórka  drgała  swoim  rytmem,  nie  tracą  ani  chwili  na zbędny odpoczynek. Wszystko przypominało sambodrom podczas karnawału w Rio de Janeiro, gdzieś w okolicach godziny czwartej nad ranem. Następowała gruntowna i głęboka relokacja sfer erogennych,  wszystko  mieszało  się  w  niekończącym  szale  i  podnieceniu.  Prze-mieszczenie  sfer  erogennych  stwarzało  nowe  możliwości  przeżyć  w miejscach publicznych, bez potrzeby chronienia się w alkowach lub stosowania innych form separacji przed ludzkim spojrzeniem.

Warto było zaznać tych uczuć choć raz w życiu, żeby wiedzieć jak to jest przeżyć odlot wszech czasów. Ale po pierwszym odlocie szybko przychodziła chęć na następny, kolejny i jeszcze następny... czy to miało się nigdy nie skończyć i trwać do końca świata, a może zgoła przenieść się na reklamowany lepszy ze światów? Tego w początkach istnienia portalu nie wiedział nikt, choć wszyscy byli skłonni sądzić, że słodkie chwile nigdy nie będą miały końca... Uzależniony nieszczęśnik nie miał wyboru - wszystko było podporządkowane porywającym doznaniom i dążeniu do przeżycia ich niekończącą się liczbę razy. Przejściowe uczucie sytości pojawiało się gdzieś po dziesięciu godzinach surfowania, ale gdyby tak dokładnie wszystko przeanalizować, to chwilowe odejście od komputera było raczej  konsekwencją  prozaicznych  potrzeb,  takich  jak  zresetowanie  pęcherza  moczowego  czy  wypełnienie  obowiązków  w  rodzaju  wpuszczeniu  psa  do  domu,  który  i  tak  już  kończył  przegryzanie drzwi wejściowych. Nie wiedzieli biedacy, trwający póki co w najsłodszym z upojeń, że  wszystko  ma  swój  kres  -  nawet  nadczynność  miocytów  ekstrafuzalnych.  Ale  nie  uprzedzajmy  faktów!  I  tak  same  przyjdą,  gdy  nadejdzie ich pora..

Więcej  pod linkiem

https://gazeta-dla-lekarzy.com/images/ksiazki/pocalunek-uzaleznienia.pdf

Krystyna Knypl

GdL 10 / 2021