Artykuły redaktor naczelnej

Moje akredytacje dziennikarskie w Atenach, cz. 1

Konferencja w Atenach nazywała się Media Cluster Meeting HIV / AIDS

# 1

Moja badge'a

Zakwaterowanie Athens Ledra Hotel / Marriott Ledra *****

# 10

Athens Ledra Hotel

Każda podróż czymś człowieka zaskakuje. Świat teraz zrobił się niezwykle chciwy na pieniądze, wiec współczesne zaskoczenia maja zwykle charakter finansowy. Przyjechałam 2 godziny przed odlotem i to jest tyle aby spokojnie wygrzebać się ze wszystkich zasadzek współczesnego chciwego menedżeryzmu. Odprawa  zaczęła się na 2 godziny przed odlotem. Miły pan z obsługi powiedział:

- Ma pani wykupiony bilet w takiej taryfie, że nie obejmuje ona bagażu, jest on płatny dodatkowo 35 euro czyli 146 złotych, proszę opłacić w stoisku 215, i wrócić do mnie z dowodem wpłaty, wtedy otrzyma pani boarding pass. Ale na szczęście w drodze powrotnej ma pani bagaż w cenie biletu.

Bulbulbul – zabulgotałam wewnętrznie i udałam się do stanowiska pobierającego haracz. Tam okazało się, że przyjmują tylko w cash polskim, żadne karty kredytowe ani euro nie biorą, prawdziwi rozbójnicy nie dzielą się ani z bankami ani z Visą ani z Masterem. „Kesz na kiesz” – jak mawiali emigranci zarobkowi do Stanów Zjednoczonych z moich rodzinnych stron i wiedzieli co mówią!

Musiałam więc udać się na I piętro do banku i wymienić 20 euro, bo podobno kurs na parterze w kantorze jest wysoce niekorzystny. Zasilona 80 złotymi uiściłam haracz i dostałam pokwitowanie za -uwaga! uwaga- excess baggage, cokolwiek ten excess ma oznaczać. Nawet trudno z takim pokwitowaniem ubiegać się o zwrot, no bo powiedzą po co brałaś excess i nie zwrócą.

Na security nawet niczym nie zadzwoniłam i udałam się na zwiedzanie nie widzianego 2 tygodnie lotniska ; ) .

Już pod gate’e dowiedziałam się od jednej pani, że jak się człowiek odprawia przez internet to ta zbójecka opłata wynosi 80 złotych. Wniosek:

trzeba się zawsze odprawiać przez internet, jednak!

In plus zaskoczeniem był posiłek gorący na pokładzie – pulpety, ziemniaki puree i marchewka, ser, krakers, ciasteczko, kawa, herbata, woda. Porcje mini-mini, ale zawsze to lepiej niż w LOT-cie gdzie w cenie biletu do Brukseli za duże pieniądze jest woda i batonik.

Rano ruszamy autobusem na miejce obrad czyli do Instytutu Pasteura, po drodze mijamy widoki w których starożytność i współczesność śtanowią osobliwą mieszankę.

Podczas ponownej  lektura programu odkryłam określenie „coctail dinatoire”  – do tej pory mi nie znane. Poszukiwania w internecie prowadzą do następujących ustaleń:

If you’re not familiar with the expression “cocktail dinatoire”, never mind, but it’s a clear signal that you’re neither French, nor familiar with Parisian habits. The pattern is always quite similar: friends, or friends of friends, invite you to a cocktail dinatoire in order to neither overwhelm you with a full-blown, formal dinner invitation, nor treat you too carelessly by just serving a glass of wine.

I always thought of it as a crossing between happy hour and dinner whilst there’s no straight definition. It’s a tricky concept. In the worst case, a cocktail dinatoire in Paris can mean drinking too much while nibbling pretzels and going to bed drunk, yet hungry.

In the better cases, it IS a full-blown dinner just pretending not to be one. And finally there’s the cocktail dinatoire I’d consider to be the real and perfect one, that’s when you spend an evening in good company while being served just the right quantity of original food accompanied by a couple of glasses of interesting wine.

That was my case yesterday evening. The hosts had prepared some mouth-watering verrine style starters, offered a selection of hot and cold  finger food and as a real surprise they generously served a home made  foie gras, perfectly cooked and seasoned. A beautiful thing; a highlight of a perfect cocktail dinatoire.

http://frenchfoodfool.com/2010/03/20/pardon-me-cocktail-dinatoire/

Jak się ubrać na taką imprezę? Zwłaszcza, że cały dzień spędzę na obradach???

O obradach więcej pod linkiem

https://www.photoblog.com/mimax2/2020/09/17/17092020-dziewiata-konferencja-w-atenach-media-cluster-meeting-on-hivaids-cz-3/

# 1

Przed wejściem do Hellenic Pasteur Institute, gdzie odbywały się obrady

# 1

Miejsce obrad Hellenic Pasteur Institute

Więcej

https://www.photoblog.com/mimax2/2020/09/15/15092020-dziewiata-konferencja-w-atenach-o-media-cluster-meeting-on-hivaids-cz1/

https://www.photoblog.com/mimax2/2020/09/16/16092020-dziewiata-konferencja-w-atenach-media-cluster-meeting-on-hivaids-cz-2/

# 1

Po obradach obowiązkowa wizyta dla każdego turysty odwiedzającego Ateny - uroczytsya zmiana warty pod parlamentem

Więcej

https://www.photoblog.com/mimax2/2020/09/18/18092020-dziewiata-konferencja-w-atenach-media-cluster-meeting-on-hivaids-cz-4/

https://www.photoblog.com/mimax2/2020/09/19/19092020-dziewiata-konferencja-w-atenach-media-cluster-meeting-on-hivaids-cz-5/

https://www.photoblog.com/mimax2/2020/09/20/20092020-dziewiata-konferencja-w-atenach-media-cluster-meeting-on-hivaids-cz-6/

Krystyna Knypl

GdL 10 / 2021

Moje akredytacje dziennikarskie w Brukseli, cz. 8

Kolejna konferencja w Brukseli, w której miałam zaszczyt uczestniczyć dotyczyła komórek macierzystych.

# 3

Obrady odbywały się w hotelu Crown Plaza Brussels La Palace

# 1

Otwarcie obrad

# 1

Logo konferencji

# 2

Mieszkałam w stylowym Hotel des Colonies, położonym walking distance od miejsca obrad. Dotarcie do hotelu zajęło mi trochę czasu

https://www.photoblog.com/mimax2/2020/09/11/11092020-osma-konferencja-w-brukseli-o-komorkach-macierzystych-cz1/

 # 2

Dziennikarz uczestniczący w press room

# 7

Po obradach pora na lunch. Intrygująca potrawa w środkowej części  talerza, miałam wrażenie, że to zapieczone w cieście resztki wędlin ze śniadań ;)) Okazuje się, że zapiekanka nazywa się teryna. Pierwszy raz słyszę takie słowo, pochodzi z francuskiego terrine.

# 10

Od nadmiaru wrażeń może zakręcić się w głowie ;)

# 5

Jako pamiątkę z Brukseli przywiozłam czekoladki Godiva

Krystyna Knypl

GdL 10 / 2021

 

 

 

 

Moje akredytacje dziennikarskie w Brukseli, cz. 7

Jedna z ciekawszych i bardzo owocnych konferencji w Brukseli.

Zakwaterowanie Martin's Brussels EU ****

# 1
 
# 4
Wchodzimy do Berlaymont Building
https://en.wikipedia.org/wiki/Berlaymont_building

# 1 Siedzą cała zasłuchana na sali obrad w Berlaymont Building w Bruksleki

 Sala obrad (siedzę po lewej stronie)

# 6
 
 
 Dr Rafael Matesantz wybitny nefrolog hiszpański, dzięki któemu opracowano bardzo skuteczny program donacji i transplantacji narządów
Moje dwa artykuły napisane w związku z uczestnictwem w warsztatach zostały przetłumaczone na język angielski i są na stronach EU linki do artykułów poniżej
https://ec.europa.eu/health/sites/default/files/blood_tissues_organs/docs/ev_20131007_art23_en.pdf

https://ec.europa.eu/health/sites/default/files/blood_tissues_organs/docs/ev_20131007_art37_en.pdf

 Krystyna Knypl

GdL 10 / 2021

Moje akredytacje dziennikarskie w Brukseli, cz. 6

PODRÓŻ Z ZAGUBIONYM BAGAŻEM

Zakwaterowanie: Sheraton Hotel ****

Pierwsza konferencja w której uczestniczyłam reprezentując Gazetę dla Lekarzy

Gazeta dla Lekarzy po raz pierwszy na europejskich salonach i od razu podróż business class, wiedzą w tej Brukseli jak podejmować VIP-ów ;)

Oczekuję na odprawę w business class
Podróż obfitowała w wiele niecodziennych niespodzianek
Odprawiam się na dywaniku ;)
Na lotnisku Okęcie przed wyjazdem
Już po odprawie biletowej. Udaję się do tego przejścia, potem pod gate i do samolotu
Gdy już siedzimy wszyscy na pokładzie samolotu
Nagle na płytę lotniska podjeżdża czarna limuzyna i dowozi bardzo ważną osobę, która oczywiście zajmuje miejsce w business class.
Przylatujemy do Brukseli a tam kolejna niespodzianka
strajk personelu naziemnego lotniska, nie dostarczają bagaży na taśmy. Na zdjęciu komunikaty - ludzie fotografują te komunikaty.
Rezygnuję więc z oczekiwania na mój bagaż i udaję się po bilet do kas kolejowych
Lotnisko jest po remoncie. W 2008 nie było tu tak elegancko. Kupuję bilet na przejazd do hotelu Sheraton, który mieści się w dzielnicy Brussels Nord, kilka przystanków od lotniska.
 
Kupuję bilet i przechodzę na peron
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to będzie...
# 10 Jest 19:35, mój pociąg będzie o 19:50. Dwadzieśćia minut jazdy i potem spacer do hotelu... Sheraton
 

Mój pociąg będzie o 19:50

Bru Sheratoon

 Miejsce obrad
 
Więcej
 
Krystyna Knypl
 
GdL 10 / 2021
 

Moje akredytacje dziennikarskie w Brukseli, cz. 5

Krystyna Knypl

Konferencja była poświęcona  zastosowaniu tapentadolu w leczeniu bólu przewlekłego

# 2

Miejsce obrad

# 3 W pokoju były poduszki z taką oto panią która towarzyszyła lokatorowi choć miał pokój jednoosobowy ;)

Tak na gorąco opisałam spotkanie z tą poduszką:

Jakie oczy ma strach?

Intruz w pokoju hotelowym  może przybierać bardzo różną postać – bywa mały lub jest całkiem sporych rozmiarów. Nieruchomy lub ruchliwy. Łatwy lub trudny do usunięcia. Zawsze nieproszony i nie oczekiwany. Rzadko kiedy da się łatwo go pozbyć. Często spotykane zamki w drzwiach pozwalające na niewielkie uchylenie drzwi nie zawsze są dostatecznym zabezpieczeniem.

Osobliwą formą intruza były w jednym z brukselskich hoteli były poduszki. Na ich pokryciu była umieszczona wyrazista twarz kobiety, która sprawiała wrażenie, że jest obecna w pokoju jeszcze inna osoba. Po chwili zauważyłam druga poduszkę… o nie, tego już za wiele! Dwie obce kobiety w moim pokoju. Wsadziłam poduszki do szafy ;)).

Podobne odczucia miała chyba jedna z uczestniczko konferencji, bowiem swoje na wystąpienie przyniosła identyczną poduszkę i położyła ją na mównicy, zaczynając od słów: Są dwie Giny, ta która stoi przed wami i ta której wizerunek z łzą jest na poduszce. Ta druga to Gina owładnięta bólem. Ponieważ konferencja była poświęcona nowemu lekowi przeciwbólowemu, uznałam, że Gina miała dobre wejście. Jest zresztą ciekawą prezenterką, mówi ze swadą, walczy o prawa osób z fibromialgią.

Wystrój tego pokoju był nadmiernie designerski, wszystko pewnością świetnie prezentowało się na zdjęciach i wykresach, ale niepotrzebnie zajmowało uwagę użytkownika. Poczynając od coffemakera, który z trudem uruchomiłam, poprzez poduszki, na kranach kończąc. Krany są zawsze dla mnie największą zagadką w każdym hotelu od Hiltona poczynając na skromnym hostelu w Puerto Iguazu  kończąc

Internetu za free nie było, ale gdy podeszłam do okna to złapałam jakaś sieć
# 5 Nie dośc poduszka, to kran też irytujący
Krany w hotelach brukselskich i ich obsługa to temat co najmniej na doktorat ;)

# 6 Rozszyfrowanie jak działa czajnik było kolejną zagadką

Rozszyfrowanie jak działa czajnik było kolejną zagadką. Udało mi się na szczęście rozgryźć działanie czajnika i dzięki temu nie musialam gnać o pólnocy do baru aby napić się herbaty.
# 7 Rano były obrady
   Rano były obrady
# 8 Po obradach lunch
Po obradach sympatyczny lunch, miła obsluga
# 9 Po lunchu kupiłam bilet i pojechałam na lotnisko
Po lunchu kupiłam bilet i pojechałam na lotnisko. Brukselskie automaty do biletów to inne wyzwanie niż czajniki, ale jakoś pokonałam to wyzwanie, nie wykluczone, że z pomocą kogoś życzliwego
#10 O czym donosi dziennikarz uczesniczący

Tradycyjny autoportret single travelera

Krystyna Knypl

GdL 10 / 2021

Fot. Z archiwum autorki

 

 

 

Moje akredytacje dziennikarskie w Brukseli, cz. 4

Kolejna konferencja zorganizowana przez Innovative Medicines Intitiative

https://www.imi.europa.eu/

https://en.wikipedia.org/wiki/Innovative_Medicines_Initiative

# 1 Moja bagde'a 
Moja badge'a
(w tym czasie pisywałam felietony w Gazecie Lekarskiej)
# 2
Zakwaterowanie: Best Western Premier Carefour De L'Europe ****
 Obrady na terenie Brussels Expo
Program konferencjihttps://www.imi.europa.eu/sites/default/files/archive/uploads/documents/event05/michel-goldman1_en.pdf
# 4 W trakcie obrad 
 Obrady trwają, przemawia Michel Goldman w trakcie wystąpienia
# 5 Mural
Spacerując po Brukseli odkryłam mural z Tin -Tinem

# 1

Natomiast podczas ostatniej wizyty w Brukseli (2019 rok) kupiłam na lotnisku T-shirt z Tin - Tinem.

Wracajac z konferencji nie wiedzialam jeszcze, że to moaj osttania akredytacja w erze przedcovidowej....

Tin Tin

Źródło ilustracji

https://en.wikipedia.org/wiki/The_Adventures_of_Tintin#/media/File:Tintin-mainCast.png

Odnaleziony opis konferencji ex tempore:

Jest 6.40 rano, cisza i spokój dokoła, najlepsza pora na pisanie sprawozdań.
Nasza grupa składa się z czterech osób. Z lotniska do hotelu jechaliśmy taxi – założyła jedna z koleżanek, 25 euro bodaj. Dziewczyna z UE chciała jej przysłać… czek, ale powiedziałam, że musi być cash, bo u nas czeki są wycofane. Nie wiem, czy już jej oddała – jest bałaganiarstwo organizacyjne na tej konferencji. Potem pojechaliśmy do centrum kongresowego przy tym Atomium – był lunch (typowy, nic ciekawego) i konferencja prasowa.
Polska jest oczywiście czarną dziurą lub białą plamą – jak kto woli jeśli chodzi o aktywność w tych programach.
Po lunchu wróciliśmy busem służbowym do hotelu, gdzie wyszarpali z nas po 50 euro cashu jako jakiś fundusz gwarancyjny, na wypadek gdybyśmy wypili po butelce coli, co stoi w tym durnym minibarku. Odmówiliśmy dania kart i darliśmy się jak 4 kojoty, że rozbój w biały dzień, a ja dodatkowo obiecałam, że przekażę wiadomość naszym czytelnikom ;)). To jakiś belgijski zwyczaj, bo jak stałam w hotelu sieci amerykańskiej, to tego nie było, a jak w tych krzakach pod Brukselą, to zablokowali mi 50 dol. na karcie na 2 tygodnie, którą nieroztropnie dałam – mówili że „tylko na wszelki wypadek”, a  zablokowali forsę. Panienka z recepcji na koniec awantury wykrztusiła, że instytucja, która nas zaprasza, powinna założyć.
Trzeba było drzeć się przez 0,5 godziny, żeby dowiedzieć się czegoś takiego!
Kapitalizm jest brutalny – słusznie uczyli o tym za komuny!
Dostaliśmy acces code do internetu – jakaś sieć dla hoteli. Zamówiliśmy na dziś transport na lotnisko – musimy wyjechać o 10.00, bo potem nie świadczą takich usług – jest przerwa i ponownie wożą od 16.00. Gdyby u nas był taki absurdalny zwyczaj, to opisaliby nas w całej Europie!
Pokój bdb. – elegancki i cichy, ale nie ma coffeemakera, co przechwalają się nim w internecie, bardzo wygodne łóżko, spało mi się dobrze.
Po zakwaterowaniu poszłyśmy z koleżanką na zakupy oraz zobaczyć Grand Place – bo ona jest pierwszy raz w Brukseli. Po drodze wstąpiłyśmy do delikatesów Delhaize, gdzie lubię robić zakupy i kupiłyśmy różne słodycze.
Za namową koleżanki kupiłam dwa drinki w puszkach – podobno dobre i jedno tutejsze piwo – ma mi przewieźć w jej walizce nadanej na bagaż, bo z plecaka zabraliby mi na lotnisku.
Poznałyśmy w szczegółach różnice cenowe – piwo tej samej marki w centrum przy Manneken pis kosztuje 3,35 euro, a w Delhaize 1,13 euro!
Wróciłyśmy by taxi – bo padał deszcz, wyszło po 10 euro na osobę. Zakupy 15 euro – można wytrzymać.

Krystyna Knypl

Fot. z archiwum autorki

GdL 10 / 2021

Więcej

https://www.photoblog.com/mimax2/2020/09/01/1092020-druga-konferencja-imi-w-brukseli-i-leuven-cz-2/

Moje akredytacje dziennikarskie w Brukseli, cz.3

Krystyna Knypl

Program obrad 20 maj 2010 Square Center

8:30 -9:00 registration and coffeec

# 1 Na sali obrad w centrum kongresowym Square
Na sali obrad w centrum kongresowym Square

9:00 - 9:15 Opening plenary session of the conference Plenary Room

Maira Geoghegan-Quinn Commissioner for Innovation, Research and Science

# 2 Ruaxandra Draghia-Aki, Director Health Directoriate, DG Research European Commision
Ruaxandra Draghia-Aki, Director Health Directoriate, DG Research European Commision

9:30 - 10:30 Press briefing 1 Press Room

The way fowards healthcare innovation

EU-funded health research: creating opportunities for SMEs and innovation

Ruaxandra Draghia-Aki, Director Health Directoriate, DG Research European Commision

IMI: a public-private partnership for drug innovation

Michel Goldman, Executive Director, Innovative Medicines Initiative

# 3 Prezentacja protezy dłoni  
Prezentacja protezy dłoni
Open innovation: a solution in healthcare?
Ludo Lauwers, Senior vice president Beerse R&d Sita Manager Johnson & Johnson Pharmaceutical R& D
Technology transfer: a Swedish perspective
# 4 Prezentacja protezy dłoni   
Prezentacja protezy dłoni

Claes Post, Senior Business Developer, Linkoping University, Innovation office

10:30-10:55 nerworking coffee

# 5 Moja badge'a
Moja badge'a

10:55 -11:35 PRESS BRIEFING 2 Press Room

Innovation in healthcare: SMEs in Focus

# 6 Jedziemy do Leuven
Jedziemy do Leuven
11:35 - 12:35 PRESS BRIEFING 3 Press Room
12:35 - 14:00 Networking lunch
# 7 Wracamy do Brukseli do Monts des Arts, jest kolacja,ale w niej nie uczestniczę, po całym dniu obrad jestem zmęczona
Wracamy do Brukseli do Monts des Arts, jest kolacja, ale w niej nie uczestniczę, po całym dniu obrad jestem zmęczona
Deaparture for the site -visit15:00 - 16:45 Visit of TiGenix, innovative SME located in Leuven18:15 Return to Brussels - Monts des Arts

DAY 2 FRIDAY 21 MAY

# 8 Dialog ;)
 Dialog ;)
11:00 - 12:00 Meeting with Mark English, spokesperson of the Commisioner for Research, Innovation and Science

12:00 - 12:30: Midday briefing at the press room of the European Commission

Departures to airport (by own means)

# 9
Brussels Airport - dawał przez pewien czas paniom wybór ;)
# 20 Lotnisko - terminal odloyowy
# 20 Lotnisko - terminal odlotowy
Tak na gorąco pisałam o tej konferencji:

Gdzie pić kawę w Brukseli?

Zwróciło moją uwagę, że w sali konferencyjnej nie było dostępu do internetu dla dziennikarzy. No, ale większość z zaproszonych stanowili stali korespondenci w Brukseli , więc można założyć, że po wysłuchaniu informacji poszli do swoich biur lub domów i popijając na własny koszt kawę nadali porywającą w treści korespondencję do swych krajów.

Dwa lata później otrzymałam zaproszenie na organizowana przez UE prezentację na temat innowacji w medycynie. Konferencja odbywała się w nowoczesnym centrum, w środku miasta. Tym razem internet był udostępniony po podaniu hasła aktywnego w czasie ściśle określonym. W materiałach prasowych znalazłam wspomniany czasowy kod dostępu dzięki któremu mogłam sprawdzić bieżącą pocztę. Oczywiście w hotelu, w którym kwaterowaliśmy Internet był dodatkowo płatny. Te chciwe paskudy mają zwyczaj dawać bardzo silny sygnał swojego płatnego Internetu, tak więc szanse na złapanie jakiegoś free internetu jest raczej mała. Nie należy jednak tracić nadziei – czasem na parterze free sieci nie działają, ale w pokoju  na szóstym piętrze można uzyskać połączenie. Zawsze należy próbować zracjonalizować wydatki.

Wspomniałam wczoraj o podróży z lotniska do centrum miasta – pociąg kosztuje 5.10 euro. Cena do wytrzymania. Dla odmiany kawa na lotnisku 3.40 x 4 = 13.60 pln,a w Delhaize opakowanie 250 g tylko 2,25 euro! Wszystko na to wskazuje, że najlepiej jest w Brukseli  kupować kawę i filtry do niej w Delhaize, a pić tylko w domu! Oczywiście przegryzając belgijską czekoladkę.

Krystyna Knypl

GdL 10 / 2021

Fot. z archiwum autorki

Więcej o trzeciej akredytacji

https://www.photoblog.com/mimax2/2020/08/31/31082020-trzecia-konferencja-imi-w-brukseli-i-leuven-cz-1/

Następna akredytacja

https://www.photoblog.com/mimax2/2020/09/03/3092020-czwarta-konferencja-imi-2010-w-brussels-expo/

 

Obrady Fundamental Rights Forum 2021 w Wiedniu

Krystyna Knypl

Podczas Fundamental Rights Forum 2021 w Wiedniu jednym z wiodących tematów była sztuczna inteligencja. Dyskutowano między innymi  aspekty związane z możliwościami jakie niesie  sztuczna Inteligencji dla przestrzegania podstawowych praw człowieka.

Tematyka sesje dotyczyła takich zagadnień jak zaufanie do regulacji prawnych dotyczących sztucznej inteligencji – dyskutowali o tym zarówno przedstawiciele Unii Europejskiej, jak i  branży cyfrowej,  a także mediów społecznościowych. Komisja Europejska planuje wprowadzenie nowych przepisów dotyczących godnych zaufania technologii sztucznej inteligencji (AI od ang. artificial intelligency), umożliwiających ludziom czerpanie korzyści z AI, a jednocześnie chroniących ich przed jej potencjalnymi szkodami.

"W kwestii sztucznej inteligencji zaufanie jest koniecznością, a nie czymś, co warto mieć" - mówiła Margrethe Vestager (https://en.wikipedia.org/wiki/Margrethe_Vestager , wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej odpowiedzialna za przygotowanie Europy  do ery cyfrowej.

"Nasze przepisy będą interweniować tam, gdzie jest to bezwzględnie konieczne: gdy zagrożone jest bezpieczeństwo i prawa podstawowe obywateli UE" – powiedziała Margarethe Vestager.

Musimy dobrze przygotować przyszłość dla funkcjonowania sztucznej inteligencji. Sztuczna inteligencja jest tutaj. Nie odejdzie. Może być siłą dobra, ale trzeba ją bardzo uważnie obserwować pod kątem poszanowania naszych ludzkich praw podstawowych. Naszą ambicją jest nie tylko zapewnienie, by AI respektowała nasze prawa, ale także by je chroniła i promowała - powiedział  Michael O'Flaherty  dyrektor European Union Agency for Fundamenta Rights (FRA)

Podczas forum w Wiedniu odbyło się  ponad 20 sesji na temat "Era cyfrowa zorientowana na prawa człowieka".

Oprócz wyzwań, jakie niesie ze sobą wykorzystanie sztucznej inteligencji, były także  sesje poświęcone są temu, w jaki sposób możemy wspierać zwiększać bezpieczeństwo społeczeństw, jednocześnie skutecznie zwalczając dyskryminację, uprzedzenia i dezinformację w internecie.

Podczas obrad podkreślano, że cyfryzacja jest  czynnikiem umożliwiający demokratyczny dostęp do informacji i możliwości zatrudnienia. Należy też pamiętać o integracja osób niepełnosprawnych, którzy stanowią 15% światowej populacji.

Źródło:

https://fundamentalrightsforum.eu/news/posts/30-million-reasons-to-develop-rights-compliant-artificial-intelligence/

Biała Księga w sprawie sztucznej inteligencji. Europejskie podejście do doskonałości i zaufania

https://ec.europa.eu/info/sites/default/files/commission-white-paper-artificial-intelligence-feb2020_pl.pdf

Krystyna Knypl

GdL 10 / 2021

Na łamach Gazety dla Lekarzy poruszamy od 2019 roku zagadnienia związane z sztuczną inteligencją w następujących artykułach:

1. AI, artificlal intelligence, sztuczna inteligencja - Beata Niedźwiedzka

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/819-ai-artificial-intelligence-sztuczna-inteligencja

2. Nadciąga Czwarta Rewolucja Przemysłowa – Krystyna Knypl

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/858-nadciaga-czwarta-rewolucja-przemyslowa

3. Pogawędki pacjenta z programem komputerowym – Krystyna Knypl

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1065-pogawedki-pacjenta-z-programem-komputerowym

4. Afryka nadzieją Czwartej Rewolucji Przemysłoqwej - Krystyna Knypl

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1077-afryka-nadzieja-czwartej-rewolucji-przemyslowej

 5. ESC Congres 2020: dziś digita, jutro AI - Marta Sułkowska

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1092-esc-congress-2020-dzis-digital-jutro-ai

 6. Przyszłość według Światowego Forum Ekonomicznego - Krystyna Knypl

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1283-przyszlosc-wedlug-swiatowego-forum-ekonomicznego

7. Sztuczna inteligencja - szanse i zagrożenia - Krystyna Knypl

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1019-sztuczna-inteligencja-szanse-i-zagrozenia

8. Sztuczna inteligencja energicznie wkracza do medycyny

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1109-sztuczna-inteligencja-energicznie-wkracza-do-medycyny

9. Sztuczna inteligencja poszuka leków przeciwko nowym koronawirusom

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1348-sztuczna-inteligencja-poszuka-lekow-przeciwko-nowym-koronawirusom

10. Przyszłośc według Światowego Forum Ekonomicznego

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1283-przyszlosc-wedlug-swiatowego-forum-ekonomicznego

 Wieden 11

Fot. Krystyna Knypl

Wąż Esculapa sfotografowany podczas wieczornego spaceru ulicami Wiednia w 2007 roku, po zakończeniiu uczestnictwa w kongresie European Society of Cardiology

Kongres Interamerican Society of Hypertension 2004, część druga

Krystyna Knypl

Część pierwsza

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/ogwiazdkowane/51-artykuly-redaktor-naczelnej/1373-kongres-interamerican-society-of-hypertension-2004

Winda hotelowa była miejscem ciekawych ogłoszeń. Już pierwszego dnia uwagę moją zwróciła taka informacja:
Uwaga dla pasażerów: przed wejściem do windy sprawdź czy kabina zatrzymała się na twoim piętrze.

Sao Paulo 7

Mój pokój w hotelu Parthenon Flats Accor Hotels, Nacoes Unidas, Sao Paulo

Winda hotelowa była miejscem ciekawych ogłoszeń. Już pierwszego dnia uwagę moją zwróciła taka informacja:

Uwaga dla pasażerów: przed wejściem do windy sprawdź czy kabina zatrzymała się na twoim piętrze.

Bezprawne jest dyskryminowanie lub odmawianie dostępu do windy w tym budynku powodu rasy, wyznania, kolory skory, płci, wieku, narodowości, statusu społecznego, fizycznej niesprawności lub schorzeń niezakaźnych. Nieprzestrzeganie tych reguł jest ścigane z mocy prawa. LEI 9502 DE 11/03/1997.

Wsiadałam więc do windy zawsze po upewnieniu się, że istotnie przyjechała ona na moje piętro ;)). W piątek w windzie hotelowej pojawiło się dodatkowe ogłoszenie, które było jeszcze bardziej egzotyczne w swej treści. :
Drodzy goście,
Zawiadamiamy uprzejmie, że od soboty do wtorku (Święto Karnawału) będziemy serwować tylko śniadania w restauracji Bello Antonio.

Ponieważ na czas karnawału obrady kongresowe również były przerwane uznałam, że jest to dobra okazja, aby wybrać się na wycieczkę do centrum historycznego Sao Paolo, razem z kolegą, który mieszkał w innym hotelu. Pierwszy odcinek podróży pokonałam taksówką, potem już we dwójkę korzystaliśmy z miejscowej komunikacji publicznej.

Sao Paulo 8

Pod wpływem lektury przewodników, ubrałam się a la uboga krewna, co pozwoliło mi na swobodne poruszanie się po mieście i korzystanie publicznych środków lokomocji bez obaw, że będę potraktowana jak gringos czyli bogata amerykańska turystka.


Wycieczka została tak opisana w mailu do domu - jego treść wystukana pod presją czasu na portugalsko - brazylijskiej klawiaturze, była następująca:Wczoraj zrobiliśmy wycieczke po miescie.cala wyprawa trala 9 godzin izrobilismy ja z uzuciem komunikacji publicznej.Jeden z kolegow opanowal zasady tutejszej komunikacji miejskiej dzieki temu mogliśmy zredukowac koszty.Bilet koszytuje 1,7 reala x 1,4= nie wiem ile, ale taniej niż taxi. Konduktor często kolorowy na skorze i na ubraniupobielaopalate i wpuszcza przez taka bramke (wchodzi się przodem autobusu) potem siada na wolnych siedzeniach z innymi pasazerami.sa spoko.Ubralam się ja klientka opieki społecznej czyli granatowe spodnie+bluza zielona w krate.dzieki temu nie budzilam zadnychs kojarzen ze jestem bogata grinos. Autobus to jak stary san, resory raczej sztywne, i jedzie się często niespodziewanie i mocna przyhamowując, wiec trzeba się trzymac caly czas podczas jazdy. Miedzy przystankami konduktor podwiesza się na drążku albo spiewa piesni w stylu etnicznym. Dzieki temu jest bardzo reality &show. Tym pojazdem przejechaliśmy chyba 0,5 godziny aby dotrzec do stacji metra. W metrze jest bilet 1,9 realaX 1,4=nie wiem. Ale nadal taniej niż taxi. Maszyny połykają bilet i można jeździć do woli pod warunkiem ze nie nie wychodzi się na powierzchnie. Można w ramach tej ceny zmieniac linie. My musieliśmy zmieniac na innego koloru lub nazyw nie mapiemtam. Po dalszej 0,5 godizny dojechalissmy do Plaza republika i tam zaczęliśmy zwiedzac centrum historyczne. Ogladalismy rozme budynki i kosicily ( w jednym złożyłam ofiare 1 usd, wkraju sa po 3,8 zl, tak? Domy i ulice SA tu olbrzymie, wiec miotanie się w tak wielikim kraju z miejsca na miejsce jest bardzo kosztowne i czsochlonne.
Na niektórych ulicach było troche ludzi co lezeli na chodniku albo wykrzykiwali swoje zale, ale bez specjalnego zainteresowania gringo sami. jezeli gringo nie nadeptywal tego obywatel zażywającego slusznei naleznej mu sjesty na srodku chodnika to można było bezpiecznie przejść, oczywiście nie swiecjac w oczy światłem odbitym z swoich diamentow, brylantow i innych denrewujacych świecidełek. Wiec gdy nie ma się takich świecidełek na sobie, super ciuchow albo nie przyglada się tym typom zbut nachalnie to oni tez nie rxucsja na człowieka jakoby mogla wynikac z lektury niektórych przewodnikow.

Tak więc ponieważ nie miałam na sobie żadnych denerwujących świecidełek, żadnych problemów z miejscową ludnością nie było. Około godziny 16 zdecydowaliśmy wracać. Podjechaliśmy komunikacją miejska w okolice hotelu kolegi, dalej miałam poruszać się taksówką. Kierując się do taksówki uświadomiłam sobie, że nie będą czynne żądne sklepy z powodu karnawału i muszę kupić coś do jedzenia. Na zakupach zeszło mi pewnie około pół godziny. Po zakupieniu tradycyjnego zestawu czyli pieczywa, wody oraz jogurtów wsiadłam do taksówki. Podałam nazwę mojego hotelu oraz ulicy. Kierowca ruszył do przodu powtarzając głośno nazwę ulicy. Po chwili połączył się ze swoją centralą. Z rozmowy prowadzonej po portugalsku mogłam wnioskować, że pyta o szczegóły dojazdu do hotelu.
No cóż, zdarza się - pomyślałam nie przeczuwając jeszcze niczego szczególnego. Jechaliśmy kolejnymi szerokimi autostradami, a tłum samochodów gęstniał z minuty na minutę. Za oknami zrobiło się szaro i nagle w oka mgnieniu zapadła czarna noc wokoło.
Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że ciemność w tej części świata zapada natychmiast niczym za wyłączeniem pstryczka - elektryczka, a nie tak jak u nas - powoli. To było coś nowego i jednocześnie nie niepokojącego.
Kierowca połączył się z centralą drugi raz i trzeci coś dopytując. Podróż zaczęła dłużyć się nieprzyjemnie – o ile w tamtą stronę jechałam nie dłużej niż 15 minut tym razem minęło już chyba ze 30 minut i nie było widać końca. Licznik regularnie wybijał kolejne reale. Miałam przy sobie około 30 reali i do pewnego czasu czułam się w miarę spokojnie ponieważ poprzedni kurs na tej trasie kosztował kilkanaście reali. Wokoło nas sunęło w czarnej nocy morze samochodów. Siedziałam w taksówce w wielkim brazylijskim mieście i byłam zdana na łaskę i niełaskę kierowcy, który co i raz dopytywał o kierunek jazdy. Czułam się niczym małe ziarnko piasku na pustyni…
Gdy minęło 40 minut poczuła się trochę niespokojnie – czy jedziemy w dobrym kierunku? Czy starczy mi pieniędzy na opłacenie taksówki? Pocieszałam się, że w ostateczności zapłacę w dolarach powszechnie przyjmowanych w razie potrzeby w Brazylii. Podczas piątego już chyba łączenia z centralą z ust kierowcy padło słowo Carefour – zabrzmiało jak cudowna muzyka, bowiem nieopodal tego handlowego centrum był mój hotel. Po chwili wynurzyła się wieża centrum handlowego i zaraz potem wysoki budynek mojego hotelu.
Jechaliśmy 52 minut, a koszt taksówki był chyba nieco poniżej 30 reali i wszystko dobrze skończyło się!

Atmosfera zbliżającego się karnawały chyba udzieliła się uczestnikom kongresu, bo gdy patrzę na moje postery to są roztańczone ;)). No może jeszcze w grę wchodzi wpływ jet - lagu. Podczas kongresu przedstawiłam trzy plakaty:

1.Hypertensive therapy expectations among different groups of patients
2.Quality of life among different groups of hypertensive patients 1
3.Usefulness of ophthalmology in mild and moderate hypertension

Sao Paulo 13

Wyjazd był dużym i kosztownym przedsięwzięciem ( około 6000 pln), ale mimo iż upłynęło od niego sporo czasu nadal jestem przekonana, że był dobrym pomysłem, co więcej był wstępem do następnych dalekich podróży.

Dzień, na który przypadały główne obchody karnawałowe od rana był pochmurny. Całe niebo z minuty na minutę robiło się coraz bardziej ciemnoszare. Niespodziewanie zmieniło się w nieomal granatowe. Wieżowce widoczne z hotelowego okna gdzieś daleko na horyzoncie jakby straciły na ostrości, a z wiszących nad nimi chmur popłynęły strugi wody – nie deszczy a wody właśnie! Deszcz brazylijski o tej porze roku jest ciepły, gęsty i inaczej mokry niż polski. W ogóle kontakt z brazylijską woda jest przyjemny - z kranów płynie przyjazna woda w której można pluskać się bez końca nie obawiając się wysuszenia skóry, podrażnienia chlorem lub innych dolegliwości. Duża wilgotność powietrza powoduje, że właściwie żadne kremy nawilżające nie są potrzebne.
Spodziewałam się, że cały dzień upłynie mi na sennym oczekiwaniu na przekaz telewizyjny z sambodromu.

Błąkając się po kanałach telewizyjnych napotkałam transmisję z mszy świętej, która była interesująca ze względu na porównanie ze znanymi polskimi widokami. Brazylijski kościół wypełniali uduchowieni i rozśpiewani ludzie. Melodyjność śpiewy oraz pełne uniesienia, nieomal nieobecne oblicza wiernych stwarzają klimat nie znany w polskich kościołach. Świątynia z której przeprowadzano transmisje była stosownie wielkich, brazylijskich rozmiarów. Kilka naw promieniście zbiegało się do kolistego centrum, w którym ustawiony był ołtarz. Młody kapłan w obszernym zielonym ornacie, bogato zdobionym złotem w pewnym momencie uniósł do góry hostię, która miała pewnie ze dwadzieścia centymetrów średnicy. Komunie wiernym podają świeccy ubrani w białe żakiety, zarówno mężczyźni jak i kobiety. Mszę zakończyły wzniesione przez kapłana, a następnie powtórzone przez wiernych okrzyki: Niech żyje Jezus Chrystus! Niech żyje Maryja! Niech żyje Papież! Niech żyje Brazylia!

Transmisja z karnawału rozpoczęła się pod wieczór. Nie wchodziło w grę kupienie biletów na samobodrom, bowiem były bardzo drogi – 170 usd w części niezadaszonej i 250 usd w części zadaszonej – jak okazało się potem lepiej było wybierać w części zadaszonej bowiem przez znaczną część nocy padła rzęsisty deszcz.

Dla mnie rozpoznającej wówczas zaledwie kilka podstawowych kolorów obejrzenie karnawałowej parady było osobliwą kuracją – czułam się jak daltonistka której przywrócono zdolność rozpoznawania barw. Zmasowany atak fantazyjnie zestawionych ze sobą odcieni był najmocniejszym wrażeniem, jakie wyniosłam z wielogodzinnego oglądania karnawału. Pokazywane w naszej telewizji fragmenty zapewne zawsze wybierane przez mężczyzn, sugerują, że jest to festiwal damskiej nagości. Tymczasem nagość jest tylko bardzo małym wycinkiem festiwalu, wcale nie dominującym.

Pokazywanie ciała takim jakie ono jest Brazylijczycy praktykują z zapałem na co dzień i nie trzeba czekać do festiwalu. Obszerne dekolty, odsłonięte ramiona, brzuchy ozdobione biżuterią to normalność na brazylijskiej ulicy. Brzuch ozdobiony biżuterią może należeć do kobiety ciężarnej, bo i takie biorą udział w karnawałowych tańcach.

Poszczególne szkoły samby wystawiają dość pokaźne grupy tancerzy oraz olbrzymich rozmiarów platformy, które bogactwem kolorów, form i tętniącego życia przywodzą na myśl mieniącą się kolorami amazońską puszczę. Na platformie jadą kolejno żółwie, olbrzymie delfiny, konie wyskakujące z ognistych czeluści, krokodyle groźnie człapiące szczękami, złoty orzeł realistycznie ruszający głową i otwierający dziób , lokomotywa ze złoconymi obrzeżami. Kostium tancerzy zdobią pióra, rozlegle suknie rozpięte na fiszbinach wirują szeroko, frywolne gorsety mieszają się z zbrojnymi naramiennikami, fantazyjnymi żakietami z niezwykle szerokimi rękawami spod których wystają kłębiące się zwoje ozdobne falbany muślinu. Niektóre stroje karnawałowe ograniczają się do bardzo skąpego kostiumu kąpielowego typu bikini. Pomimo skromności materii jest to również ple do zademonstrowania fantazji kolorystycznej. Miseczki staników ozdobione są egzotycznymi kwiatami, które często mają szokujące zestawienia kolorystyczne. Przeważają tancerki młode wiekiem, ale nie brakuje też pań młodych duchem. W pewnym momencie kamera pokazała dżentelmena około sześćdziesięcioletniego, siedzącego wśród publiczności, w jasnoróżowym eleganckim garniturze. Nie zrobiła na mnie większego wrażenia muzyka  karnawałowa, dźwiękowo dość prosta.

Nigdy wcześniej nie była świadoma, że istniej tyle odcieni koloru złotego. Zwykły złoty, żółtozłoty, płomienny złoty, kolor starego złota i wiele innych, których nie sposób nazwać. Podobnie z kolorem zielonym którego kolejne odmiany nie sposób wprost nazwać, a fioletowy wprost olśniewał.

Wszyscy tańczą w zapamiętaniu jakby zmęczenie było im obce i płyną falami po sambodromie, w wielkim oceanie barw i dźwięków.

Źródła:

https://www.photoblog.com/mimax2/2011/02/08/8022011-wyprawa-do-centrum-sao-paulo/

https://www.photoblog.com/mimax2/2011/02/09/9022011-podroz-do-brazylii-nauka-i-karnawal/

 Krystyna Knypl

GdL 10 / 2021

 

Kongres Interamerican Society of Hypertension 2004, część pierwsza

Krystyna Knypl

Wypraw do Brazylii (12/02 - 26/02/2004)  była moją pierwszą samodzielną podróżą transatlantycką. Powodem dla którego zdecydowałam się wyruszyć tak odległą podróż był kongres International Society of Hypertension w Sao Paulo, na którym przedstawiałam trzy doniesienia posterowe. Wyjazd na kongres, jak okazało się po jakimś czasie, był dobrym pomysłem. Choć wymagał wielu przygotowań merytorycznych, to uczestnictwo w nim w sposób korzystny wpłynęło na moją karierę zawodową.

Sao Paulo 2

Certyfikat uczestnictwa w kongresie ISH

Podróż transatlantycka zawsze jest dużym przeżyciem – daleko, kosztownie, dylematy typu jak zniosę jet-lag, co oznacza na mapsgoogle określenie, że na niektórych odcinkach może nie być dróg dla pieszych przy śledzeniu map miast amerykańskich i parę innych dylematów obcych Europejczykowi.

Zdecydowałam się na lot Lufthansą przez Frankfurt. Koszt biletu wynosił około 2400 pln, a inne koszty ( hotel, jedzenie, upominki) około 3400 pln według posiadanych rachunków, razem 5800 pln - co należy ocenić jako budżet bardzo zdyscyplinowany :)).

Sao Paulo 1

Mój drogocenny (!) bilet lotniczy do Sao Paulo

Podróż rozpoczynała się o godzinie 19.00 w czwartek, 12 lutego 2004 roku. Mąż odwiózł mnie na lotnisko i bardzo dobrze pamiętam tę chwilę gdy żegnaliśmy się. Dookoła była zimna, ciemna lutowa atmosfera, a ja sama zmierzałam na drugi koniec świata. Przez chwilę chciałam wrócić do domu i nie mieć nic wspólnego z tym zimnem i nieznaną ciemnością. Po chwili jednak przemogłam się i zaczęłam lotniskowe procedury.

Zdecydowałam się na bagaż tylko kabinowy, który stanowiła małą niebieską walizeczkę oraz torba na ramię. Przed wyjazdem kupiłam też dwa t – shirty z szybko schnących włókien, aby móc bez problemów prać je na miejscu. Garderobę oficjalną uzupełniał jeden ciemny żakiet i dwie pary spodni. Natomiast część niskobudżetową garderoby stanowiły moje ulubione spodnie granatowe, koszula w zielono-czarną kratę i dwa zielone t-shirty.

Sao Paulo 12

Ulotka z podstawowymi informacjami o Sao Paulo

Podróż do Frankfurtu upłynęła bez większych wydarzeń, jeśli nie liczyć zerkania do business class bowiem siedziałam w pierwszy rzędzie klasy ekonomicznej. Wylądowałam we Frankfurcie o o 21.00, a następny lot miałam o 22.40 z tego samego terminalu pierwszego. Bramka z której przyjmowano na pokład samolotu do Sao Paulo odlatywałam był położony zaledwie kilkadziesiąt metrów od miejsca przylotu i wszystko odbyło się bezboleśnie. Nabrałam jakże błędnego przekonania, że wszystkie przesiadki są tak zorganizowane. Co więcej przyjmująca na pokład stewardessa życzyła mi po polsku szczęśliwej podróży.

Podróż z Frankfurtu do Sao Paulo trwała około 12 godzin. Siedziałam w bocznym rzędzie, przy oknie, obok młodego Włocha który podróżował na karnawał w Sao Paulo. Nie rozmawialiśmy specjalnie podczas podróży, dopiero rozmowa nawiązała się pod koniec lotu. Podawano na początek sałatkę i pieczywo, potem kolację czyli dinner oraz śniadanie następnego dnia rano. Niewiele pamiętam z menu, jedynie roznoszone przed posiłkami gorące gaziki do obmycia dłoni.

Po szczęśliwym wylądowaniu (13 lutego, w piątek!) szłam długimi korytarzami lotniska Guarulhos International by stanąć w kolejce do pogranicznika i utkwić w niej na dobrą godzinę. Wyjaśniwszy pogranicznikowi powód przybicia do Brazylii przeszłam do część przylotowej.

Sao Paulo 3

Pokwitowanie za przejaz taksówką z lotniska do hotelu

Zgodnie z postanowieniem kupiłam pełen plan miast i odszukałam korporację taksówkową Taxi Aeroporto. Zamawianie taksówki polega na zgłoszeniu trasy przejazdu do dziewczyny w okienku, która wystawia bilhete de informacao z adresem oraz podaje w nim cenę – wynosiła ona 100.69 reali na trasie lotnisko – hotel. Przejazd trwał chyba około 45 - 60 minut, odległość 58 km.

aa2159660

Plan Sao Paulo z 2004 roku

Przed wyjazdem długo poszukiwałam odpowiedniego hotelu – chciałam aby można było względnie ławo dojechać do niego z lotniska oraz na obrady. Uznałam, że warunki te spełnia Parthenon Flats Accor Hotels, Nacoes Unidas.

Sao Paulo 11

Ulotka z informacjami o moim hotelu

Sao Paulo 4

Autorka przed hotelem Parthenon Nacoes Unidas

Wiele problemów nastręczało zlokalizowanie zarówno miejsca obrad oraz zakwaterowania na posiadanej mapie papierowej – a była to jeszcze epoka sprzed googlemaps. Trochę niepokoił mnie fakt, że wszystkie mapy kończyły się na skraju lokalizacji hotelu. Postanowiła, że gdy tylko przyjadę do Sao Paulo kupię mapę całego miasta. Jak postanowiłam tak zrobiłam – był to mój pierwszy zakup na ziem i brazylijskiej. Cały plan miasta okazał się mieć wielkość książki o objętości 347 stron…

Zapachy Brazylii z boldaloiną w tle

Hotel Parthenon Nacoes Unidas, położony jest przy Rua Prof. Manoelito de Ornellas 104,w dzielnicy Pinheiros, która jest na północny zachód w stosunku do lotniska. Hotel zrobił na mnie przyjemne wrażenie – nie pozbawione elementów emocji przy rejestracji gdy dowiedziałam się, że moje zamówienie szło poprzez Chile. Jęknęłam w duszy no tak, numery mojej karty kredytowej mają już w Chile - nie byłam wtedy jeszcze obeznana z wszystkimi aspektami rezerwowania usług turystycznych przez internet, chyba zresztą nie były one w takim stopniu dostępne jak obecnie.

Sao Paulo 10

Sala śniadaniowa w moim hotelu, w kolorze kóry nazwałam pomarańczowy brazylijski

Na wszelki wypadek zdecydowałam się płacić w gotówce w dolarach. Miałam stosowną kwotę przy sobie, przywieziona z Polski i płaciłam co kilka dni w recepcji za kolejne noclegi. Wejście do hotelu robił dość miłe wrażenie z powodu przestronnych szklanych drzwi oraz bujnej roślinności w wielkich wazonach. Po lewej stronie była recepcja, a w niej bardzo eleganccy młodzieńcy pełnili dyżury. Co drugi z nich miał aparat korygujący zgryz i polakierowane paznokcie. Ta elegancja początkowo szokowała, ale z czasem przestałam na takie drobiazgi zwracać uwagę. Wszyscy pracownicy hotelu byli w niespotykany w Europie sposób uprzejmi wobec gości i skorzy do pomocy. Gdy tylko zapytałam gdzie mogę wymienić dolary na reale w mgnieniu oka sprowadzono mi… nazwijmy go… osobistego doradcę ds. walutowych ;)) który wymienił pieniądze. Potem ilekroć potrzebowałam wymienić kolejna porcje dolarów zgłaszałam taką chęć i w kilka minut przybywał elegancki doradca ds. walutowych i w holu dokonywaliśmy transakcji.

Mieszkałam wysoko na 10 piętrze. Tonacja kolorystyczna pokoju była beżowa. Na pierwszym planie pokoju było ustawione dość duże łoże, które można było jednak odgrodzić od wejścia parawanem. Po lewej od wejścia był aneks kuchenny – zlew, szafka z naczyniami, patelniami, czajnikiem i sztućcami. Pod oknem niewielki regał, w nim sejf, który okazał się być zepsuty. Przy próbie wprowadzenie nowego PIN pojawiał się złowieszczy napis ERROR. Po kilku próbach uznałam, że konieczna jest pomoc mechanika, którego udało mi się sprowadzić z pomocą recepcji. Sejf został naprawiony, ale zniechęciło mnie to do jego używania.

Pierwszy dzień, czyli piątek, spędziłam na wypoczynku i rozpoznaniu okolicy. Zwracała uwagę parterowa zabudowa otoczenia, co niezmiennie dziwi mnie w odniesieniu do dużych miast, a trzeba pamiętać, że Sao Paulo z przedmieściami to miasto 20 milionowe. Po dokonaniu wymiany pieniędzy odnalazłam najbliższy supermarket Carefoure i kupiłam bułeczki, jogurty oraz wodę mineralną. Rachunek z Carefoura jest z godziny 18:03 i wynosi 22,56 reala.

Sao Paulo 9

W wyposażeniu łazienki największą niespodzianką było gąbczaste siedzenie, o niespotykanej wygodzie

Nigdzie indziej takiej nie spotkałam! Gdy człowiek usiadł na takiej klapie, to nie prędko miał chęć do wstawania niezależnie od tego w jakim stanie aktywności znajdował się jego przewód pokarmowy ;)).
Obsługa kranów nie nastręczała chyba jakiejś większej trudności – nie zapamiętałam przynajmniej. Zwracała uwagę woda – miękka, szybko łagodząc wysuszoną europejską skórę.

Salę śniadaniową poznałam następnego dnia rano i było to bardzo miłe zdarzenie. Pierwsze na co zwróciłam uwagę w sali śniadaniowej to był koloryt ścian – specjalny rodzaj koloru pomarańczowego, złamanego lekką domieszką szarości. Nazwałabym go pomarańczowym brazylijskim, bo nigdzie indziej nie spotkałam takiego odcieniu.

Śniadania były wspaniałe i aromatyczne – wędliny, sery, pieczywo takie jak wszędzie, natomiast owoce o znakomitym zapachu nie spotykanym nigdzie indziej. Świeże ananasy miały niezapomniany aromat, a arbuzy były daleko bardziej słodkie niż te które są w naszych sklepach. Niezwykle smaczne były też ciasta – pierniki z polewą czekoladową, babki pieczone każdego dnia. Do wyboru były napoje – kawa, herbata i soki. Z herbat wyróżniała się herbata boldo – był to płyn wydzielający woń naparu z nafty. To była właściwie jedyna rzecz, która nie smakowała mi w Sao Paolo.

Pisząc te wspomnienia zajrzałam w google i dowiedziałam się, że liście boldo są rodem z Chile. Napar z nich jest używany do oczyszczenia krwi, gdy wątroba i nerki nie pracują prawidłowo. Ma też herbatka boldo zapobiegać powstawaniu kamieni nerkowych i żółciowych. Powinno się napar wypijać na godzinę przed posiłkiem. Spożyta w nadmiarze może spowodować biegunkę oraz zanik zainteresowania płcią przeciwną. Jednak odpowiednio dawkowana przez profesjonalistów – jak donoszą reklamy - stymuluje apetyt, zapobiega zaparciom, działa przeciwzapalnie, rozluźnia mięśniówkę przewodu pokarmowego i ożywia układ nerwowy.
Najwyraźniej się na herbatce boldo nie poznałam, no ale nie jestem profesjonalistką w ziołolecznictwie! Co najciekawsze dopiero teraz doczytałam o związkach paskudnej herbatki boldo z naszą poczciwą boldaloiną!

Czyż nie jest to kolejny i jakże niebanalny dowód, że podróże niebywale kształcą?

Pierwsze naukowe kroki na brazylijskiej ziemi

Niedzielę spędziłam na regenerowaniu się po podróży oraz zwiedzaniu najbliższej okolicy. Ulice miast były wyjątkowo puste. Zwracała uwagę parterowa zabudowa. W jednym z otwartych oknie siedziała starsza kobieta z łokciami na parapecie. Dookoła rozciągała się senna atmosfera, ale moja wyobraźnia rozbudzona egzotyczną podróżą podpowiadała mi, że za chwilę z zza rogu wychyli się Antonio Banderas z wielkim pokrowcem na kontrabas, z którego wyjmie śmiercionośny sprzęt do wymierzania sprawiedliwości i zrobi porządek… w mieście, o którym przewodniki pisały tyle mrożących krew w żyłach historii… Przecież jacyś zawodowi złoczyńcy muszą kryć się za firankami parterowych domków…, a ta poczciwa kobiecina wygląda przez okno tylko dla zmylenia pogoni… No, ale nic się nie działo, spokojnie wróciłam do hotelu i resztę dnia spędziłam na odpoczynku oraz oglądaniu telewizji.

W poniedziałek rano po aromatycznym śniadaniu zamówiłam taksówkę, aby pojechać do centrum kongresowego i dopełnić formalności rejestracyjnych. Zamawianie taksówki w hotelu brazylijskim to zajęcie dla kilku osób. Jako osoba wychowana w realnym socjalizmie przeżyłam lekki szok. Zapytałam recepcjonistę o możliwość zamówienia taksówki. Elegancki młodzieniec gnąc się w ukłonach i zapewnieniach, natychmiast przywołał umundurowanego dyżurującego przy drzwiach, który wydawał dyspozycje innemu mundurowemu mającemu stanowisko pracy przed hotelem. Ten mundurowy zewnętrzny gwizdał lub przywoływał dłonią kierowcę parkującego po drugiej stronie ulicy, po czym następował uroczysty podjazd taksówki pod hotel . Kierowca oczywiście wysiadał z taksówki i wspólnie z mundurowym zewnętrznym asystowali przy moim wsiadaniu do wnętrza pojazdu. Z trudem powstrzymałam się od samodzielnego zamknięcia za sobą drzwi taksówki, bo zaraz wyszłabym na ciemną socjalistyczna masę co nawet zachować się nie potrafi w hotelu zaledwie 3 gwiazdkowym.

Sao Paulo 5

Miejsce obrad kongresu ISH

Obrady odbywały się w Transamerica Expo Center oraz w położonym nieopodal hotelu Transamerica Hotel - jednak z uwagi na zawiłą topografię brazylijskiej przestrzeni między oboma obiektami krążyły autobusy. Organizatorzy kongresu wywiesili listę uczestników – z której dowiedziałam się o innych uczestnikach z Polski. Travel granty otrzymało łącznie 75 osób z całego świata, z tego z Polski poza mną dwie osoby. Po odnalezieniu odpowiedniej recepcjonistki dostałam ID oraz materiały kongresowe.Obrady rozpoczynały się od sesji World Hypertension League zatytułowanej Hypertension, diabetes and obesity in developing countries.

Sao Paulo 6

Luch w Transamerica Expo Center

Po obradach był lunch dla uczestników w niebywale eleganckiej restauracji – wnętrze pełne pięknych roślin zrobiło na mnie bardzo duże wrażenie – poprosiłam więc kelnera aby zrobił mi zdjęcie i dzięki temu mam dokumentacje zdarzenia.
Tego samego dnia wieczorem było uroczyste otwarcie zjazdu - zapamiętałam jedynie piękną melodię hymnu brazylijskiego, która tak spodobała mi się, ze postanowiłam kupić ją na płycie. W klimacie przypomina mi Va pensiero z Nabucco . Podczas uroczystości otwarcia kongresu opanował mnie ostry atak jet-lagu, co nie trudno zauważyć przyglądając się drugiej fotce - siedzę tam po prawej w drugim rzędzie i podtrzymuję przechyloną, opadającą sennie głowę, nie bacząc na wystąpienia Bardzo Ważnych Osób ;)).

Fot kongres Sao Paulo 2004660

Uroczystość otwarcia kongresu ISH, autorka po prawej stronie, w drugim rzędzie podtrzymuję opadającą (z powodu jet lagu) głowę, różnica czasu między Warszawą a Sao Paulo wynosi 5 godzin

Źródło:

https://www.photoblog.com/mimax2/2011/02/05/5022011-podroz-transatlantycka-do-brazylii-2004/

https://www.photoblog.com/mimax2/2011/02/06/6022011-kuszace-zapachy-brazylii/

Krystyna Knypl

GdL 10 / 2021

Ciąg dalszy

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/ogwiazdkowane/51-artykuly-redaktor-naczelnej/1374-kongres-interamerican-society-of-hypertension-2004-czesc-druga

 

Wędrówka ludów, przedmiotów i komarów

Krystyna Knypl

Nieustannie nasilająca się globalizacja we współczesnym świecie jest przyczyną niespotykanej do tej pory w historii mobilności ludzi, za którymi podróżują przedmioty, a w ich wnętrzu komary oraz inne żywe organizmy. 

W ramach wspomnianego przemieszczania się ludzi w grudniu 2009 roku udałam się na konferencję na temat zaburzeń lipidowych. Zatrzymałam się w hotelu Amaratnte Champs Elysees, którego ciekawą częścią była sala śniadaniowa. Przed wejściem były bambusy szczęścia. Jest to roślina pochodząca z Chin, gdzie ludzie wręczają sobie tę dracenę ( to nie jest bambus z punku widzenia biologicznego!) na Nowy Rok jako drzewko szczęścia. Z zakupami trzeba być jednak ostrożnym bowiem w jej zakamarkach mogą bytować komary przenoszące wirusa gorączki denga.

 # 1 Bambusy szczęścia w hotelu Amarante Champs Elysees w Paryżu
    Drzewka szczęścia w hotelu Amaratnte Champs Elysees w Paryżu

Więcej fotografii z tego hotelu https://www.photoblog.com/mimax2/2009/12/23/23122009-my-hotel-in-paris/

 Drogi przenoszenia dengi

Wirus dengi jest przenoszony przez samice komarów, głównie gatunku Aedes aegypti i, w mniejszym stopniu, Aedes albopictus. Komary te również przenoszą chikungunya, żółtą febrę i infekcję Zika. Istnieją 4 różne, ale blisko spokrewnione serotypy wirusa wywołującego dengę (DEN-1, DEN-2, DEN-3 i DEN-4). Przebycie  zakażenia jednym serotypem zapewnia trwającą przez całe życie odporność na ten konkretny serotyp. Jednak odporność krzyżowa na inne serotypy po odzyskaniu jest tylko częściowa i tymczasowa. Kolejne infekcje innymi serotypami zwiększają ryzyko wystąpienia ciężkiej dengi.

Globalne zagrożenia związane z dengą

Częstość występowania dengi gwałtownie wzrosła na całym świecie w ostatnich dziesięcioleciach. Szacuje się, że na dengę może chorować 390 mln ludzi rocznie, z czego 96 mln manifestuje się klinicznie. Zagrożonych dengą jest 3,9 mld ludzi w 128 krajach. Każdego roku około 500 000 osób z ciężką dengą wymaga hospitalizacji, a szacunkowo jest 2,5% przypadków zgonów rocznie. W latach 2010-2017 zanotowano 28% spadek liczby ofiar śmiertelnych. Gorączka denga występuje miedzy innymi w takich krajach jak: Chiny,Wyspy Cooka, Fidżi, Malezja (100 028 zachorowań), Vanuatu, Japonia, Indie ( w Delhi 15 tysięcy przypadków), Stany Zjednoczone (Hawaje), Tonga, Polinezja Francuska,Brazylia ( 1,5 mln zachorowań!), Filipiny ( 176 411 zachorowań), Burkina Faso (1061 zachorowań). W 2018 r. dengę odnotowano również w Bangladeszu, Kambodży, Indiach, Birmie, Malezji, Pakistanie, Filipinach, Tajlandii i Jemenie.

W 2017 r. odnotowano znaczną redukcję liczby przypadków dengi w obu Amerykach – z 2 177 171 przypadków w 2016 r. do 584 263 przypadków w 2017 r. Oznacza to redukcję o 73%.

Objawy gorączki denga

Wyróżnia się trzy fazy choroby: fazę gorączki, fazę krytyczną oraz fazę zdrowienia.

# 2 Źródlo ilustracji; <a href=
 
Źródlo ilustracji; https://pl.wikipedia.org/wiki/Denga#/media/File:Symptomy_dengi.svg

Komar Aedes aegypti jest głównym wektorem dengi. Wirus jest przenoszony na ludzi przez ukąszenia zainfekowanych samic komarów. Po inkubacji wirusa przez 4-10 dni zainfekowany komar jest w stanie przenosić wirusa przez resztę swojego życia.

Zarażeni objawowi lub bezobjawowi ludzie są głównymi nosicielami i miejscami namnażania wirusa, służąc jako źródło wirusa dla niezakażonych komarów. Pacjenci, którzy są już zarażeni wirusem denga, mogą przekazać infekcję (przez 4-5 dni, maksymalnie 12).

Komary Aedes aegypti żyją w miejskich siedliskach i hoduje się głównie w sztucznych pojemnikach. W przeciwieństwie do innych komarów Ae. aegypti żywi się  ciągu dnia, jego szczytowe okresy ukłuć są wczesne rano i wieczorem przed zmrokiem. Samica Ae. aegypti kąsa wiele osób podczas każdego okresu karmienia.

Komar Aedes albopictus, drugi wektor dengi w Azji, rozprzestrzenił się na Amerykę Północną i ponad 25 krajów Europy, głównie ze względu na międzynarodowy handel używanymi oponami  i innymi towarami (np.  bambusem szczęścia).

Ae. albopictus jest wysoce adaptacyjny i dlatego może przetrwać w chłodniejszych umiarkowanych regionach Europy. Jego rozprzestrzenianie się wynika z jego tolerancji na temperatury poniżej zera, hibernacji i zdolności do schronienia się w mikrosiedliskach.

Leczenie

Nie ma specjalnego leczenia gorączki denga. W przypadku ciężkiej dengi, opieka medyczna prowadzona przez lekarzy i pielęgniarki doświadczonych w zakresie skutków i postępu choroby może uratować życie – obniżając śmiertelność z ponad 20% do mniej niż 1%. Utrzymywanie płynów w organizmie pacjenta ma kluczowe znaczenie w przypadku poważnej opieki dengi.

Szczepienie

Pierwsza szczepionka przeciw dengi, Dengvaxia® (CYD-TDV) opracowana przez firmę Sanofi Pasteur, została zarejestrowana w grudniu 2015 r.

Szczepionka została zatwierdzona przez organy regulacyjne w 20 krajach do stosowania na terenach endemicznych u osób w wieku od 9 do 45 lat. W kwietniu 2016 r. WHO wydała zalecenie warunkowe dotyczące stosowania szczepionki w obszarach, w których denga jest wysoce endemiczna, zgodnie z definicją seroprewalencji wynoszącą 70% lub więcej.

W listopadzie 2017 r. opublikowano wyniki dodatkowej analizy retrospektywnie określającej serostatus w momencie szczepienia. Analiza wykazała, że ​​podgrupa uczestników badania, którzy zostali uznani za seronegatywnych w czasie pierwszego szczepienia, była bardziej narażona na cięższą dengę i hospitalizację z powodu dengi w porównaniu z nieszczepionymi uczestnikami.

Rząd Filipin, w których rocznie choruje na gorączkę denga około 200 tysięcy osób,  zawiesił szczepienia szczepionka o nazwie Dengvaxia ( https://en.wikipedia.org/wiki/Dengvaxia_controversy) uznając, że szczepionka mająca chronić przed zakażeniem następnymi typami wirusa jest zbyt ryzykowna dla osób, które nie przebyły zakażenia ( https://www.rappler.com/nation/190056-doh-stops-dengue-vaccination-program-dengvaxia-sanofi ). Producent szczepionki firma Sanofi wydał osobliwe oświadczenie podczas konferencji prasowej, która odbyła się 4/12/2017:

The dengue vaccine Dengvaxia does not cause “severe dengue,” but may increase the risk of hospitalization if infected ".

Stanowisko WHO w sprawie szczepionki przeciwko gorączce denga

W badaniach klinicznych wykazano, że żywa atenuowana szczepionka przeciw dendze CYD-TDV jest skuteczna i bezpieczna u osób, które były wcześniej zakażone wirusem dengi (seropozytywne osobniki), ale wiąże się ze zwiększonym ryzykiem ciężkiej dengi u tych, którzy doświadczają pierwszego naturalnego zarażenia dengą .

W przypadku krajów rozważających szczepienia jako część ich programu kontroli dengi zalecana jest kontrola przed szczepieniem. Dzięki tej strategii, tylko osoby z dowodami na dawną infekcję dengi byłyby szczepione (w oparciu o test przeciwciał lub udokumentowane laboratoryjne potwierdzone zakażenie dengi w przeszłości).

Decyzje dotyczące wdrożenia strategii przesiewowej przed szczepieniem będą wymagały starannej oceny na poziomie kraju, w tym uwzględnienia wrażliwości i specyfiki dostępnych testów oraz lokalnych priorytetów, epidemiologii dengi, specyficznych dla danego kraju współczynników hospitalizacji dengi oraz przystępności cenowej zarówno CYD-TDV i testy przesiewowe.

Szczepienia należy traktować jako część zintegrowanej strategii zapobiegania i kontroli dengi. Istnieje ciągła potrzeba przestrzegania innych środków zapobiegających chorobom, takich jak dobrze wykonana i utrzymana kontrola wektora. Osoby, niezależnie od tego, czy są zaszczepione czy nie, powinny niezwłocznie zgłosić się do lekarza, jeśli wystąpią objawy podobne do dengi.

Zapobieganie i kontrola

Obecnie główną metodą kontrolowania lub zapobiegania przenoszeniu wirusa dengi jest walka z wektorowymi komarami poprzez:

# zapobieganie dostępowi komarów do siedlisk złożonych z jaj przez zarządzanie i modyfikację środowiska;

# prawidłowe składowanie odpadów stałych i usuwanie sztucznych siedlisk wytworzonych przez człowieka;

# przykrycie, opróżnianie i czyszczenie zbiorników do przechowywania wody użytkowej raz w tygodniu;

# stosowanie odpowiednich środków owadobójczych do pojemników zewnętrznych do przechowywania wody;

# korzystanie z osobistej ochrony domowej, takiej jak zasłony okienne, ubrania z długimi rękawami, materiały pokryte środkami owadobójczymi, cewki i parowniki;

# poprawa uczestnictwa społeczności i mobilizacja w celu długotrwałego nadzoru nad wektorem;

# stosowanie insektycydów jako oprysków kosmicznych w czasie epidemii jako jeden ze środków zapobiegających wektorowi;

# należy prowadzić aktywny monitoring i nadzór wektorów w celu określenia skuteczności interwencji kontrolnych.

Piśmiennictwo

1 Bhatt S, Gething PW, Brady OJ, Messina JP, Farlow AW, Moyes CL et.al. The global distribution and burden of dengue. Nature;496:504-507.

2 Brady OJ, Gething PW, Bhatt S, Messina JP, Brownstein JS, Hoen AG et al. Refining the global spatial limits of dengue virus transmission by evidence-based consensus. PLoS Negl Trop Dis. 2012;6:e1760. doi:10.1371/journal.pntd.0001760.

Źródło:

https://www.who.int/en/news-room/fact-sheets/detail/dengue-and-severe-dengue

Krystyna Knypl

GdL 9 _ 2021

 

Moje akredytacje dziennikarskie w Brukseli, cz.2

Krystyna Knypl

Tematyka medycznych konferencji medycznych organizowanych przez Komisję Europejską była zróżnicowana, ale ich wspólnym mianownikiem były problemy dotyczące zdrowia publicznego.

Kolejne konferencje organizowane przez Komisję Europejską, w których uczestniczyłam jak akredytowany dziennikarz dotyczyły leczenia bólu przewlekłego ( La Hulpe k/Brukseli, 4 – 5 /05/2010 oraz 15 -16 /2010 w Brukseli).

# 19

Konferencja Societal Impact of Pain była poświęcona społecznym aspektom bólu przewlekłego a kolejna zastosowaniu tapentadolu w leczeniu bólu przewlekłego (Tapentadol – upcoming new treatment option offering sustained treatment success in Europe)

Złożony, podwójny mechanizm działania tapentadolu, tj. działanie agonistyczne w stosunku do receptora opioidowego µ(MOR) oraz hamowanie zwrotnego wychwytu noradrenaliny pozwala na stosowanie tego leku w bólu neuropatycznym w przebiegu bolesnej polineuropatii cukrzycowej, zespołach bólowych kręgosłupa oraz zespołach bólowych w przebiegu schorzeń nowotworowych.

Zakwaterowanie w Sofitel Brussels Le Louise Hotel ***** zapewniło uczestnikom konferencji prawdziwie pięciogwiazdkowe atrakcje, ale nie były to typowe atrakcje jakich można spodziewać się po hotelu 5 gwiazdkowym. Otóż na wyposażeniu pokoju były poduszki z wyrazistym wizerunkiem kobiety, która towarzyszyła lokatorowi choć miał pokój jednoosobowy. Tak na gorąco opisałam spotkanie z tą poduszką:

Jakie oczy ma strach?

Intruz w pokoju hotelowym  może przybierać bardzo różną postać – bywa mały lub jest całkiem sporych rozmiarów. Nieruchomy lub ruchliwy. Łatwy lub trudny do usunięcia. Zawsze nieproszony i nie oczekiwany. Rzadko kiedy da się łatwo go pozbyć. Często spotykane zamki w drzwiach pozwalające na niewielkie uchylenie drzwi nie zawsze są dostatecznym zabezpieczeniem.

Osobliwą formą intruza były w jednym z brukselskich hoteli były poduszki. Na ich pokryciu była umieszczona wyrazista twarz kobiety, która sprawiała wrażenie, że jest obecna w pokoju jeszcze inna osoba. Po chwili zauważyłam druga poduszkę… o nie, tego już za wiele! Dwie obce kobiety w moim pokoju. Wsadziłam poduszki do szafy ;)).

Podobne odczucia miała chyba jedna z uczestniczko konferencji, bowiem swoje na wystąpienie przyniosła identyczną poduszkę i położyła ją na mównicy, zaczynając od słów: Są dwie Giny, ta która stoi przed wami i ta której wizerunek z łzą jest na poduszce. Ta druga to Gina owładnięta bólem. Ponieważ konferencja była poświęcona nowemu lekowi przeciwbólowemu, uznałam, że Gina miała dobre wejście. Jest zresztą ciekawą prezenterką, mówi ze swadą, walczy o prawa osób z fibromialgią.

Wystrój tego pokoju był nadmiernie designerski, wszystko pewnością świetnie prezentowało się na zdjęciach i wykresach, ale niepotrzebnie zajmowało uwagę użytkownika. Poczynając od coffemakera, który z trudem uruchomiłam, poprzez poduszki, na kranach kończąc. Krany są zawsze dla mnie największą zagadką w każdym hotelu od Hiltona poczynając na skromnym hostelu w Puerto Iguazu  kończąc. Na szczęście łożko było wygodne. Inne wyzwania w tym pokoju to obsługa kranu (mechanizm działania kranów w Brukseli to temat co najmniej na doktorat z hydrauliki!), coffemakera, no i oczywiści automatu do sprzedaży biletów autobusowych na lotnisko.

Nie bez powodu mówi się, że podróże kształcą. Podczas wspomnianych dwu konferencji podkształciłam się nie tylko w najnowszych metodach leczeniu bólu, ale także skutecznym zwalczaniu lęku oraz rozwiązywaniu problemów hydraulicznych. Jednym słowem konferencje miały renesansowy profil poznawczy.

Krystyna Knypl

GdL 8 _2021

Moje akredytacje dziennikarskie w Brukseli, cz.1

Krystyna Knypl

Motto I:

Stawiłem sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu.
Od królewskich piramid sięgający wyżej;
Ani go deszcz trawiący, ani Akwilony
Nie pożyją bezsilne, ni lat niezliczony

Szereg, ni czas lecący w wieczności otchłanie.
Nie wszystek umrę, wiele ze mnie tu zostanie
Poza grobem. Potomną sławą zawsze młody,
Róść ja dopóty będę, dopóki na schody

Kapitolu z westalką cichą kapłan kroczy.
Gdzie z szumem się Aufidus rozhukany toczy,
Gdzie Daunus w suchym kraju rządził polne ludy,
Tam o mnie mówić będą, że ja, niski wprzódy,

Na wyżyny się wzbiłem i żem przeniósł pierwszy
Do narodu Italów rytm eolskich wierszy.
Melpomeno, weź chlubę, co z zasługi rośnie,
I delfickim wawrzynem wieńcz mi skroń radośnie.

https://pl.wikisource.org/wiki/Pie%C5%9B%C5%84_III,_30_(Horacy,_t%C5%82um._Rydel)

Motto II:

Do Brukseli jeżdżą teraz tylko bardzo ważni ludzie

Usłyszane w butiku Elegantka 

Podróże to marzenia, olśnienia, wspomnienia - kolorowa strona medalu z napisem podróże. Jest też druga strona mniej barwna – niepokój, niepewność, niebezpieczeństwo. Chyba w wyobraźni wszystkich przeważają te kolorowe barwy podróży skoro lotniska są wypełnione po brzegi, a każdej nocy przez Ocean Atlantycki leci kilkaset samolotów. Dla zrealizowania swoich marzeń, doznania olśnień i możliwości snucia wspomnień oszczędzamy pieniądze, czytamy o dalekich krajach, szukamy najlepszych połączeń, cierpliwie poddajemy się oględzinom na lotniskach, badaniu palpacyjnemu jako podejrzani, skanowaniu naszych linii papilarnych jako potencjalnie niebezpieczni, fotografowaniu jako teoretycznie zagrażający… długo by można snuć te rozważania. A jednak poddajemy się tym wszystkim procedurom dla przyjemności zobaczenia wieży Eiffla, kaplicy św. Piotra, Berlaymont Building, wodospadów Iguazu i zachowania w pamięci wrażenia które czuliśmy w pierwszej chwili gdy przed naszymi oczami pojawił się widok któregoś z cudów natury lub architektury.

W czasach PRL (w epoce socjalizmu) mielieśmy etap marzeń o podróżach, w latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych (w epoce kapitalizmu) podróżując po świecie byliśmy na etapie olśnień. Teraz w epoce pandemializmu mamy czas wspomnień.

Berlaymont Building

Symbol graficzny Unii Europejskiej to Berlaymont Building na tle którego jest unijna flaga. Budynek Berlaymont Building zawdzięcza swoją nazwę zakonowi Dames du Berlaymont (Siostry z Berlaymont). Zakon Dames du Berlaymont został założony w 1625 roku przez hrabinę Marguerite de Lalaing, żonę hrabiego Florenta de Berlaymont. Państwo belgijskie kupiło tę ziemię w 1962 roku, kiedy zakon przeniósł się do Argenteuil.

Mamy rok 2008

Od 4 lat Polska należy do Unii Europejskiej, ja pracuję w nowym zawodzie dziennikarza medyczneho już kilka lat i jestem posiadaczką legitymacji SDP. Mam doświadczenie w samodzielnym bywaniu na konferencjach zagranicznych zarówno jako lekarz prezentujący trzy doniesienia plakatowe na kongresie Interamerican Society of Hypertension w Sao Paulo (2004), byłam już w San Francisco (2005), a także jako dziennikarz medyczny akredytowany kongresie American Society of Hypertension i mam wizę amerykańską "I" jak informacja, która upoważnia do wykonywania zawodu dziennikarza w Stanach Zjednoczonych. 

Umiem przesiąść się na lotnisku amerykańskim, odpowiedzieć na pytania pogranicznika i bez powikłań kontynuować podróż. Wbrew pozorom nie jest to czynność tożsama z przejściem na drugą stronę ulicy na zielonym świetle -były znane przypadki odsyłania z granicy amerykańskiej osób bez odpowiedniej wizy dziennikarskiej dla osób piszących o podróży lub wiz pozwalających na pracę w Stanach Zjednoczonych dla artystów występujących na tamtejszych scenach. Także słownictwo podczas tych pogawędek musi być zgodne z uczekiwaniami pogranicznika. Co wiecej podszkoliłam się w języku angielskim w Acadia Center for English Immersion, i najważniejsze: nie mam szefa, który zatroskanym głosem oznajmi, że najbardziej rozwinę się biorąc kolejny dyżur lekarski. Jednym słowem kobieta, świadoma swego potencjału intelektualnego postanawia postawić kolejny krok na ścieżce kariery, a jest nim pokazanie się na salonach europejskich jako dziennikarz medyczny. I last but not least: mam 63 lata.

Bezpośrednim powodem wyjazdu do Brukseli było zaproszenie na konferencje prasową w Parlamencie Europejskim, jakie nadeszło pocztą elektroniczną pewnego popołudnia. Organizacja pozarządowa Europacolon organizowała miesiąc świadomości schorzeń nowotworowych jelita grubego i poszukiwała wsparcia swojej działalności.

Szczegóły logistyczne

Miejsce konferencji na tyle atrakcyjne i dotychczas bliżej mi nie znane, że zdecydowałam jako typowy freelancer zainwestować w wyprawę. Koszty wyjazdu były następujące: bilet do Brukseli LOT - em: 317.41pln ( na pokładzie całkiem przyzwoite śniadanie - kanapka plus pierogi z serem, napoje, wino, gazety wszystko wliczone), z Brukseli linią Brussels Airlines 518.17 pln ( na pokładzie wszystko za pieniądze! nawet gazety i H2O) dwa noclegi w hotelu Eurostar, Boulevard Anspach 159 -163 przejazd na lotnisko w Warszawie - 30,00 pln przejazd z/na lotnisko w Brukseli - 2 x 2.90 euro wyżywienie tradycyjnie nie było zbyt drogie. Lot 235 o 7:00 spowodował, że zerwałam się na równe nogi o 4:00 i pohałasowawszy sąsiadom o 5:10 wsiadłam do taksówki. Kurs do 6:00 rano jest wg drugiej taryfy i na Okęcie wyniósł 30 pln. Odprawa przy check-in bez problemów, także wykrywacze metali nie byli jeszcze do końca rozbudzeni i niczego nie chcieli oglądać w szczegółach. Miejsce przy oknie, w towarzystwie dżentelmena zamieszkałego w Brukseli, z pochodzenia Polaka.

Sąsiad doradził mi abym jechała pociągiem a nie taxi (wyznanie raz utknąłem w korku i spóźniłem się na lot - przekonało mnie ostatecznie i szybko). Bilety kupuje się na lotnisku. Pociąg jest na poziomie -1. Autobusy na poziomie 0. Po kwadransie oczekiwania na peronie nadjechał dość brudny pociąg, który zatrzymał się na Gare Nord, a potem na Gare Centrale. Po drodze z okiem widziałam Atomium - robi pewne wrażenie, ale podobno im dalej tym lepsze. Nie zabiegałam więc o bliski kontakt z budowlą. Z Gare Centrale kierują się w dół wąskimi uliczkami po kilku minutach doszłam do Grand Place, który przede wszystkim wcale nie jest taki grand. Dalsze 15 minut w dół i znalazłam się na Boulevard Anspach. Przypadkowo skręciłam w lewo i natknęłam się na supermarket, w którym zrobiłam zakupy spożywcze. Hotel dostępny był od 13.00. Recepcja wyznaczyła mi pokój 507 na V piętrze.

Wnętrze miłe i czyste, ale z pewnym mankamentem jakim okazał się płatny internet za 8 euro / godzinę. Twarde łóżka oraz brak śniadania można jeszcze dopisać do tych mankamentów. Po rozpakowaniu się przeszłam Boulevard Anspach - dużo sklepików z towarami za 1 euro sprzedawanych przez emigrantów. Pomna swojej zasadzie nie opuszczania hotelu po zmierzchu wróciłam około 18:00 i próbowałam włączyć telewizor, jednak bez skutku – nie potrafiłam! Usnęłam, nie jak w Meksyku przy dziękach Mariachi, lecz w zupełnej ciszy. Obudziłam się o 1:00 w nocy - mój organizm w podróży najwyraźniej uważa, że jest zawsze w Ameryce ;)). Konferencja zaczynała się o 10:00, więc o 9:00 ruszyłam na podbój Europy środkami łączonymi - do Gare Centrale na piechotę a potem taksówką za 8 euro. Z studiów internetowych wiedziałam, że wejście dla prasy jest po prawej stronie budynku PHS przy ul. Wiertza i znalezienie właściwego wejścia nie było takie trudne, choć zespół budynków parlamenty to trzy duże skupiska. W małej recepcji dla prasy odpytano mnie, sfotografowano i wręczono ID. Powiększyłam bazy danych osobowych Parlamentu Europejskiego! Konferencja prasowa trwała około 30 minut i podczas niej wygłoszono 3 referaty.

Potem wszyscy uczestnicy przeszli do drugiego budynku gdzie była wystawa jelita grubego z różnymi chorobami - fotografie robią nieustanna furorę! Można było robić wywiady z vipa-ami, ale nie rwałam się do tej roboty. Po drugiej stronie hallu była wystawa Amazing Kidney. Po zakończeniu części oficjalnej wyszłam, aby sfotografować okolicę, ale okazało się, że nie mam mapy - została w hotelu. Nie wiem jakim sposobem, ale udało mi się dojść do Ronda Schumana skąd drogę znałam na podstawie wcześniejszych studiów nad mapą. Studiowanie map w domu miasta do którego jedzie się jest bardzo pożytecznym zwyczajem. Zrobiłam długi spacer schodząc ciągle w dół i po 5 - 6 km byłam w okolicy Gare Centrale. Potem kierując się za Japończykami doszłam do Maneken Pis, który jest nielicho przereklamowany. Przy okazji obejrzałam Madame Chapeau, bliżej mi nieznaną.

Następnego dnia wracałam do Warszawy. Bohatersko postanowiłam dojechać pociągiem na lotnisko. Brak oznakowania na dworcu bije nawet socjalistyczne rekordy, ale z innym podróżnym jakoś dotarliśmy. Lotnisko przestronne, a służby kontrolne dociekliwe - zaliczyłam kontrolę bagażu ręcznego z wypakowywaniem zawartości mojego plecaka. Lot na pokładzie Brussels Airlines nieciekawy - nie dość, że bilet prawie dwa razy droższy to jeszcze gazety, napoje i przekąski za pieniądze - nie byłam ciekawa jakie.

# 4Dookoła mnie przestrzeń typowego lobby hotelowego
# 6
Zbliża się godzina 14:00, otrzymuję klucze do pokoju, wjeżdżam windą na górę i kieruję się do mojego pokoju
Rozpakowuję walizkę
Mam w niej między innymi jeansową bluzkę Ralpha Lauren kupioną w San Francisco. Długi czas mój strój firmowy. Zastanawiam się nad tym gdzie przechowywać dokumenty i studiuję zasady działania sejfu ale nie mam na tyle zaufania do tych mechanizmów żeby schować w sejfie jakieś dokumenty lub pieniądze.
Na skorzystanie z hotelowego sejfu ani teraz ani nigdy potem nie decyduję się
# 10

# 1Krok po kroku

Po zregenerowaniu sił i śniadaniu hotelowym ruszyłam na spotkanie z europejską przygodą w dziennikarstwie. Miałam w planie dojść na piechotę z Boulevard Anspach 159 do Wiertza 5.

# 2
Gdzieś w okolicach Gaare Central zorientowałam, że nie zdążę dojść i wsiadłam w taksówkę
# 3 Tu odbywała się konferencja
Dziennikarze podczas konferencji

Gdy dotarłam na miejsce obrad musiałam wylegitymować się paszportem (!) zrobiono mi zdjęcie, na którym mam niezbyt przyjazną minę i jakimiś ciemnymi korytarzykami zaprowadzono na salę obrad.

# 4 Prelegenci konferencji
Prelegenci wygłosili swoje referaty i zaproszono nas na wystawę makiety jelita grubego z wizualizacją różnych schorzeń
# 5 Wywiad po europejsku
Wywiad po europejsku
# 7
Makieta jelita grubego
# 6 To nie jest szpitalna rejestracja, ale unijne salony w epoce przed-digitalizacyjnej ;)
Ciekawe  były te skrzyneczki, ale hitem była oczywiśie makieta jelita grubego
# 8
A oto coprpus delicti, że debiutowałam w Brukseli na własny koszt!

 

Czego nauczyłam się podczas pierwszej wyprawy do stolicy Zjednoczonej Europy?

1. Nie należy rezygnować w połowie przedsięwzięcia, niezależnie od tego jak pozornie źle układają się sprawy.

2. W pełni przekonałam się, że jeśli umiesz liczyć, licz zawsze na siebie!

3 .No i polubiłam delikatesy Delhaize – dobre ceny i dobra oferta! Podczas następnych wyjazdów zawsze starałam się zrobić w nich zakupy.

Podobało mi się!

O moich wszystkich  akredytacjach dziennikarskich udzielonych przez Komisję Europejską, więcej pod linkiem

https://www.photoblog.com/browse/tag/europa2020mimax2/

Zdjęcia z archiwum autorki

GdL 8 _ 2021

Więcej

https://www.photoblog.com/mimax2/2020/08/29/29082020-pierwsza-konferencja-w-brukseli/

Spacerem po PSK nr 1 w Warszawie

Krystyna Knypl

Przeglądanie zasobów fotograficznych w czasie pandemii przynosi ciekawe rezultaty. Odkrywam fotografie wcześniej niezauważone, a ciekawe. Można rzec nawet o znaczeniu historycznym! Co więcej dziś wchodzenie do jakiegokolwiek szpitala w jakimkolwiek charakterze jest wysoce niebezpieczne - zarówno dla lekarzy, jak i dla pacjentów, a dla fotoreportera niemożliwe. Pozostaje przeglądanie zdjęć kiedyś zrobionych.

# 1
Jakie to szczęście, że tablica z nazwą przychodni przyszpitalnych jest częścią ściany budynku. Gdyby była zwykłą montowaną na ścianie tablicą dawno już leżałaby na śmietniku historii..., a dzięki tej konstrukcji więcej  wiadomo o przeszłości...

 

Przy ulicy Oczki 8 jest parterowy budynek w którym mieściły się w dawnych latach przychodnie specjalistyczne PSK nr 1, tu akurat przygarnięte w nazwie do Akademii Medycznej. Przyjmowałam w tym budynku pacjentów w wamach oddelegowania do pracy w komisji wojskowej. Konsultowałam poborowych. Ciekawa praca, wymagając skupienia i rozważności. W okresie mojego stażu z echokardiografii w Szpitalu przy ulicy Goszczyńskiego pamiętam pacjenta skierowanego z wojska na badania. Pacjent łądnej, mocnej budowy został przyjęty do wojsk lotniczych, w ramach zajęc wykonał skok ze spadochronu w trakcie którego stracił przytomność. Wojsko zwolniło go z dalszej służby i skierowało na badania. Okazało się, że miał bardzo ciasną stenoze aorty. Pewnie przstawono słuchawkę podczas badania tylko na koniuszku - tam wszystko było ok, po co więc trudzić się osłuchiwaniem serca u podstawy? A tam szmer skurczowy promieniujący do szyi, głośny niczym wodospad... Praca w trybie poradni obejmowała także porady w punkcie konsultacyjnym - były z tego powodu wypłacane jakieś dodatkowe pieniądze, no i najdłuższy epizod poradniany - poradnia nadciśnieniowa. Pracowałam w niej od 1981 roku do 1999 roku czyli 18 lat.

Po osiągnięciu zawodowej pełnoletniosci emocjonalnej wkroczyłam na pozaakademicką ścieżkę kariery początkowo lekarskiej, a w czasem dziennikarskiej. Warto byl zejść z utartego szlaku! Przede wszystkim aby odkryć, że niekoniecznie trzeba być SŁUŻBĄ (zdrowia), można być także WŁADZĄ (czwartą), a może pierwszą? kto to wie ;)

Poradnia nadciśnieniowa powstała w latach 70 tych w związku z rozwojem diagnostyki nadciśnienia tętniczego i poszukiwaniami pacjentów z wtórnym nadciśnienie tętniczym. Z tego powodu oferowano konsultacje pacjentom z całej Polski. Pamiętam moich pacjentów przyjeżdżających na konsultacje zarówno ze Szczecina, jak i z Ustrzyk Dolnych. To odległe miasto utkwiło mi w pamięci ponieważ pacjentka pracowała w straży granicznej i opowiadała o trudach i stresie jaki towarzyszył jej w pracy powodując zwyżki ciśnienia krwi.

# 10
 Kto by pomyślał, że Lindley miał takie oryginalne drugie imię!
 
Krystyna Knypl
 
p.s. Szpital kliniczny przy ul.Lindleya 4 w Warszawie w różnych okresach miał rózne nazwy, w czasach gdy tam pracowałam nazywał się Państwowy Szpital Kliniczny nr 1 czyli PSK nr 1.
 
GdL 8 _ 2021
 

Tańczę tango, odcinek 6 powieści

Krystyna Knypl

Motyw muzyczny

https://www.youtube.com/watch?v=a2k4kAwSlWE

Rozdział 6: Zielono mi

Ulubionym kolorem Francisa był zielony. Nosił zieloną czapkę, kurtkę, spodnie, buty, plecak, rękawiczki.

Czasami udawało mu się wystroić na zielono także Matyldę.

# 1

Zakopane lata 90 - te.

Matylda początkowo sądziła, że zamiłowanie do koloru wojskowego to nawiązanie do tradycji rodzinnej związanej z dziadkiem Felicjanem, kapelmistrzem wojskowym. Jednak dokładniejsze studia historyczne wykazały, że mundury armii austriaco-węgierskiej były dwukolorowe i nie zawierały zielonego. Matylda od czasu do czasu dawała namówić się na stroje w kolorze zielonym, ale była to raczej grzecznośćiowa decyzja niż poryw gustu.

Motyw taneczny

https://www.youtube.com/watch?v=ekQ3aGcezb4

Krystyna Knypl

GdL 7 / 2021

Tańczę tango, odcinek 5 powieści

Krystyna Knypl

Motyw muzyczny

https://www.youtube.com/watch?v=YVCXhCNk-E4

Rozdział 5: Być jak maść tygrysia

Uczucia muszą mieć swój wyraz, uczucia bez wyrazu nie istnieją - zwykł mawiać pewien pacjent Matyldy. Wyrazy uczuć przybierały formę niematerialną lub materialną.

- Pani jest jak maść tygrysia - wyznał jeden z pacjentów Matyldy, dając tym wyznaniem niematerialny wyraz uczuć.

- Nie bardzo rozumiem - odpowiedziała zdziwiona Matylda.

- Pomaga na wszystko! - oznajmił pacjent.

# 1 Francis zastanawia się nad zakupem tygrysiej togi dla Matyldy
Francis zastanawia się nad zakupem tygrysiej togi dla Matyldy

Rue de Longschamp, Paryż

(https://fr.wikipedia.org/wiki/Rue_de_Longchamp)

Skoro tak to trzeba było pomagać! Nie tylko na wszystko, ale i wszystkim!

#2
 
Przystanek Niemcewicze

Realizacja zakupu togi tygrysiej nie doszła do skutku, skończyło się na motywie tygrysim na Przystanku Niemcewicze, Nie bez powodu powstało powiedzenie jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma.

# 3

Paryż 2017, 16 arr

Matylda nie przepadała początkowo za tym zestawem kolorów, z czasem przekonała się do niego, a nawet zaczęło stosować w ubiorze.

# 4
 

Maść tygrysia 3.0

Krystyna Knypl

GdL 7 / 2021

Następny rozdział

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/51-artykuly-redaktor-naczelnej/1298-tancze-tango-odcinek-6-powiesci

 

 

 

Tańczę tango, odcinek 4 powieści

Krystyna Knypl

Motyw muzyczny

https://www.youtube.com/watch?v=Oith_w4KmSs

Rozdział 4: Mąż z ogłoszenia, żona ze szpitala

Prozę życia zamienić na poezję wspomnień potrafili tylko prawdziwi artyści. Matylda postanowiła podążyć ich śladami. Ulec presji zwanej tradycją pospolitości było łatwo i nie wymagało żadnych szczególnych umiejętności ani cech charakteru. Wydać pieniądze na skrzeczącą, a całkiem często wrzeszczącą pospolitość, potrafił każdy. Matyldę nie interesowały te masowe gesty, klimaty i uległości.

Spotykała na swej drodze zawodowej i prywatnej pokrewne dusze. Nabyć Męża z ogłoszenia w epoce przed-tinderowskiej wymagało niebanalnej odwagi. Doskonale pamiętała tę pacjentkę, leżała na 42 łóżku. Sala z łóżkami 42 - 46 utkwiła w pamięci Matyldy nie tylko z powodu barwnej osobowości autorki "Męża z ogłoszenia" ale także z powodu komplikacji związanych z transfuzją krwi u jednej z pacjentek. Komplikacje nie spowodowały trwałych następstw jeśli nie liczyć motywu powracającej w snach Matyldy pechowej sali.

# 1
 
Mąż z ogłoszenia
Skoro mógł być "Mąż z ogłoszenia" to równie dobrze żona mogła być na przykład ze szpitala.

 

# 3
 
Żona ze szpitala, edition 2021
 
Portale randkowe jeszcze nie istniały i trzeba było sobie radzić innymi metodami. Miłość mogła zaatakować człowieka wszędzie - jak nie w szpitalu to na Krymie.

 

# 4
 
Dedykacja od autora
 
# 4
 
Niektórzy  skłonni byli twierdzić, że dziewczyny tańczą jedno lato...
 
Nie wiedzieli biedacy, że dziewczyny potrafiły tańczyć nie tylko dwa lub trzy sezony, ale zdecydowanie więcej. Nie czekały na zaproszenie chłopców, wolały tańczyć z mężczyznami o czym chłopcy niestety nie wiedzieli. A może na szczęście dzieczyn wiedza niektórych chłopców ograniczała się do ich podwórka.
 

Motyw taneczny

https://www.youtube.com/watch?v=6lAKlYTQVKY

Krystyna Knypl

GdL 7 / 2021

Następny rozdział

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/51-artykuly-redaktor-naczelnej/1297-tancze-tango-odcinek-5-powiesci

 

 

 

 

 

 

Tańczę tango, odcinek 3 powieści

Krystyna Knypl

Motyw muzyczny

https://www.youtube.com/watch?v=s-AV3c5Ygvs

Rozdział 3: Z szatynką bym się nie ożenił!

W życiu tak bywa, że pewne sprawy wymykają się spod naszej kontroli. Odtwarzając w pamięci wieczór sprzed lat spędzony w Teatrze Współczesnym Matylda miała wrażenie, że grana pod koniec spektaklu melodia La Cumparsita wymknęła się na ulicę i wszechwładnie ogarnęła przestrzeń pozateatralną. Nie mogła sobie przypomnieć z kim była na przedstawieniu "Tanga", najwyraźniej nie osoba towarzysząca była ważna, lecz tango!

Matylda była bardzo ciekawa autora sztuki "Tango" - jaką ma osobowość człowiek, który już w 1941 roku napisał: Nie ma takiego głupstwa i nikczemności, które, byle stale powtarzane, nie zostały wreszcie przyjęte i przestały razić jako głupstwo i nikczemność. Źródło: „Dialog”, t. 26, RSW „Prasa”, 1941, s. 153. Po latach miała okazję spotkać go na Międzynarodowych Targach Książki. Robił wrażenie człowieka nieśmiałego, co ją bardzo zaskoczyło.

Także w epoce pandemicznej wydarzenia i skojarzenia skojarzenia bywają zaskakujące. Sceny tanga do filmu "Scent of woman" kręcono w The Pierre Hotel w Nowym Yorku ( https://www.youtube.com/watch?v=Q-GW0gPMWnM ).. Podczas tańca pada słynna kwestia No mistakes in the tango, darling, not like life czyli „W tangu nie ma błędów, nie tak jak w życiu”.

Hotel istnieje od 1930 roku, a jego gośćmi byli między innymi Coco Chanel, Karl Lagerfeld, Hubert de Givenchy, Elizabeth Taylor, Audrey Hepburn, Yves Saint Laurent, Barbra Streisand oraz Joan Collins.

Jedna noc w tym hotelu kosztuje 3100 złotych, wyjątkowo można złapać okazję za jedyne 2500 złotych! Gdy jednak chcemy mieć pokój z widokiem na Manhattan to musimy zapłacić 3200 złotych. Pokój królewski z widokiem na Central Park to cena 4585 złotych za jedną noc. No, ale na zdrowiu nikt nie może oszczędzać, zwłaszcza gdy w grę wchodzi zdrowie całej ludzkości! Hasło hotelu stronie internetowej brzmi: French classical meets New York chic

W spotkaniu, które odbyło się 18 październik 2019 r. , uczestniczyło 15 liderów światowego biznesu, rządów i zdrowia publicznego podczas którego symulowano serię dramatycznych zdarzeń opartych na wcześniej przygotowanych scenariuszach epidemii wywołanej przez nowego koronawirusa, który pojawia się w Ameryce Południowej. W korona - tangu wszystkie pary tańczą, choć Matylda była zdania, że jeśli tango to tylko z brunetką!

# 1 Brunetka w Jugosławii, rok 1979
 
EBM wykazuje, że Matylda była jednak brunetką!

Zawsze uważała się za szatynkę, do której tango mniej pasowało niż do brunetki. Nieoczekiwanie po latach dowiedziała się, że jednak była brunetką!

- Z szatynką bym się nie ożenił! Tylko z brunetką! - wyznał Francis gdzieś po czterdziestu latach małżeństwa.

Lepiej późno niż wcale dowiedzieć się, że miało się kompetencje kolorystyczne do zatańczenia tanga! - pomyślała.

# 2
 

Motyw taneczny

https://www.youtube.com/watch?v=AWcx4b0qkHU&list=RD6NvPVAMQE6g&index=3

a tu w rolę salamandry wcieliła się niezwykle powabna brunetka, można rzec brunetka dyplomowana

https://www.youtube.com/watch?v=28PPqlc39Qw&list=RD6NvPVAMQE6g&index=4

Miłość jest jak salamandra mówi Enrico Macias - algiersko -francuski muzyk, autor śpiewanej piosenki spod powyższego linku.

Tango, L'amour C'est Pour Rien

Ca o salamandra, dragostea e minunata,

Ea renaste din propria cenusa ca pasarea de foc.

Nimeni nu poate sa o constranga a se naste

Si nimic nu poate s-o stinga decat apa uitarii.

Dragostea e gratis,

Tu nu o poti vinde,

Dragostea e gratis,

Nu o poti cumpara.

Cand trupul tau se trezeste, tu incepi sa tremuri

Dar daca inima ta este treaza, tu incepi sa visezi;

Visezi la o schimbare, cu inca o marturisire,

Fiindca acesti fiori ciudati se traiesc doar in doi.

Dragostea e gratis,

Tu nu poti sa o vinzi,

Dragostea e gratis,

Nu o poti cumpara.

Dragostea e speranta,

Fara motiv, fara lege.

Dragostea, ca si norocul,

Nu se da pe merit.

Exista, pe pamant, o fiinta

Care te iubeste la nebunie.

Fara ca macar sa te cunoasca,

E gata sa-si dea viata.

Dragostea e gratis,

Tu nu o poti lua

-Dragostea e gratis-

Dar poti sa o daruiesti.

Dragostea e gratis...

Dragostea e gratis !

Dlaczego Enrico Macias sięgnął po tak niecodzienne porównanie?

Okazuje się, że nazwa salamandra wywodzi się z języka perskiego i oznacza ""żyjąca w ogniu".

# 3 Algieria
 
Czego te gady, czyli faceci, nie wymyślą na temat milości! - pomyślała Matylda (salamandra).

 Krystyna Knypl

GdL 7 / 2021

Następny rozdział

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/51-artykuly-redaktor-naczelnej/1296-tancze-tango-odcinek-4-powiesci

Tańczę tango, odcinek 2 powieści

Krystyna Knypl

Motyw muzyczny

https://www.youtube.com/watch?v=ho5YBX5qGuA

Rozdział 2: Nietypowe tango małżeńskie

Realia życia młodej dziewczyny, która nie będąc do końca świadoma konsekwencji swojego czynu, złożyła przysięgę Hipokratesa, nie sprzyjały oddawaniu się pasji tańczenia tanga. Rytmu nie wyznaczały takty tanga lecz całodobowe dyżury, poranne odprawy, egzaminy specjalizacyjne, pisanie prac naukowych, prowadzenie badań do doktoratu oraz służba ludzkości wynikająca z tzw. powołania do medycyny. Istniało podobno także powołanie do małżeństwa, ale które było ważniejsze tego nie wiedział nikt!

Dziewczyny wychodziły za mąż z miłości, z konieczności, z rozsądku, z wyrachowania, a także z wielu innych powodów. Czy któraś dziewczyna wyszła za mąż z powołania? W kręgu koleżanek Matyldy kroniki towarzyskie nie odnotowały takiego przypadku.

Dziewczyny w podjęciu decyzji o małżeństwie nie były osamotnione. Matki, ojcowie, rodzeństwo a także koleżanki i koledzy aktywnie uczestniczyli w aranżowaniu zamęścia. W przypadku Matyldy okoliczności były nieco inne, a mianowicie okoliczności zamęścia były wywróżone przez jej matkę Halinkę, utalentowaną kabalistkę.

- Ty to sobie męża wyleczysz - było wróżbą jaką Matylda wielokrotnie słyszała od matki.

- Matka, skup się i spójrz w moją przyszłość wnikliwie i dociekliwie! Niby który z tych siedemdziesięciolatków tłumnie przybywających na oddział chorób wszelakich miałby być moim przyszłym mężem - odpowiadała poirytowana wróżbami matki.

- Przyglądaj się dokładnie wszystkim pacjentom, karty nie kłamią - odpowiadała Halinka.

Wróżby tak jak plany życiowe bywają krótkoterminowe oraz długoterminowe. Przyjrzawszy się niezliczonej rzeszy siedemdziesięciolatków pewnego niedzielnego dyżuru podczas wieczornego obchodu Matylda zobaczyla pacjenta nie widzianego rano ani nie przyjmowanego przez nią w ramach skierowań z izby przyjęć. Zdziwiona tym odkryciem wygłosila pamiętną kwestię do pacjenta:

- A pan co tu robi? - zapytała Matylda.

- Leżę sobie - odparł pacjent.

- No tak, to widzę, ale skąd się pan wziął? - doprecyzowała.

- Z izby przyjęć - odparł pacjent.

- Muszę sprawdzić dokumentację dotyczącą przyjęcia do szpitala w dyżurce pielęgniarek - oznajmiła . To co znalazła w dyżurce przyprawiło ją o lekki zawrót głowy. Pacjent nie dość, że miał sporą niedokrwistość, to jeszcze dla wzmocnienia efektu pierwszego wrażenia okazało się, że był dziennikarzem.

- No tak, sławę na łamach mediów mam zapewnioną - pomyślała Matylda mocno sfrustrowana swoimi odkryciami. Wizja popularności w mediach okazała się prorocza, ale mechanizm jej realizacji okazał się być zupelnie innych. Pacjent trafił pod opiekę jednej z koleżanek, która po dwu tygodniach z powodu urlopu przekazała go ponownie Matyldzie. Dalsza kuracja przebiegła pomyślnie, a dla utrwalenia uzyskanej poprawy była kontynuowana w sanatorium. Sprawa wygladała na zakonczoną pomyślnie.

Po roku od wypisu pacjent doszedł do wniosku, że nie otrzymał dostatecznie dokładnych zaleceń dietetycznych i poprosił Matyldę o spotkanie.

Nie codziennie pacjenci jako miejsce spotkania proponują kawiarnię eleganckiego hotelu, więc lekko oszołomiona Matylda wyraziła zgodę na tę nietypową konsultację.

 

# 1

 

Po dwugodzinnej rozmowie okazało się, że nie wszystko zostało omówione i konieczne jest następne spotkanie. Efektem kolejnych spotkań odbywanych codziennie, podczas których otrzymywała codziennie kwiaty, było spostrzeżenie:

- Mogłabyś nosić podwójne nazwisko, Matyldo - zauważył Francis.

- Czy mam rozumieć, że są to oświadczyny? - zapytała.

- Tak, oczywiście! Zostań moją żoną! - Francis doprecyzował swoją propozycję.

- Matka mi wróżyła, że wyleczę sobie męża, a ponieważ jesteś wyleczony więc niech się spełni jej wróżba! - odpowiedziała Matylda.

Zostanie żoną po trzech miesiącach i matką po jedenastu miesiącach od ślubu nie sprzyjało tańcom, choć dla porządku należy zaznaczyć, że w życiu małżeńskim bywały sympatyczne chwile taneczne:

Matylda odtańczyła solowy taniec radości, po czym zażądała od męża współuczestnictwa. Franek objął żonę. Jego dłonie przesuwały się po roztańczonej Matyldzie niczym wycieraczki po szybie.

- Franek, taniec to takie zajęcie, przy którym należy poruszać nogami, a nie rękoma - poinstruowała męża.

- Nie bądź drobiazgowa. To nie medycyna. Kończyny górne czy dolne - nie ma znaczenia, ważne, ze pracują.

Matylda w Buenos Aires, niestety nie tańczy tanga, lecz uczestniczy w obradach kongresu kardiologicznego

- Mój drogi, tańce małżeńskie cię nie ominą, niezależnie od tych spektakularnych wywodów anatomicznych. Najpóźniej na emeryturze pojedziemy do Argentyny na kurs tanga, a gdy już opanujemy tę sztukę, będziemy tańczyć do białego rana.

Źródło:

https://gazeta-dla-lekarzy.com/images/ksiazki/masc_tygrysia_3-0.pdf

Źródło: Dancing, Karnet balowy Marii Pawlikowskiej, Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik, Warszawa 1958

Motyw taneczny

https://www.youtube.com/watch?v=e5yx7gHva3M

Krystyna Knypl

GdL 7 / 2021

 

Tańczę tango, odcinek 1 powieści

Krystyna Knypl

Motyw muzyczny

https://www.youtube.com/watch?v=Br2cslHaavQ

Rozdział 1: Natura tanga

Nieprzemijającą miłością Matyldy Przekory było tango. Mogła godzinami i bez końca słuchać melodii słynnych tang, ale z ich tańczeniem było już nieco gorzej. Znane powiedzenie, że do tanga trzeba dwojga zawierało tylko część prawdy. Liczba tancerzy nie gwarantowała bowiem automatycznie satysfakcji z wykonania tanga.

# 1
 

Projekt okładki: Mieczysław Knypl

Od pewnego czasu zastanawiała się czy jej fascynacja tangiem trwała od zawsze, inaczej mówiąc czy była cecha wrodzona czy też może była cechą nabytą. Przyjmując hipotezę o wrodzonym pochodzeniu fascynacji tangiem mógł odpowiadać za nią the tango gene - pomyślała.

Gdy coś nazwiemy po angielsku można wtedy snuć naukowe rozważania, pisywać artykuły do czasopism z wysokim Impact Factor, a także wystąpić w telewizji i otrzymać tytuł eksperta.

Mogłabym wtedy zamówić sobie nową wizytówkę o treści: dr Matylda Przekora, tangolog i wręczać ją różnym VIP-om, wzbudzając jeszcze większe zaintrygowanie niż było to z wydawaną przez nią gazetą Modne Diagnozy.

W jaki sposób powstawała fascynacja tangiem? - kontynuowała swoje rozmyślania Matylda. Fascynacja mogła zaistnieć w następstwie zatańczenia tanga z jakimś znakomitym tancerzem. Matylda niestety nie była w stanie przypomnieć sobie takiego epizodu ze swojego życiorysu. Prywatki w jej czasach licealnych organizowano raczej z potrzeby wyrzucenia z siebie nadmiaru młodzieńczej energii niż z poszukiwania zgodności harmonicznej z tancerzem. Była to epoka rock nad rolla, tańca preferującego bardziej ekspresję energii niż zgodność tancerza z rytmem.

Na medycynie, na której trzeba było wykuć na pamięć dwieście pięćdziesiąt gałązek nerwu trójdzielnego i wiele tym podobnych detali, podobno absolutnie niezbędne do przyszłej pracy lekarza, na tańce już nie starczało czasu. Trzeba było szukać substytutów.

Pewnego razu wracając z ćwiczeń z fizjologii wstąpiła do antykwariatu na Krakowskim Przedmieściu i kupiła w nim tomik poezji Marii Pawlikowskiej, wydany w 1958 roku. Na okładce widniała para tancerzy pozostająca od siebie w pewnym oddaleniu. Raczej nie wyglądali na takich, którzy złapałi wspólny rytm w tańcu od pierwszego taktu.

# 1
Źródło: Dancing, Karnet balowy Marii Pawlikowskiej, Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik, Warszawa 1958

 

Spoglądając na okładkę sprzed lat miała wrażenie, że tancerze nie ustalili przed rozpoczęciem kto w tańcu prowadzi i ciąg dalszy był tylko konsekwencją braku tych ustaleń.

# 2
 Źródło: Dancing, Karnet balowy Marii Pawlikowskiej, Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik, Warszawa 1958

 

Pierwszy z wierszy zamieszczonych w tomiku zachwycił Matyldę ponownie, a zwrot wy cietrzewie profesjonaliści zawierał w sobie aktualną, aluzję pandemiczną. Drugim ważnym wydarzeniem w genezie fascynacji Matyldy tangiem było obejrzenie w 1965 roku w Teatrze Współczesnym przedstawienia dramatu Sławomira Mrożka "Tango", w reżyserii Erwina Axera. Była wówczas studentką III roku medycyny. Końcowa scena, w której służący Edek i wuj Eugeniusz tańczą tango przy dziękach La cumparsita zdawała się nie mieć końca. Po latach odczytywała ówczesną reżyserię jako ponadczasowo znakomite pokazanie nie tylko uniwersalnego symbolu tanga jako czegoś co łączy ludzi w bardzo specyficzny sposób.

Ludzie opuszczali widownię przy dźwiękach tanga, które roznosiły się po wszystkich pomieszczeniach teatru, dobiegając nawet do szatni położonej na poziomie minus jeden. Tango było wszechobecną i wszechogarniającą siłą.

Motyw taneczny

https://www.youtube.com/watch?v=nbvTI9G-MTw&list=RDNY0MLG-IrSU&index=3

Krystyna Knypl

GdL 6 / 2021

Następny odcinek

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/51-artykuly-redaktor-naczelnej/1294-tancze-tango-odcinek-2-powiesci