Wirusy w natarciu

Motto muzyczne: Budujemy nowy dom
(https://www.youtube.com/watch?v=9MZGNQji0Rg)

Facet w masce pgaz300

Krystyna Knypl

Wirusy, odkąd istniały, zawsze potrafiły przechytrzyć ludzi. Atakowały znienacka, w sposób niewidoczny i podstępny, szybko ścinając z nóg człowieka upatrzonego na swoją ofiarę. Nic sobie nie robiły z tego, że ktoś jest Bogatym Biznesmenem (BB), Bardzo Ważnym Politykiem (BWP), Bardzo Znanym Prawnikiem (BZP), a nawet Bardzo Znanym Dziennikarzem (BZD). Nie odczuwały ani odrobiny lęku przed stanowiskiem swojej ofiary, stanem jej konta bankowego, zasięgiem wpływów ani koneksjami krajowymi i zagranicznymi. Kompletnie ignorowały fakt posiadania dostępu swoich ofiar do mediów, mikrofonów i studiów telewizyjnych. Były niewrażliwe na wpisy na mediach społecznościowych, najbardziej wściekły hejt i co najstraszniejsze – na najgroźniej zredagowane paragrafy, ustawy i rozporządzenia.

Bezpardonowo wskakiwały na śluzówki dróg oddechowych albo co gorsza – dróg moczowo-płciowych kobiet i mężczyzn, przyczepiały się do wybranego receptora, podstępnie przenikały błony komórkowe i wdzierały się z impetem do wnętrza komórek swojej ofiary.

Rozhulane wirusy namnażały się szybciej niż króliki w Australii, hasając po całym organizmie zaatakowanych, pozbawiając ofiary możliwości poruszania się, a z czasem w niektórych przypadkach także oddychania. Bezczelność wirusów nie znała granic – i nie jest to licentia poetica! Te zlepki aminokwasów, bo nawet nie białek!, bezczelnie przemieszczały się z kraju do kraju, z kontynentu na kontynent, z jednego sezonu na drugi sezon, co więcej – korzystały na gapę z samolotów, pociągów, autobusów i statków.

Nic więc dziwnego, że w końcu zaatakowały Sarmalandię, w szczególności jej większe miasta. W oczywisty sposób Wielkie Miasto znalazło się w epicentrum wirusowej zarazy. Każdego dnia przybywało chorych, a przychodnie i szpitale uginały się pod ciężarem obowiązków. Dotychczasowa sieć szpitali z dnia na dzień stawała się jedną wielką ruiną.

pogot przystank500

Utworzono pogotowie przystankowe – na przystankach ustawiono butle tlenowe, aby oczekujący na przewóz do szpitala nie zostali bez pomocy

Mrok zapanował w całej Sarmalandii, depresja dotykała prawie każdego Sarmalandczyka, bo nie mógł pojechać na wakacje zagraniczne, udać się na basen czy siłownię, spotkać ze znajomymi w restauracji. Zwoływano naradę za naradą...

Podczas jednej z narad zwołanej przez szefa władzy terenowej, którą reprezentował wybrany wolą My, Narodu Sarmalandii dr Kalasanty Ustawka-Sięzdziwiłł, pojawiło się światełko w tunelu. Przedstawiciel Centrum Dowodzenia Jaźnią i Wyobraźnią (CDJiW) uznał, że niezbędne jest wybudowanie Szpitala Narodowego.

Obiekt przyszłej inwestycji już w swym pierwotnym kształcie konstrukcyjnym nadawał się do tego celu znakomicie.

SzpitalNarodowy2500

– Popatrzcie państwo na te kolce! – zagaił dr nauk niemedycznych Adam Dowcipnicki. – One będą symbolem i wskazówką, nadzieją i drogowskazem, a jednocześnie straszydłem. Bo proszę szanownych zebranych i zaufanych, w inwestycjach w zdrowie nie chodzi o to, by dawać, ale żeby odbierać! Karać się starać! – To są nasze niezłomne zasady, które mi wpojono podczas stypendium w Ameerland Global Bank.

– Adam, ty masz łeb jak sklep! Co ja mówię! Jak supermarket! – zawołał zachwycony Kalasanty.

– Bo ja jestem taki bardziej handlowy, znaczy bankowy, no ogólnie finansowy – wyznał szeptem Adam i spłonął rumieńcem.

Szybko napisano Ustawę o Szpitalu Narodowym i ruszono do jego tworzenia w pomieszczeniach niegdysiejszego obiektu sportowego, który marniał na obrzeżach Wielkiego Miasta.

Na początek zarządzono wprowadzenie szerokiej strefy reżimu sanitarnego. Już na moście poprzedzającym dojazd do Szpitala Narodowego obowiązywało noszenia maseczek. Zalecenie przedstawiono przy śluzie wjazdowej w formie graficznej.

SZpitalNarodowy1400

Zdecydowano, że realizacja inwestycji Szpital Narodowy odbędzie się w czynie społecznym. Pracami miały kierować samorządy terytorialne pod kierunkiem Kalasantego Ustawki-Sięzdziwłła i samorząd lekarski pod kierunkiem Jędrzeja Niedogolonego.

izb przyj660

Dotychczasowe centrum szpitalne w centrum Wielkiego Miasta postanowiono zburzyć, a teren sprzedać Ameerland Global Bank. Wystarczył jeden rzut oka, aby wiedzieć, jak te budynki są stare, nie z tej epoki. W końcu nieprzytomnym ludziom jest obojętne, gdzie leżą pod respiratorem, a przytomnym na umyśle bankierom nie jest obojętne, gdzie siedzą, inwestują i robią interesy. Te odrapane mury wkrótce miały tętnić życiem w rytmie zgodnym z największymi giełdami świata. To było wyzwanie, jakiego William D. Johnson, szef Ameerland Global Bank, już dawno nie przeżywał, a wyzwania ogołacania ludzi z pieniędzy i dóbr materialnych kochał nade wszystko. Pracownicy Ameerland Global Bank dzień rozpoczynali od odśpiewania na baczność hymnu bankowego (Wszystko co nasze bankom oddamy / W nich tylko siła, w nich jeden cel...).

– Kocham ten stan! – zawołał główny inwestor, szef Ameerland Global Bank, William D. Johnson.

Perfekcja, Zaangażowanie, Ępatia
(https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/zloty-dyplom-lekarza/602-wladca-pieczatki)

Mroczny z pozoru początek pandemii w Saramalandii niczym tunel bez światełka z upływem czasu przemieniał się w jasną perspektywę z widniejącym w oddali sukcesem. W opracowanej strategii zarządzania kryzysem zdrowotnym postawiono na ępatię oraz zaangażowanie pracowników ochrony zdrowia i perfekcyjny nadzór kadry menedżerskiej nad wykonaniem zleconych medykom zadań. O każdy organizacyjny szczegół dbało kilku najbardziej zaangażowanych i ępatycznych menedżerów, a nad nimi czuwała rada nadzorcza złożona z zaufanych członków rodzin.

Nie od dziś wiadomo, że odpowiednia dieta jest w stanie nie tylko uchronić od choroby, ale i chorego postawić na nogi. Koncepcję i nadzór nad opracowaniem diety dla pacjentów i personelu objął dr Staś Zapracowany. Przygotował on następujący jadłospis rymowany:

Śniadanie
kromka chleba z rana i z covidem wygrana

Obiad
tylko strawa duchowa i poprawa gotowa

Podwieczorek
mowa trawa, świeżo skoszona murawa

Kolacja
jedno jabłko z wieczora trzyma z dala doktora.

jablkox200

To nie były byle jakie jabłka, pierwsze lepsze z brzegu! To były jabłka naukowo opracowane przez laureatów Nagrody Nobla, specjalnie przetestowane i certyfikowane. Każde jabłko miało swój niepowtarzalny, indywidualny certyfikat. Pierwsza prezentacja Jabłek Terapeutycznych miała miejsce na konferencji w Lindau w 2007 roku, podczas której akredytowana tam Matylda Przekora miała okazję ten ciekawy produkt osobiście degustować. Zjadła jabłko i od razu poczuła się lepiej... czuła, jak zdrowie rozchodzi się po jej organizmie. Szybko zawinęła w chusteczkę pestki ze zjedzonego noblowskiego jabłka i zawiozła je do Rodzinnego Miasteczka, gdzie jej rodzina rozpoczęła uprawę. Matylda na każdy sezon dostawała z Rodzinnego Miasteczka odpowiednią ilość tego naturalnego prozdrowotnego produktu. To, że produkt działa, nie ma najmniejszej wątpliwości – wystarczy spojrzeć na Matyldę! Mimo że jej pesel zaczyna się od 45, to owocnie realizowała ona hasło „Do szpitala to ja jeździłam tylko do porodu i do pracy”.

Jadłospis postanowiono wręczać pacjentom i personelowi, aby wszyscy mogli się na... naczytać do woli, a nie najeść, bo przecież nie o to chodzi, aby ludzie się objadali i do zdrowia nie wracali – grzmiał we wszystkich programach radiowych i telewizyjnych dr Adam Dowcipnicki.

Postawiono na maksymalny sukces, a hasłem które wszystkim administratorom Sarmalandii przyświecało, były słowa „Jak nie teraz, to kiedy?”

Najdrobniejszy szczegół nie uszedł uwadze organizatorów Szpitala Narodowego Sarmalandii (SNS). Dr Kalasanty Ustawka-Sięzdziwiłł opracował perfekcyjny plan dojazdu poszczególnych karetek pogotowia covidowego i kolejność ich przyjmowania.

noblistax660

Widoczny w centralnym punkcie fotografii kwadrat ze zbiegającymi się liniami to izba przyjęć Szpitala Narodowego i drogi dojazdu do aż 18 śluz sanitarnych.

Sukces czuło się powietrzu, on fruwał w stężeniu większym niż wirusy! Wizjonerzy wszystko widzieli w szczegółach, ale niezbędne było oczywiście przeszkolenie szeregowego personelu medycznego, który nie był nastawiony na sukces, ępatię i służbę ludzkości tak jak menedżerowie i politycy.

Dr Kalasanty Ustawka-Sięzdziwiłł wspólnie z prof. Andrzejem Niedogolonym zorganizowali serię webinariów dla personelu medycznego. Podczas jednego ze szkoleń pielęgniarka znienacka zapytała:

– Miałam pacjenta, u którego gorączka była tak wysoka, że zabrakło skali na termometrze! Co robić w takim przypadku, panie doktorze, administratorze?

– Jak to co robić? Stłuc termometr! – wrzasnął poirytowany dr Kalasanty. – To pani tego nie wie??? Tyle lat w ochronie zdrowia i nie zna pani podstawowych procedur???

Wyczerpany emocjonalnie powrócił do swojej rodowej posiadłości na obrzeżach Wielkiego Miasta. Z jakim niedouczonym, niedomyślnym, niezaangażowanym personelem przyszło mi pracować! – skarżył się małżonce, która powitała go czuły pocałunkiem oraz gorącym rosołem na wzmocnienie organizmu osłabionego zarządzaniem niegramotnymi masami ludzkimi.

Szkolenia musiały odbywać się w placówkach akademickich, ale wyczerpany Kalasanty postanowił, że spotkania Rady Nadzorczej Szpitala Narodowego będą odbywały się w przyjaznej atmosferze restauracji Cactusos & Amigos.

Na pierwszym posiedzeniu wybrano Rzeczniczkę Prasową Szpitala Narodowego, którą została jedna z córek Kalasantego.

Syrenka660

Jej zadaniem było leżeć na przeciwległym do Szpitala Narodowego brzegu rzeki i pachnieć. Wydzielając intrygujący zapach jednocześnie testowała, czy zadający jej pytania dziennikarze nie stracili węchu wskutek zakażenia wirusem.

Ci z dziennikarzy, którzy zachwycili się jej zapachem, otrzymywali odpowiedź na swoje pytania, a ci co nie skomentowali tego przecudnego aromatu, byli uznawani za zakażonych i kierowano ich na kwarantannę, aby nie marudzili i nie rozsiewali pesymizmu. Nie od dziś wiadomo, że pesymizm jest gorszy od niejednego wirusa!

Powołanie plus

Walka z szerzącą się pandemią wymagała zaangażowania menedżerskiego na najwyższym poziomie. Rada Nadzorcza Szpitala Narodowego w Sarmalandii postanowiła opracować program Powołanie(+).

Nie od dziś wiadomo, że każdy lekarz powinien mieć powołanie do medycyny. No dobrze, ale jak to w praktyce wygląda? Zbyt często nie było widać tego powołania ani nie słychać.

Szybko przekonano administrację państwową Sarmalandii do wdrożenia programu Powołanie(+), co polegało na wręczaniu powołań do pracy w Szpitalu Narodowym wszystkim posiadaczom prawa wykonywania zawodu lekarza (PWZ).

Równie szybko przekonano decydentów, że skoro powołanie do medycyny mają wszyscy lekarze, to oczywiste jest i zrozumiałe, że należy ten fakt udokumentować urzędowo. W tym celu stworzono elektroniczny dokument Powołanie do Wykonywania Zawodu(+) zwany PWZ(+). W projekcie ustawy miał otrzymać je każdy posiadacz dyplomu lekarza niezależnie od wieku, stanu zdrowia, kondycji rodzinnej. Nawet gdy przeniósł się na lepszy ze światów, to jego powołanie nie wygasało i też można było włączyć je do statystyk.

Do pierwszego powołania maszyna losująca wytypowała matkę trojga dzieci, w tym jednego karmionego piersią. Kalasanty Ustawka-Sięzdziwiłł zapytany, czy jest to pomyłka, oznajmił bez chwili wahania:

– W żadnym wypadku! Nasze maszyny są nieomylne! Nic się dziecku nie stanie, jak się odklei od tej piersi! Mamy duże zapasy mleka w proszku, to dziecko przestawi się na karmienie nieutrudniające matce realizowania daru powołania do medycyny.

Lepiej na drodze kamienie tłuc, jeżeli chcieć nie znaczy móc! – oznajmił dr Kalasanty Ustawka-Sięzdziwiłł, otwierając kolejną bojową naradę przed otwarciem Szpitala Narodowego. My chcemy otworzyć Szpital Narodowy i możemy to zrobić, nie ma takich przeszkód, które by nam to uniemożliwiły.

– Podstawą leczenia w chorobach układu oddechowego jest zapewnienie odpowiedniego utlenowania organizmu – oznajmił Kalasanty podczas spotkania rady nadzorczej Szpitala Narodowego. Ponieważ tlen jest w powietrzu, to po prostu nie należy pacjentom przeszkadzać w oddychaniu, niech oni się tego tlenu nałykają. Aby mieli poczucie, że są leczeni, do każdego łóżka podłączymy rurkę, którą oni będą wkładali sobie do ust lub nosa i oddychali.

– Każdy lekarz oraz inny pracownik szpitala będzie miał przed dopuszczeniem do pracy badany poziom Ępatii za pomocą Wykrywacza Ępatii.

#

Waz esculapaladny400

# 

Opanowanie pandemii wymagało stosowania najwyższych standardów opieki medycznej. Przede wszystkim niezbędny był wysoki poziom ępatii personelu. Jako jednostkę pomiarową przyjęto 1 ępatiusz – oznaczał on zdolność do pracy do upadłego przez 8 godzin bez najmniejszej przerwy na cokolwiek. Osoby z wynikiem pomiaru poniżej 1 ępatiusza nie były dopuszczane do kontaktu ze schorowanymi świadczeniobiorcami, aby nie narażać ich na pogorszenie stanu zdrowia. Niektórzy świadczeniodawcy zaczęli ukrywać swoją ępatię. Ohydne samoluby! – grzmiał Kalasanty Ustawka-Sięzdziwiłł. – My zaraz zaprowadzimy ład i porządek.

Doktor nauk niemedycznych Adam Dowcipnicki zaproponował specjalne brygady wojskowe, które wyposażone w odpowiedni sprzęt miały poszukiwać na terenie jednostek ochrony zdrowia ukrytych rezerw ępatii.

– To nie może być tak, że ępatię ma się dla siebie! Ona jest własnością My, Narodu, powiem mocniej – całej ludzkości!

Świadczeniobiorcy pobraną ępatię mogli schować do specjalnych pojemniczków i zabrać do domu na chwile kryzysu zdrowotnego.

Wdrożono też program Ępatia z Dostawą do Domu. W tym celu konieczne było posiadanie specjalnego pojemnika na ępatię ustawionego przed domem odbiorcy. Można było zamówić dostawę telefonicznie lub przez internet.

Poziom odbioru ępatii powoli wyrównał się, ale nie samą ępatią człowiek żyje! Ważna była profilaktyka, a tę mogły zapewnić szczepienia.

Ogłoszono globalny konkurs na szczepionkę pod hasłem: Kto najszybciej zgłosi się z nieprzebadaną szczepionką, bo nie oto chodzi żeby badać, lecz żeby dogadzać – oznajmił szef Ameerland Global Bank.

Wygrała firma Gejzer, która była jednym wielkim gejzerem pomysłów. Szczepionkę postanowiono dostarczać do sieci marketów spożywczych Stonka, a akcję nazwano Szczepionki ze Stonki. Każdy obywatel robiąc zakupy w Stonce, podchodził do półki z napisem „Szczepionki na wszystkie choroby” i brał taką, jaka mu się najbardziej podobała. Szczepionki najlepiej schować do kieszonki, wtedy świadczeniobiorca jej nie zapomni, gdy przyjdzie na wizytę. Ważne było, że przy szczepionce Gejzera nie obowiązywały żadne wymagania temperaturowe. – Bo nie o to chodzi, aby szczepionka działała, lecz aby się sprzedała – mówił prezes firmy.

My, Naród zaopatrzył się w szczepionki i oczekiwał na zaszczepienie. Potrzebne były liczne kadry. Dr nauk niemedycznych Adam Dowcipnicki rozwiązał ten problem jednym pociągnięciem pióra, podpisując nowelizację ustawy o zawodzie lekarza. Do wykonywania tego zawodu dopuszczono każdego, kto w dzieciństwie bawił się w doktora, gdy jego zabawka była chora. Wystarczyło przedstawić certyfikat sporządzony samodzielnie przez ubiegającego się o PWZ w Sarmalandii. W końcu on najlepiej wiedział, w co się bawił!

Szczepienia miały odbywać się w Sarmalandzkim Szpitalu Narodowym. Nadjeżdżających nowo mianowanych doktorów zakwaterowano w hotelu Powołanie nieopodal szpitala. Przed przystąpieniem do pracy przeprowadzono kurs języka sarmalandzkiego. Liczyła się skuteczność i efektywność pracy. Ustalono, że wystarczy, jeżeli nowi pracownicy opanują dwa zdania:

# Zdjąć gacie i wypiąć się do zastrzyku.

# Założyć gacie.

Polecenie opuszczenia gabinetu realizowano za pomocą modnego czasownika MARGOLIĆ.

Językoznawcy prowadzący szkolenie zagranicznych lekarzy doradzali im stosowanie tego czasownika we wszystkich sytuacjach, gdy zabraknie im właściwego słowa.

Wymargalaj! – mówisz do pacjenta, gdy chcesz, aby opuścił gabinet.

Nie margol! – Gdy pacjent zgłaszał dziwne objawy.

Co ty margolisz? – Gdy mówił coś nieprawdopodobnego, oczekiwał dodatkowego zainteresowania ze strony personelu.

No i dosyć tego margolenia na dzisiaj. ;)

nie margol300

Obok Unii Stanów Autonomicznych (USA) oraz Związku Socjalistycznych Republik Realandzkich (ZSRR) na globalnej mapie świata liczyły się Tiny, znane też pod nazwą Tińska Republika Ludowa (TRL). Tinom wiodło się według zasady „raz na wozie, raz pod wozem”. Kolejny wódz narodu, Czi-Da-Czi, postanowił to zmienić. Sukces nadszedł po kilku latach nowej strategii propagandowej. Obowiązywało nie tylko stosowanie się do wytycznych Tińskiej Partii Ludowej, ale także używanie odpowiednich słów. Każdy kto myślał inaczej lub używał innych słów niż rekomendowane przez partię, był uznawany za przestępcę i oskarżany o „zakłócanie porządku społecznego”.

Używanie słów rekomendowanych przez partię było określane mianem „zabezpieczenia stabilności”, która w perspektywie służyła „harmonizacji społeczeństwa”. Po kilku latach używania odpowiednich słów wprowadzanych do umysłów społeczeństwa zaczęto osiągać bardzo dobre rezultaty. Obserwatorzy efektów osiąganych przez Tiny postanowili przeprowadzić podobne działanie w odniesieniu do medycyny, dzięki czemu miała powstać Nowa Wspaniała Medycyna

Znawcy Medycyny i Potulni Wykonawcy

Podstawowym założeniem był podział kadr na Znawców Medycyny i Potulnych Wykonawców. Znawców nazywano ekspertami, zastanawiano się nad słowem „dostawca prawdy”, czyli ktoś, kto łączył w sobie status eksperta oraz przekazującego prawdę. Słuchaczy licznych wykładów nazywano „złaknionymi prawdziwej wiedzy”, co niebywale podnosiło wszystkim samopoczucie do granic rozkoszy. Każdy chciał obcować z przekazem medycznym gwarantującym mu rozkosz na miarę doznań erotycznych.

Prócz przekazów nowej wspaniałej wiedzy między słowa wpleciono zalecenia:

# przytakuj naszym przekazom i połykaj ich treść

# zapomnij o starej wiedzy

# propaguj nową wspaniałą medycynę, głoś jej chwałę i wielkość

# zwalczaj myślących inaczej

# zwalczaj myślących samodzielnie i mających osobiste doświadczenie w medycynie.

Jako najważniejsze cele wzięto zdyskredytowanie doświadczenia osobistego w medycynie, samodzielność myślenia oraz znajomość patofizjologii. Tylko wybrańcy mieli prawo myśleć samodzielnie i formułować wnioski, tłum miał powtarzać to, co otrzymał w przekazie od wybrańców.

Po kilku latach gwardia hunwejbinów medycyny była gotowa do służby ludzkości, a jej głównym celem było promowanie Narodowego Programu Szczepień Sarmalandii (NPSS).

Program realizowały z niezwykłym oddaniem zastępy hunwejbinów medycyny, szczepiących dniem i nocą. Wydano instrukcje zwiększające wydajność ogólnonarodowej akcji szczepienia wszystkiego co się porusza i na drzewo nie ucieka. Egzemplarze uciekające na drzewo nie szczepiono, bo mogły to być nietoperze będące pierwotnym rezerwuarem zarazy. Optymalizowano czas pobytu w gabinecie, wypełniania dokumentacji i przeprowadzania zabiegu. Zrezygnowano na przykład z wykonywania aspiracji po wkłuciu igły, bo w końcu nie o to chodziło, żeby sprawdzać, gdzie jest igła – w mięśniu czy w naczyniu krwionośnym – tylko o to, aby szczepionkę ulokować w obywatelu oczekującym należnej mu procedury medycznej. Detale anatomiczne były bez znaczenia, liczyła się liczba wkłuć i podań.

Niestety niektórzy zaszczepieni maruderzy margolili, że mają dolegliwości po zaszczepieniu – gorączkę, bóle mięśni, powiększone węzły chłonne, osłabienie. Rodziły się wątpliwości, z dnia na dzień było ich coraz więcej, aż powstała straszna, okrutna Myślozbrodnia* Niewiary w Szczepionkę.

Myślozbrodnie rozpleniły się w całej Sarmalandii i namnażały z szybkością dorównującą wirusom. Myślozbrodniarze zbierali się na forach internetowych i opowiadali sobie o swych wątpliwościach co do działania szczepionki. Myślozbrodniarze z dyplomem lekarza byli wychwytywani przez hunbejbinów medycyny i kierowani do oczyszczenia umysłów. Podniosłe zadania oczyszczania umysłów prowadziły struktury korporacji zawodowych, wzywając delikwentów przed swe groźne oblicze.

Kula kabli400

# 

Mijały kolejne miesiące, a pandemia spowodowana przez wszędobylskiego wirusa nie ustępowała, trzeba więc było na kogoś zwalić winę za ten stan rzeczy. Podczas narady w Najwyższej Izbie Kontroli Umysłów i Zmysłów (NIKUZ) zdecydowano, że winnymi będą lekarze, którzy nie zostali obdarzeni przez Ducha Świętego łaską wiary w skuteczność produktu biznesowego „Szczepionki z kieszonki” przeciwko wirusowi szalejącemu od ponad roku po wszystkich zakątkach Sarmalandii oraz innych krain.

Sądowa rozprawa to nie jest zabawa!

Duch Święty, z którego werdyktami nikt nie śmiał dyskutować ani poddawać ich w wątpliwość, chyba nie wiedział, co robi, pozbawiając tych lekarzy daru wiary w produkt biznesowy „Szczepionki z kieszonki”. Nikomu nie przeszkadzał powszechny brak u ludzi takich łask Ducha Świętego jak miłość, dobroć, cierpliwość, uprzejmość oraz wspaniałomyślność. Działo się tak, ponieważ skądinąd brak tych łask w społeczeństwie nikomu z przedstawicieli wielkiego biznesu żadnych interesów nie psuł. Natomiast niewiara w produkt biznesowy „Szczepionki z kieszonki” psuła nie tylko interesy, ale też misternie tkany wizerunek Big Vaccine jako dobroczyńców ludzkości na skalę globalną jakich świat do tej pory nie widział. Bezwzględnie konieczne więc było surowe skarcenie tych nieroztropnych posiadaczy Prawa Do Realizowania Daru Powołania do Medycyny!

Nostra Lex400

Pierwszą rozprawę karcącą kilku niewiernych lekarzy zaplanowano w samo południe środy popielcowej w siedzibie Najwyższej Izby Kontroli Umysłów i Zmysłów (NIKUZ) w Departamencie ds. Lekarzy, w Wydziale Kar i Chłost. Procedura rozprawy przewidywała publiczne przyznanie się oskarżonych do winy, obietnicę poprawy oraz posypanie oskarżonym głowy popiołem przez mistrza ceremonii wraz z wygłoszeniem formuły „Nawracajcie się i wierzcie w >>Szczepionki z kieszonki<<”.

Na eleganckich zegarkach sędziów Najwyższej Izby Kontroli Umysłów i Zmysłów wybiła godzina dwunasta. W okolicy rozbrzmiewały dźwięki dzwonów dobiegające z najbliższego kościoła, do którego sędziowie chadzali w celu duchowego uzmocnienia. Sędzia przewodniczący Euzebiusz Pimpel, doktor habilitowany nauk wszelakich i nie byle jakich, wkroczył dostojnym krokiem na salę rozpraw ostatecznych. Za nim kroczyło 12 pozostałych sędziów.

Sędzia Pimpel rzucił okiem na lewą stronę sali rozpraw, gdzie siedzieli oskarżeni o myślozbrodnię niewiary w produkt biznesowy „Szczepionki z kieszonki”, byli w komplecie. Siedemnastu hańbiących doskonały wizerunek korporacji lekarskiej na znak powitania pochyliło głowy przed ich doskonałościamisędziami.

Następnie Euzebiusz spojrzał na prawo, gdzie przewidziano miejsce dla Sekcji Młodych Hunwejbinów Medycyny. Mieli oni za zadanie gorącymi oklaskami nagradzać wystąpienie sędziego Pimpela. Spojrzał i o mało co nie dostał napadu migotanie przedsionków. Zamiast młodych hunwejbinów medycyny na ławach siedzieli jacyś starcy! Co więcej, wyglądali na tak starych, że już niczym nie można było ich wystraszyć, ukarać ani pognębić.

– Panie dyrektorze administracyjny! – zawołał władczym tonem do urzędnika odpowiedzialnego za organizację posiedzenia sądu.

– Tak, wasza eminencjo... – wyszeptał drżącymi wargami urzędnik. Gwałtowna suchość ogarniała wszystkie zakamarki jego jamy ustnej z niezwykłą szybkością.

– Czy to sekcja Młodych Hunwejbinów Medycyny tak się postarzała od ostatniej rozprawy, że na ich miejscu widzę samych starców??? – wysyczał sędzia Pimpel.

– Wasza eminencjo, oni twierdzą, że są młodzi... – resztkami sił odpowiedział urzędnik i rozejrzał się za wodą, którą rozstawiono na poszczególnych stołach przed rozprawą. To co zobaczył prawie ścięło go z nóg i tylko cudem nie runął na podłogę, podtrzymując się najbliższego stołu! Wszyscy starcy popijali wodę zabraną ze stołu prezydialnego! To nie była zwykła woda, lecz Rewelacyjny Płyn Nawadniający przygotowany przez pracowników NIKUZ z najwyższą starannością, zakwalifikowany do postawienia na stół prezydialny przez samego głównego inspektora sanitarnego Sarmalandii (GISS), profesora Marka Tintasa. Zgodnie z profesorską recepturą płyn był wzmocniony kostkami lodu mającymi powszechnie znane działanie przeciwwirusowe, które profesor odkrył podczas swych badań naukowych. To był płyn przeznaczony tylko dla wybranych, a tymczasem pili go, nic sobie z tego nie robiąc, jacyś dziwni starcy, którzy twierdzili, że są Młodymi Hunwejbinami Medycyny.

Wody... – jęknął dyrektor administracyjny do starców. – Wody, choć jedną kropelkę – wyszeptał resztkami sił. Wszyscy starcy patrzyli na niego chłodnym wzrokiem, co więcej, żaden, nawet najmniejszy mięsień mimiczny ich twarzy nie wyrażał jakiegokolwiek uczucia. Demonstrowali zero ępatii wobec spragnionego urzędnika okrutnie zaatakowanego przez los. Mijały kolejne sekundy pełne narastającego pragnienia, nieznośnej suchości śluzówek jamy ustnej i niepokoju o wysokość premii, a może i dalsze losy na stanowisku dyrektora placówki. Niespodziewanie jeden ze starców zaintonował na znaną melodię:

Bracia, siostry, wody dajcie!
Sądom wszystko wypijajcie!

Powiało obrazą majestatu sądu, gdy bezczelni starcy nieoczekiwanie zaśpiewali na zupełnie inną, buntowniczą nutę:

A kto nie wypije,
Tego we dwa kije!

Wszystko toczyło się dalej niczym w najkoszmarniejszym śnie... Któryś z sędziów krzyknął:

– Zawołać policję! To jest obraza majestatu sądu! To jest obraza wysokiego urzędu!

Nie minęło dziesięć minut, gdy do sali rozpraw wkroczyły dwa zastępy policjantów z pałkami teleskopowymi, długimi niczym kije bejsbolowe i pobrzękując kajdankami ruszyli w kierunku starców. Sędziowie nie czekając na dalszy bieg wydarzeń złapali się za falbanki swoich służbowych sukienek i wykrzykując: – Przerwa w obradach! Przerwa w obradach! – w popłochu wybiegli z sali posiedzeń.

Dostojność rozprawy została bezpowrotnie zniszczona. Sędzia Pimpel był niepocieszony. Nie tak to wszystko sobie wyobrażał i planował od kilku tygodni. Gdy ochłonął w swoim gabinecie, wezwał służby prasowe i podyktował komunikat dla mediów:

Dziś w siedzibie Najwyższej Izby Kontroli Umysłów i Zmysłów odbyło się posiedzenie sądu, podczas którego rozpoznano sprawę przeciwko osobom pozbawionym wiary w nieskończenie wspaniałe efekty produktu „Szczepionki z kieszonki”. Oskarżeni osobnicy rozsiewali pośród swoich pacjentów oraz przez media społecznościowe fałszywe informacje, że szczepionki nie tylko nie działają tak jak się oczekuje, ale w dodatku są nieprzebadane. Nasi eksperci sponsorowani są przekonani, że „Szczepionki z kieszonki” działają i oni widzą ten dobroczynny efekt, zwłaszcza gdy spoglądają na swoje konta bankowe. Jako wyznawcy Medycyny Opartej na Faktach uważamy, że dalsza dyskusja na temat braku skuteczności produktu „Szczepionki z kieszonki” jest bezprzedmiotowa. Jak eksperci tak mówią, znaczy tak jest, a jak nie jest, to nie ma to najmniejszego znaczenia. Nie będziemy dyskutować z nikim, bo my wiemy lepiej od wszystkich, co się w życiu opłaca, bo taka jest nasza praca. A jak się komuś w głowie przewraca, to niech uważa, bo to może się dla niego skończyć bardzo przykro, o czym lojalnie uprzedzamy wszystkich posiadaczy Prawa Do Realizowania Daru Powołania do Medycyny.

Jest dobrze400

 # 

Maski niezwykłej łaski

Mimo całodobowych starań wszystkich działów marketingu produkt biznesowy „Szczepionki z kieszonki” miał wielu oponentów. Marudzili oni na forach internetowych, że po otrzymaniu zastrzyku boli ich ramię, gorączkują, mają obolałe mięśnie, dreszcze, nudności – to wszystko robiło zły PR wokół produktu. Nie dość tego, szczepionki wymagały bardzo skomplikowanej obsługi – transport w specjalnych warunkach temperaturowych, kwalifikacja do szczepienia przez lekarza, możliwość stwierdzenia przeciwwskazań przez takiego doktora niekumatego o co w tym biznesie chodzi spowolniały proces biznesowy i czyniły go niepewnym co do pomyślnego przebiegu. Zupełnie zbędni podwykonawcy psuli interes, a jeszcze do tego ci wszyscy antyszczepionkowcy!

W tej złożonej sytuacji Global Pandemic Business postanowił zdywersyfikować ofertę pandemiczną. Po dyskusji zdecydowano się na produkt prostszy w produkcji i dystrybucji o nazwie „Maski niezwykłej łaski”. Producentem mógł byś praktycznie każdy zaufany szwagier, dostawcą bratowa, a do nabycia maski nie była potrzebna kwalifikacja przez lekarza. Transport nie wymagał specjalnych warunków. Aby skutecznie wprowadzić „Maski niezwykłej łaski” na rynek, trzeba było zdyskwalifikować dotychczasowe formy zasłaniania jamy ustnej. Najlepszym w tej konkurencji był Adaś Dowcipnicki. W podziemiach pewnego zaufanego lokalu gastronomicznego przy przyćmionych światłach zwołano naradę biznesową.

Rest400

– Nie o take maske za 2 reale sarmalandzkie nam chodzi, na której nikt nie zarobi. To musi być drogi produkt biznesowy, do jego nabycia każdy musi być przygotowany – rozpoczął swe wystąpienie Adaś. – Nie możemy wypłaszczać naszego dochodu, bo nie ma ku temu powodu.

Powiem więcej, nikt nam nie wmówi, że czarne jest czarne, a białe jest białe, ale na szczęście my możemy wmówić wszystko każdemu.

Musimy też zadbać o dobry wizerunek szczepionki. Do tej pory było pojęcie „niepożądany odczyn poszczepienny” – takie określenie psuje nasze biznesy, od dziś będzie „pożądany odczyn poszczepienny”, bo w końcu to są tylko słowa. A ich znaczenie ja w try miga zmienię! Nie takich rzeczy uczyli mnie w Part-Szkole w Davosie! Słowa są najważniejsze, fakty są bez znaczenia – dowodził Adaś.

Zdecydowano, że akcję propagandową poprowadzą profesorowie Andrzej Barban i Krzysztof Tymon, znani eksperci sponsorowani, miłośnicy blasku kamer i fleszy, kreatywni tfurcy medycyny opartej na faktach tylko im znanych. Gdy dziennikarze dopytywali, na podstawie jakich faktów naukowych rekomendują takie czy inne obostrzenia lub terapie, odpowiadali z kamiennymi twarzami skrytymi za „Maskami najwyższej łaski”:

– To jest tajemnica lekarska!

Pytani czy już poddali się misterium wstrzyknięcia „Szczepionki z kieszonki”, odpowiadali chórem:

– Nasi pacjenci bardzie potrzebują szczepień niż my! Nasze wrażliwe sumienie lekarskie nie pozwala nam odbierać pacjentom niepowtarzalnej szansy uzyskania ochronnego miana przeciwciał.

Matylda Przekora zainspirowana ich humanitarną postawą wobec pacjentów na identyczne pytanie odpowiadała:

– Stoję w kolejce po „Szczepionkę z kieszonki” za profesorami Andrzejem Barbanem i Krzysztofem Tymonem. Przed nimi stoi prezes firmy Gejzer produkującej szczepionki, słynącej z dobroczynności wobec ludzkości od wieków. Ci trzej panowie stoją na Podium Dobroczynności dla Całej Ludzkości, a ja zaraz za nimi.

Z natury spisała i zilustrowała
Krystyna Knypl

* Myślozbrodnia – przestępstwo w Oceanii, fikcyjnym państwie stworzonym przez George’a Orwella w powieści Rok 1984. Słowo myślozbrodnia (zbrodniomyśl – ang. thoughtcrime) pochodzi z nowomowy i jest efektem połączenia słów „myśl” i „zbrodnia”. W praktyce oznacza ono przestępstwo polegające na myśleniu wbrew linii propagowanej przez Partię oraz Wielkiego Brata. Myślozbrodnię wykrywa Policja Myśli, która pełni funkcję tajnej służby. Człowiek ogłoszony przez Policję Myśli myślozbrodniarzem zostaje poddany ewaporacji, tzn. wymazuje się jego wszystkie dane z ksiąg oraz zaciera się po nim wszelki ślad. Jest przetrzymywany w siedzibie Ministerstwa Miłości. https://pl.wikipedia.org/wiki/My%C5%9Blozbrodnia

GdL 12_2020, 1_2021, 2_2021, GdL 3_2021