W blasku opali i wspomnień

Przygotowując się do wyjazdu na 12th Congress of International Society of Organ Transplantation and Procurement w Sydney, przeglądam wiele stron internetowych, aby ustalić, jakie miejsca warto odwiedzić po zakończeniu obrad. Czasu na zwiedzanie mam niewiele i muszę go dobrze zaplanować oraz zastanowić się nad zakupem upominków.

Internet wszystko ci powie

opal mindedmini

Jak zawsze zaglądam na www.tripadvisor.com, gdzie znajduję informację, iż polecanym przez podróżników miejscem numer 1 na zakupy w Sydney jest sklep Opal Minded przy George Street 55a.

Wchodzę na stronę sklepu http://www.opalminded.com/main i z miłym zaskoczeniem stwierdzam, że tekst powitalny jest napisany w językach: angielskim, francuskim, niemieckim, włoskim, rosyjskim, a także polskim! Listę wersji językowych zamykają cztery pozycje z alfabetem niełacińskim. Wybieram język polski i lektura kolejnych zakładek powoduje, że postanawiam napisać do zarządzającej sklepem pani Renaty Bernard. Bezpośrednim powodem jest przeczytana informacja o tym, że John Bernard Wojciechowski, ojciec założyciela Opal Minded, Johna juniora, był w 1966 roku przewodnikiem po Australii polskiego globtrotera Stanisława Szwarc-Bronikowskiego.

Mam o tym słynnym podróżniku osobiste wspomnienie. W latach siedemdziesiątych podczas jednej z wypraw miał on wypadek, w wyniku którego złamał kość udową. Przebieg złamania był powikłany zatorowością płucną. W owych czasach takie techniki diagnostyczne i terapeutyczne jak angiografia czy leczenie fibrynolityczne dostępne były w nielicznych tylko ośrodkach specjalistycznych. W jednym z takich ośrodków pracowałam, będąc młodą lekarką. Pan Stanisław Szwarc-Bronikowski trafił na leczenie fibrynolityczne do naszego oddziału. Zapamiętałam go jako mężczyznę o bardzo ujmującym sposobie bycia i niezwykle szarmanckiego wobec kobiet.
Piszę e-mail do Sydney i po kilku dniach otrzymuję odpowiedź od Renaty Bernard. Korespondujemy z sobą i wkrótce umawiamy się na spotkanie.

Po zakończeniu moich kongresowych obowiązków udaję się na wycieczkę do ogrodu botanicznego, a stamtąd spacerkiem na ulicę George Street 55a, gdzie mieści się sklep Opal Minded.

Przeszłość oglądana przez opalizujące soczewki

Z ogrodu botanicznego jedną z przecznic dochodzę do 330 George Street. Jeszcze tylko dwieście siedemdziesiąt pięć domów i będę na miejscu – powiadam sobie na pocieszenie. Spacer od wczesnych godzin porannych z plecakiem ważącym 7 kg (sprzęt fotograficzny!), w wilgotnym klimacie i przy słonecznej pogodzie to spory wysiłek. Dochodzę do Opal Minded kilka minut przed umówioną godziną.

opal minded personelmini

Za ladą kilka uśmiechniętych sprzedawczyń. Podchodzę do jednej z nich, podaję wizytówkę i mówię, że jestem umówiona na spotkanie z panią Renatą. Po chwili z zaplecza wychodzą oboje państwo Bernard. Witamy się i już od pierwszej chwili czujemy, że przypadliśmy sobie do serca. Przy kawie rozpoczyna się sympatyczna rozmowa. Główny ciężar konwersacji spada początkowo na Johna Bernarda, ponieważ pani Renata ma terminowe sprawy służbowe.

opal minded renata johnmini

Jeszcze przed przyjściem do sklepu postanowiłam podarować moim rozmówcom zabrany ze sobą egzemplarz „Gazety dla Lekarzy”. Wręczam pismo po chwili rozmowy. John Bernard przeglądając gazetę, powiada:
 – Widzę, że to pismo wydawane z pasji, a nie dla pieniędzy, czy tak?
Zaskoczona trafnością obserwacji, pytam Johna, na jakiej podstawie odniósł takie wrażenie.
– Nie ma w piśmie żadnych reklam, a to świadczy o pasji – odpowiada John. – Sam też robię wiele rzeczy w życiu z powodu pasji – dodaje. – To fajnie, bo lubię spotykać podobnych ludzi.

Dalsza rozmowa toczy się na tyle sympatycznie, że zostawiamy na boku formalne zwroty i  przechodzimy na ty zarówno z Johnem, zwanym przez rodzinę Jasiem, jak i z Renatą. Gdy okazuje się, że mamy wiele wspólnych tematów wartych omówienia, dostaję zaproszenie na kolację do domu moich rozmówców. Ponieważ Opal Mindend jest czynne do 18.30, muszę trochę poczekać na moich gospodarzy, aż skończą pracę. Przechodzę do służbowej części sklepu, gdzie Renata podaje mi zbiór wycinków prasowych na temat Opal Minded. Przeglądam artykuły z prasy polskiej, polonijnej i międzynarodowej.

opal minded-wycinkimini

Historia jaka się z nich wyłania to materiał na scenariusz filmowy. John Bernard Wojciechowski, zdemobilizowany żołnierz armii Andersa, trafia do Australii. Tam kupuje rower, torbę pomarańczy i rusza do pracy w kopalniach złota w poszukiwaniu swojego przeznaczenia. Wspólnik zaprasza w 1958 roku do Australii swoją młodą kuzynkę z Polski. Gdy John ją ujrzał, od pierwszej chwili nabrał przekonania, że na jego drodze zjawiła się księżniczka z bajki. Zauroczony oświadcza się trzeciego dnia znajomości. Oświadczyny zostają przyjęte. John Bernard Wojciechowski i Zofia Perkowska stają na ślubnym kobiercu.

opal minded-familyold podpismini

Gdy czytam informacje o tej love story, do pokoju służbowego wchodzi Renata. Odrywając się od wycinków prasowych, pytam:
– Renatko, z jakich stron Polski pochodziła twoja teściowa? Ma nazwisko panieńskie bardzo popularne w moich rodzinnych stronach.
– Teściowa pochodziła z Łap na Podlasiu.
Wyjmuję mój paszport, pokazuję wpis o miejscu urodzenia i powiadam do mojej rozmówczyni:
– Też jestem urodzona w Łapach i już wiem, dlaczego tak dobrze się wśród was czuję. Jesteśmy po prostu wśród swoich!
Atmosfera spotkania robi się jeszcze bardziej sympatyczna i nieodparcie powraca mi myśl o tym, że nasze życie jest zaplanowane przez Wielkiego Reżysera. Posługuję się tu terminologią filmową nie bez powodu, ale o tym za chwilę.

Wieczór z widokiem na rzekę Parramatta

Po zamknięciu Opal Minded ruszamy na spotkanie ze wspomnieniami do mieszkania Renatki i Jasia Bernard. Czeka na nich w domu córeczka Pola oraz mama Renatki, która opiekuje się wnuczką. Jaś w pewnym momencie mówi, że planuje przyjazd do Polski, chce bowiem, aby jego córka miała możliwość codziennych kontaktów z babcią, a ta musi wrócić do kraju z powodu obowiązków rodzinnych. Rozmowę prowadzimy na tarasie apartamentu nad rzeką Parramatta, w podmiejskiej dzielnicy Chiswick na północy Sydney. Moi gospodarze prowadzą bardzo pracowite życie – Jaś co roku na sześć miesięcy wyjeżdża do kopalni, gdzie w surowych warunkach australijskiego interioru prowadzi poszukiwania złota i opali. W dużej mierze pracuje sam lub w niewielkiej grupie zaufanych współpracowników.

opal minded warsztatmini

– Wiesz, jak trafi się na żyłę złota lub wspaniały opal, to lepiej żebym był przy tym sam lub z niewielką zaufaną grupą. Jak jest dużo ludzi, gdy trafia się na prawdziwy skarb, to dzieje się z nimi coś dziwnego. Im mniej świadków takiego znaleziska, tym lepiej – powiada Jaś. Trudno się z nim nie zgodzić!

Z powodu konieczności wyjazdu w teren na sześć miesięcy w roku uważał, że nie jest dobrym kandydatem na męża. Poglądy w tej kwestii zmieniły się wraz ze spotkaniem Renatki, która ma nie mniej ciekawy życiorys. Rozpoczęła studia na wydziale anglistyki i zwiedziwszy kilka kierunków uniwersyteckich, uzyskała dyplom na wydziale mediów i komunikacji w Australii. Obroniła też pracę doktorską na temat kina polskiego na Macquarie University w Sydney.

opalmindedwieczormini

Czas biegnie nieubłaganie i nadchodzi pora pożegnania. Wznosimy toast znakomitym 2009 Moss Wood Cabernet Savignon, Margaret River. Wino ma, jak piszą znawcy tematu, głęboki czerwony kolor oraz uwodzicielski zapach czerwonej porzeczki i fiołków. Smakując je, myślę o losach dwóch kobiet, które wyruszyły przed laty w świat z małego miasteczka Łapy na Podlasiu, nad rzeką Narwią. Za sprawą Wielkiego Reżysera ich losy, jakże odmienne, a jednak naznaczone wspólnym miejscem urodzenia, splotły się nad rzeką Parramatta w Australii.

Renatko i Jasiu, dziękuję za zaproszenie do swojego domu, podzielenie się ciekawą historią rodziny oraz za niezapomniany wieczór.

Krystyna Knypl
https://sites.google.com/site/myjournalismkrystynaknypl/

Fotografie: Krystyna Knypl oraz https://www.facebook.com/media/set/?set=a.171072022967023.40985.168231853251040&type=1