Zakażenie emocjonalne

Krystyna Knypl

Jest to proces przenoszenia stanów emocjonalnych lub nastroju między ludźmi. Emocje są zaraźliwe – wiadomo od dawna. Uważa się, że pierwszy zwrócił na to uwagę Carl Gustav Jung w 1935 roku podczas jednego ze swoich wykładów. Wszyscy spotkaliśmy się z zaraźliwym śmiechem. To skądinąd sympatyczne zjawisko jest współcześnie wypierane przez zaraźliwą nienawiść. Wszystkie takie zjawiska są określane mianem zakażenia społecznego. Rozważania o zakażeniu społecznym były modne w XIX wieku, gdy debatowano o zbiorowych histeriach i psychozach.

Zakażenie społeczne obejmuje przenoszenie procesów behawioralnych, poznawczych i afektywnych. Koncentrując się na zagadnieniach związanych z afektem, konieczne jest odróżnienie emocji i nastroju. Uważa się, że nastrój jest zjawiskiem rozciągniętym w czasie, o niewielkim natężeniu, powstającym stopniowo. Trudno określić początek nastroju, jego największe nasilenie oraz zakończenie. Emocje zaś są krótkotrwałe, intensywne, mają wyraźny początek i zakończenie.

Odróżnia się więc zakażenie nastrojem i zakażenie emocjonalne. Oba stany zaliczane są do zakażenia afektywnego.

Stany zakażenia emocjonalnego mogą służyć komunikacji między ludźmi. Do niedawana badania nad zakażeniem emocjonalnym były przeprowadzane na niewielkich grupach i dlatego nie zawsze można było wnioski z nich rozciągać na większe grupy ludzi.

Klinicyści nie zajmują się szczęściem, a szkoda!

Klasycznie wykształceni klinicyści nie zajmują się szczęściem, jest ono poniżej ich naukowej uwagi. A powinni! Na łamach „British Medical Journal” w 2008 roku ukazało się doniesienie zatytułowane Dynamic spread of happiness in a large social network: longitudinal analysis over 20 years in the Framingham Heart Study http://www.bmj.com/content/337/bmj.a2338.abstract?ijkey=130f0b51ace2ebfa392108016931fb9f20cb6640&keytype2=tf_ipsecsha.

Zbadana na tysiące sposobów populacja miasteczka Framingham, niedaleko Bostonu, została poddana jeszcze jednej analizie przez Jamesa H. Fowlera z Department Political Science, University of California oraz Nicholasa A. Christakisa z Department of Health Care Policy, Harvard Medical School i Department of Sociology, Harvard University. Ciekawe że populacją Framingham zainteresowali się przedstawiciele nauk społecznych, a nie stricte medycznych, jak to było do tej pory.

Celem było sprawdzenie, czy uczucie bycia szczęśliwym może rozprzestrzeniać się z osoby na osobę w sieci społecznej i czy istnieją nisze szczęścia w obrębie tej sieci. Badaniem objęto 4739 osób w okresie od 1983 do 2003 r. Szczęście mierzono (tak!) w skali czterostopniowej oraz przez analizę zachowań. Okazało się, że gdy ktoś jest szczęśliwy, to jego przyjaciołom zamieszkałym w odległości nie większej niż 1 mila (1,6 km) też udziela się to uczucie i to o 25% bardziej czuje się szczęśliwy taki sąsiad. Podobnie ma się sprawa z współmałżonkami, rodzeństwem i najbliższymi sąsiadami – im też udziela się stan szczęśliwości. Nieszczęścia i frustracji nie badano, ale można sądzić, że te uczucia udzielają się na podobnych zasadach jako kategorie uczuciowe.

Epidemia otyłości

Wszyscy znamy to określenie, ale nie bierzemy pod uwagę jego zakaźnego charakteru. A może powinniśmy. Wskazuje na to inne badanie przeprowadzone na społeczności Framingham. Wyniki opublikowano na łamach „The New England Journal of Medicine” (N Engl J Med. 2007 Jul 26;357(4):370-9. Epub 2007 Jul 25). Doniesienie ma tytuł The spread of obesity in a large social network over 32 years, a autorami są N.A. Christakis i J.H. Fowler. Oceniano na grupie 12 067 osób w okresie od 1971 do 2003 r., czy BMI danej osoby ma jakiś związek z BMI jej rodziny, krewnych oraz przyjaciół. Okazało się, że ryzyko stania się osobą otyłą zwiększa się o 57%, gdy mamy grubasa w rodzinie lub wśród przyjaciół. Gdy nasz brat lub siostra cierpią na otyłość, nasze szanse na zostanie osobą otyłą rosną o 40%, a gdy wysokie BMI ma współmałżonek, to szanse na wzrost BMI u drugiego współmałżonka rosną o 37%.

Epidemia nastrojów udzielonych

Przedstawione badania dotyczyły zdarzeń z życia codziennego. Ktoś miał realny powód, aby być szczęśliwym i podzielił się wiadomością o swoim szczęściu z sąsiadem. Ktoś lubiący grillować zaprosił na wspólną degustację swojego sąsiada raz, drugi... i obaj popadli w nadwagę lub otyłość.

W dobie mediów masowych i internetu duża część naszego życia dzieje się w środowisku elektronicznym. I okazuje się, że tu również jest miejsce na zakaźne nastroje. Przekonano się o tym w sposób naukowy, testując użytkowników Facebooka (vide informacja na dole strony). Czy tylko Facebook posługuje się taką manipulacją? Nie! – odpowie każdy uczestnik życia społecznego w każdym kraju. Rządy manipulują opinią społeczną, mając na względzie swój interes.

Jako środowisko lekarskie codziennie doświadczamy manipulacji opinią społeczną na temat funkcjonowania systemu ochrony zdrowia. Skoro są dowody naukowe, a nie tylko przypuszczenia, że takie manipulacje są skuteczne, to najwyższa pora na podjęcie środków zaradczych.

Krystyna Knypl
internista

GdL 8_2014