Piękno z medycyną w tle

IMG 20190901 173707 500

Alicja Barwicka

Jest w historii ludzkich zachowań kilka elementów stałych. Poza niechęcią do płacenia podatków i dążeniem do nieśmiertelności człowiek chciał być zawsze nie tylko zdrowy, ale i piękny.

Starość w aspekcie fizycznym nigdy nie była pociągająca, a kobiety od zawsze nie czekając na starczą brzydotę starały się odmładzać, a swoją urodę nieustannie poprawiać. Zawsze też tak było, że część z nas nie dostrzegała swojego danego przez naturę piękna, a nieustanna praca nad „poprawkami” przynosiła wręcz opłakane rezultaty. W dzisiejszych czasach dość często widujemy maskowate, nienaturalnie zmienione twarze będące żałosnym efektem eksperymentów z poprawianiem urody. Jednak znacznie częściej cieszy nas widok twarzy z dyskretnym makijażem podkreślającym jedynie to, co w danej twarzy podkreślić należy, a tak się już od wieków utarło, że podkreślić należy oprawę oczu, bo to przecież „zwierciadło duszy”.

Medycyna z pięknem w tle

Badania i przekazy potwierdzają, że już cztery tysiące lat temu w państwie Sumerów podjęto się produkcji pierwszych, prymitywnych kosmetyków. Chociaż dbałość o urodę to sprawa powszechna, to tylko niektórym dane było z tego powodu przejść do historii, przy czym ostatecznym kryterium najczęściej był nie tylko wygląd twarzy czy fryzura, ale styl życia, osiągnięcia, troska o stan zdrowia i kondycję fizyczną.

Mityczna królowa Saba, która żyła przed około trzema tysiącami lat, chętnie stosowała na twarz maseczkę z mleka migdałowego, ale przecież jej osiągnięcia obejmują tak wiele aspektów życia, w szczególności politycznego, że gdyby nie one, pewnie byśmy o tej maseczce szybko zapomnieli. A tak, ten naturalny kosmetyk nadal jest podstawowym elementem wielu preparatów, których skład przez wieki tylko nieznacznie zmieniano.

Inna postać mityczna słynąca z piękna to nimfa Koronis. Jej uroda musiała być nadzwyczajna, skoro zakochał się w niej Apollo – bóg wielofunkcyjny (patron sztuki i poezji, przewodnik muz, bóg piękna, światła, życia, śmierci, zarazy, muzyki, wróżb, prawdy, prawa, porządku, łucznictwa, kawalerów, wieszczek, ale też lecznictwa i uzdrawiania). Nie wiemy, czym Koronis pielęgnowała swą urodę, ale do historii (również historii medycyny) i tak trafiła jako matka Asklepiosa – uznawanego do dziś za ojca medycyny. Pech Koronis polegał na tym, że już wcześniej była zakochana w śmiertelniku Ischysie. Będąc w ciąży z Asklepiosem i korzystając z nieobecności boskiego kochanka, zdradziła go z Ischysem. Apollo takiej zniewagi nie wybaczył i uśmiercono oboje. Klątwą został też obłożony biały kruk, którego zadaniem było pilnowanie Koronis. Za to, że zbyt długo myślał i nie zdążył z zawiadomieniem o zdradzie oraz że nie wykłuł natychmiast oczu Ischysowi – kruk zrobił się czarny (i tak zostało do dzisiaj). Apollo miewał jednak przebłyski litości i z podpalonego stosu pogrzebowego Koronis dzięki pomocy swojego przyrodniego brata Hermesa wydobył z (pewnie już nadpalonych) zwłok – żywe jeszcze dziecko, ratując przed śmiercią swego syna, późniejszego patrona nauk medycznych. Ten zapoczątkował nie tylko swoją wielką karierę medyczną, ale i ród „bogów medycyny”, jako że synami Asklepiosa byli sławni lekarze Machaon (internista) i Podaleirios (chirurg), a córkami boginie zdrowia Hygieia, Panakeia i Iaso, znające się na ziołach wzmacniających siły i lekach kojących. W starożytnym Rzymie Asklepios czczony był jako Eskulap. Podczas zarazy w 291 r. p.n.e. zbudowano mu świątynię na wysepce na Tybrze, a cesarz Klaudiusz wydał rozporządzenie nadające wolność każdemu niewolnikowi, który został tam uzdrowiony.

Nic dziwnego zatem, że pierwotny tekst inwokacji do przysięgi Hipokratesa brzmi: „Przysięgam na Apollina lekarza, na Asklepiosa, na Hygieię i Panakieię...”

Klasyczne piękno starożytnego Egiptu

W starożytnym Egipcie makijaż był bardzo popularny, a niektóre mieszkanki były (i nadal są) niekwestionowanym wzorem w zakresie pielęgnacji urody. Pożądana była jasna cera, dlatego starannie ją pielęgnowano, chroniąc przed słońcem. Skórę rozjaśniano między innymi ochrą, nadając jej blady odcień. Historia dbałości o urodę odnotowała przede wszystkim dwie wielkie królowe. Nefretete, do dziś uważana za ideał piękna, była wielką fanką kolorowych kosmetyków upiększających. Stosowała kredki i cienie do powiek oraz szminki (to właśnie w starożytnym Egipcie wynaleziono szminkę) oparte na naturalnych składnikach, m.in. ochrze. Usta w tamtych czasach kolorowano sproszkowanymi minerałami lub karminowymi barwnikami z wysuszonych mrówek i żuków.

Znacznie więcej wiemy o pielęgnacji urody przez Kleopatrę. Według zachowanych pośrednich źródeł (do dziś nie odkryto miejsca jej pochówku) nie była piękna z natury, ale bardzo zadbana, a to czyniło ją kobietą pociągającą. By zapewnić sobie młodzieńczy blask jasnej cery oraz miękką i gładką skórę, regularnie kąpała się w mleku z dodatkiem miodu i płatków róż. Mleko silnie nawilża skórę i sprawia, że jest ona gładka. Miód ujędrnia, działa antybakteryjnie, regeneruje oraz dostarcza wielu witamin oraz makro- i mikroelementów. Królowa uwielbiała otaczać się kwiatami. Szczególnie kochała róże. Ceniła ich zapach i właściwości pielęgnacyjne, a jednym z ulubionych jej kosmetyków była popularna i dzisiaj woda różana. Widocznie dobrze wiedziała, że taki naturalny tonik doskonale nawilża, odżywia i wygładza skórę, koi podrażnienia, działa przeciwzmarszczkowo i wzmacnia ścianę naczyń krwionośnych. Przemywała więc twarz wodą różaną, do kąpieli dodawała płatki róż, a skórę nawilżała olejkiem różanym. Inną cenioną przez Kleopatrę rośliną był aloes, który w formie naturalnego żelu traktowała jako kosmetyk ujędrniający przed zastosowaniem maseczki z krzemionki lub ze złota. Dziś nauka potwierdziła dobroczynne dla skóry działanie tych substancji, a kosmetyki zawierające złoto są cenione za działanie przeciwzmarszczkowe, regeneracyjne, niwelujące obrzęki i przebarwienia. Kleopatra znała potęgę zapachów, a przyprawy oraz kwiaty sprowadzano dla niej nawet z Indii. Będąc sprytną uwodzicielką, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że zapach działa jak afrodyzjak. Specjalnie dla niej stworzono mieszankę róży, kadzidła, cyprysów i mirry. Podobno to właśnie piękny, zmysłowy zapach sprawił, że skradła serce Marka Antoniusza. Skrapiała perfumami również przedmioty wokół siebie, a cały jej dwór pachniał kadzidłem, żywicą i kwiatami. Ponieważ najbardziej charakterystycznym elementem ówczesnego makijażu były mocno podkreślone oczy, to również Kleopatra stosowała na skórę powiek ciemny barwnik będący naturalnym kosmetykiem znanym w świecie arabskim oraz w Indiach, a pozyskiwanym w zależności od regionu z minerałów, ziół i sadzy powstającej w wyniku spalania określonych gatunków roślin, często z dodatkiem olejów roślinnych i naturalnych pigmentów. Ten starożytny kosmetyk miał za zadanie nie tylko wydobyć piękno oczu, ale też chronić przed obrzękiem powiek oraz przed stanami zapalnymi brzegów powiek i spojówek.

Recepty na koktajle piękności

Czas płynął, kosmetyki (ciągle bez parabenów, stabilizatorów i konserwantów) ulepszano, bo popyt na nie stale wzrastał. Rzymska cesarzowa Poppea (najpierw kochanka, a potem druga żona Nerona) była znana jako piękna, wyrachowana kobieta, a niektóre jej zabiegi pielęgnacyjne zyskały wielką sławę, zwłaszcza że traktowała je jak rytuał. Co ciekawe, przeszła do historii nie tyle jako współwinna zabójstwa matki Nerona – Agrypiny Młodszej, ale bardziej jako fanka kąpieli w mleku, zwłaszcza oślim. Podobnie wiele wieków później zachowywały się: Maria Antonina, która do mycia ciała używała świeżej maślanki, a także muza Chopina pisarka George Sand, która kąpała się w wodzie z dodatkiem mleka, soli i miodu. Zachował się przekaz o Katarzynie Medycejskiej, która do mycia twarzy stosowała płyn zawierający sok z ogórków. Receptura, wraz z wieloma wskazówkami dotyczącymi pielęgnacji urody zaczerpniętymi głównie z bogatego doświadczenia medycyny arabskiej, została spisana przez św. Hildegardę, a wiele z tych preparatów w prawie niezmienionej formie (z ogórkowym płynem do mycia twarzy włącznie) jest do dziś używanych w południowej części Francji. Inny sposób pielęgnacji twarzy preferowała z kolei Maria Stuart, która do mycia używała wyłącznie białego wina.

Kanony piękna zmieniały się z wiekami, ale dla wpływowych kobiet uroda była zawsze niezwykle ważna, czego przykładem może być cesarzowa Elżbieta Bawarska, znana bardziej jako Sissi, u której dbanie o urodę szybko przerodziło się w obsesję. Przestrzegała przede wszystkim dość radykalnej diety (według wielu badaczy była anorektyczką) i bardzo dbała o kondycję fizyczną. Codziennie jeździła konno, a w jednym z pałaców zainstalowano profesjonalny sprzęt do ćwiczeń (pierwsza sala gimnastyczna na dworze cesarskim!) regularnie wykorzystywany przez cesarzową. Nieustanna, ale i nieprzynosząca satysfakcji dbałość o zachowanie urody w połączeniu z obiektywnymi dramatami rodzinnymi potęgowały zgorzknienie Sissi. Od wieku średniego nie pozwalała się fotografować ani portretować. Stroniła od ludzi, a jeśli już pojawiała się publicznie, miała zawsze zasłoniętą twarz. Zachowane portrety przedstawiają więc cesarzową jedynie w okresie młodości.

Hollywood – producent wzorców piękna

Lata pięćdziesiąte XX wieku były dla prostych dziewczyn bardzo trudne. Chciały być wszystkie tak wzorcowo piękne jak wspaniałe gwiazdy filmowe złotego wieku Hollywood, ale te gwiazdy były tak liczne, a filmy z ich udziałem tak wspaniale reklamowane, że nie sposób było sprostać wszystkim określonym przez producentów filmowych kanonom piękna. Świat został podporządkowany pięknym, młodym gwiazdom, przy czym nikogo nie obchodziło, jakimi są ludźmi i jakie mają problemy, ważny był wygląd. One zresztą o tym wszystkim doskonale wiedziały i realizowały swoje wizerunki zgodnie z nakreślonym scenariuszem. Dziś wiemy o życiu tych kobiet znacznie więcej, także to, że wbrew obowiązującej w tamtym czasie obiegowej opinii często były to osoby nieszczęśliwe. Wiele z nich zapisało się na trwale na kartach historii, nie tylko historii kina. Niech naszą listę otworzy Marilyn Monroe, wystylizowana na oszałamiającą blondynkę przyciągającą każde spojrzenie swoją zaokrągloną figurą. Aby utrzymać taki wygląd, trenowała z ciężarkami i przestrzegała wysokoproteinowej diety. W 1952 roku w magazynie „Pageant” przedstawiła jedną ze swoich recept na utrzymanie figury: podgrzej szklankę mleka, dodaj dwa surowe jajka, wymieszaj widelcem, a potem wypij ten mleczny koktajl, ubierając się rano. Wykonując makijaż, szczególną uwagę przykładała do podkreślenia oprawy oczu i aby je optycznie powiększyć, używała na dolnych powiekach białej kredki.

Z kolei naturalna piękność jaką była Grace Kelly, aktorka i księżna Monako, dbała szczególnie o dobre nawilżenie dłoni, ponieważ była przekonana, że to one zdradzają wiek kobiety. W tym celu kilka razy dziennie stosowała krem nawilżający. Żeby jej twarz wyglądała świeżo, a policzki miały zdrowy koloryt, używała chętnie dwóch rodzajów różu: jaśniejszego na policzkach i nieco tylko ciemniejszego w okolicach skroni.

Inna piękność tego okresu – Rita Hayworth przywiązywała dużą wagę do wyglądu włosów. By były zdrowe i błyszczące, gwiazda Gildy zawsze po umyciu aplikowała na ich końcówki odrobinę oliwy z oliwek. Potem zawijała włosy w ręcznik na 15 minut i spłukiwała je dokładnie gorącą wodą z sokiem z cytryny.

Ulubienicą wielu nastolatek tego okresu była Audrey Hepburn, preferująca raczej dyskretny makijaż, ale oprawę oczu podkreślała zwykle wypielęgnowaną linią brwi i pokrytymi kilkoma warstwami tuszu rzęsami.

Zupełnie inny kanon piękna prezentowała znana wszystkim kobieta o fiołkowych oczach, czarnych włosach i porcelanowej cerze – Elizabeth Taylor, która zawsze podkreślała, że przede wszystkim dobry sen zapewnia promienny wygląd. Widocznie jednak nie w pełni była o tej prawdzie przekonana, bo dla uzyskania szczególnego blasku skóry goliła twarz, by usunąć tzw. dziecięcy meszek i warstwę martwych komórek nabłonka. Jej oczy miały wyjątkowy odcień fiołków, a gęste brwi i rzęsy nadawały oprawie szczególnie piękny charakter. Potrafiła wykorzystać atuty swojej nieprzeciętnej urody nie tylko w filmie, ale i na polu producenckim, gdyż stała się jedną z pierwszych celebrytek, które wprowadziły na rynek swoje perfumy. Określano ją mianem „matki gwiazdorskich zapachów”. Jako pierwsze pojawiły się w 1987 roku perfumy Passions, lecz największy sukces odniosły White Diamonds (miłość Elizabeth Taylor do diamentów była powszechnie znana).

Inna, bardzo przez fanów kochana brunetka – Sophia Loren ma dzisiaj sporo ponad 80 lat, wygląda nadal świetnie, bo jak twierdzi, najlepszym zabiegiem kosmetycznym jest po prostu dobre życie i bycie szczęśliwą. Na wszelki wypadek stosuje jednak również alternatywne sposoby zachowania urody i w tym celu między innymi rozdrabnia liście mięty i kładzie je pod oczami, by zniwelować „wory” i zawsze wyglądać na zdrową i wyspaną. Za każdym razem gdy bierze kąpiel, dodaje do wody kilka kropel oliwy z oliwek po to, żeby jej skóra była dobrze nawilżona.

#

Współczesna kobieta ma do dyspozycji ogromny wybór kosmetyków, ale producenci wyposażyli je w całe mnóstwo związków chemicznych (głównie stabilizatorów i konserwantów) nie zawsze dla skóry bezpiecznych, zwłaszcza przy wieloletnim miejscowym stosowaniu. Uważajmy na składy chemiczne preparatów, na ich daty przydatności do użycia. Pamiętajmy o ryzyku wystąpienia reakcji alergicznej, zwłaszcza przy kosmetyku nieznanym, zastosowanym po raz pierwszy. Alergicy powinni szczególnie uważać na kleje mocujące sztuczne rzęsy, chociaż ze względów bezpieczeństwa każdy kosmetyk u tych osób powinien być najpierw przetestowany, by uniknąć przykrych następstw reakcji uczuleniowej. O urodę warto dbać dla zdrowia czy chociażby dla poprawienia samopoczucia. Przykładów jak to robić mamy w historii całe mnóstwo. Szykując się więc na uroczystą świąteczną kolację czy sylwestrowy bal, trzeba dokonać przeglądu zarówno metod pielęgnowania urody, jak i dostępności produktów. Problemem może być co prawda zdobycie oślego mleka, ale są przecież inne rodzaje mleka, ogórki, miód czy oliwa. Damy więc radę!

Alicja Barwicka
okulistka

Fot. Mieczysław Knypl

GdL 12_2019