Zmierzch południa

Krystyna Knypl

Biorę na przechowanie ludzkie lęki
Smugą cienia podążające za mną,
Niedające się oswoić ani pomniejszyć.

Zwalczam polimorficzny gen służebności,
Nienaturalnie wybujały i patologiczny,
Wyhodowany na zbyt częste okazje.

Zdrowy egoizm skrywam chorobliwie,
Chowam go przed światem ze wstydem,
Niczym łokcie z przetartym ubraniem.

Odczepiam cień na krótką chwilę,
Jedynie w samo południe.

Niczym samotny rewolwerowiec
Idę pustą drogą, wypatrując,
Kto skrywa się za zamkniętymi oknami.

Nie możesz chybić! – wołają zza zasłon.

Banalne rady z wyprzedaży idei,
Która potrwa nie dalej niż do jutra.

zmierzchpoludni660

GdL 8_2012