Po dyżurze

Pamięć i jej wspomagacze

Alicja Barwicka

Ciąg dalszy losów rodzin Kowalskich i Stefańskich; poprzedni artykuł z tej serii  ma tytuł Cykl rozwojowy drzewa genealogicznego https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/2032-cykl-rozwojowy-drzewa-genealogicznego

#
Pamięć to tylko jedna z wielu funkcji ludzkiego umysłu dotycząca zdolności poznawczej do przechowywania, magazynowania i odtwarzania informacji o doświadczeniach. Z punktu widzenia przetwarzania informacji nasz mózg je najpierw zachowuje, następnie magazynuje i ostatecznie umożliwia ich rozpoznawanie i odtwarzanie. Można wyróżnić trzy typy pamięci: sensoryczną (ultrakrótką, trwającą ok. 0,5 sekundy), krótkotrwałą (świeżą, operacyjną) i długotrwałą. Część informacji z pamięci sensorycznej przedostaje się do pamięci krótkotrwałej, w której następuje analiza i interpretacja danych. Jeśli mózg uzna, że są to ważne informacje, może je zapisać w pamięci długotrwałej. Pamięć długotrwała jest niezwykle pojemna, ale i tak z łatwością odnajdziemy w niej obrazy z całego naszego życia. To tu szukamy wspomnień z dzieciństwa, to w niej przechowujemy obrazy osób bliskich, to tam siedzą nasze emocje, które towarzyszyły mniej ważnym i tym najważniejszym wydarzeniom. Ale pamięć długotrwała to nie jest wcale przysłowiowy „worek bez dna”. Ma swoje konkretne pliki i foldery i panuje w niej absolutny porządek. Należy pamiętać, że mózg to złożona sieć miliardów komórek nerwowych, z których każda komunikuje się z tysiącami innych za pomocą połączeń zwanych synapsami. Te wyspecjalizowane przestrzenie funkcjonalnej komunikacji dopóki żyją, chronią zasoby naszej pamięci i potrafią z niej wydobyć nawet najbardziej ukryte informacje.


Jaki jest cel zbierania pamiątek?


W obszarze długotrwałej pamięci świadomej trzeba wyróżnić pamięć semantyczną, która przechowuje fakty niezależnie od kontekstu i pamięć epizodyczną która gromadzi różne informacje powiązane ze sobą odnoszące się do konkretnego wydarzenia. W ich odtworzeniu i odnalezieniu wzajemnych połączeń pomagają nam zbierane przez lata pamiątki. Nie myślimy o nich często. Zwykle leżą gdzieś w pudłach i odkrywamy je przypadkowo lub przy robieniu domowych porządków. Przez lata nabierają wartości i stają się coraz bardziej osobiste. Coś, co kiedyś było niewiele znaczącym przedmiotem, po latach może stać się ważnym symbolem, czy nawet rodzajem rodzinnej relikwii. W naszych domach jest wiele przedmiotów, które mogą wspomagać pamięć odnoszącą się do minionych dni, do rodzinnych opowieści, rodzinnych spotkań, do rozmaitych obrazów własnego dzieciństwa i do konkretnych wydarzeń. Przywołują czasy nieraz bardzo odległe, znane nam być może tylko z opowiadań dziadków, ale i fakty sprzed roku, o których w nawale codziennych trosk już zaczynamy zapominać. Spośród tych ”wspomagaczy pamięci” największą, choć wcale nie jedyną grupę przedmiotów stanowią fotografie.

Dokumentacja fotograficzna


Brak opisu.

W rodzinie Basi i Stanisława zbiór rodzinnych pamiątek narastał przez lata w imponującym tempie. Rodziny każdego z małżonków były przecież liczne, więc i zbiór rozmaitych przedmiotów ciągle się powiększał. Dominowały fotografie, zwłaszcza, że Basia darzyła je wielkim sentymentem i starannie przechowywała. Dbała też, by dzieciństwo czwórki dzieci było na bieżąco dokumentowane, a zbiór aktualizowany. W dobie „przed komputerowej” królowało pisanie listów, stąd Basia i jej cztery siostry bardzo często wymieniały się korespondencją, zawierającą zawsze aktualne zdjęcia. Ponieważ w płockim domu na czas zdobywania lub poszerzania wiedzy zawsze pomieszkiwał ktoś z młodszego rodzeństwa gospodarzy, to dokumentacja fotograficzna trafiała do bliższej lub dalszej rodziny rozsianej po kraju i nie tylko. Rodzinna emigrantka –Tekla bardzo do rodziny tęskniła i nieustannie dopominała się aktualnej (i udokumentowanej) wiedzy, co też jej na bieżąco zapewniano. W rodzinie Stanisława z oczywistych powodów ekonomicznych nie było fotograficznych tradycji, ale Basia już zadbała, by swoje ukochane szwagierki Ircię i Zosię taka pasją zarazić. Wszystkie trzy darzyły się ogromną sympatią, widywały się kiedy tylko miały okazję, a częsta wzajemna korespondencja wypakowana zdjęciami zajmowała w torbach listonoszy wiele miejsca. Fotografowano więc dużo i często, stąd między innymi bogaty zbiór nie tylko wakacyjnych aktywności dzieciarni, ze szczególnym uwzględnieniem zawiązywanych przyjaźni, letniego szaleństwa w Staroźrebach, wycieczek i wędrownych obozów.


Książki, które ocalały

Zdjęcia książek i ogłoszeń oraz jeśli się któreś nada (oba zdj są bardzo marne) to jedno z dwóch zdjęć podpisu Antoniego Kowalskiego. Nieco mniejszym zbiorem rodzinnych pamiątek są książki. Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale nie zawsze były łatwe do zdobycia. W całkiem niedawnych latach 80- tych XX wieku były prawie niedostępne, zdobycie więc poszukiwanych pozycji graniczyło często z cudem. O ile warto się zachwycać niektórymi niezwykle pięknymi współczesnymi wydaniami, to nic nie może zastąpić emocji korzystania z książki blisko stuletniej, która była czytana przez naszych dziadków i z pewnością była dla nich ważna, skoro dołożono tylu starań by nie zaginęła podczas zakrętów historii.

Brak opisu.


Zbiory mniejsze, ale też ważne

Odrębną i znacznie mniej liczną grupę pamiątek stanowią wydawałoby się niepozorne przedmioty codziennego użytku, które jednak kojarzą się z konkretnymi osobami i przywołują pamięć konkretnych wydarzeń i przyzwyczajeń. Taką rolę w płockiej rodzinie pełni np. mająca ponad 100 lat łyżeczka Zdjęcie łyżeczki z cukiernicy Marty Kowalskiej (może zresztą jeszcze Oczkiewicz?) z wizerunkiem dziewczynki w okularach. Zawsze wierzyłam w opowiadanie babci, że to obraz małej Halinki (pewnie była w tym wieku, kiedy spotkała ją wojenna fala nieszczęść), chociaż dziś nie jestem już taka pewna czy to faktycznie jej wizerunek. Jeszcze starszy jest robiony szydełkiem przez moja prababcię Michalinę Kowalską piękny biały obrus, Zdjęcie obrusa który o dziwo zachował się w świetnej formie. Również stuletni akordeon, który uświetniał wieczory rodziny Stefańskich w dworskich czworakach też formy nie stracił i ma się całkiem nieźle. Ofiarowane najstarszemu wnukowi wojenne odznaczenia Antoniego Kowalskiego dawno już zaczęły swoje drugie stulecie i napawają dumą kolejne pokolenia wnuków i prawnuków. Co prawda ukochana popielniczka Stanisława Zdjęcie popielniczki jest znacznie młodsza i ma tylko ponad pół wieku, ale jest przecież szklana, więc trzeba o nią dbać wyjątkowo. Jeszcze młodsze są rodzinne pamiątki z wydarzeń politycznych, np. odezwa do studentów przed wybuchem zrywu z marca 1968 roku, czy biało czerwona opaska noszona podczas stanu wojennego.


Rodzinne relikwie

Są ponadto w każdym domu pamiątki absolutnie szczególne, traktowane jak rodzinne relikwie. W rozrastającej się nadal rodzinie Basi i Stanisława taki status ma różaniec wykonany przez Martę Kowalską z chleba i nici wyprutej ze swetra. Zdjęcie różańca Powstał podczas niemieckiej okupacji w czasie jej uwięzienia w 1942 roku we Wronkach. Równie dużą wartość pamiątkową ma niewielki medalik, który w 1934 roku dwunastoletni Gerwuś podarował swojej mamie.

Brak opisu.

Mimo upływu lat wszystkie te pamiątki nie zaginęły, są z nami i przy coraz szybszym tempie życia ciągle przypominają, że „nie rzucim ziemi, skąd nasz ród”. Na świat przychodzą kolejne rodzinne dzieci. Uczymy je naszych rodzinnych korzeni, pokazujemy wartość słowa ród. Uczulamy kolejne pokolenia na wartość rodzinnych pamiątek. Wskazujemy na piękno rodzinnego kraju. Pokazujemy jak dziadkowie i pradziadkowie udowodnili, że mezalians może być wspaniałym początkiem powstania kolejnego rodzinnego drzewa. Niech więc to okrzepłe już przecież drzewo o mocnych korzeniach trwa nadal i nie poddaje się wichrom i zawieruchom losu.

Brak opisu.

Alicja Barwicka

GdL 9/2022

AI-Nokio ponownie odwiedza księdza

Beata Niedźwiedzka

Odcinek 11

Poprzedni odcinek https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/2033-ainokio-spotyka-pracownika-korporacji

Dach kościoła błyszczał w porannym słońcu, a jego wieżyczki tak jak dwie ręce w modlitwie wnosiły się do nieba w błagalnym geście.

AI-Nokio stał pod drzwiami . Miał sporo pytań, na które szukał odpowiedzi. Był tu dokładnie  3 tygodnie temu i wiele od tego czasu zdarzyło się w jego życiu.

Powoli nacisnął klamkę i wszedł. W kościele panował półmrok, tak jak za pierwszym razem. Odszukał skuloną postać. Ksiądz modlił się. AI-Nokio usiadł obok. Po chwili ksiądz podniósł wzrok i spojrzał na AI-Nokio.

- A więc jesteś? - powiedział ściszonym głosem ksiądz.

Jestem. Przyszedłem. Od naszej rozmowy minęły 3 tygodnie, a tak wiele się zdarzyło. Zaczął opowiadać o szkole, o dwóch nauczycielkach, z których każda z nich zachowywała się zupełnie inaczej. O Janku, przyjacielu z podwórka. O pani z Urzędu i Inspektorze do spraw Narodzin i Śmierci . Wreszcie o sprzedawcy złudzeń i Konradzie. Dużo tego było. Opowiadał i opowiadał. Trochę nieskładnie, trochę za szybko . Po prostu wyrzucał z siebie to co się zdarzyło i zdarzyć miało. Sukcesy i porażki. Próby odpowiedzi na pytania i wątpliwości.

- Dobrze zacząłeś - rzekł ksiądz po namyśle.

- Słucham ? Dlaczego ksiądz tak myśli? - zapytał AI-Nokio.

- Po pierwsze określiłeś  dla siebie cel. Człowieczeństwo. I idziesz konsekwentnie do celu. Zobacz żadna z osób z którymi się spotkałeś nie miała celu. Żyła unoszona prądem życia od zdarzenia do zdarzenia, od świtu do nocy, o jednego – trzeba to zrobić do drugiego trzeba to zrobić.

- Po drugie szukasz prawdy. Nie mówisz jestem myślący niezależnie, jestem wspaniały, ale chcesz zobaczyć jak z tobą jest naprawdę. Nie wierzysz pojedynczym osobom takim  jak pani od polskiego czy matematyki, ale chcesz dociec tego. Doświadczyć.

- Z prawdą jest jak z różą przeglądającą się w lustrze. Róża może być piękna, a lustro odda jej piękno, ale ważne jest by lustro było czyste, niczym nie pobrudzone, ani porysowane o potłuczeniu nie wspominając. Tak jak człowiek jeśli ma oczekiwania, uprzedzenia, obawy czy kieruje nim ideologia nigdy w sposób prawdziwy nie odda rzeczywistości, ponieważ zobaczy ją taką jakiej szuka lub jakiej się boi. Pamiętasz bajkę Andersena o Kaju i Gerdzie , w której diabelskie lustro stłukło się i kawałki tego lustra wpadły ludziom do oka? Od tej pory ludzie widzieli tylko zło i zdeformowany otaczający świat. Znasz tę opowieść? Pamiętasz?

- Czy to dlatego niektórzy, na przykład pani od polskiego, tak mnie nie znosiła? - zapytał AI-Nokio.

- Nie tylko to . Ludzie mają swoje własne historie, o których ty nie wiesz i prawdopodobnie nigdy się nie dowiesz. Zranione miejsca, które gdy dotkniesz nawet przypadkiem bardzo bolą. Tak bolą, że aż ci ludzie nie potrafią tego znieść. Także i ciebie, bo przypominasz im ból, który wciąż boli począwszy od tego zranienia.

- Albo być może budzisz i drażnisz w nich ich demony: chciwości, gniewu, przerażenia, zazdrości i zawiści, pogardy w tym pogardy dla siebie samego. Tego też nie potrafią znieść. W dodatku Ci, którzy czegoś pożądają patrzą na świat i ciebie pod kątem tego  czy ty jesteś tym kto może im to dać lub pomoże im to osiągnąć. Mówią, że złodziej nawet u świętego widzi tylko kieszenie.

- Więc drogi AI-Nokio, mój przyjacielu, widzisz, że to nie  jest takie proste.

- Opinia ludzi o zepsutych oczach nie jest wiarygodna - kontynuował ksiądz.

- Patrz to komu wierzysz i w co wierzysz określi twój los, a nawet może kosztować cię życie, gdy dasz się namówić narkomanowi na ten jeden raz czy wsiądziesz do samochodu pirata drogowego. Dlatego bądź uważny. Masz dużo do zyskania i dużo do stracenia. Nawet wszystko.

- A sobie? Mogę wierzyć sobie? - zapytał AI-Nokio.

- Można sobie wierzyć, ale pod warunkiem, że jesteś obiektywny. We własnej sprawie rzadko kto jest obiektywny. Ale możesz, a nawet powinieneś starać się być prawdziwym i nie okłamywać się. Pamiętaj nigdy nie okłamuj siebie.

- Żyj tak, żeby mówić to co myślisz, ale nie wszystko co myślisz.  Czyń to co mówisz. I bądź uczciwy wobec własnych uczuć. Żyj prawdziwie. Nie udawaj.

- Jeśli będziesz udawał, nie będziesz żył naprawdę i wtedy nie będziesz miał prawdziwych relacji z ludźmi . To będą wtedy relacje kogoś kogo nie ma, kogoś wymyślonego i wszystko będzie teatrem, a ty tylko aktorem. Aktorem i niczym więcej.

- Pamiętaj, że tylko prawda jest interesująca, nie jej podróbki.

- To co mi się bardzo spodobało w tej opowieści to to, że ty właśnie miałeś odwagę by pytać, czuć, mówić o sobie żyć prawdziwie, bez maski. Być sobą. Miałeś odwagę zmierzyć się z prawdą i nie uciekłeś przed nią. Żyj w taki sposób dalej - zakończył ksiądz.

Beata Niedźwiedzka

GdL 9/2022

AI-Nokio spotyka pracownika korporacji

Beata Niedźwiedzka


Odcinek 10

Poprzedni odcinek: https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/2027-ainokio-na-wizycie-u-inspektora

AI-Nokio chodził po parku rozmyślając. Chodził i myślał. Nie zauważał spieszących się ludzi, ani bawiących się dzieci. Obojętne mu były nawet psy, które zażarcie szczekały na niego. Każdy z mijających go przechodniów wiedział kim jest, a on AI-Nokio ? Nie. Może to rzeczywiście prawda, że jest cyborgiem – takim pół robotem, pół człowiekiem…. Hmm… To strasznie nie wiedzieć nic o sobie.
Więc AI-Nokio chodził i chodził, tak jakby chodzenie mogło mu przybliżyć prawdę. Myślał i analizował każdy szczegół z przeszłości. Wreszcie zaczął zapadać zmrok, a on zorientował się że jest w nieznanej części parku, w której nigdy do tej pory nie był.
- Hej, hej - gdzieś zza pleców rozległ się głos.
AI-Nokio odwrócił się i wśród drzew zobaczył plac zabaw i huśtającego się człowieka. Właściwie był to mężczyzna, miał około 40 lat, o niskiej, ale szczupłej sylwetce. Machał do niego ręką.
- AI-Nokio zdziwił się, bo nie przypominał sobie, by kiedykolwiek się wcześniej widzieli. Nie chciał być jednak niegrzeczny i machając przyjacielsko podszedł bliżej
- Cześć mam na imię Konrad przedstawił się nieznajomy, a ty?
- A ja AI-Nokio - odpowiedział.

- Co tu robisz na tej huśtawce tak późno wieczorem?
- Nie widzisz ? Huśtam się… ławeczka na której siedział Konrad poszybowała w górę i głośnym skrzyp, skrzyp potwierdziła fakt huśtania.
- Ale dlaczego huśtasz się? Jak dzieci… Jesteś przecież dorosły…. Nie masz nic do zrobienia w domu? I dlaczego tak późno?
- Nie rozumiesz - przerwał Konrad. Ja po prostu kocham to. Gdy ławka idzie do góry czuję jakbym mógł zaraz dotknąć nieba, a jak spada w dół wyobrażam sobie, że jestem w najlepszym na świecie rollercoasterze. Gdy huśtam się czuję wiatr we włosach. To takie piękne. Patrz tam…
Wskazał ręką na miejsce między drzewami gdzie siedział chłopak, w wieku gdzieś około 15 lat, który wyraźnie cieszył się i klaskał, gdy ławeczka huśtawki podnosiła się.
- To jest Wiesiek - wyjaśnił Konrad. Wiesiek ma zespól Downa. Nie miał szczęścia. Urodził się w bogatej rodzinie, która się go wstydzi i dlatego mieszka tu niedaleko; w zakładzie. To dobry chłopak, pomaga każdemu. I nie jest głupi. Ma swój rozum i wie co to jest wolność.
- Popatrz jeszcze tam - AI-Nokio podążył wzrokiem za ręką i zobaczył małego, szarego psa z zakręconym ogonem. Jego głowa wędrowała w górę i w dół w rytmie ruchów huśtawki, a ogon z werwą młócił trawę.

- To Dżeki, bezpański i bezdomny pies. Żywi się tym co znajdzie w śmietniku i co ludzie rzucą z litości. To moi przyjaciele. Zawsze tu przychodzą i mi towarzyszą. A jestem tu już codziennie od 10 lat. Patrz jak cieszą się ze mną. Jak na mnie patrzą. Oni jedyni mnie widzą.
- Jasne - odpowiedział AI-Nokio, nie podzielając entuzjazmu rozmówcy.

- Powiedz mi, przychodzisz tu codziennie i jak mniemam na kilka godzin, czy Ty nie jesteś aby uzależniony?
Konrad z impetem zatrzymał huśtawkę i spojrzał swojemu rozmówcy w oczy.

- Może i tak … drogi przybyszu, może i tak. Nie potrafię z tego zrezygnować, bo ja tu naprawdę istnieję, tylko tu, nigdzie indziej mnie nie ma.
- Wiesz pracuję w pewnej firmie. Tam nikt z nas nie istnieje. Są tylko procedury. Jesteśmy jak wystandaryzowane roboty. Powiedzmy przyjdzie klient. Muszę wtedy powiedzieć:

- Dziękuję, że pan wybrał naszą firmę i obdarzył nas zaufaniem. W czym mogę panu pomoc?. Mam nadzieję, że spełnię pana oczekiwania.

- Następnie mam przytakiwać i potakiwać, przymilać się jak kot, który pożąda świeżego mięsa. Uśmiechać się od ucha do ucha i wykorzystywać wszystkie techniki dobrej komunikacji. Czasem to co chce klient jest po prostu niemożliwe, albo niemożliwe w cenie, którą chciałby zapłacić. To tak jakbyś chciał kupić samochód w cenie dwóch jabłek. Hmmm wiesz nie mogę tak po prostu powiedzieć, że to niewykonalne. Muszę kluczyć i kluczyć bez przerwy się uśmiechając aż klient zrozumie i poczuje się szczęśliwy. To wszystko jest tak strasznie trudne….
- Nie wiem czy robot by to potrafił - zadumał się AI-Nokio, ale Konrad nie usłyszał tego i kontynuował

- Poza tym zabierają ciągle miejsca pracy w ramach robotyzacji. Ostatnio pożegnaliśmy panią Jadzię. Robiła nam ciepłą herbatę czy kawę i sprzedawała bułeczki. A tu nagle pani Jadzia płacze, bo jest już stara i nie znajdzie nowej pracy. W jej małym sklepiku rozpanoszył się robot robiący napoje. Poszliśmy wszyscy do managera. Pani Jadzia jest za droga. A robot Marek jest tani. Pracuje 24/7 i nie wymaga urlopu ani nie choruje. Nie dało się przekonać kierownictwa. Po tygodniu robot Marek się popsuł, a my przynosimy kawę w termosach. Pani Jadzia już nie wróciła. Usłyszeliśmy, że tu jest praca, a nie kawiarnia.

- A poza pracą? Nie masz życia poza pracą?- spytał cicho AI-Nokio. Konrad spojrzał ze smutkiem.

- Popatrz na Perfect City. Ludzie harują do późna wieczór. Pracują ponad swoje możliwości. Po pracy nie mają ani czasu ani ochoty, ani nawet siły na coś innego. Jedyne co robią to imprezy , szybkie randki czyli to samo co huśtanie. By choć przez chwilę poczuć, że istnieją, ale czy to jest życie? Ja innego nie znam - odpowiedział Konrad ze smutkiem w głosie.

Następny odcinek https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/2039-ai-nokio-ponownie-odwiedza-ksiedza

Beata Niedźwiedzka

GdL 8/2022

Cykl rozwojowy drzewa genealogicznego

Alicja Barwicka

Ciąg dalszy losów rodzin Kowalskich i Stefańskich; poprzedni artykuł z tej serii  ma tytuł ”Rodzinna polityka mieszkaniowa”, poprzedni odcinek https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1966-rodzinna-polityka-mieszkaniowa

Wydawać by się mogło, że przełom XX i XXI wieku zaznaczony spokojem i powolnym wymazywaniem ze zbiorowej pamięci okresu dwu strasznych światowych wojen i późniejszego komunistycznego zniewolenia przerodzi się już tylko w trwający coraz dłużej dobrobyt. Tymczasem historia znowu sobie z nas zakpiła. Zupełnie nieoczekiwanie przyszła pandemia COVID-19, a kiedy wydawało się, że już powoli wygasa, pojawiły się nowe mutacje wirusa. Spowodowało to ponowny wzrost zachorowań, chociaż ich przebieg był już zdecydowanie mniej dramatyczny niż przy pierwszych falach epidemii. W noworocznych postanowieniach na 2022 rok zaczęły dominować wakacyjne plany bez maseczek, certyfikatów i przymusowych covidowych izolacji. Niestety, stanowiły priorytet tylko niespełna 2 miesiące, bo szybko zeszły na plan dalszy wobec wybuchu wojny na Ukrainie i konieczności szybkiego organizowania pomocy wojennym uchodźcom. Chociaż wszyscy liczyliśmy na szybkie rozprawienie się z agresorem, to realia znowu nas zaskoczyły, bo toczące się tuż za naszymi granicami działania wojenne, dopiero nabierały rozpędu. Powoli zaczęły się globalne problemy gospodarcze, lawinowo rosła inflacja, a na światowej arenie politycznej zaczął tu i ówdzie dochodzić do głosu agresywny język wzajemnych oskarżeń i roszczeń. Przeciętne polskie rodziny musiały się jakoś w tej rzeczywistości odnaleźć i chociaż to zadanie niełatwe, to przecież możliwe, co potwierdzają doświadczenia ostatnich dziesięcioleci.

Najważniejszy jest priorytet

Ponieważ rodzin idealnych nie ma, to również ta, założona jesienią 1947 roku przez Basię i Stanisława poza niewątpliwymi zaletami miała także swoje wady. Kiedy po krótszych przystankach w Człuchowie i Toruniu osiedlono się ostatecznie w Płocku, codzienne kłopoty trwały dalej. Rodzina powiększyła się o najmłodszego Andrzejka i liczyła już sześć osób. W latach powojennych panowała w kraju nie tylko bieda, ale przede wszystkim komunistyczny terror. Trzeba było uważać na każdą wypowiedź, bo zacytowanie przed dzieci chociażby w przedszkolu wyniesionych z domu niewłaściwych treści mogło się skończyć wielkimi kłopotami. Młodzi rodzice doskonale pamiętali niedawne lata wojny i byli świadomi, że jakkolwiek w zmienionej formie, to jednak wojna trwała nadal. Może właśnie dlatego za wszelką cenę chcieli dać dzieciom stabilne poczucie bezpieczeństwa i dokładali wszelkich starań by to właśnie stanowiło podstawę funkcjonowania ich rodziny. 

Rytuał na trudne czasy

Aktualną wiedzę o sytuacji politycznej czerpano z wiadomości radia Wolna Europa. Dzieci trzymano na sporą odległość od bieżących wydarzeń politycznych, chociaż przekazywano im  w odpowiednio bezpiecznym zakresie prawdę historyczną i idee patriotyzmu, przygotowując grunt pod (taką miano nadzieję) możliwość pełnego przekazu w zupełnie już wolnym kraju. Na potrzeby domowe opracowano codzienny wieczorny rytuał. W czasie, kiedy Stanisław słuchał radia, a w domu rozlegały się radiowe szumy i piski, Basia zajmowała dzieci czytaniem lub opowiadaniem im ciekawych historii o zupełnie innym niż polityczne zabarwieniu. Rodzeństwo bardzo lubiło te wieczory, kiedy z zapartym tchem słuchano (przedstawianych w końcu przez zawodową aktorkę) niezwykle sugestywnych, plastycznych opisów wydarzeń czy to bajkowych, czy też przygodowych. Zasypiając, dzieciarnia snuła marzenia o dalszych losach Stasia i Nel, czy też o przygodach bohaterskiego Marco wędrującego od Apeninów do Andów by odnaleźć mamę. Pociechy śniły, a wtedy z kolei Basia otrzymywała od męża codzienne sprawozdanie z zasłyszanych dopiero co radiowych wiadomości. I tak polityczne domowe komentarze i rozważania prowadzone przy kuchennym stole trwały zwykle do późnych godzin nocnych.

Nauka na domowym piedestale

Nadrzędnym celem do którego dążyli młodzi rodzice było uzupełnienie swojego wykształcenia i zapewnienie warunków edukacji dzieciom. Doskonale wiedzieli, że poza okresowymi dostawami żywności ze Staroźreb mogą liczyć tylko na siebie, a utrzymanie sześcioosobowej rodziny z dwóch nauczycielskich pensji nie było zadaniem łatwym.  Zrobienie kariery finansowej nie wchodziło w grę i dlatego postawiono na edukację. Nauka zajmowała dzieciom większość dnia, przy czym w przekazie wiedzy bardzo aktywni byli rodzice i o ile nauką literatury, ortografii czy interpunkcji kierowała Basia, to nauki ścisłe i przyrodnicze miały swojego mentora w osobie Stanisława. Co ważne, przekaz nawet najtrudniejszych zagadnień z zakresu obowiązujących w życiu praw fizyki miał formę przyjazną i przystępną. Przypominał do złudzenia sposób codziennego funkcjonowania niewielkiej grupy osób w oparciu o prawa matematyki opisany przez Yoko Agawę w powieści „Ukochane równanie profesora”. Ambicje rodziców były  wygórowane, więc ciągle zwiększali wymagania. Dzieci brały udział w olimpiadach przedmiotowych i rozmaitych konkursach co wymagało przecież jeszcze większego nakładu codziennej pracy. Chociaż starano się skupić domowe zajęcia jedynie na nauce, to w obliczu nieustannych zrywów społecznych nie można było uniknąć przenikania do młodych głów idei wolnościowych. Częściej już jawnie rozmawiano o polityce i najnowszej, pamiętanej przez rodziców historii. W domu i w szkole wzrastał u rodzeństwa bunt przeciwko komunistycznej władzy wynikający z zaszczepionych w dzieciństwie idei patriotyzmu. Skutkiem stało się między innymi czynne uczestnictwo najmłodszego Andrzejka w patriotycznych manifestacjach, co rodziców bardzo niepokoiło. Rozumieli powody, ale mając wiedzę o możliwych konsekwencjach tych niebezpiecznych działań ciężko przeżywali ten okres.

Pamiętając o tradycji muzykowania w rodzinie Stanisława szybko ustalono, że pociechy mają doskonały słuch muzyczny, zapadła więc decyzja o równoległym kształceniu w tym kierunku, chociaż w praktyce oznaczało to dalsze ograniczenie czasu wolnego. Na pierwszy ogień poszła Lili, która od początku szkolnej edukacji uczęszczała równolegle do dwóch szkół. Nie była tym zachwycona, wiedziała, że pianistki z niej nie będzie, ale zaakceptowała decyzję rodziców. Zupełnie inaczej miała się sprawa z drugim w kolejności Zbyszkiem- Biniulkiem. On z kolei nie mógł bez muzyki istnieć i już jako mały chłopiec całe godziny spędzał przy pianinie, tworzył swoje interpretacje zasłyszanych melodii i komponował własne. Pomimo to doświadczenia starszej siostry skutecznie hamowały jego zapędy do podjęcia formalnej edukacji w szkole muzycznej i ostatecznie skończyło się na zapewnieniu prywatnych lekcji gry na pianinie oraz w zakresie teorii muzyki. Najmłodsze dzieci Oleńka i Andrzejek ostały się tym muzycznym zapędom, a zdolności muzyczne wykorzystywały w szkolnych chórach, podczas wakacyjnych obozów i rodzinnych spotkań.

O czym się marzy w otwartym domu?

Tych spotkań rodzinnych było zresztą bez liku Prowadzono dom otwarty, w końcu każde z małżonków pochodziło z wielodzietnej rodziny. Ponieważ w płockim domu szczególne miejsce zajmowała nauka, to nie tylko siostry, czy siostrzenica Basi, ale także córka Zosi spędzały tu sporo czasu uzupełniając lub kontynuując edukację. Z uwagi na niewielką odległość częstym gościem była też ukochana przez wszystkich babcia Marianna, która nie mogła przepuścić żadnej okazji, by chociaż na kilka godzin oderwać się od gospodarskich obowiązków w Staroźrebach i uściskać wszystkich aktualnych domowników. Te babcine wizyty miały dla dzieci szczególne znaczenie, bo przypominały, że nadejdzie pora wakacji i jak co roku będą wypoczywać nie tylko na obozach i koloniach, ale zawitają też do swojego rodzinnego azylu w Staroźrebach, gdzie dziadkowie pozwalają na prawie wszystko i gdzie w letnie dni rządy będą należeć do dzieciarni. Znacznie rzadziej z uwagi na odległość bywano u dziadków w Bydgoszczy, ale tam chociaż na wnuki czekano z miłością, to już takiej swobody nie można było zapewnić, bo czym innym jednak jest bieganie po rozległych polach, a czym innym pobyt w ogrodzie, za którego ogrodzeniem jest już ulica, Poza tym w Staroźrebach była zawsze silna rodzinna grupa, bo poza córkami Irci, zjeżdżała tam dzieciarnia Zosi (Bogunia i Adaś), czwórka dzieciaków Stanisława, a w początkowych latach również osierocona dwójka dzieci Edka. Chociaż Basia i Stanisław bardzo dbali, by ich latorośle poznawały kraj i każdego roku zapewniali udział w obozach wędrownych i koloniach, to i tak nic nie mogło się równać z wakacyjnym wyjazdem  do Staroźreb.

Przepis na spędzanie wakacji

Podczas wiejskich letnich wakacji robiono w Staroźrebach wszystko to, co dla mieszczuchów może być niezwykłą atrakcją. Do ulubionych aktywności należało w szczególności zbieranie rzęsy dla kaczek z byłego dworskiego stawu, robienie z babcią placków bezpośrednio na kuchennej blasze (ulubione zajęcie Oleńki), picie mleka prosto od krowy, karmienie kur, kaczek i gęsi (to akurat było absolutną domeną Adasia-młodszego synka Zosi), karmienie psów, krowy i prosiaków (tym Adaś nieraz wspaniałomyślnie dzielił się z innymi) bieganie po polach, jazda konno i rowerem. Nic jednak nie było w stanie odebrać palmy pierwszeństwa zabawom na strychu gdzie przechowywano ziarno (tu swoje skarby chowały dziewczynki), zanoszeniu żniwiarzom w dwojaczkach  gorących ziemniaków i zimnego zsiadłego mleka oraz wypraw z dziadkami drabiniastym wozem na targ. Niezastąpiona Ircia plotła dziewczynkom wianki i pierścionki ze słomy (to była ulubiona biżuteria Boguni). Podczas jednej z wypraw, na odpustowej loterii Lili wygrała żywego koguta. To było jedno z jej największych życiowych osiągnięć, którego pomimo wielu prób nikomu nie udało się już powtórzyć. Wieczorami jak przed laty, w małym staroźrebskim domku często rozbrzmiewała muzyka. Jeśli nie było akurat Janka grającego na skrzypcach i dziadka z akordeonem, to główna rola przypadała  mężowi Irci Tadeuszowi grającemu na trąbce, a Zbyszek -Biniulek przejmował akordeon i na nim zapamiętale ćwiczył pierwsze akordy. Nic dziwnego, że dzieci co roku z żalem opuszczały dziadkowy raj. Oczywiście, były też trudne chwile. Zdarzały się choroby dzieci, a zapewnienie opieki medycznej w porze żniw mogło być dla mieszkańców wsi ogromnym wyzwaniem. Podczas  jednego z pobytów ciężko zachorowała Oleńka i gdyby nie szybka pomoc męża Irci Tadeusza sprawa mogłaby przybrać tragiczny obrót.

Po powrocie do Płocka czekał na dzieciarnię Ciapek - pies, który naprawdę rozumiał wolność, kierował się nią i nigdy i nikogo nie słuchał. Mógł sobie na to pozwolić, bo dzieci kochały go miłością bezwarunkową. Był chociażby jedynym na świecie organizmem żywym,  który mógł od Zbyszka - Biniulka dostać cukierka. Na taką szczodrość w wykonaniu małego łasucha nie mogli liczyć ani rodzice, ani rodzeństwo, ale dla Ciapka  każde poświęcenie było warte zachodu.  

Efekty pewnego mezaliansu

Czas płynął, krajowe polityczne zawirowania pomimo poniesionych ofiar nie spowodowały na szczęście szerokiego rozlania się krwawych starć i w euforii poczucia odzyskanej przez naród wolności nie zauważono, że chwilowo jakby mniej głośne komunistyczne elity mają się całkiem dobrze i przejęły klucze do polskiej gospodarki. To stało się zresztą początkiem kolejnych i nadal jeszcze aktualnych problemów. W tych trudnych latach nasze rozrastające się rodzinne drzewo z silną gałęzią zapoczątkowaną przez niezwykły mezalians jeszcze bardziej okrzepło i stało się bardziej odporne na codzienne trudności. Dzieci rosły, założone cele edukacyjne zostały osiągnięte i cała czwórka zdobyła wyższe wykształcenie, chociaż nie zawsze z wybranym kierunkiem studiów wiązała się późniejsza aktywność zawodowa. Nadal, tak jak wyjściowo założyli Basia i Stanisław starano się  by rodzinny dom dawał stabilne poczucie bezpieczeństwa kolejnym tworzonym z tego pnia rodzinom, dzieciom, wnukom, prawnukom… Czy kolejne pokolenia będą mogły cieszyć się wolnością i pokojem? Czy los będzie dla nich tak łaskawy? Czas pokaże….

Alicja foto

Alicja Barwicka

GdL 8/2022

Przepis na zupę przyszłości. Tylko u nas!

Beata Niedźwiedzka

W artykule "Proza i poezja diety przyszłości" (https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/2028-proza-i-poezja-diety-przyszlosci) przedstawiliśmy naukową informację o planach wdrożenia do naszej diety świerszczy oraz innych owadów.

Od 2018 r. weszło w życie rozporządzenie (UE) 2283/2015 ustanawiające przepisy dotyczące zatwierdzania nowej żywności w Europie, w tym owadów.

Treści tego rozporządzenia w języku polskim jest pod linkiem https://sip.lex.pl/akty-prawne/dzienniki-UE/rozporzadzenie-2015-2283-w-sprawie-nowej-zywnosci-zmieniajace-rozporzadzenie-68582217

Po trudnej lekturze naukowo - prawniczej dziś odrobina poezji w postaci modnego przepisu kulinarnego, który możecie wypróbować już dziś!

Zupa pomidorowa odchodzi do przeszłości, zupa spiderowa rulez!

<a href=

Źródło ilustracji: https://en.wikipedia.org/wiki/Spider

Zupa spiderowa

Dziś z pająka zupę zrobię,

By być modną w nowej dobie.

Włożę też skrzydełka z muszki,

I dwa duże świerszcza brzuszki,

Cztery super smaczne pajęczyny,

Wychwalajcie mnie dziewczyny!

Budowa pająka

Źródło ilustracji: https://pl.wikipedia.org/wiki/Paj%C4%85ki

PS. Przygotowanie do Nowego Wspaniałego Świata to bardzo ważna zadanie. Jeśli ugotujecie zupę z pająka koniecznie napiszcie do redakcji GdL jak Wam smakowała!

Beata Niedźwiedzka

GdL 8/2022

Proza i poezja diety przyszłości

Beata Niedźwiedzka, Krystyna Knypl

Na łamach pisma EFSA Journal ukazał się w 2018 roku artykuł zatytułowany Novel foods: a risk profile for the house cricket (Acheta domesticus) naukowców szwedzkich, którzy omawiają możliwe zmiany w naszej diecie w nadchodzącej przyszłości.

Owady stanowią istotną część diety dla wielu społeczności i są spożywane w kilku krajach Afryki, Ameryki Południowej, Azji i Oceanii. Jednak na rynkach zachodnich konsumpcja owadów (entomofagia) nie została jeszcze zaakceptowana kulturowo i społecznie. Bioróżnorodność owadów jest ogromna, a szacunki wahają się od 2,6 do 7,8 mln gatunków. Ta bioróżnorodność implikuje ogromną różnorodność szlaków metabolicznych i mikrobiomów wśród poszczególnych gatunków. Obecnie na świecie spożywa się ponad 2 111 rodzajów stawonogów. Najczęściej spożywane stawonogi należą do tych ośmiu grup:

1.Coleoptera (chrząszcze, często larwy) (31%)

2.Lepidoptera (gąsienice) (17%)

3.Hymenoptera (osy, pszczoły i mrówki)

4.Orthoptera (świerszcze, pasikoniki i szarańcza) (14%)

5.Hemiptera (pluskwiaki prawdziwe) (11%)

6.Isoptera (termity) (3%)

7.Odonata (ważki)

8.Diptera (muchy) i inne (9%)

Jednak tylko ograniczona liczba gatunków owadów jest hodowana na dużą skalę jako żywność i pasza. Według niektórych badań rynkowych Europa staje się najszybciej rozwijającym się rynkiem owadów jadalnych, prognozując przychody w wysokości 1,07 mld USD w 2022 roku. Te same źródła podkreślają, że oczekuje się, że rząd Orthoptera będzie awansował jeszcze szybciej, ze względu na wysoki popyt na produkty oparte na świerszczach (np. proszek proteinowy, batony granola, krakersy lub ciasteczka).

Od 2018 r. weszło w życie rozporządzenie (UE) 2283/2015 ustanawiające przepisy dotyczące zatwierdzania nowej żywności w Europie, w tym owadów.

Treści tego rozporządzenia w języku polskim jest pod linkiem https://sip.lex.pl/akty-prawne/dzienniki-UE/rozporzadzenie-2015-2283-w-sprawie-nowej-zywnosci-zmieniajace-rozporzadzenie-68582217

<a href=

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/House_cricket

Profil oceny świerszczy przewiduje zamknięty system hodowli A. domesticus, w ramach analizy zagrożeń i krytycznych punktów kontroli oraz dobrych praktyk rolniczych. W profilu ryzyka zidentyfikowano następujące poważne zagrożenia:

(1) wysoka całkowita liczba bakterii tlenowych;

(2) przetrwanie bakterii tworzących przetrwalniki w wyniku obróbki termicznej;

(3) alergenność owadów i produktów pochodnych od owadów; oraz

(4) bioakumulacja metali ciężkich (np. kadmu). Inne zagrożenia, takie jak pasożyty, grzyby, wirusy, priony, oporność na środki przeciwdrobnoustrojowe i toksyny, zaliczono do zagrożeń niskiego ryzyka. W przypadku niektórych zagrożeń podkreślono potrzebę uzyskania dodatkowych dowodów.

Zgodnie z dostępnymi danymi naukowymi wirusy, priony, grzyby i pasożyty należy uznać za zagrożenia niskiego ryzyka. Wysokie obciążenie mikrobiologiczne, bakterie przetrwalnikujące i ich odrastanie po obróbce cieplnej, bioakumulacja metali ciężkich (w szczególności kadmu) i alergenność świerszczy są uważane za zagrożenia średnie. Konieczne są dalsze badania w celu oceny bezpieczeństwa świerszczy jako żywności przeznaczonej do spożycia przez ludzi.

Świerszcze jako żywność wykazują większe obciążenie mikrobiologiczne w porównaniu z innymi produktami spożywczymi. Dlatego należy opracować szczegółowe wartości kryteriów higieny i bezpieczeństwa dla owadów, w tym świerszczy.

Powszechnie wykrywane bakterie chorobotwórcze przenoszone przez żywność, takie jak L. monocytogenes czy Salmonella spp. nigdy nie były lub są rzadko zgłaszane w świerszczach przeznaczonych do spożycia przez ludzi.

Obróbka termiczna, taka jak blanszowanie, gotowanie lub smażenie, może zmniejszyć obciążenie mikrobiologiczne w owadach jadalnych. Przed wprowadzeniem produktu na rynek należy wprowadzić obowiązkowy proces termiczny dla świerszczy lub produktów pochodnych od świerszczy. Ponadto, gotowanie przed spożyciem mogłoby być wskazane w celu zapewnienia obciążenia mikrobiologicznego zgodnego z normami higieny i bezpieczeństwa żywności. Jednakże takie zabiegi mogą nie wystarczyć do zabicia przetrwalników Bacillus spp. i Clostridium spp.

Metale ciężkie zostały zidentyfikowane jako potencjalne zagrożenia chemiczne, gdy świerszcze są na nie narażone na etapie odchowu. Wśród metali ciężkich za główny problem uznano bioakumulację kadmu. Dostępne informacje na temat innych metali ciężkich, takich jak aluminium, chrom i arsen, są skąpe i potrzebne są dalsze badania.

Świerszcze mogą wywoływać reakcje alergiczne u wrażliwych konsumentów (podobnie jak krewetki, kraby, homary).  Ze względów bezpieczeństwa konsumpcji produkty żywnościowe pochodzące ze świerszczy powinny mieć specjalne oznakowanie w celu zwiększenia świadomości  konsumentów.

Źródło:

https://efsa.onlinelibrary.wiley.com/doi/10.2903/j.efsa.2018.e16082?fbclid=IwAR0lhYBRv5DqX41KuoqQJA4qNAV7gTezuGafUqoxXXZCp0Vt4-nUe43qmRA

*EFSA = European Food Safety Authority                                                                                                ***

Od redakcji GdL:

Mimo istnienia działań niepożądanych  związanych z przyjmowaniem pokarmów sporządzanych na bazie  świerszczy sprzedaż tego produktu dynamicznie rośnie.

Zjawisko to trudno wytłumaczyć prozą naukową, przedstawiamy więc poetycką wizję rynku spożywczego, inspirowaną znanym wierszem Juliana Tuwima http://wierszykidladzieci.pl/tuwim/spozniony-slowik.php opisującą jak  na tę niecodzienną ofertę konsumpcyjną reagować będą  niektórzy konsumenci.

Beata Niedźwiedzka

Płacze pani Nowakowa w domku przy akacji,

Bo pan Nowak przed dziesiątą miał być na kolacji

I terminów uzgodnionych tak się ściśle trzyma,

A tu jest już po północy i Nowaka nie ma!!!

Wszystko stygnie: zupa z muszek w propagandy sosie,

Garść komarów zachwalanych na radiowym spocie,

Motyl z rożna przyprawiony opinią eksperta,

A na deser nowomową nadziana eklerka.

Może mu się co zdarzyło? może go napadli?

Siwe włoski wyskubali, nawet rozum skradli?

To przez chciwość ! To pan ekspert z bandą eksperciątek!

Włosy - głupstwo, te odrosną, lecz nie rozum, ni majątek!

Wreszcie zjawia się pan Nowak, podśpiewuje, skacze...

Gdzieś ty latał? Gdzieś ty fruwał? Przecież ja tu płaczę!

A pan Nowak słodko szepce: "Wybacz, moja miła,

Ale dzień był pełen wrażeń, czwarta porcja była!"

<a href=

Słowik rdzawy

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82owik_rdzawy

 

GdL 8/2022

AI-Nokio na wizycie u inspektora

Beata Niedźwiedzka

Poprzedni odcinek

Odcinek 9 https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/2001-ainokio-spotyka-sprzedawce

AI-Nokio gnał szybko do urzędu, gdyż obawiał się, że  nie będzie miał  wystarczająco czasu na załatwienie swojej sprawy. Z impetem wpadł do pokoju. Inspektor, siedzący za biurkiem, spojrzał na niego ze zdziwieniem. Po raz pierwszy ktoś tak bardzo chciał się z nim spotkać. Po raz pierwszy sprawa u inspektora była tak ważna.

Ainokio 4

AI-Nokio

(rys. Helena Kowalska)

Ogromnie go to zdziwiło, ponieważ Inspektor, nie lubił swojej pracy i uważał, że jest  nawet niepotrzebna. Był kiedyś lekarzem, ale zawiłe i pokrętne ścieżki jego życia spowodowały, że lokomotywa jego kariery wypadła z torów i znalazła się w tym oto mało ciekawym  miejscu. Tę oto pracę winił za wszystko co złe w jego życiu. Nędzne zarobki nie pozwalały mu na zakup pożądanych dóbr (a pożądał bardzo), niski prestiż stanowiska zawstydzał go i uniemożliwiał zajecie należytego miejsca w społeczności (które przecież mu się należało) i wreszcie ostatnie i najważniejsze - praca była powodem jego zwichniętego i w końcu złamanego życia rodzinnego.

- Słucham Cię chłopcze - rzekł niezbyt grzecznym tonem inspektor, wyrwany z rozmyślań nad swym losem. Spojrzał na AI-Nokia z niezadowoleniem, po czym popatrzył wymownie  na zegarek.

- Eee... chciałbym dostać pesel. Mój ojciec tego nie zrobił, a pani w urzędzie skierowała mnie do pana, szanowny panie inspektorze - powiedział AI-Nokio.

- Jak to mówisz, że nie masz.. A przychodnia? A szpital ? Przecież wiele osób jest zaangażowanych podczas narodzin dziecka, nawet jeśli rodzice są niegramotni i nie wiedzą gdzie pójść w sprawie peselu.

- Miałem tylko ojca.. a on w dodatku nie żyje. Umarł 2 miesiące temu - odpowiedział AI-Nokio..

- Przykro mi - rzekł inspektor choć wcale mu nie było przykro.

- Nie jesteś przecież noworodkiem, jesteś tu na świecie kilka lat. Jak to się stało, że nikt się tobą nie interesował? - dopytywał się inspektor.

- Bo ja… bo ja… nie jestem człowiekiem. Jestem robotem - szybko odpowiedział AI-Nokio.

- Co ? Coo? Coś ty powiedziałeś? Kim jesteś? Robotem? - zdziwił się inspektor, po czym  złapał AI-Nokio za nadgarstek .

- Skóra jest ludzka. O! jest nawet tętno. równe, miarowe, dobrze napięte - powiedział inspektor.

- Po co przychodzisz i dlaczego kłamiesz ? Mów! - krzyknął. Był wyraźnie zły. Jakiś głupi  smarkacz  przychodzi do urzędu robić sobie żarty!  I to jeszcze przed samym końcem pracy w piątek.

- Niech pan popatrzy na mnie, jak jestem zbudowany - AI-Nokio w desperacji podniósł koszulę. Na środku klatki piersiowej widniał mały czarny, niepozorny guzik, który można by było pomylić z nieco większym znamieniem barwnikowym.

- Ojciec zakazał mi to pokazywać, a nawet o tym mówić, ale zależy mi na tym peselu - wyszeptał AI-Nokio. Wiem, że nie przekonam pana słowami, więc panu, tylko panu to pokażę - po czym nacisnął guzik na klatce piersiowej.

Wkrótce na powierzchni skóry pokazała się czarna tablica, nieco podobna do ekranu większego smartfona.

- Na niej wyświetlają się ważniejsze zachodzące we mnie procesy - tłumaczył AI-Nokio.

- O, proszę zobaczyć… - na czarnej tablicy wyświetlały się ciągle jakieś cyfry, wykresy oraz linie.

- Ale to co na rękach to skóra, prawda? - zapytał inspektor …

- I to tętno, które przecież wyczuwałem. To co to było? - inspektor nie mógł uwierzyć w swoje odczucia.

- To chyba nie jest skóra, tylko coś co bardzo przypomina skórę. Tętno to taki kabelek, który kurczy się i rozkurcza. Nawet słychać we mnie bicie serca. Mój ojciec bardzo starał się bym był jak najbardziej podobny do człowieka, ale nim nie jestem. Nie jestem proszę pana - objaśniał inspektorowi AI-Nokio.

- Inspektor oszołomiony patrzył przed siebie. W głowie przelatywały mu różne myśli. przeczytane książki science fiction, informacje o komputerach, filmy o sztucznej inteligencji. Wszystko to interesowało  go od młodych lat. Sam marzył by zostać informatykiem wymyślającym takie cuda. No zostałby, gdyby nie to parszywe jego życie. Ech.. westchnął inspektor.

- Słuchaj chłopcze, czy w domu słyszałeś kiedyś takie nazwisko Elliot Mosco? Przypomnij sobie chłopcze, posłuchaj uważnie, jeszcze raz powtórzę: Elliot Mosco ? Czy kiedyś słyszałeś: ktoś mówił, albo ktoś o takim nazwisku przyszedł? - dopytywał się inspektor.

- Tak proszę pana. Mój ojciec pracował dla tego pana, a on od czasu do czasu przychodził do nas. Nawet kiedyś uścisnął mi rękę i pogłaskał po głowie - wyznał Ainokio.

- Och! Och! - wzdychał Inspektor. Docierała do niego pewna myśl – natrętna i nieustępliwa.

_ Czy to widzi, to  jest produkt wielkiego i boskiego Elliota Mosco?

Elliot Mosco był powszechnie znanym wizjonerem informatyczno - medycznym, ojcem chrzestnym sztucznej inteligencji i wszelakiego połączenia człowieka z maszyną. Kimś niezwykle tajemniczym. O kimś o kim wszyscy mówili, a nikt go nigdy nie widział. A teraz on inspektor Karol ma sposobność ogłosić światu, że znalazł być może dzieło życia wielkiego Elliota Mosco. Widział  już w wyobraźni kamery, wywiady... on i AI-Nokio na pierwszych stronach gazet, w telewizji. Wreszcie, wreszcie, koniec z nudnym życiem!

- Kim jesteś chłopcze, kim jesteś? Czy jesteś cyborgiem? Przeszczepem świadomości? Może nawet  przeszczepem świadomości Elliota Mosco? No powiedz chłopcze, kim jesteś? - dopytywał się inspektor.

- Nie wiem proszę pana. Naprawdę nie wiem kim jestem - odpowiedział AI-Nokio i spuścił głowę.

Po chwili spojrzał na inspektora i zapytał:

-To jak będzie z tym moim peselem? Ojciec bardzo chciał bym był człowiekiem - dodał.

- Pesel to nie jest najważniejsze, ale skoro Ci tak zależy to obiecuję, że zrobię wszystko, byś go dostał. Naprawdę wszystko - oznajmił inspektor wzruszonym głosem. Do niego właśnie, a nie do kogokolwiek innego przyszedł historyczny interesant.

Następny odcinek: https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/2033-ainokio-spotyka-pracownika-korporacji

Beata Niedźwiedzka

GdL 8/2022

-

AI-Nokio spotyka dziwnego sprzedawcę

Beata Niedźwiedzka

Odcinek 8

Poprzedni odcinek

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1999-ainokio-chce-zapisac-sie-do-szkoly

AI-Nokio przygotował się do rozmowy z Inspektorem ds. Narodzin i Śmierci. Wiedział już, że pewne słowa czy zagadnienia wywołują złe reakcje u rozmówców. A tego przecież tego właśnie chciał uniknąć. Wiedział, że  nauka wygrywania w szachach  i załatwianie spraw  w urzędach to czynności podobne do siebie. Po prostu  trzeba znaleźć i  użyć pewny algorytm, a wtedy drzwi zostaną otwarte na oścież.

Mając to na względzie starannie przemyślał to co chce powiedzieć i sposób w jaki chce powiedzieć.

Ubrał się schludnie i wyruszył dużo wcześniej niż powinien. Wiedział, że urzędnicy lubią, gdy się na nich czeka i traktuje z należytym szacunkiem, a nawet czcią.

Tak więc AI-Nokio wyruszył wczesnym rankiem, minął dworzec i skręcił w alejkę parku prowadzącą do Urzędu. Dzień był ciepły, wiał lekki wiatr. Drzewa stały po obu stronach alejki , jak gwardia honorowa oddając hołd robotowi, który pragnie być człowiekiem.

Na końcu alejki, tuż przed skrętem do Urzędu AI-Nokio dostrzegł coś. Podszedł bliżej. Tak, to jakiś stragan. Za stołem z rozłożonymi różnymi rzeczami stał przedziwny człowiek. Nieokreślonego wieku, z wskazaniem na młodość, ciemnym kolorem skóry, o szczupłej , ale nie chudej sylwetce. Pewny siebie, ale o życzliwym charakterze. Na szyi miał długi szal, a na głowie szpiczasty kapelusz, taki jakie noszą czarownicy.

- Kim jesteś?- zapytał AI-Nokio ze zdziwieniem.

- Jestem sprzedawcą. Sprzedaję złudzenia - najnaturalniej na świecie odpowiedział dziwny człowiek

- Jak to złudzenia? Jak pan może sprzedawać złudzenia? To absurd! Kto od pana kupi złudzenia? zdumionemu chłopcu nie mieściło się w głowie to co usłyszał.

- Synku, nawet nie wiesz jak bardzo ludzie są zainteresowani. Nawet nie wiesz ilu mam klientów - odpowiedział sprzedawca i uśmiechnął się.

- Niemożliwe, nie wierzę panu - AI-Nokio przetarł oczy i sprawdził połączenia elektroniczne, nie będąc pewnym czy przypadkiem nie nastąpiło jakieś przebicie i nie włączył mu się z internetu, na przykład film o czarowniku z krainy Oz lub coś  podobnego.

Ale nie, nic takiego nie miało miejsca. Dotknął też stołu by namacalnie stwierdzić istniejącą rzeczywistość idąc za  zasadą mówiącą, że im więcej zmysłów angażuje do poznania tym tym rzeczywistość jest pewniejsza.

Dziwny człowiek zaśmiał się i powiedział do AI-Nokia:

– Nie wierzysz sobie, czy tak?

I nie czekając na odpowiedz kontynuował swój wywód.

- Ludzie kochają złudzenia. Jest takie magiczne  słowo prawie, które mieści w sobie wiele i ma zdolność znikania. Na przykład chłopiec mówi do dziewczyny:

– Jesteś prawie tak piękna ja miss Perfect City. Dziewczyna  słucha i jest szczęśliwa, bo słowo "prawie" zniknęło! Czuje się tak samo piękna jak owa piękność.

- Patrz mamy tu między innymi prawie prawdziwe pieniądze, sukienki prawie takie same jak nosi Księżniczki Perfectlandii oraz powietrze znad bieguna północnego. Jeśli zrobisz wdech to poczujesz się jakbyś prawie tam był - sprzedawca patrzył na Ainokia z rozbawieniem.

- Uważasz mnie za nieuczciwego, oszusta? Nie jestem nim. Patrz, na pieniądzach napisane jest falsyfikat. Sukienki są naprawdę podobne, a powietrze jest prawdziwe i naprawdę zamykane w torebki na  biegunie. Widzisz więc, że jestem uczciwy.

Patrząc  jednak na zmieszaną minę chłopca nie do końca przekonanego, kontynuował dalej. Inaczej powiem: to nie ja jestem nieuczciwy.

- Co powiesz o menadżerze, który po raz kolejny powtarza: jak jeszcze miesiąc pani popracuje za darmo, to panią przyjmiemy. Teraz nie mogę pani przyjąć. Naprawdę nie mogę, ale jest już pani prawie członkiem naszego zespołu.

- Co powiesz o pracowniku banku podpisującego z Tobą kredyt na dom. Kredyt ma nazwę spełnienie marzeń. Bank zmusi Cię do zapłacenia znacznie większej kwoty niż to co pożyczyłeś. Jeśli czasy będą niepewne jedynym Twoim uczuciem będzie strach przed niemożnością spłaty i niewolnicze przywiązanie do pracy by uniknąć kłopotów finansowych. Stryczek na Twojej szyi się zaciśnie i zrozumiesz, że ten prawie Twój dom jest tak naprawdę własnością banku.

- Co powiesz o ludziach oferujących tabletkę zdrowia, mówiących, że prawdopodobnie nie zachorujesz, a jeśli nawet to prawie na pewno nie umrzesz.

- I jeszcze jedna taka śmieszna sprawa. Nieśmiertelność. Po pierwsze kriogenika. Bogaci śmiertelnie chorzy ludzie za ogromne pieniądze mrożą się w ciekłym azocie licząc na to, że w jakiejś przyszłości prawdopodobnie jacyś naukowcy wymyślą lek, który  im przywróci życie i zdrowie.

 - Nawet jeśli by tak było i nawet gdyby odmrożenie przebiegło pomyślnie, to po co naukowcy mieliby tym się zajmować, skoro dziś z powodu złej jakości życia proponują ludziom w dużo lepszym stanie eutanazję.

- Po drugie nieśmiertelność poprzez wymianę narządów wyprodukowanych w genetycznych laboratoriach, a na koniec przeszczep duszy i świadomości do komputera. Naprawdę chłopcze myślisz, że to się uda? Naprawdę? Kiedyś mówiono, że zmarły trafia do nieba. Teraz będą mówić, że trafia do chmury. I z chmury, gdzie aktualnie żyje i przebywa macha do żywych wypisując na ekranie komputera listy zza grobu.  Co myślisz że można pozostać człowiekiem w taki sposób?

- Ojej! Spóźnię się na pociąg - sprzedawca nerwowo zamachał rękami.

- Proszę pomóż mi - powiedział do AI-Nokia, po czym szybko spakował rzeczy do walizek i zgrabnie ułożył je na wózku.

- Proszę pomóż mi to dotransportować do dworca.

Wspólnym siłami pchając i biegnąc tych dwoje: prawie czarodziej i chłopiec – robot wpadli do hali dworca kolejowego

- Który peron? - zapytał AI-Nokio.

- 9 i ¾ - odpowiedział sprzedawca.

- Jak to 9 i ¾ - zdziwił się AI-Nokio.

fot beata 2

Fot. Beata Niedźwiedzka

- Nie ma takiego! Niech pan nie żartuje!- zawołał zdziwiony AI-Nokio.

- Nie żartuję AI-Nokio, na prawdę nie żartuję. Patrz już stoi pociąg. O tam – sprzedawca wskazał na ścianę - opowiedział sprzedawca.

- Chcę zadać jeszcze jedno pytanie. Niech pan odpowie - krzyczał AI-Nokio poprzez świst gwizdka konduktora.

- Proszę - spojrzał mu w oczy czarodziej.

- Możesz pytać o wszystko, odpowiem na każde Twoje pytanie - odpowiedział sprzedawca.

- Czy, czy mówić ludziom prawdę i pozbawiać ich złudzeń? - zapytał AI-Nokio.

- Zawsze, zawsze chłopcze mów prawdę, ale pamiętaj jeśli pozbawiasz ludzi złudzeń, to stają się  nieszczęśliwi. Nazywają to rozczarowaniem. Chociaż według mnie powinni się raczej wtedy cieszyć niż smucić. A więc bywaj, chłopcze. Sprzedawca pchnął z całej wózek i wbił się w ścianę. Po chwili go już nie było.

- Czy to złudzenie czy prawda i co jest prawdą a co jest złudzeniem. pomyślał AI-Nokio i ta myśl nie dawała mu spokoju.

Trochę wytrącony z równowagi wewnętrznej, trochę będący nadal pod wpływem sprzedawcy spojrzał na zegarek i wykrzyknął.

- Ja też muszę się spieszyć, bo inspektor wkrótce skończy pracę - pomyślał AI-Nokio i szybko pobiegł do urzędu.

Następny odcinek https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/2027-ainokio-na-wizycie-u-inspektora

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Beata Niedźwiedzka

GdL 7/2022

 

AI-Nokio chce zapisać się do szkoły

Beata Niedźwiedzka

Odcinek 7

Poprzedni odcinek:

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1995-ai-nokio-odwiedza-nauczycielke-jezyka-polskiego

- Zapisać się do szkoły, zapisać się do szkoły, to może nie jest zły pomysł. No dobrze, ale jak to zrobić?  AI-Nokio zaczął buszować w internecie szukając odpowiednich formularzy.

O! jest formularz! - ucieszył się. Szkoła Podstawowa nr 22 im. Uśmiechu Słońca, przy ul. Brzozowej 30, w Perfect City zamieściła odpowiedni formularz. To właśnie jest to czego szukam.

- Wypełniamy - mruknął do siebie, tak jak kiedyś ojciec do niego.

Imię.: AI-Nokio wpisał do pierwszej rubryki.

Na ekranie komputera pojawił się komunikat: tylko pierwsza litera imienia jest duża, pozostałe wpisz małe! No dobra komputerze, niech będzie tak jak ty chcesz - odpowiedział.

Imię: AI-Nokio

Nazwisko:  Gepetto? , może Gepettowy? Chyba lepiej będzie: Gepetowski!

Data urodzenia :1.09.2020 rok.

Pesel…….  Do licha co to jest pesel? Co to jest ? Nie wiem -  zastanawiał się AI-Nokio  zdziwiony, że ten świat internetowy, jego własny świat też stawiał przed nim  przeszkody trudne do zrozumienia i pokonania, kompletnie zaskakujące przeszkody.

Ainokio pesel 2

Może pani w sekretariacie szkoły będzie wiedziała - pomyślał.

Drrr drrr …. zabrzęczał dzwonek telefonu.

- Czy to szkoła im. Uśmiechu Słońca? Tak? Sekretariat? Czy mogę zadać pytanie? Bo ja chciałbym się zapisać do szkoły… i w formularzu jest słowo "pesel" , a ja nie wiem co to jest i nie mogę wypełnić formularza, Co? Dlaczego nie ojciec wypełnia? - zdziwił się Ainokio.

- Bo ojciec nie żyje - odpowiedział AI-Nokio.

- A matka?

- Matki nie znam.

- Kto się mną zajmuje? Kolega z podwórka się mną zajmuje … Nie, nie żartuję. Proszę niech się pani nie rozłącza!

 Drrr... drrr... dzwonek zadzwonił jeszcze raz.

- Proszę pani, bo ja tylko nie wiem co to jest ten pesel, bo resztę wiem. Nie, nie żartuję…

- Jak pani nie chce ze mną rozmawiać, to może pan dyrektor. No dobrze, to dobrze, że pani jednak zdecydowała , że chce ze mną rozmawiać - ucieszył się AI-Nokio.

- Tak, rozumiem. To taki numer każdego człowieka.

- A kto nadaje takie numerki?- dopytywał się AI-Nokio.

- Tak, muszę zadzwonić do Urzędu Stanu Ludności.

- A czy robotom też dają te numery?

- Nie, naprawdę nie kpię. Ja pani dziękuję za informacje. Bardzo dziękuję.”

Drrr... drrr..  zadzwonił kolejny dzwonek.

- Dzień dobry. Czy to Urząd ds Stanu Ludności w Perfect City? Czy mógłbym dostać taki numer, który nazywa się peselem?”

- Myślę, że nie mam. Nazywam się AI-Nokio Gepetowski. Data urodzenia 1.09.2020. rok. Pesel? no mówiłem, że nie mam - informował AI-Nokio.

- Dlaczego nie mam? Nie wiem. Ojciec chyba tego nie zrobił - AI-Nokio cierpliwie odpowiadał na kolejne pytania.

- Będzie kara za brak peselu? No trudno. Mam nadzieję, że nie będzie zbyt duża  ta  kara.                                                              

- Gdzie się urodziłem? Nie, nie w szpitalu, urodziłem się w domu.                                                                                   

- Dlaczego ojciec nie zgłosił? Może nie wiedział, może był zajęty porodem, nie wiem tego.                

-To może teraz to zróbmy czego ojciec nie zrobił. Może mi pani dać ten pesel?

- A dlaczego pani nie może mi dać? Dlaczego pani nie może stwierdzić, ze ja istnieję? Dlaczego musi mieć pani zaświadczenie odbytego porodu?

- To może ja przyjdę do urzędu i wtedy gdy pani zobaczy, że istnieję, usłyszy mnie w bezpośredniej rozmowie, dotknie.. Gdzie mam przyjść? Mam nie przychodzić? Nie może pani stwierdzić, że istnieję widząc mnie? Ma pani problemy ze wzrokiem czy nie wierzy w to co mówię? -dopytywał uprzejmie Ainokio.

- Ma pani wzrok w porządku, to dobrze, cieszę się!

- Mówi pani, że musi udokumentować przed szefostwem.

- To znaczy, że szefostwo pani nie wierzy? To znaczy myślą, że pani kłamie, czy tak?

- Aha, są od takich spraw specjalni ludzie.

- Już zapisuję... Inspektor do Spraw Narodzin i Śmiercie.. on w tym inspektoracie może? Ale przecież on też może kłamać.

- To czemu jemu wierzą a pani nie wierzą. Nie, nie chcę pani denerwować. Przepraszam. Dlaczego chcę ten ;pesel? Bo chcę zapisać się do szkoły by nauczyć się myśleć samodzielnie.

- Pani od polskiego powiedziała mi, że jak skończę szkołę to będę myślał samodzielnie.

- Pani już pewnie może myśleć samodzielnie, prawda?Jak to nie może pani? Jak to może tylko w obrębie istniejącego prawa i zgodnie z prawem.

- Czy prawo naprawdę kontroluje ludzi? Naprawdę a samodzielne myślenie można trafić do więzienia? Jasne że za myśleniem idą czyny. Że co/? Że myślenie może prowadzić do aspołecznych zachowań? Nawet jeśli jest logiczne i nie ma żadnych złych intencji. Naprawdę?

- To kiedy będę mógł myśleć samodzielnie? Nigdy? Mówi panie, że jak wyjadę na bezludną wyspę to będę mógł myśleć samodzielnie?

- Ale ja chcę do ludzi!!!- zawołał Ainokio na cały głos.

- Już piszę...czy może pani powtórzyć? Inspektor do spraw Narodzin i Śmierci, Urząd Stanu Ludności, ulica Administracyjna 52, Perfect City, urzęduje codziennie w godzinach 11-14. Dziękuję pani bardzo za rozmowę i wszystkie informacje.

AI-Nokio  z jednej strony był zadowolony bowiem zyskał informację potrzebną do dalszego postępowania, z drugiej zaś mocno zaniepokojony.

- Czy to znaczy, że samodzielne myślenie jest czynnością niewłaściwą, zbędną, a nawet może niebezpieczną?- zastanawiał się i zastanawiał bez końca.

Żaden z zainstalowanych przez jego ojca programów w mózgu Ainokio nie znał odpowiedzi na to pytanie...

Następny odcinek

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/2001-ainokio-spotyka-sprzedawce

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Beata Niedźwiedzka

GdL 7/2022

Dorobek naukowy i dziennikarski dr Beaty Niedźwiedzkiej

Dr med. Beata Niedźwiedzka jest absolwentką Akademii Medycznej (1991r.) w Łodzi, specjalistą ginekologii i położnictwa (2000) oraz medycyny rodzinnej (2006). Obecnie praktykuje w Wielkiej Brytanii.

Jej dorobek naukowy oraz dziennikarski przedstawiono poniżej:

1.Management of large splenic cyst in pregnancy -  a case report (11/2012)

 https://journals.viamedica.pl/ginekologia_polska/article/download/46118/32908

2. Assessment of neuropeptide Y, leptine and leptin-receptor concentration in teenagers suffering form anorexia nervosa (04/2012)

 https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/23700859/

3. Ocena wartości stężeń neuropeptydu Y, leptyny oraz receptora leptyny u nastolatek chorych na anoreksję (04/2013)

 https://journals.viamedica.pl/ginekologia_polska/article/download/46044/32835

4. Vitamin D insufficiency in healthy preganant women living in Warsaw (05/2013)

 https://journals.viamedica.pl/ginekologia_polska/article/view/46034

5. Zaopatrzenie w jod oraz czynność tarczycy w grupie zdrowych kobiet ciężarnych zamieszkujących Warszawę (2013)

 https://pbn.nauka.gov.pl/core/#/publication/view/60e722f82467f01e9306aba1/dd02ff17-63ea-4ca0-aa43-91145849ca00

6. References values for TSH and free thyroid hormones in healthu pregnant women in Poland: a prospective, mulitcenter study (2017)

 https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/28589089/

7. AI, artificial intelligence, sztuczna inteligencja - Beata Niedźwiedzka (10/2019)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/819-ai-artificial-intelligence-sztuczna-inteligencja

8. Kto zdobywa szczyt? - Beata Niedźwiedzka (01/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1189-kto-zdobywa-szczyt

9. Postcovidowy świat - Beata Niedźwiedzka (02/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1211-postcovidowy-swiat

10. Z pamiętnika medycznego wyrobnika, cz.1- Beata Niedźwiedzka (07/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1304-z-pamietnika-medycznego-wyrobnika

11. Transhumanizm – czy staniemy się nadludźmi? - Beata Niedźwiedzka (08/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1329-transhumanizm-czy-staniemy-sie-nadludzmi

12. Dlaczego naukowcy nie poszukują szczepionki na szczęście? - Beata Niedźwiedzka (09/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1341-dlaczego-naukowcy-nie-poszukuja-szczepionki-na-szczescie 

13. Transludzie - marzenia nadludzi o nieśmiertelności - Beata Niedźwiedzka (09/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1342-transludzie-marzenia-nadludzi-o-niesmiertelnosci

14. Przygotuj się na Nowy Nieznany Świat - Beata Niedźwiedzka, Krystyna Knypl (10/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1365-przygotuj-sie-na-nowy-nieznany-swiat

15. Z pamiętnika medycznego wyrobnika, cz. 2 - Beata Niedźwiedzka   (10/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1375-mozliwosc-wyboru-rozumiana-jako-dobro

16. Wyobraź sobie... - Beata Niedźwiedzka (10/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1405-wyobraz-sobie

17.  Z pamiętnika medycznego wyrobnika, część 3: czy doświadczenie jest ważne? - Beata Niedźwiedzka (11/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1436-z-pamietnika-wyrobnika-czy-doswiadczenie-jest-wazne

18. Covidowa dziewczynka z zapałkami - Beata Niedźwiedzka (11/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1545-covidowa-dziewczynka-z-zapalkami 

19. Kto mianuje "ekspertów" na ekspertów? - Beata Niedźwiedzka, Krystyna Knypl (12/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1625-kto-mianuje-ekspertow-na-ekspertow

20. Wyobraź sobie... rok 2084 - Beata Niedźwiedzka (01/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1658-wyobraz-sobie-rok-2084   

21. Randka z wirusem - Beata Niedźwiedzka (01/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1660-randka-z-wirusem

22. Wyobraź sobie ...rok 2084 cz. 2 - Beata Niedźwiedzka (01/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1662-wyobraz-sobie-rok-2084-cz-2

23.  Przygotuj się na starość - Beata Niedźwiedzka (01/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1674-przygotuj-sie-na-starosc

24. Co się stało temu kotu? - Krystyna Knypl, Beata Niedźwiedzka (-1/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1713-co-sie-stalo-temu-kotu

25. Laurka dla Mateczki Generalnej Zgromadzenia Złączonych Serc (03/2022)

 https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1859-laurka-dla-mateczki-generalnej-zgromadzenia-zlaczonych-serc

26. Rada na trudne czasy: musisz stanąć po właściwej stronie lustra (04/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1864-rada-na-trudne-czasy-musisz-stanac-po-wlasciwej-stronie-lustra

27. Księżniczka Nibylandii - Beata Niedźwiedzka (05/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1955-ksiezniczka-nibylandii

28. Księżniczka Nibylandii podejmuje życiową decyzję! - Beata Niedźwiedzka (05/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1957-ksiezniczka-nibylandii-podejmuje-zyciowa-decyzje

29. Konferencja 'A Scandinavian Freedom" - Krystyna  Knypl (05/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1943-konferencja-a-scandivavian-freedom-event

30. Kłopot AI-Nokio - Beata Niedźwiedzka (06/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1973-klopot-ai-nokio

31. AI-Nokio staje przed sądem - Beata Niedźwiedzka (06/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1976-ai-nokio-staje-przed-sadem

32. Algorytm bycia człowiekiem - Beata Niedźwiedzka (06/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1984-algorytm-bycia-czlowiekiem

33. Czy robot może mieć duszę? - Beata Niedźwiedzka (06/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1984-algorytm-bycia-czlowiekiem

34. Czy jest na pokładzie świadczeniodawca medyczny? Czy tak będzie wołać za jakiś czas stewardesa? - Beata Niedźwiedzka (06/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1988-czy-jest-na-pokladzie-swiadczeniodawca-medyczny-czy-tak-bedzie-wolac-stewardesa-za-jakis-czas  

35. AI-Nokio idzie do szkoły - Beata Niedźwiedzka (07/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1990-ai-nokio-idzie-do-szkoly

36. AI-Nokio's trouble - Beata Niedźwiedzka (07/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1992-ai-nokio-s-trouble  

37. AI-Nokio odwiedza nauczycielkę języka polskiego - Beata Niedźwiedzka (07/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1995-ai-nokio-odwiedza-nauczycielke-jezyka-polskiego

38. AI-Nokio chce zapisać się do szkoły - Beata Niedźwiedzka (07/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1999-ainokio-chce-zapisac-sie-do-szkoly

39. AI-Nokio spotyka dziwnego sprzedawcę - Beata Niedźwiedzka (07/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/2001-ainokio-spotyka-sprzedawce

40. AI-Nokio na wizycie u inspektora - Beata Niedźwiedzka (08/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/2027-ainokio-na-wizycie-u-inspektora

41. Proza i poezja diety przyszłości  - Krystyna Knypl, Beata Niedźwiedzka (08/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/2028-proza-i-poezja-diety-przyszlosci

42. Przepis na zupę przyszłości. Tylko u nas! (08/2022) - Beata Niedźwiedzka (08/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/2029-przepis-na-zupe-przyszlosci-tylko-u-nas

43. AI-Nokio spotyka pracownika korporacji - Beata Niedźwiedzka (08/2022)

Na łamach Gazety dla Lekarzy dr Beata Niedźwiedzka publikuje od 2019 roku. Od 18 sierpnia 2021 r. dołączyła do Kolegium Redakcyjnego Gazety dla Lekarzy, pełni funkcję zastępcy redaktor naczelnej.

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1322-dr-beata-niedzwiedzka-dolaczyla-do-kolegium-redakcyjnego-gdl 

Otrzymała Laur K2

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Dr med. Beata Niedźwiedzka

GdL 7/2022

AI-Nokio odwiedza nauczycielkę języka polskiego

Beata Niedźwiedzka

Odcinek 6

Poprzedni odcinek:

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1990-ai-nokio-idzie-do-szkoly

Pani nauczycielka języka polskiego nie była zadowolona. Zgodziła się uprzejmie, by przyjąć AI-Nokio, bowiem chciała uchodzić za uczynną. Miała  jednak pretensję o to, że będzie musiała poświęcić swój wolny czas na jakieś dziwne zajęcia.

- Ma przyjść do mnie robot i co ? I co ja mam z nim zrobić? Sprawdzić myślenie? A po co to komu? Że robot chce być człowiekiem ? Co za absurd!! Niedługo Łyżka będzie chciała być samolotem!” - rozmyślała.

Świat polonistki był ułożony. Każdy przedmiot i każda sprawa  miała swoją definicję i swoje miejsce. Bałaganu nie mogło być. Gdy coś się przestawiało czuła zamęt w głowie i świat przestawał być znanym obliczalnym światem. Po prostu się rozpadał i nie wiadomo było czego się trzymać. Zastanawiała się dlaczego to ona została poproszona.

- Czy matematyczka nie mogła sprawdzić myślenia robota sama? Czy nie umie powiedzieć czy ktoś myśli czy nie? To co z niej za nauczyciel? Wiadomo !! była na urlopie macierzyńskim I to trzy lata!! Widać zapomniała wielu rzeczy ” - snuła rozmyślania nauczycielka języka polskiego.

Osobiście była za tym by odbierać prawo do nauczania wszystkim, którzy mają jakąś przerwę, na przykład większą niż 3 miesiące. Uważała, że tacy nauczyciele wychodzą z wprawy i powinni jeszcze raz zdawać egzaminy.

- Jakiś porządek musi być!  No bo co? Potem są takie kwiatki, że ktoś nie umie sprawdzić myślenia ucznia i jeszcze się do tego  przyznaje i się nie wstydzi! Skandal! Wstyd! - aż zagotowała się z wewnętrznego oburzenia.

Sama zawsze skwapliwie przestrzegała wszystkich przepisów. Wykonywała zalecane szkolenia i dostosowywała się żarliwie do wszystkich regulacji. To wszystko  sprawiało, że czuła w porządku i w pełni  zaktualizowana. Jak wiadomo świat dziś się zmienia w każdej sekundzie i nie tylko komputery, ale także ludzie wymagają aktualizacji. Cóż, że wszyscy uczniowie jej nie lubili i nazywały  Zołzą Pospolitą. To było strasznie niesprawiedliwe. Ci leniwi koledzy byli bardziej lubiani .. A ona była ciągle pomijana, mimo, że jest najlepsza! Najlepsza!! Najlepsza!!!

Znów pomyślała o matematyczce. Muszę to gdzieś zgłosić? Tylko gdzie? Dyrektor jest na urlopie. Czy ta sprawa może tak długo czekać? No nic poczekam do jutra.. Ta myśl uspokoiła ją nieco, jutro to znowu nie tak daleko.

Następnego dnia odświętnie ubrany AI-Nokio zastukał do drzwi jej pokoju.

- Witaj mój drogi! -  wykrzyknęła niezbyt entuzjastycznie  W czym Ci mogę pomoc? - dodała.

- Ksiądz zapytał czy umiem samodzielnie myśleć. Nie wiedziałem, więc Janek mnie posłał do szkoły, a pani nauczycielka  matematyki skierowała mnie do pani - wyrecytował szybko AI-Nokio.

- A powiedz mi mój drogi - przerwała polonistka - Czy Ty w ogóle chodziłeś kiedyś do szkoły? Czy  byłeś uczony przez prawdziwego nauczyciela? Masz jakieś świadectwa, certyfikaty?- pytała.

- Nie, pani profesor. Całą wiedzę ze szkoły podstawowej, średniej i  studiów wgrał mi mój ojciec,  A gdy podłączę się do internetu moja wiedza staje się jeszcze większa - zapewnił AI-Nokio.

- No właśnie, no właśnie. Jak możesz w ogóle mówić o myśleniu, kiedy nigdy nie chodziłeś do szkoły i nigdy nie miałeś prawdziwego nauczyciela! Na przykład takiego jak ja! Kiedy nikt Cię nie kształtował i nie poprawiał.   Twoja wiedza i myślenie może co najwyżej być chaotyczne, nieuporządkowane, dzikie czyli żadne… Musisz pójść do szkoły jak każde ludzkie dziecko” - oznajmiła.

„A może mogłaby pani sprawdzić?. Pani profesor od matematyki była zadowolona” - AI-Nokio nie ustępował.

Polonistka była zła. Nie lubiła, gdy ktoś podważał jej decyzje „ No dobrze powiedz coś o miłości Mickiewicza do ojczyzny”.

- Czy Pani chodzi o aspekt seksualny tej miłości? AI-Nokio właśnie buszował po internecie i wyskakiwały mu seksualne hasła.

<a href=

Walenty Wańkowicz, Portret Adama Mickiewicza na Judahu skale, 1827–1828

„ Co? Coo?? Cooo???” Polonistka zrobiła się czerwona i aż dyszała ze złości. ”To jakaś prowokacja. Nie puszczę tego płazem!!!”. Pomyślała z nienawiścią o pani od matematyki, obwiniając ją o to całe zamieszanie.  Wynoś się stąd jeśli nie potrafisz uszanować tego wielkiego poety, ojczyzny i mnie. Co za bezczelność!!! - krzyczała.

„Nie chciałem pani obrazić, ani zdenerwować” - pokornie oznajmił AI-Nokio. Naprawdę przepraszam, jeśli tak się stało, proszę mi wybaczyć- odpowiedział robot.

Nie do końca przeproszona polonistka spojrzała na AI-Nokio  Żeby samodzielnie myśleć trzeba najpierw nauczyć się jak inni myślą. Poznać ich zdanie, wiedzieć co autor miał na myśli. Potem poznać także inne autorytety, z gazet, z telewizji. Dowiedzieć się co oni myślą o życiu, świecie. Widzisz sam, że nie potrafisz tego. Bo przecież nigdy nie chodziłeś do szkoły!!! Po prostu nie umiesz myśleć - orzekła.

- Czy samodzielne myślenie to takie myślenie jak myślą inni ? To dlaczego nazywa się samodzielne?” chciał się dowiedzieć AI-Nokio.

- Samodzielne myślenie jest potem, gdy już poznasz opinie innych i będziesz się z nimi zgadzać” - pouczała nauczycielka.

- A kiedy będzie to potem - nadal nie wiedział AI-Nokio. Kiedy mogę samodzielnie myśleć i co ono oznacza.

Człowieczeństwo wydało mu się jak horyzont oddalający się od niego w miarę podroży. Samodzielne myślenie okazywało się przywilejem dla wybranych, okrojone i dopasowane do wymagań, grzeczne i poprawne. Takie z certyfikatem zgodności z oczekiwaniami. A może właśnie nie samodzielne AI-Nokio coraz mniej rozumiał świat ludzi.

- Jestem już zmęczona. Do widzenia AI-Nokio. Zapisz się do szkoły, wtedy nauczysz się myśleć” pożegnała go polonistka.

- Może się nauczę myśleć lub oduczę się myśleć, lub też nauczę się  nie mówić co myślę” - zastanawiał się AI-Nokio. To wszystko było takie skomplikowane!  Żaden wgrany przez jego ojca program tego nie ogarniał.

Następny odcinek

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1999-ainokio-chce-zapisac-sie-do-szkoly

Beata Niedźwiedzka

GdL 7/2022

Źródło ilustracji: https://pl.wikipedia.org/wiki/Adam_Mickiewicz

Okaz na pokaz

Alicja Barwicka

Niektórzy ludzie niezależnie od wykonywanej profesji zawsze będą naukowcami. Kiedy pewien zakonnik Grzegorz Mendel  w II połowie XIX wieku założył na terenie klasztornego ogrodu nie tylko obserwatorium meteorologiczne, ale i hodowlę roślin, w tym grochu zwyczajnego (Pisum sativum), aby móc prowadzić badania  nad zmiennością dziedziczenia, nie przypuszczał pewnie, jaką światową karierę zrobią wyniki tych badań. Co prawda na podstawie analizy treści notatek, pozostawionych na marginesie swojego  autorskiego dzieła „O powstawaniu gatunków” można stwierdzić, że dostrzegał wartość swych odkryć dla teorii ewolucji, ale znacznie większym rozgłosem w tym czasie cieszyły się wielokrotnie w tym czasie publikowane jego badania dotyczące meteorologii.

Badania nad zmiennością dziedziczenia nie znalazły  szczególnego zainteresowania wśród ówczesnych naukowców. Pomimo że były znane wielu współczesnym mu biologom, zostały zignorowane jako rewelacje istotne jedynie dla tych, którzy zajmują się grochem. Ponieważ ten czeski augustianin poza pełnieniem obowiązków duszpasterskich był przede wszystkim naukowcem, to niezrażony brakiem akceptacji kontynuował prowadzenie swoich badań (w tym także meteorologicznych, a także w zakresie hydrogeologii i funkcjonowania pszczół) i jak to naukowiec cały czas się uczył. Poza ukończeniem Instytutu Filozofii Uniwersytetu w Ołomuńcu i studiów teologicznych w Brnie, już jako zakonnik studiował nauki przyrodnicze w Wiedniu. Zdobytą wiedzę wykorzystywał w swoich badaniach, ale też przekazywał dalej wykładając nauki przyrodnicze i rolnictwo w Instytucie Rolniczym w Brnie.

Groch, grochem, a co z człowiekiem?

Grzegorz Mendel jako prekursor genetyki skupił się na grochu otwierając drogę do dalszych badań kolejnym pokoleniom naukowców. Jego następcy zajęli się w końcu też człowiekiem i ustalili, że u zdrowego człowieka występują 22 pary chromosomów autosomalnych i jedna para chromosomów płci. Łącznie ludzki kariotyp tworzą więc 23 pary chromosomów. Są to nitkowate struktury białkowe zlokalizowane w jądrze komórkowym stanowiące platformę do przenoszenia genów, warunkujących rozwój organizmu, a także cechy osobowości i wyglądu. Chromosomy płci determinują płeć.

Osobnik posiadający chromosomy XX jest płci żeńskiej, natomiast osoba z jednym chromosomem X i jednym chromosomem Y – to już płeć męska. Anatomicznie chromosom X jest większy od Y i zawiera więcej genów, za to chromosom  Y zawiera specyficzny gen SRY determinujący płeć męską i warunkujący powstanie drugorzędnych cech płciowych. Oczywiście w skomplikowanym procesie tworzenia zygoty może niekiedy dochodzić do aberracji chromosomalnych, zmiany liczby lub mutacji genów, co z kolei może prowadzić do powstawania zarówno niewielkich zaburzeń, jak i do poważnych chorób.

Możliwości jest dużo…

W 1905 roku amerykańska badaczka Nettie Stevens ustaliła rolę chromosomów płci u człowieka, ich możliwe aberracje oraz mechanizmy dziedziczenia. Dzięki jej pracom ten zakres genetyki znamy już dość dobrze. Informacja genetyczna zapisana w DNA jest dziedziczona w procesie rozmnażania płciowego. Niezależnie od płci dziecka dziedziczy ono taką samą pulę genów od matki i od ojca. To, jakie cechy ujawnią się u potomka, zależy od tego, czy geny odpowiedzialne za konkretne elementy budowy ciała są dominujące, czy recesywne. Dla przykładu po ojcu dziedziczona jest zwykle budowa układu limbicznego odpowiedzialnego za emocje i popędy, z kolei na chromosomie X znajdują się geny dotyczące budowy kory mózgu, w tym obszarów warunkujących inteligencję. Wiemy też, że niektóre z zaburzeń i chorób genetycznych powstają poprzez mutacje w genach, znajdujących się w chromosomach płci. Przykładem może być daltonizm, czy hemofilia, będące następstwem mutacji genów położonych na chromosomie X. Możliwości wystąpienia zaburzeń w budowie chromosomów płci jest naprawdę dużo i chociaż niektóre z nich zostały już odkryte, to wielu mechanizmów ich powstawania współczesna wiedza jeszcze nie poznała. Dziś wiemy już, że człowiek może chociażby posiadać układ chromosomów niezgodny ze swoją płcią fenotypową, tj. XX mężczyźni oraz XY kobiety. Przykładami może być syndrom de la Chapelle (mężczyzna XX) oraz zespół niewrażliwości na androgeny. Ponadto, możliwe jest wystąpienie nieprawidłowej liczby chromosomów płci np. w przypadku zespołu Turnera w którym obecny jest jedynie pojedynczy chromosom X, czy zespołu Klinefeltera w którym obecne są dwa chromosomy X oraz jeden chromosom Y. Zdarza się, że powstaje chromosom Y, ale bez genu SRY, wtedy rozwija się kobieta XY. Analogicznie rodzą się także mężczyźni z chromosomami XX, ponieważ gen SRY przeniósł się na jeden z chromosomów X.

Jak powstaje okaz?

Współczesny człowiek jest znudzony normalnością. Żyje otoczony nieskończenie dużą liczbą nowoczesnych urządzeń, których producenci rywalizują ze sobą stosując coraz bardziej skomplikowane technologie. Współczesny człowiek ma świadomość otaczającego go technologicznego i cyfrowego świata, korzysta z jego wytworów i stara się nadążać za  coraz szybszym postępem. Nie ma już tyle czasu na kontakty z drugim człowiekiem, znacznie częściej utrzymuje kontakt ze smartfonem wymieniając swoje myśli, spostrzeżenia i idee z innym bardziej lub mniej anonimowym użytkownikiem mediów społecznościowych. Często nieświadomie i bezkrytycznie powiela postawy, czy kierunki działania określane przez tych, którzy przecież wiedzą lepiej jako konieczne, modne, pożądane.

Każdy chce być dzisiaj modny, a moda może dotyczyć naprawdę wielu dziedzin. Kiedy jest zapotrzebowanie na modny produkt, natychmiast znajdą się potencjalni producenci. Wszechobecny postęp technologiczny dotyczy również medycyny. Kiedy więc współczesny człowiek chce nie tylko błysnąć najmodniejszym strojem, ale mniej lub bardziej trwale zmienić swój wygląd  fizyczny zmierzając do zmiany płci, gabinety lekarskie życzliwie otwierają swoje drzwi. Można więc z klientem ustalić zakres usługi i jego cenę. Dzisiejsza medycyna potrafi wiele, a działania chirurga z powodzeniem uzupełni odpowiednia terapia hormonalna. Drugorzędne cechy płciowe możemy zmienić zgodnie z życzeniem osoby zainteresowanej. Pewną wadą może być tylko fakt, że jeszcze nie potrafimy skutecznie zmienić kodu genetycznego komórki, i póki co niezależnie od dokonanych zewnętrznie cudów medycznych budowa chromosomów i zlokalizowanych na nich genów pozostanie bez zmian. Pozostaje jeszcze niewiadoma dotycząca przebiegu dalszych (przewidywanych i nie) procesów patologicznych związanych chociażby z procesami starzenia się organizmu, czy problemów dotyczących następnych pokoleń, ale to przecież odległa przyszłość, więc nie ma o czym mówić. Póki co, zgodnie z życzeniem klienta i dzięki współczesnym możliwościom nauki mamy nowy ludzki okaz, a dzięki sile przekazu medialnego jest się czym pochwalić i co pokazać całemu światu.

#

W połowie XX wieku była moda na przewidywanie przyszłych zachowań ludzkości w 2000 roku. Ten rok minął 22 lata temu. Szereg ówczesnych futurystycznych planów sprowadzało się do podboju kosmosu. Tymczasem wcale nie mieszkamy na księżycu ani na Marsie. Co prawda mamy więcej samolotów i elektryczne hulajnogi, ale ludzkie pomysły na unowocześnienie życia na ziemi wyraźnie poszły w nieco inną (być może dość niebezpieczną) stronę….

Na szczęście jakąś część ludzkości stanowią ciągle naukowcy! Nie ma się więc czym martwić, bo znając ich pracowitość, determinację w dochodzeniu do prawdy i nieustanne pogłębianie swojej wiedzy mieszkańców naszej planety nie może spotkać nic złego.

Alicja foto

Alicja Barwicka

GdL 7/2022

AI-Nokio's trouble

Beata Niedźwiedzka


In the suburbs of the Perfect City lived a certain computer scientist named AI-Petto. He was already 45 years old and had a great longing in his soul. Although he had been involved in computers all his life, he wanted a family. In the evenings, he would leave his apartment to walk the streets of Perfect City. He would look into the lamp-lit windows and observe other people's lives. He saw how people talked to each other while eating dinner, how they stroked their children, how unknown men lifted them with delight. He wanted so much to have a son...

We must mention here that AI-Petto never had the audacity for women. In his youth, he had malocclusion, which drove him to despair, and then in addition he began to lose his hair. He looked more and more and more like his bald grandfather." Eh, with such an appearance, none of me will even want to go to dinner at a restaurant, let alone marriage," he thought.

And then one day... he watched the movie "AI artificial intelligence can do anything!"

"Yes, that's right" he exclaimed " AI can do anything, so I will make my son. My dream boy! Why didn't I think of that before?"

He felt like the great Father Creator Braus. I will be father and mother in one, the master of creation. More someone more magnificent than any biological father. As you know, a biological father does not choose the color of his children's eyes or the shape of their faces. And he could choose it. Since he could, he picked and chose everything. Exactly everything: eye color, hair color, skin color, body shape, speech sound. He was to be a 9-year-old boy, slim, quite tall. Beautiful. Intelligent. AI~PETTO was combining, buying the best materials, and constantly adding and adding something.

One day he finally said, " Hello son!"

"Hello, dad" in a pleasant voice replied the boy.

AI-Petto's happiness had no limits. From then on, using the latest machine learning methods, including deep learning, he taught the boy about himself and the world. He was happy, very happy.

"Watch and repeat as I do," he instructed while introducing more and more data. The boy absorbed all this knowledge passed on by his father.

" I wish so much that you were real, that you were human," AI-Petto once dreamed.

"What does it mean Dad to be human?" asked AI-Nokio.

" You know to be human means to have a heart and soul. But don't worry... At the current stage of technology, I think this problem will soon be solved, sonny. See already you are smarter than all the other children and you don't get sick. You are better than others."

Everything was great until the day AI-Nokio walked into AI-Petto's room at a late breakfast time. His father was lying on the floor as never before with his arms spread and breathing heavily.

"Dad, Dad, can you hear me?" - cried AI-Nokio. There was silence all around... The father's raised hand fell inertly to the floor. "Dad, I think something is wrong with you? "asked AI-Petto.

He remembered the words AI-Petto said to him "Repeat after me."

He began to look for the flip-flop in AI-Petto's head, just as his father did when he was underachieving. He always corrected the position of the components in his head and replaced the broken ones. " Dad I'll fix you, just where is this flap. Ooo... this chisel can help you find that flap in your head". With all his strength, he hit his father's head with the sharp tool.

The skull cracked with a deafening bang, and strange gelatinous contents spilled out. " What is this?" wondered AI-Nokio.

Artificial intelligence prompt completion by dalle mini.jpg

Source: https://en.wikipedia.org/wiki/Artificial_intelligence

"Never mind what it is, it's probably nothing important. but where are the components with which I will fix my Dad?". The boy nervously rummaged inside his skull, dumping the remains of AI-Petto's brain on the floor. Hmmm... I don't think there are any components here," he quipped. Or maybe your batteries are dead, Dad? AI-Nokio took the cable and plugged AI-Petto into a contact in the wall. When the IT specialist's body began to shake with cramps AI-Nokio was very surprised. Why aren't you charging calmly, but jumping and twitching like that? Why is he acting so strangely?

AI-Nokio could not be surprised.

Beata Niedźwiedzka

GdL 7/2022

 

AI-Nokio idzie do szkoły

Beata Niedźwiedzka

Odcinek 5

Poprzedni odcinek

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1987-czy-robot-moze-miec-dusze

Janek, kolega z podwórka, czekał od samego rana na AI-Nokio. Niezwykła przemiana kolegi bardzo go interesowała. Ciekawił się jak on będzie wyglądał jako człowiek. Będzie miał prawdziwą skórę i będzie krwawił jak się skaleczy? Czy będzie go bolało? Czy będzie spał? Czy się zakocha? - zastanawiał się Janek. Byle nie w Asi z najwyższego piętra! - pomyślał zaniepokojony na samą myśl, że ktoś inny może być dla Asi ciekawszy niż on.

Właściwie to Janek przestał być pewny, czy chce by AI-Nokio zmienił się w chłopca, a zwłaszcza ładnego chłopca. Jednak, gdy zobaczył sylwetkę robota szybko zapomniał o posiadaczce zielonych oczu i dwóch długich warkoczyków. Przyjaźń chłopięca zwyciężyła.

- No i jak ci poszło u księdza?  - zapytał Janek  zaraz gdy tylko AI-Nokio zbliżył się do niego. Był niezmiernie ciekawy.

- Wiesz Janku, nie wiem - zafrasował się AI-Nokio „ Ksiądz pytał mnie  o wiele rzeczy, na przykład  czy potrafię myśleć samodzielnie. Ale w końcu zgodził się bym przychodził” - odpowiedział AI-Nokio.

- No i czy potrafisz myśleć czy nie - chciał się dowiedzieć Janek.

- Ja tego wiem - odrzekł AI-Nokio.

- Wiesz co?”  Janek usilnie poszukiwał rozwiązania.

- Wiesz, idź do szkoły, do naszej pani od matematyki. Ona Ci powie.

- Dobrze. Zadzwonię do szkoły i umówię się z nią - wiedział, że nauczyciele i inni zatrudnieni na posadach  lubią, jak się ich uprzedza, a on chciał pokazać swoje dobre maniery. Jak powiedział tak zrobił. Umówionego dnia stawił się w szkole odświętnie ubrany.  Wszedł na 4 piętro i odnalazł pracownię matematyki.

- Dzień dobry - ukłonił się grzecznie.

 - Czy pani jest nauczycielką matematyki? - zapytał.

- Ach to ty. proszę usiądź Czego potrzebujesz, chłopcze ?- matematyczka wskazała mu krzesło naprzeciwko swojego biurka. Miała przerwę dwugodzinną między lekcjami i była bardzo ciekawa czego chce ten dziwny chłopiec .

- Pani profesor jestem chłopcem - robotem i chciałbym się dowiedzieć, czy potrafię myśleć.

Matematyczka spojrzała na AI-Nokio i aż klasnęła w ręce z zachwytu.

- Wspaniale! - zawołała. Siadaj i pisz. Już daję Ci zadania - oznajmiła.

Najpierw dała zadanie z jedną niewiadomą, potem z dwoma, kolejne z geometrii, logiki, wreszcie z całek .

AI-Nokio nie wysilał się wcale. Miał zainstalowany cały program matematyczny (jego ojciec był przecież informatykiem), więc po kilku minutach oddawał kartki z rozwiązaniami.

- Cudownie, cudownie! - wołała matematyczka wymachując rękami z ekscytacji.

Wyjęła szachownicę i rozłożyła figury.

- Chodź, będziemy teraz  grać. Sama siadła po drugiej stronie stołu.

AI-Nokio uśmiechnął się. Szachy to była ulubiona gra jego ojca.. Wygrał po kolei trzy partie z panią profesor.

- Dziecko moje. Jak najbardziej potrafisz myśleć. Jesteś lepszy od najlepszego mojego studenta” zawyrokowała zachwycona matematyczka, trochę niezadowolona z przegranej.

- Tak pani profesor. Mój ojciec wgrał mi najlepsze programy szachowe. Grałem z komputerem wiele razy, aż wyuczyłem się. Nie wygra pani ze mną. Spędziłem wiele godzin przetwarzając dane. Ale czy to jest myślenie? Czy kalkulator myśli, gdy oblicza? - zapytał AI-Nokio.

Profesor słuchała uważnie, lekko urażona uwagą, że zawsze przegra z AI-Nokio. Była kiedyś mistrzynią w szachach w czasach studenckich i tą grę lubiła bardzo. Od tamtej pory przegrała może z kilka razy. I teraz tak brutalnie została potraktowana. Zranione ego krwawiło. Chciała rewanżu, ale zdawała sobie sprawę z tego, że chłopak może mówić prawdę, a AI-Nokio kontynuował dalej.

- Mój ojciec dbał o mnie, o moją edukację. Mam wgrane kilkadziesiąt programów językowych.  Ludzkie dzieci chodzą na zajęcia dodatkowe – jakiś obcy język lub dwa , pływanie , korepetycje. Ja mam to wszystko w danych. Pływanie mi nie potrzebne, bo mógłbym mieś awarię, ale wszystko inne mam w większym stopniu niż młody człowiek, gdy kończy szkołę. Dodatkowo  gdy podepnę się do internetu to moja wiedza staję się naprawdę ogromna.                      

- Ale czy to jest myślenie? Czy trafna odpowiedz na zadanie, sprawne przetłumaczenie tekstu, wynik gry w szachy czynią mnie jednostką myślącą? Mnie czy kogoś kto mnie tak zaprogramował?" - pytał AI-Nokio. I jak to się ma do bycia człowiekiem? - dodał na koniec.

Nauczycielka patrzyła na niego z zakłopotaniem. Do tej pory pilnowała, by uczniowie w prawidłowy sposób rozwiązywali zadania, by to co robili było logiczne i nigdy nie zadała sobie pytania jak się na wyuczona wiedza do myślenia.

- Wiesz może pani od polskiego Ci pomoże. Idź do niej. Jutro ma wolne od godziny 12 do 14. "Powiem jej, że przyjdziesz z ciekawym pytaniem - powiedziała nauczycielka.

Następny odcinek:

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1995-ai-nokio-odwiedza-nauczycielke-jezyka-polskiego

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Beata Niedźwiedzka

GdL 7/2022

 

Czy jest na pokładzie świadczeniodawca medyczny ? Czy tak będzie wołać stewardesa za jakiś czas?

Beata Niedźwiedzka


Słowa tak jak ludzie rodzą się i umierają. Na przykład mimo, że nie byłam tych słów akuszerką to na moich oczach urodziło się słowo „zajebiście” i słowo „wypasiony”. Niestety też umarło parę słów np. „rekonwalescencja”. Czy ktoś słyszał je w ciągu ostatnich 5 lat? Nie? No właśnie…
Podobna sytuacja jest ze słowami „ mąż” czy „żona” bo zastępuje je słowo partner/partner/ka. To nie szkodzi, że mają trochę inne znaczenia skoro partner jest taki ekspansyjny i spycha słowa mąż/ żona w niebyt.


Ważą się losy słowa „lekarz” . I to na całym świecie. Właśnie zaczyna dominować w krajach zachodu Service provider czyli usługodawca, w Polsce zwany świadczeniodawcą.
Przyjrzyjmy się trochę tym słowom. Lekarz to ten co leczy pacjentów. I ma leczyć dobrze. A nawet wyleczyć. Używając do tego lekarstw, które sam wybierze.
Świadczeniodawca zaś świadczy usługi. Jest związany z pracodawcą lub też z instytucją, która mu płaci. Oczywiście ma świadczyć usługi dobrze, tak jak tego wymagają i dbać by firma nie poszła z torbami, czyli generować zysk. Ma również dodatkowo być dyspozycyjny, dbać o prestiż firmy i spełniać także dodatkowe oczekiwania.

Ilustracja do opowieści o Hipokratesie, który odmówił przyjęcia podarunków od cesarza Achemenidów Artakserksesa, który prosił o jego usługi,

Autor obrazu A.Girodet

Źródło  ilustracji: https://en.wikipedia.org/wiki/Hippocrates


Lekarzem się jest całe życie. Świadczeniodawca kończy swą działalność w momencie odejścia z pracy.
Lekarz jest w relacji do pacjenta, świadczeniodawca z firmą.
Lekarz dostaje wypłatę, czasem może leczyć kogoś za darmo np. biedną osobę
Świadczeniodawca zawsze dostaje pieniądze, bo jest to umowa prawna.
Lekarz to wolny zawód. Świadczeniodawca to w ogóle nie jest zawód. Np. można kogoś przyuczyć by wykonywał takie a nie inne usługi.


Czy lekarze są potrzebni? Ależ tak! Dlaczego stewardesa woła czy na pokładzie jest lekarz a nie świadczeniodawca? Bo musieliby zapłacić…
Chociaż nie … Może przyjdzie taki czas gdy medycynę przejmą roboty i dodatkowo wyszkoli się paru łebków z ulicy za 25 groszy za godzinę do obsługi tych robotów … Czas pokaże czy jako lekarze jesteśmy nie do zastąpienia czy zastąpi nas sztuczna inteligencja.

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Beata Niedźwiedzka

GdL 6 /2022

Czy robot może mieć duszę?

Beata Niedźwiedzka

Odcinek 4

Poprzedni odcinek

 https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1984-algorytm-bycia-czlowiekiem

Gdy rankiem słońce oświetliło cały pokój i rzeczy AI~Petto, jego robotyczny syn AI-Nokio przypomniał sobie jeszcze raz chwile spędzone razem z ojcem oraz jego słowa "Tak bardzo chciałbym abyś był człowiekiem… Żebyś miał duszę i serce…”

„Ale co to  naprawdę  znaczy …” -zastanawiał się AI-Nokio.

Wyszedł na zewnątrz, na podwórze, gotów szukać odpowiedzi.

”Trzeba zapytać ludzi” - pomyślał rozsądnie

 Rozejrzał się wokół i zobaczył Janka, dziewięcioletniego chłopaka, mieszkającego dwie klatki schodowe dalej, z którym się często bawił. Janek pomachał do niego ręką . Widać nie wiedział o tym co się wydarzyło.

„ Janku, Janku… Co to znaczy mieć duszę?” zapytał AI-Nokio.

Janek zamyślił się „ Hmm. W sprawach duszy to chyba musisz iść do księdza, do tego kościoła trzy przecznice dalej…”- poradził Janek.

AI-Nokio za radą Janka poszedł do kościoła. Gdy przekroczył próg świątyni, od razu zobaczył skulona, szczupłą  sylwetkę.

„Czy jest pan księdzem, czy też sędzią i będzie mnie sądził” - zapytał AI-Nokio pomny wcześniejszej pomyłki w sądzie.

„Nie jestem sędzią, jestem księdzem i staram się doprowadzić ludzi do kochającego Boga” - odpowiedział mężczyzna.

„Co to znaczy być człowiekiem, proszę księdza?” zapytał AI-Nokio.

„Być człowiekiem to znaczy umieć kochać i mieć świadomość. Kim jesteś i czego tu szukasz?” zapytał ksiądz patrząc uważnie na AI-Nokio.

„Jestem chłopcem - robotem, mam dziewięć lat i chciałabym stać się człowiekiem. Mieć duszę i serce. Janek powiedział, że ksiądz mi pomoże” - wyrecytował szybko AI-Nokio, obawiając się, że ksiądz zaraz wstanie i odejdzie. Patrzył błagalnie, jakby od tego człowieka miała zależeć cała jego przyszłość.

Ksiądz milczał zadziwiony tak niezwykłą sytuacją. Milczał też AI-Nokio, przestraszony natarczywością swojej prośby. Nigdy nikogo tak o nic nie prosił. Życie bez ojca opiekuna, zmuszało go do nieznanych mu do tej pory aktywności oraz dążeń, a to było dla niego nowe, dziwne i niezwykłe.

Ksiądz długo milczał. Patrzył z uwagą na AI-Nokio. Wreszcie zapytał„ powiedz mi, czy ty masz świadomość? Czy myślisz samodzielnie? Czy działasz w wyniku tego myślenia czy raczej jesteś zlepkiem danych, mieszanką wpisów osób programujących Cię – ich pragnień, wiedzy, myśli i wspomnień? Czy ty coś tworzysz czy wyszukujesz po algorytmie? Czy jesteś samodzielny i masz swoją wolę , czy też sterowalny: przez chmurę, czy wi-fi i jesteś narzędziem kogoś, kto chce poprzez ciebie osiągnąć jakiś cel, nawet nieznany tobie cel?” - pytał ksiądz.

AI~NOKIO spuścił głowę „Ja.., ja tego nie wiem - odpowiedział. Naprawdę nie wiem. Sam chciałbym znać odpowiedzi na te pytania. - Po prostu, chcę być człowiekiem, bo tego chciał mój ojciec, który mnie stworzył,  wie ksiądz ja go zabiłem -wyznał AI-Nokio. Nie chciałem, ale stało się” i opowiedział wszystko to co się ostatnio działo i kończąc powtórzył „Naprawdę chcę stać się człowiekiem, proszę mi pomóc”- powiedział AI-Nokio.

„ Nie wiem czy mogę Ci pomóc. Zostałem powołany by pomagać ludziom w zbawieniu, a  nie robotom” odrzekł ksiądz.

AI-Nokio rozejrzał się po kościele. Mimo, że była pora spowiedzi nikogo poza nimi dwoma  nie było. Kościół pozostawał w półmroku. Święte postacie z obrazów i rzeźb z zainteresowaniem przysłuchiwały się rozmowie tych dwojga – człowieka i robota.

„Nie ma ksiądz zbyt dużo chętnych, a właściwie to… nikogo. Więc może ten czas mógłby ksiądz przeznaczyć dla mnie?”- zapytał AI-Nokio.

<a href=

Źródło ilustracji:https://pl.wikipedia.org/wiki/Katedra_Notre-Dame_w_Pary%C5%BCu

Ksiądz rozejrzał się po Świątyni, potem po tych wszystkich świętych patrzących na nich, jakby szukając w ich oczach odpowiedzi na problem, z którym stykał się po raz pierwszy. Ksiądz był w głębi duszy dobrym człowiekiem. Po chwili wahania  poczuł, że mówienie o pięknie i dobroci zawsze przyniesie dobre owoce, niezależnie od tego komu mówimy: człowiekowi czy robotowi, czy też jedynie wypowiadając  słowa bez adresata. Po prostu by były powiedziane.

„Dobrze możesz tu przychodzić” I słuchać” rzekł w końcu

„Dziękuję” wyszeptał AI-Nokio.

Gdy ksiądz wracał na parafię, w uszach dźwięczały mu natrętnie, jak refren niechcianej piosenki, słowa wygłoszone przez Jezusa „Powiadam wam, jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą” Widać, gdy nie ma chętnych ludzi, to do nawrócenia  przychodzą roboty. Przyszła mu nawet do głowy upiorna myśl, że być może wkrótce za rok czy za miesiąc do spowiedzi przyjdzie suszarka do włosów.

AI-Nokio został w kościele. Patrzył na młodego mężczyznę na krzyżu i myślał. „Bóg stworzył człowieka, a ten go zabił. Mnie stworzył ojciec - człowiek, a ja też go zabiłem. Jakie to podobne... Historia lubi się powtarzać. Więc my roboty…” Nie dokończył myśli, bo jakiś mężczyzna przyszedł zamykać kościół. „Wrócę tu jeszcze” obiecał sobie AI-Nokio.

Następny odcinek:

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1990-ai-nokio-idzie-do-szkoly

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Beata Niedźwiedzka

GdL 6/2022

Algorytm bycia człowiekiem

Beata Niedźwiedzka

Odcinek 3

Poprzedni odcinek

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1976-ai-nokio-staje-przed-sadem

AI-Nokio szedł ulicami Perfect City. Było już późno. Zmierzchało, a on szedł i szedł. Idąc zaglądał w okna domów dokładnie w taki sam sposób, jak dwa lata temu AI-Petto. Przypominał sobie opowieści ojca o wielkiej tęsknocie do syna, która była tak wielkim pragnieniem, że pewnego dnia stała się rzeczywistością.
Czy to nie jest prawdą, że nasze wielkie pragnienia mają szansę się urzeczywistnić ?
Tak więc ta wcielona w 9 letniego chłopca tęsknota chodziła teraz śladami swego ojca i tak jak on szukała własnych marzeń.


Tak samo jak ojciec, AI-Nokio obserwował ludzi w ich domach, ale to co widział było zupełnie inne. Czyżby tak wiele zmieniło się przez te ostatnie dwa lata? Chłopak nie widział szczęśliwych małżeństw lub rodziców z dziećmi, o których z takim entuzjazmem opowiadał AI-Petto, zamiast tego oglądał ludzi skulonych samotnie przed ekranami telewizora czy komputera i wpatrzonych weń jakby to była najważniejsza rzecz na świecie. Dlaczego nastąpiła taka zmiana ? Co się stało?
„Dlaczego ludzie przestaliby kochać ludzi , a zaczęli kochać maszyny?”
„ Co im się stało? Co się wydarzyło?” - zastanawiał się.
Przypomniał sobie, że również i w życiu AI-Petto nie było innych ludzi. Żadnej kobiety. Żadnych rodziców, żadnego rodzeństwa. Także i znajomi nie przychodzili do nich.
AI-Nokio zastanawiał się nad tym długo.

„ A może inni ludzie są nie warci kochania?” - pomyślał.
„ Może to właśnie maszyny są lepsze i bardziej zasługują na miłość i przyjaźń niż ludzie? Przecież można je włączyć i wyłączyć kiedy się chce. Można mieć nad nimi władzę wciskając przycisk pilota.. ”
Obserwacje wydawały potwierdzać to spostrzeżenie. Wtem do głowy przyszła mu nieoczekiwana myśl:
„Jeżeli jesteśmy lepsi to, w takim razie dlaczego ojciec chciał bym stał się człowiekiem?” Dlaczego i po co?
Po co mam się stać człowiekiem, tato ? - krzyknął głośno podniósłszy głowę.
"Właściwie to po co wybrałeś sobie za syna robota? Jeśli nie mogłeś mieć swojego, to przecież dużo prościej i łatwiej byłoby po prostu zaadoptować chłopca z sierocińca. Ot, chociażby takiego jak ten , który stoi przy Ratuszu w Perfect City. Nie byłby co prawda Twoim biologicznym dzieckiem i nie byłby podobny, ale tak naprawdę to czy syn – robot będzie kiedykolwiek do Ciebie podobny?
„ i czy to w ogóle jest możliwe bym stał się człowiekiem?”
„ Widzisz … gdybyś miał ludzkie dziecko, to ono pobiegło by po pomoc do sąsiada, a ja rozbiłem Ci głowę. Umarłeś przeze mnie, bo myślałem jak robot.
„Czy ja jestem w stanie kiedykolwiek stać się człowiekiem i co to znaczy być człowiekiem?”

Czy w ogóle jest jakiś algorytm na bycie człowiekiem? - zastanawiał się AI-Nokio. Muszę poszukać...

Następny odcinek

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1987-czy-robot-moze-miec-dusze

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Beata Niedźwiedzka

GdL 6/2022

AI-Nokio staje przed sądem

Beata Niedźwiedzka

Odcinek 2

Poprzedni odcinek

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1973-klopot-ai-nokio

Skulonego nad zwłokami swojego ojca AI-Nokio znaleźli policjanci zaalarmowani przez pracodawców. AI-Petto bowiem, od kilku dni był nieobecny w pracy, co mu się nigdy nie zdarzało. Zawsze jeśli był chory dzwonił wcześniej lub tez stawiał się w firmie punktualnie na godzinę 9:00.

AI-Nokio staje przed sądem

 Ainokio staje przed sądem

 AI-Nokio ( rys. Helena Kowalska)

Policjanci wypytali dokładnie o przebieg zdarzeń, a  AI-Nokio  wyczerpująco odpowiadał.

- Więc go zamordowałeś - stwierdził policjant.

- Nie! nie zamordowałem go, tylko chciałem wymienić podzespoły – odpowiedział AI-Nokio.

Jakie podzespoły, co ty opowiadasz?! – krzyknął policjant.  Uderzyłeś go w głowę ostrym dłutem i podłączyłeś do prądu !!! – dodał.

-Nie,  ja tylko robiłem tylko to on co mi robił – odpowiedział AI-Nokio . Otwierał mi klapkę z tyłu głowy i poprawiał. I jeszcze nakazywał, bym robił wszystko tak jak  on robi.

Jednak policjanci nie chcieli słuchać wyjaśnień AI-Nokio.

Został zabrany z domu i osadzony w więzieniu. Po kilku dniach odbyła się rozprawa sądowa nad AI-Nokio. To było coś czego wcześniej nigdy nie widział.

 Na dość duża salę wszedł tłum ludzi. Kilkoro  z nich było w dziwnych sukniach, a reszta to  dziennikarze i  szereg gapiów zainteresowanych tym sensacyjnym zdarzeniem.

Ci w sukniach weszli na podium i zajęli miejsca za długim stołem.

-Czy jesteście księżmi i czy teraz będziemy się modlić? -zapytał grzecznie AI~Nokio  wspomniawszy swoją wizytę w kościele.

- Nie drogie dziecko, nie będziemy się modlić. Jesteśmy Wysokim Sądem i będziemy Cię sądzić - odpowiedziała szacowna starsza pani w długiej sukni.

- A ile właściwie ty masz lat? – zapytała.

- Mam dziewięć lat, ale urodziłem się dwa lata temu odpowiedział  AI-Nokio.

- Nie rozumiem - skrzywiła się sędzina. To w końcu dziewięć czy dwa? – zapytała.

Nim AI-Nokio zdążył otworzyć usta, pan w długiej sukni, który przedstawił się jako obrońca wykrzyknął

-W takim razie nie możemy go sądzić! Może powinniśmy skierować sprawę do wydziały do spraw nieletnich? – zapytał.

- Ależ kolego! - zauważyła przytomnie sędzina, w tej grupie wiekowej karnie odpowiadają rodzice, a jego ojciec jak wiadomo nie żyje. Poza tym chłopiec jest robotem – dodała,

- Nie mamy wydziału do spraw robotów - ripostował obrońca.

- Kolego, niech kolega nie będzie śmieszny! - zdenerwowała się sędzina. Proszę w końcu przeczytać raport policji . Chcę  wreszcie dowiedzieć się o co chodzi.

Przeczytano cały przebieg zdarzeń i wszystkie ważne i mniej ważne fakty zebranie skrupulatnie przez pracowitych policjantów. Sędzina kiwała ze smutkiem głową.

 - Jestem przerażona – rzekła. Co masz na swoją obronę? – zapytała oskarżonego.

- A przed kim mam się bronić? - zapytał grzecznie AI-Nokio.

Niski mężczyzna nazywający się prokuratorem zaczął się głośno śmiać.

 - Czy my jesteśmy zdrowi na umyśle sądzić robota??? – zapytał.

- Tak! - wrzasnął obrońca. Nie powinniśmy sądzić robota, bo po pierwsze co z nim zrobimy? Wsadzimy go do więzienia? Czy można  ukarać zabraniem wolności tego, kto nie ma pojęcia co to jest wolność i kogo jedyną potrzebą jest bycie blisko gniazdka elektrycznego? – pytał obrońca.

- Po drugie jeśli będziemy tak dalej postępować to w więzieniach będą siedziały roboty, dachówki, które spadły z dachów, które zabiły ludzi oraz skórki od bananów na których pośliznęli się pechowcy.

- Po trzecie: za błędy fabryczne odpowiada producent, a ten jak wiadomo poniósł już śmierć – oznajmił obrońca.

- No nie, no nie , no nie !!! - wrzasnął prokurator. Jesteśmy świadkami potwornej zbrodni. Zginął niewinny człowiek i ten oto robot ma zostać uniewinniony???. Trzeba rozebrać go na części. Do ostatniej śrubki!!!- krzyczał.

- Drogi kolego- rzekła sędzina. Cenię pańską wiedzę, doświadczenie, ale pragnę przypomnieć, że nie ma takiego paragrafu , który kończy się karą „rozbioru do ostatniej śrubki” a ponadto kara śmierci w kodeksie karnym nie figuruje.

Nostra Lex400

- Wysoki Sądzie jestem oburzony. Czy Wysoki Sąd ma zamiar go wypuścić bez kary? Czy Wysoki Sąd chce by psychopatyczne roboty latały po naszym Perfect City i mordowały ludzi. Czy tak ma być w naszym Nowym Wspaniałym Świecie? - krzyczał prokurator. Wymachiwał przy tym nerwowo rękami i ciężko dyszał, a po chwili zrobił się cały czerwony.

- Drogi kolego,  proszę się opanować – sędzina też podniosła głos.  Z takimi pretensjami i wrzaskami to proszę pod sejm, by uchwalił  stosowną ustawę. Na razie nie ma odpowiedniego prawa, a my działamy według prawa, prawda? – dodała.

I wtedy się naprawdę pokłócili wszyscy: sędzina z prokuratorem, prokurator z obrońcą, obrońca z sędziną. Nikt nie zwracał uwagi na AI-Nokio, który w międzyczasie zaczął się nudzić. Dlatego chłopiec wymknął się niepostrzeżenie, jak to robią sprytne roboty.  Nikt go też specjalnie nie pilnował. Po prostu był kłopotem, z którym nikt nie wiedział co zrobić, więc może i lepiej że zniknął.

AI-Nokio  chodził ulicami Perfect City, jak kiedyś jego ojciec i myślał o rozprawie. Nic z tego nie rozumiał, ale nie… zrozumiał jedno: gdybym był człowiekiem ukarali by mnie, chociażby poprawczakiem. Jako robot jestem bezkarny, bo nie ma paragrafu na robota.  Jestem ponad prawem podsumował. W tym momencie przypominał sobie tytuł filmu, który zainspirował jego ojca: AI – sztuczna inteligencja wszystko może.

Następny odcinek

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1984-algorytm-bycia-czlowiekiem

Beata Niedźwiedzka

GdL 6/2022

Kłopot AI-Nokio

Odcinek 1

Beata Niedźwiedzka

Na przedmieściach wielkiego miasta Perfect City mieszkał pewien informatyk o imieniu  AI-PETTO. Miał już 45 lat i wielką tęsknotę w duszy.  Mimo, że całe życie zajmował się komputerami, to bardzo chciał mieć rodzinę. Wieczorami opuszczał   swoje mieszkanie, by chodzić po ulicach Perfect City.  Zaglądał w rozświetlone lampami okna i obserwował cudze życie. Widział, jak ludzie rozmawiali ze sobą jedząc kolację, jak głaszczą swoje dzieci, jak nieznani mężczyźni podnoszą je z zachwytem do góry. Tak bardzo pragnął mieć syna…

AI Nokio5

  AI-Petto

Musimy tu wspomnieć, że AI-Petto nigdy nie miał śmiałości do kobiet. W młodości miał wadę zgryzu, co doprowadzało go do rozpaczy. a potem dodatkowo zaczął tracić włosy

AI Nokio popr

AI-Petto (rys. Helena Kowalska)

Coraz bardziej i bardziej przypominał swojego łysego dziadka. Ech, z takim wygładem  to żadna mnie nie zachce nawet na kolację w restauracji, a co mówiąc o małżeństwie” myślał. Aż pewnego dnia… obejrzał film

AI sztuczna inteligencja wszystko może!

-Tak, właśnie tak! - wykrzyknął.

- AI wszystko może, więc zrobię mojego syna. Mojego wymarzonego chłopca! Dlaczego o tym wcześniej nie pomyślałem? - zastanawiał się AI-Petto.

Czuł się jak wielki Ojciec Kreator Braus. Będę ojcem i matką w jednym, panem stworzenia. Bardziej kimś wspanialszym niż każdy ojciec biologiczny. Jak wiadomo ojciec biologiczny nie wybiera koloru oczu ani kształtu twarzy swoich dzieci. A on mógł to wybrać. Skoro mógł to wybierał i dobierał wszystko. Dokładnie wszystko: kolor oczu, włosów, skóry, kształt sylwetki, dźwięk mowy. To miał być 9 letni chłopiec, szczupły, dość wysoki. Piękny. Inteligentny. AI-PETTO kombinował, kupował najlepsze materiały, ciągle coś dokładał i dokładał, aż pewnego dnia skończył  dzieło swego życia.

- Witaj synu! - powiedział wzruszony AI-Petto.

Ainokio 11

 Nadał mu imię AI-Nokio.

- Witaj tato! - miłym głosem odpowiedział chłopiec.

Szczęście AI-Petto nie miało granic. Od tego momentu wykorzystując najnowsze metody uczenia maszynowego, w tym deep learningu, uczył chłopca siebie i świata. Cieszył się, cieszył się bardzo.

- Patrz i powtarzaj tak jak ja robię - instruował wprowadzając coraz to nowe dane. Chłopiec chłonął całą tę wiedzę przekazywaną przez ojca.

- Tak bardzo chciałbym byś był prawdziwy, byś był człowiekiem - rozmarzył się kiedyś AI-Petto.

- Co to znaczy tato być człowiekiem?- spytał  AI-Nokio.

- Wiesz być człowiekiem to znaczy mieć serce i duszę. Ale nie martw się… Na obecnym etapie technologii myślę, że wkrótce uda się rozwiązać ten problem, synku. Zobacz już teraz jesteś inteligentniejszy niż wszystkie inne dzieci i nie chorujesz. Jesteś lepszy od innych - wyznał.

Wszystko było super, aż do dnia, kiedy w późnej porze śniadaniowej AI-Nokio wszedł do pokoju AI-PETTO. Ojciec, jak nigdy dotąd leżał na podłoże i rozkrzyżowanymi rękami i ciężko oddychał.

- Tato? tato? słyszysz mnie? - zawołał AI-Nokio. Dookoła panowała cisza…Podniesiona ręka ojca opadła bezwładnie na podłogę. 

- Tato, chyba coś się w Tobie zepsuło? - pytał AI-Nokio.

Przypomniał sobie słowa, który zawsze do niego mówił:

- Powtarzaj za mną! -

Zaczął szukać klapki w głowie AI-Petto, tak jak robił ojciec, gdy on niedomagał. Zawsze poprawiał położenie podzespołów w głowie i wymieniał te zepsute.

- Tato naprawię Cię, tylko gdzie ta klapka. Ooo… to dłuto może pomóc w znalezieniu tej klapki w głowie - z całą siłą uderzył ostrym narzędziem ojca w głowę. Czaszka pękła z głuchym hukiem, a z jej wnętrza wylała się dziwna galaretowata zawartość.

- Co to jest? - zdziwił się AI-Nokio.

- Mniejsza o to co to jest, to pewnie nic ważnego. ale  gdzie są podzespoły, za pomocą których naprawię mojego Tatę?- zastanawiał się. 

- Chłopiec nerwowo grzebał wewnątrz czaszki, wyrzucając resztki mózgu AI-Petto na podłogę. Hmmm.. chyba tu nie ma żadnych podzespołów – zdziwił się. A może baterie Ci siadły, tato? AI-Nokio wziął kabel i podłączył AI-Petto do kontaktu w ścianie. Gdy ciałem informatyka zaczęły wstrząsać  skurcze AI-Nokio zdziwił się bardzo.

Dlaczego nie ładujesz się spokojnie, tylko tak podskakujesz i drgasz? Czemu on tak dziwnie zachowuje się? - nie mógł się nadziwić AI-Nokio.

Następny odcinek

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1976-ai-nokio-staje-przed-sadem

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Beata Niedźwiedzka

GdL 6/2022

Księżniczka Nibylandii podejmuje życiową decyzję!

Beata Niedźwiedzka

Księżniczka Nibylandii choć na co dzień mieszkała w pięknym zamku, wyraźnie rozgościła się w naszej Redakcji GdL. Nie przeszkadzały jej skrzypiące fotele, niskobudżetowe wyżywienie oraz dzień pełen dyskusji i obowiązków redakcyjnych, a także pilnych zadań do wykonania.

Miała wszystko, nie wykluczając zalotników, którzy tłukli głową w zamkowe mury z rozpaczy, że nie byli w stanie zdobyć względów księżniczki Nibylandii. Pewnego dnia westchnęła, chlipnęła i spojrzała na nas znacząco. 

- Muszę Wam coś powiedzieć - rzekła.

- To było zaraz po moich trzydziestych urodzinach. Było lato. Kwitły pałacowe kwiaty, a ich zapach roznosił się po całej okolicy. Śpiewały ptaki sprowadzone z różnych zakątków świata. Siedziałam na ławeczce, gdy na poręcz wskoczyła pokaźna żaba - snuła swą opowieść Księżniczka Nibylandii.

- Droga księżniczko. Nie jestem żabą, lecz pięknym księciem - żaba niespodziewanie przemówiła ludzkim głosem. Prowadziłem hulaszcze życie, nie dbałem o ludzi. Byłem arogancki i zarozumiały, dlatego czarownica zamieniła mnie w brzydką żabę, by poprawić mój charakter.

- Od tamtego czasu wiele zrozumiałem i stałem się innym człowiekiem. Stanę się znów pięknym młodzieńcem, gdy prawdziwa księżniczka pocałuje mnie i nie będzie się mnie brzydzić. Pokochaj mnie moja droga, a uszczęśliwię Cię i dam Ci gromadkę słodkich książąt - żaba kontynuowała swą niesamowitą opowieść...

- Też coś - pomyślałam. Jestem feministką i nikt mnie nie będzie wciskał w rolę matki, praczki i kucharki. Nie po to kończyłam studia zagraniczne żeby być czyjąś służącą. Jednak szepnęłam słodko do księcia: zamknij oczy.

- I co??? I co było dalej??? - zawołałyśmy obie z Redaktor Naczelną.

- Na skupie żabich udek dali mi bardzo dobrą cenę. Sprzedający był zachwycony, że trafił mu się taki rzadki  gatunek i do tego jaki dorodny! Powiedział, że trafi do najlepszej restauracji w księstwie NIbylandii - oznajmiła z uśmiechem nasza rozmówczyni.

- Za uzyskane ze sprzedaży żabich udek pieniądze kupiłam sobie taki oto piękny pierścionek - dokończyła swą opowieść Księżniczka Nibylandii.

<a href=

Źródło ilustracji: https://en.wikipedia.org/wiki/Engagement_ring

Beata Niedxwiedzka ciemne wlosy

Beata Niedźwiedzka

GdL 5/2022

 

Świat bez granic, fantazja bez granic. Bajki dla dorosłych

Wstęp

"Świat bez granic, fantazja bez granic. Bajki dla dorosłych" - to cykl publikacji Beaty Niedźwiedzkiej utrzymanych w konwencji bajek. Beata będąc Mamą dwóch córek Magdy i Kasi (także lekarek) ma dużą wprawę w czytaniu oraz opowiadaniu bajek dzieciom. Czas płynie, dzieci dorastają, ale mimo to nie przemija potrzeba słuchania bajek - chcemy je słyszeć aby choć na chwilę przenieść się do innego świata ponieważ "ten świat" przestał się nam podobać. Jednak nie możemy przenieść się na stałe do wymarzonego świata fantazji. Musimy pozostać tu i teraz, ale choć przez chwilę możemy udać się na emigrację. Beata także w tym względzie ma doświadczenie bowiem od ponad 10 lat praktykuje jako specjalista ginekologii i położnictwa w Wielkiej Brytanii. Przenieśmy się więc i my na... skrzydłach smoka do świata bajek dla dorosłych.

Krystyna Knypl

<a href=

Źródło ilustracji:

https://en.wikipedia.org/wiki/Dragon

Tytuły i linki do bajek dla dorosłych, które pisze na łamach GdL Beata Niedźwiedzka

1. Covidowa dziewczynka z zapałkami

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1545-covidowa-dziewczynka-z-zapalkami

2. Wyobraź sobie... rok 2084

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1658-wyobraz-sobie-rok-2084

3. Wyobraź sobie... rok 2084, cz. 2

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1662-wyobraz-sobie-rok-2084-cz-2

4. Randka z wirusem

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1660-randka-z-wirusem

5. Rada na trudne czasy: musisz stanąć po właściwej stronie lustra

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1864-rada-na-trudne-czasy-musisz-stanac-po-wlasciwej-stronie-lustra

6. Księżniczka Nibylandii

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1955-ksiezniczka-nibylandii

7. Księżniczka Nibylandii podejmuje życiową decyzję

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1957-ksiezniczka-nibylandii-podejmuje-zyciowa-decyzje

Krystyna Knypl

GdL 5/2022

 

Księżniczka Nibylandii

Beata Niedźwiedzka

Wczoraj gdy już zmierzchało, przyszła do naszej redakcji zrozpaczona księżniczka. Łzy lały się po jej policzkach, jak maleńkie strumyki w Nibylandii.

„ Jestem księżniczką. Prawdziwą księżniczką. Moim królestwem jest Nibylandia. I jestem w rozpaczy. Pozwólcie, że opowiem swoją historię” zaczęła. Gościnna Redaktor Naczelna o niezwykle dobrym sercu podsunęła uczynnie nasz najlepszy skrzypiący fotel, przykryła ją  ciepłym kocem i wcisnęła w zmarznięte ręce szklankę gorącej herbaty z melisy. Zamieniłyśmy się w słuch.

<a href=

Źródło ilustracji: https://pl.wikipedia.org/wiki/Smok

Księżniczka pochlipując zaczęła:

„Drogie moje…. Otóż…

Gdy kończyłam drugą dziesiątkę lat mojego życia odbyła się wielka narada w moim królestwie.  Byłam tam ja , jako główna osoba, mój ojciec Król Nibylandii, moja matka Królowa i nadworny psycholog oraz strateg w jednej osobie. Zastanawialiśmy się nad moją przyszłością. Ja jako jedyne, najpiękniejsze i najgenialniejsze dziecko Nibylandii, przyszła królowa zasługiwałam na naprawdę kogoś wyjątkowego. Kogoś zarówno najpiękniejszego na świecie, najinteligentniejszy, i najdzielniejszego; kogoś kto będzie mnie kochał największą miłością i zaspokoi wszystkie moje potrzeby. Ogłoszenie o poszukiwaniach stosownego człowieka i wymaganiach postanowiono zamieścić we wszystkich gazetach naszego państwa, a nawet powiesić na każdym słupie ogłoszeniowym. Do czasu odnalezienia kandydata oraz sprawdzenia jego  jakości umieszczono mnie w wysokiej wieży, którą pilnował siedmiogłowy smok Baltazar. Zionął on nie tylko ogniem, ale też jadem, pogardą i wyzwiskami.

Na początku było trochę kandydatów, ale albo ten był za brzydki, albo tamten zbyt głupi, albo jeszcze inny niewychowany.

Zdarzali się tacy, którzy byli i piękni i mądry, ale nie brak im było wytrwałości by wspiąć się po wysokiej wieży bronionej przez dyszącego ogniem Baltazara. Paru śmiałków nawet się wspięło się na szczyt, ale Baltazar mi ich zohydził „patrz nie przyszli by Cię kochać, ale by zabrać Twoje pieniądze albo ciało”.

Innym razem mówił „ ten na pewno nie zaspokoi Twoich potrzeb intelektualnych na całe życie. Patrz jaki nudny” albo „ten to do niczego się nie nadaje, Nie będzie można bywać z nim w towarzystwie. Zmarnuje i ciebie i królestwo”

Nudziło mi się, czułam pustkę i samotność,  więc ojciec rozkazał, by smok Baltazar brał mnie na swój grzbiet i pomocy rozległych skrzydeł latał ze mną w różne zakątki Nibylandii oraz sąsiednich krajów. Po kilku latach byłam już wszędzie.

 Nudziło mi się coraz bardziej, więc zapisywałam się na różne kursy na uniwersytetach. Konsultowałam się z nadwornym psychologiem, jak kochać siebie i zaspokajać swoje potrzeby. Mam przecież jedno życie i nie zamierzam spędzić je z kimś  nieodpowiednim.

Przyszło mi nawet na myśl, że jestem właściwie w relacji ze smokiem, z tą zimną, nienawistną i szydzącą gadziną, ale pomyślałam „to tylko na teraz. Jak przyjdzie ten mój to szybko ucieknę i dopiero zacznę żyć”

Lata mijały i mijały. Umarła Królowa, umarł Król. Umarł Nadworny psycholog i strateg w jednej osobie. Podupadło Królestwo, bo jedyną osobą – głową państwa była Księżniczka  zawieszona w próżni czekania i tymczasowości. W końcu poddani zmusili mnie do abdykacji i ogłosili republikę.

Pewnego dnia rankiem przyszedł smok i oznajmił: "znudziłaś mi się. Jesteś już stara i brzydka. I żałosna. Nie mam co pilnować, bo nikt od wielu lat już nie przychodzi. Siedź sobie sama lub rób co chcesz” I odleciał. I jeszcze do tego, po południu, dostałam maila od firmy wspinaczkowej.

„Droga pani, czy możemy wynająć pani wieże do wspinaczki? Nic od pani nie chcemy. Nie chcemy być pani mężami. Chcemy tylko poćwiczyć na tej wieży wspinanie. Za wynajem oczywiście zapłacimy".

Księżniczka zalała się łzami. „Nic nie chcą. Rodzice pomarli. Straciłam pozycję głowy państwa i jednocześnie moją posadę. Nawet smok odleciał.”

Nasza Redaktor Naczelna pochyliła się nad księżniczką, otuliła ją drugim kocem i podała kolejną szklankę  herbaty. Tym razem czarną herbatę z cytryną oraz łyżeczką cukru.

„Zejdź wreszcie z tej wieży i nie czekaj całe życie na księcia z bajki. Otwórz u  podnóża wieży kawiarnię „ Pod Wiecznie Czekającą Księżniczką” i dzięki temu zarobisz na życie. Będziesz wśród ludzi i ktoś się wreszcie do Ciebie uśmiechnie - poradziła księżniczce Redaktor Naczelna. Ona potrafi ludziom dobrze poradzić...wiem coś o tym.

Beata Niedxwiedzka ciemne wlosy

Beata Niedźwiedzka

GdL 5/2022

Przygotuj się na starość!

Beata Niedźwiedzka

Współczesna epoka charakteryzuje się gloryfikacją młodości, sprawności oraz osobliwie rozumianej piękności ciała, która jest możliwa do osiągnięcia jedynie przy wydatnej pomocy biznesu kosmetycznego, fryzjerskiego oraz paznokciowego.

Nie ulegając zbytnio tym modom zastanawialiśmy się w gronie redakcyjnym nad postawami, nas lekarzy wobec własnej starości i śmierci. Rozmowy w redakcji były ciągiem dalszym  pewnej lekarskiej dyskusji toczonej w internecie. Nie ukrywamy, że wpisy wielu kolegów lekarzy bardzo nas zmartwiły i zastanowiły. jednocześnie. Jedynym rozwiązaniem kwestii starzenia się i starości dla wypowiadających się kolegów była odpowiednio wcześnie wykonana eutanazja.

Zastanawialiśmy się z czego to wynika. Czy z ogólnej pogardy dla starszych i mniej sprawnych osób przy jednoczesnej gloryfikacji młodości i kultu młodego ciała? Z przekonania, że w tym wieku nic dobrego mnie już nie spotka, poza bezradnością, zależnością i strachu przed upokorzeniem ?

Z uświadomienia sobie niemożności spełnienia społecznych oczekiwań i związanym z tym wstydem? Przez całe życie większość z lekarzy  poświęcała swoje życie by sprostać  wymaganiom profesjonalizmu, poziomu życia (stanu majątkowego,  samochodu, ba nawet i miejsca spędzania wakacji), czy wyglądu. Starali się wszystko wiedzieć i wszystko móc, nie przeczuwając, że jest to tylko  chwilowe.  Na starość, gdy utrzymanie się w peletonie wyścigu szczurów jest niemożliwe -  już nic nie zostaje, prócz pustki.

<a href=

Źródło ilustracji: https://en.wikipedia.org/wiki/Vincent_van_Gogh

A może po prostu my lekarze nie umiemy żyć? Za młodu zmuszani do ciężkiej pracy przez szefów i potem kolejno przez chęć kariery, chciwość pieniądza, zobowiązania finansowe oddawaliśmy nasze życie po kawałku (czas dla przyjaciół, rozrywkę, rozwój inny niż zawodowy, życie rodzinne), aż wreszcie została tylko praca. A gdy praca się skończy zostaje NIC… I nikt.. Bo dzieci (o ile były) dorosły i poszły w świat, a współmałżonek (o ile był) zrobił to wcześniej lub stał się  obcym człowiekiem…

Jeszcze gdzieś tam w pamięci pozostało wspomnienie  smaku kanapki podarowanej przez przyjaciela w dzieciństwie.  Lata konkurencji z innymi zniszczyły umiejętność budowania relacji, w tym i zaufanie do ludzi. Część z kolegów prawdopodobnie chodziła  w pewnych okresach życia do psychoterapeutów, jednak psychoterapeuci uczą głównie zaspakajania potrzeb. Nie uczą co robić wtedy gdy egocentryczne społeczeństwo nie jest zdolne do karmienia się nawzajem, a części emocjonalnych potrzeb  bez udziału drugiego człowieka samemu zaspokoić się nie da.   A może warto spojrzeć  na życie inaczej. Mądrzej… Jaka to szkoda, że nikt nie uczy mądrości…

Społeczeństwo uczy nas odgrywania ról, ale nie człowieczeństwa. Nie uczy mądrości, nie uczy wolności, nie uczy przeciwstawiania się przeciwnościom losu. Nowoczesnemu społeczeństwu potrzebni są wytrwali pracownicy, którzy umrą tuż przed emeryturą, nie marnując społecznych pieniędzy.  

Dlaczego tak szybko się poddaliśmy się jako społeczeństwo, jako lekarze? Dlaczego instynkt życia wygasł już wśród nas? Dlaczego nie mamy nadziei, że potrafimy nadal tworzyć ciekawe życie budując wspierające relacje z innymi ludźmi? Dlaczego, nie mamy wiary, że jest to ciągle  możliwe?

Moja propozycja: bądź przygotowany na starość, a przygotowania zacznij czynić już dziś. Będziemy do tego tematu powracać na łamach GdL podając konkretne wskazówki.

Beata Niedźwiedzka

GdL 1 / 2022

Wyobraź sobie ... rok 2084 , cz. 2

Beata Niedźwiedzka

 <a href=

Źródło ilustracji: https://en.wikipedia.org/wiki/Radiology

Z PAMIĘTNIKA MEDYCZNEGO WYROBNIKA

Poprzedni odcinek

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1658-wyobraz-sobie-rok-2084

Kalendarz 2084.JPG styczen

5/01/2084. Kredyt

Windykator bankowy  patrzył surowym wzrokiem na klientkę:

- Musimy zabrać pani mieszkanie – to pod hipoteką, na które wzięła pani 500 tysięcy kredytu.

- Dlaczego ? – Madalina była przerażona. Po policzku potoczyła się łza. Spłacała już 20 lat ten kredyt i doczekać się nie mogła, kiedy go zamknie – przecież zostało mi tylko 50 tysięcy !!!

- Dostaliśmy informacje ze służb medycznych, że złamała pani palce a to znaczy 3 miesiące na głodowym chorobowym. Jest pani radiologiem ,a do opisu potrzebuje pani palce. Nie będzie więc pani mogła tego kredytu spłacić

-Ale jak to ? To tylko 50 tysięcy!

Windykator patrzył znudzony - będzie  kara 50 tysięcy za zwłokę w spłacaniu i po 30 tysięcy odsetek z dodatkowymi opłatami wyjdzie jakieś 200 tysięcy do spłacenia

-Ale ja nie zrobiłam tego specjalnie. Miałam wypadek.

Windykator rozzłościł się – państwa osobiste wypadki nas nie interesują. Poza tym może  lepiej by było gdyby pani złamała komuś serce i zaszła w ciążę. Mielibyśmy jakaś gwarancję, że kredyt spłaci następne pokolenie

- Ale to niesprawiedliwe – jęknęła Madalina

-Szanowna klientko. Tu nie ma sprawiedliwości. Tu są umowy. Nie wywiązuje się pani z umów – zabieramy mieszkanie. Sama pani to podpisała. O tu – stuknął palcem w papierową umowę, gdzie widniał podpis Madaliny.

- Ile pieniędzy dostanę? Miałam 600 tysięcy wkładu własnego

- Hmm nie wiem czy w ogóle dostanie pani jakieś pieniądze. Musimy to mieszkanie upłynnić. Bank nie będzie tam przecież mieszkał. No może prezes banku, jeśli mu się spodoba. Ale on nie da dużo. Może jakieś 20 tysięcy w licytacji…

Widzi pani te wszystkie opłaty : windykacja, komornik, licytacja – jedna może druga lub trzecia. To robota dla ponad 20 ludzi. Każdy z nich chce dobrze zarabiać, więc zarabiają po 25 tysięcy. Pracują przecież dla banku i to renomowanego banku, z którego jesteśmy dumni. Dodatkowo opłaty dla sądu, powiadomienia pocztowe itd. – sama pani rozumie..

Beata Niedźwiedzka

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

GdL 1 / 2022

Randka z wirusem

Beata Niedźwiedzka

Do naszej redakcji przyszedł list::

Droga Redakcjo,

Całe życie jestem szarą myszką. Jednak od zawsze marzę, by związać się z kimś kto jest sławny, o kimś, o kim wszyscy mówią, takim z pierwszych stron gazet. Chciałam by moje życie przez to nabrało rumieńców.

Wybór padł na Koronawirusa Celebrytę.

Najpierw zaprosiłam go do znajomych, potem wprowadził się do mnie.

Pierwsze nasze noce były takie, że brakowało mi tchu. Miałam dreszcze. Rozpalił mnie chyba do temperatury powyżej 40 stopniu; chyba bo zupełnie straciłam głowę. W końcu odbił mi płuca. Od tego co ze mną robił do dziś bolą mnie mięśnie i mam zawroty głowy.

Chyba mam już dość.

Co robić, droga redakcjo, co robić?”

Ewelina z Ełku

<a href=

Źródło ilustracji: https://en.wikipedia.org/wiki/Dating

Jako szefowa działu łączności czytelnikami udzieliłam Ewelinie następującej odpowiedzi

Droga Czytelniczko,

Po pierwsze uważaj z kim się wiążesz. Koronawirus jest co prawda celebrytą, ale Ty celebrytką się już nie stałaś.

Co do Twego pytania:  Oficjalna strona rządowa zaleca w takich przypadkach 10 dniową randkę sam na sam w izolacji od innych. Po tym czasie powinnaś mu się znudzić. Po kilku miesiącach dojdziesz do siebie.

Gdyby jednak łajdak zaczął Cię dusić, wezwij pomoc, dostarczą Ci trochę tlenu.

Beata Niedźwiedzka

Szefowa działu łączności z Czytelnikami

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

P.S.. W wolnej chwili poczytaj

Wyobraz sobie... rok 2084

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1658-wyobraz-sobie-rok-2084

GdL 1 / 2022

Wyobraź sobie ... rok 2084

Beata Niedźwiedzka

<a href=

Źródło ilustracji:

https://en.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Ignacy_Witkiewicz

Z PAMIĘTMIKA MEDYCZNEGO WYROBNIKA

1/01/2084. Wywiad z @Osobą Nr2347876

Gdy zastanawiałam się nad przyszłością świata, zamknęłam oczy. I mojej wyobraźni ukazała się cudowna kraina. Słoneczna, kolorowa. Nowoczesne, przestronne domy, szerokie, czyste ulice. Uśmiechnięci ludzie. Wspaniale miasta. Chciałabym się w nim znaleźć. Nowy Wspaniały Świat był taki pociągający.

Gwiazdozbiór Woznicy

Źródło ilustracji:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Gwiazdozbi%C3%B3r_Wo%C5%BAnicy

Zamówiłam więc transport z pomocą @Gwiazdozbioru Woźnicy, przeniosłam się do Nowego Wspaniałego Świata i przeprowadziłam wywiad z @Osobą Nr2347876, której portret prezentujemy poniżej.

<a href=

Źródło ilustracji:

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/ef/Witkacy_Nova_Aurigae.jpg

@Osobą Nr2347876 potwierdza: Żyje nam się wspaniale. Pracujemy tylko kilka godzin dziennie. Poza tym odpoczywamy, zwiedzamy, medytujemy , uprawiamy jogę. Podłączamy się do komputerów i przebywamy w świecie wirtualnym. Postawą naszej egzystencji jest hasło: NIE POSIADAM  zapoczątkowane m. in. przez niektóre media pod koniec 2021.

Stan posiadania przestał istnieć, podobnie  jak gotówka. Pieniądze zakończyły swój żywot w 2030 , kiedy za radami @Niktlausa centralny rząd krainy wprowadził system punktowy, testowany już od 2020 roku w @Tinach. Są punkty gwarantowane i dodatkowe: ujemne i dodatnie. Dodatnie są za  dobre zachowanie, uczynność, bezkonfliktowość i posłuszeństwo. Ujemne za bałagan, przekorę i  brak współpracy. Od uzbieranych punktów zależy całe Twoje życie – gdzie mieszkasz, gdzie i czy w ogóle możesz wyjechać, co wolno Ci robić.

Wszystko stało się oparte na abonamentach: możemy mieć abonament na mieszkanie, samochód, pralkę czy lodówkę. Wszystko jest wynajmowane ale i tez zmieniane. Powstały abonamenty na ubrania czy buty, a nawet na męża/ żonę czy dzieci. Jeśli komuś się nie podobała żona czy mąż może  ją wymienić na inny egzemplarz, bardziej odpowiadający  oczekiwaniom.

Jak zapowiadał @Niktlaus w wyniku cyfryzacji pracę straciło ok 85 mln ludzi. Na szczęście pandemia Virus aureus mimo powtarzających się co 3 miesiące skutecznych przymusowych szczepień zabrały dużą część ludności, pozostawiając tylko 700 mln . Wciąż jednak sporo jest niepotrzebnych ludzi.

Zniknęły takie zawody jak: nauczyciel, gdy wprowadzono nowoczesne nauczanie online , lekarz – poprzez wprowadzenie komputerowych algorytmów medycznych opartych  na EBM , czy dziennikarz – bo po co, skoro można wszystkie informacje potrzebne  znaleźć na rządowej stronie informacyjnej.

Każdemu z nas został wszczepiony chip, multifunkcyjny aparat  nadawczo odbiorczy,  magazynujący także dane osobowe, medyczne, dane odnośnie ilości punktów oraz lokalizujący danego osobnika, by ten nie zginął lub tez nie poszedł tam gdzie nie powinien. Wtedy silny impuls elektryczny potrafi każdego sprowadzić na jego właściwą drogę.

Owszem na początku był kłopot. Była grupa osób która nie chciała się zgodzić, mówiła jakieś niedorzeczne teorie o prawie, sprawiedliwości czy wolności. Jak można coś takiego mówić, gdy na wyciągniecie ręki jest bezpieczeństwo i wygoda. Dzięki właściwym ekspertom udało się to logicznie wytłumaczyć dużej części społeczeństwa i uniknąć tego by ludzie robili głupoty.

Brak zrozumienia tak oczywistych spraw stał się  przyczyną  tragedii tych co się upierali, ponieważ odmówili właściwej opieki medycznej – szczepień i badań. Cóż po prostu nagle wyparowali, a może w ogóle nie istnieli, bo słuch po nich zaginął…..i brak o nich jakichkolwiek informacji.

Tak więc ludzie żyją pod łaskawą opieką naszych dobroczyńców  takich jak @Rosos, @Niktlaus czy @Gill Bates, którzy w międzyczasie stali się nieśmiertelni. Tak, dokładnie tak. Poziom nauki jest już taki, że jeśli jakiś narząd naszym dobroczyńcom się zużyje to zastąpią go innym poprzez  transplantację. A nikt  swojego narządu takim dobroczyńcom ludzkości nie odmówi, nawet jeśli by to znaczyło dla darczyńcy narządu śmierć. Bo dla nas wszystkich przedstawicieli szarych mas, zapewnienie nieśmiertelności naszym wielkim przywódcom , bezustannie zatroskanym o Dobro Ludzkości, jest najważniejszym zadaniem, jest celem naszego życia.

 2/01/2084. Awaria w szpitalu!

Rok 2083 zakończył się w naszym szpitalu 2753 niepotrzebnymi zgonami. Niestety niepotrzebna śmierć zabrała tez trójkę naszych pracowników : @Klaudię, @Judy@Paula. Na zawsze pozostaną w naszej pamięci. Zaczęło się od tego, że w wyniku cięć finansowych  John Smith  stał się jedynym konserwatorem sprzętu szpitalnego. Od kilku tygodni był przepracowany. Zwykle solidny i zapobiegliwy przemykał się chyłkiem do jednej maszyny do drugiej trąc zmęczone oczy o smętnym spojrzeniu. Nie zauważył, że drobna, maleńka śrubka wypadła mu z kieszeni i potoczyła się w szczelinę maszyny skanującej. Tam też opadała w rytm pracujących wnętrzności skanera, aż wreszcie znalazła ostateczne miejsce.

Niestety wciskanie pewnych klawiszy podczas wpisywania nazwisk powodowało zaburzenia pracy mikroelementów co przełożyło się na nieprawidłowe wyniki. U tych wszystkich biednych nieszczęśników wynik badania brzmiał : rozsiana choroba nowotworowa.

Sytuację mógł jeszcze uratować @Olaf Paterson, gdyby zadumał się nad bezobjawowością owych chorych. Nie zadumał się jednak. Bo po pierwsze nie miał styczności z pacjentami, a po drugie rekomendowane przez niego do zakupu urządzenie skanujące wprawiało go wręcz w zachwyt. Poza tym to przecież ta maszyna poprawiała jego radiologów, nigdy odwrotnie. Biedaków mogli uratować też lekarze rodzinni, gdyby procedury badania przedmiotowego nie zostały wycofane w ramach działań przeciwpandemicznych.

Tak więc wyniki badań przesłane zostały pocztą elektroniczną do lekarzy rodzinnych, Ci wezwali szybko swoich drogich pacjentów i przekazali im z bólem serca ową straszną wiadomość.

Zmartwieni lekarze rodzinni wydali jeszcze skierowanie do psychologa i na  jedyną słuszną i właściwą w takich okolicznościach procedurę – @Uroczystą Eutanazję.

Zresztą przerażeni pacjenci tez tego chcieli, bo któż chciałby konać w cierpieniu i prowadzić życie niewarte życia. Czyż nie lepiej pożegnać się z bliskimi gdy jesteśmy w pełni władz fizycznych i umysłowych? Gdy w szpitalu  zorientowaliśmy w błędzie maszyny, znad krematorium unosił się jedynie dym….

3/01/2084.

Zaniepokojony @Administrator Ludzkości patrzył na morze falujących czarnych głów. Czego chcą Ci ludzie? I jak w ogóle mogło do tego dojść? Czy nie wprowadzono zakazu zgromadzeń ? Czy wysokie mandaty okazały się zbyt niskie?  Czy zasoby policyjno wojskowe okazały się zbyt słabe? Czy zawiodła szpiegująca sztuczna inteligencja ? Administrator był naprawdę przerażony. Dawaj mi tu prowodyra krzyknął do szeregowego @Kasprzaka.

Po chwili wprowadzono skutego kajdankami przywódcę i rzucono go na ziemię. Był to szczupły szatyn o mizernej twarzy w wieku około 30 lat.

- Czego żądasz? - srogo rzucił @Administrator Ludzkości

Przywódca podniósł głowę znad ziemi i zbolałym głosem wybłagał.

- Panie, panie… chcemy… chcemy wolności, chociaż od pasa w dół – wyszeptał szeregowy @Kasprzak.

Szerokie oblicze administratora rozpromieniło się. Ach tak… wolności od pasa w dół. A więc… Udzielam uprzejmej zgody. Ale ma być bez orgazmu! – pamiętajcie o tym zaleceniu. Orgazm jest zastrzeżony wyłącznie dla @Dobroczyńców Ludzkości. Ależ to oczywista oczywistość panie @Administratorze Ludzkości, że bez orgazmu. My nawet tak dokładnie nie wiemy na czym on polega, ale wiemy że jest to przyjemność tylko dla wybrańców losy, dla @Dobroczyńców Ludzkości.

4/01/2084. Dla dobra całej ludzkości

Zapotrzebowanie na szczepionki rosło każdego dnia. Ludzie pracujący przy ich produkcji nie wytrzymywali obciążeń. Zdecydowano się rozwinąć produkcję w oparciu o sztuczną inteligencję aby zwiększyć moce produkcyjne. Gdy przeglądałam serwisy prasowe prze moimi oczami  zaczęły wyskakiwać napisy: Brekaking News! Caution! Uwaga! Uwaga Pilne!

Dziś w nocy do naszej redakcji napłynęła poufna informacja. Otóż, w znanej firmie szczepionkowej produkującej szczepionkę przeciwko SARS COV 2 (niestety nie możemy ujawnić jakiej – groziłoby to sprawą w sądzie) doszło do fatalnego zdarzenia, które najprawdopodobniej zostanie utajnione. Sprawa dotyczy ampułek serii ZEA 451 27030-451 27952.

Sztuczna inteligencja obsługująca linię produkcyjną uległa awarii i przekierowała do puli szczepionek fiolki ze środkiem usypiającym dla zwierząt laboratoryjnych. Wydaje się, że injekcje nie będą śmiertelne, jednak są silnie neurotoksyczne i prowadzące do aplazji szpiku.

Czytelniku, jeśli ostatnio przyjąłeś szczepionkę lub ktoś Tobie bliski, zwłaszcza dzieci, udaj się natychmiast do lekarza by zapobiec tragedii. Sztuczna inteligencja ci nie pomoże! To musi być taki staromodny prawdziwy lekarz! Sztuczna inteligencja nie ma jeszcze opracowanych programów na takie pomyłki! Jak zdarzy się ich więcej, to opracujemy odpowiedni program i nie będziesz musiała fatygować się do doktora, chyba że będziesz bardzo i naprawdę chorą. Ta pomyłka zdarzyła się dla dobra całej ludzkości! Pamiętajcie o tym!

Beata Niedźwiedzka

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

GdL 1 /2022

Ciąg dalszy  "Wyobraź sobie ... rok 2084" pod linkiem

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1662-wyobraz-sobie-rok-2084-cz-2

Poprzednie odcinki pamiętnika medycznego wyrobnika

Z pamiętnika medycznego wyrobnika cz.1

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1304-z-pamietnika-medycznego-wyrobnika

Z pamiętnika medycznego wyrobnika cz.2

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1375-mozliwosc-wyboru-rozumiana-jako-dobro

Z pamiętnika medycznego wyrobnika cz.3

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1436-z-pamietnika-wyrobnika-czy-doswiadczenie-jest-wazne

Kto mianuje "ekspertów" na ekspertów?

Beata Niedźwiedzka, Krystyna Knypl

Motto:

Ekspert to czlowiek, który przestał myśleć, on wie. F.L.Wright*

Ekspertów mamy teraz taki dostatek jak nigdy wcześniej w dziejach ludzkości. Wystarczy otworzyć telewizor lub radio, kliknąć na dowolną stronę internetową nie tylko w języku ojczystym ale i każdym innym, aby doznać szoku poznawczego w kwestii mnogości "ekspertów". Można zaryzykować tezę, że eksperci namnażają się z szybkością dorównującą koronawirusom, ze szczególnym uwzględnieniem SARS-CoV-2. 

Kto to jest ekspert?

Sięgnijmy po Słownik Języka Polskiego PWN, aby doprecyzować jak powinniśmy rozumieć określenie "ekspert". Otóż słownik mówi,  że:  (1) ekspert - to specjalista powoływany do wydania orzeczenia lub opinii w sprawach spornych lub też (2) osoba uznawana za autorytet w jakiejś dziedzinie 

Słownik niestety nie informuje kto powoduje "eksperta" na eksperta, jakie powinien on mieć wykształcenie i kompetencje. Jest więc to tytuł uzyskany w wyniku nadania według uznania. Nie wszystko da się ująć prozą w trudnym temacie rozważań o ekspertach.

Big B 2

 Proza życia i poezja definicji

W "Rymowankach do porannej kawy" mamy takie spostrzeżenia:

Ekspert, to taki gość z nominacji.

Ma mega przydział przeróżnych  racji.

Na każdy temat on dużo wie.

Więc mówi wszystko co tylko chce.

Jest też komitet. Nie, nie centralny !

Z umysłowości raczej banalny,

Powie co każą, podpisze wszystko,

Zwłaszcza gdy przelew bankowy blisko.

(Krystyna Knypl)

Źródło:

 https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/51-artykuly-redaktor-naczelnej/1481-rymowanka-do-porannej-kawy

 Szczepić jak to łatwo powiedzieć!

Następny problem jest następujący: czy jeżeli jakiekolwiek medium uzna kogoś za "eksperta" to czy owo uznanie rozciąga się na obowiązkową akceptację przez wszystkich ludzi? Czy mogą oni powołać swoich "ekspertów" lub też dokonać aktu "auto-nominacji" na eksperta? Na przykład: czy absolwent wydziału weterynarii może być tytułowany ekspertem ds leczenia / szczepienia ludzi? Zwierzęta domowe muszą być obowiązkowo szczepione przeciwko wściekliźnie. Czy wiedza posiadana przez lekarza weterynarii na temat tego szczepienia jest tożsama z wiedzą o szczepieniu ludzi na wszystkie choroby, a zwłaszcza COVID - 19? Jedyne co łączy te dwie choroby to czynnik etiologiczny w postaci wirusa. Jednak wirus wirusowi nierówny i SARS-CoV-2 oraz Rabies virus to zupełnie różne wirusy! Czy wystarczy poczytać doniesienia naukowe w języku angielskim aby zostać "ekspertem" od innych szczepień stosowanych u ludzi? Nie wystarczy! Wskazania do wykonania każdego szczepienia u ludzi ustala lekarz po osobistym zbadaniu pacjenta. Lekarz ten musi mieć  czynne prawo wykonywania zawodu lekarza (PWZ) w Polsce! Nie istnieje zawód "eksperta" ani "prawo wykonywania zawodu eksperta" uprawniające do wydawania zaleceń ludziom na temat szczepień lub innych zabiegów medycznych.

Wyjątki zdarzają się

W rzymskim prawie procesowym obowiązywała zasada audiatur et altera pars, czyli wysłuchajmy też drugiej strony. Zastanówmy się zgodnie z tą wielowiekową regułą  w kwestii następującej: czy osoba mająca tytuł lekarza uprawniający do leczenia ludzi mogłaby uważać się za "eksperta" w dziedzinie weterynarii? 

Nie znamy takiego przypadku aby lekarze zajmujący się leczeniem ludzi z zapałem komentowali w przestrzeni publicznej leczenie zwierząt! Są oczywiście jednostkowe wyjątki od tej reguły. Z rzetelności dziennikarskiej podajemy dwa znane nam przypadki, będące de facto wyznaniem konfliktu interesów, w języku angielskim zwanym disclosure.

Oto nasze disclosure:

Beata - wielokrotnie asystowała przy zabiegach chirurgicznych wykonywanych na zwierzętach przez jej Tatę, lekarza weterynarii. Ma ona specjalizację zabiegową, którą wybierają oraz wykonują osoby obdarzone talentem manualnym.

 Kitanka w całej swej urodzie

Krystyna -  konsultowała kilkakrotnie echokardiogramy pewnego zaprzyjaźnionego kota z kardiomiopatią przerostową, imieniem Kitanka (prezentującego się w całej swej kociej urodzie) na zdjęciu powyżej. Krystyna posiada tytuł dr n. med. uzyskany na podstawie obrony pracy naukowej pod tytułem "Zastosowanie ultrasonokardiografii do oceny działania leków wpływających na stan czynnościowy mięśnia sercowego" (1974 r.). W obu przypadkach nominacje na eksperta miały prywatny charakter, a wyrażone opinie nie miały charakteru opinii obowiązującej wszystkie koty krajowe oraz zagraniczne na całym świecie.

Beata Niedźwiedzka, Krystyna Knypl

Z ostatniej chwili! Breaking news!

Kitanka nadesłała do redakcji GdL podziękowanie za konsultację oraz medialne nagłośnienie ;)

Są jeszcze wdzięczne koty na świecie! O czym informujemy z wielką radością!

p.s. Jak możemy podsumować rozważania o ekspertach. Najcelniejsze chyba będą następujące słowa:

Ekspert to człowiek, który ma coraz większą wiedzę w coraz mniejszym zakresie, aż wreszcie wie absolutnie wszystko o niczym. Niels Bohr

BN & KK 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

*F.L. Wright - więcej

https://pl.wikipedia.org/wiki/Frank_Lloyd_Wright

Covidowa dziewczynka z zapałkami

Beata Niedźwiedzka

Motto:

Dziewczynce z zapałkami
ogrzej zmarznięte dłonie.
Daj jej, Boże, dom ciepły,
w którym kominek płonie.

Emilia Waśniowska, Modlitwa za Hansa Christiana Andersena

Źródło:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Dziewczynka_z_zapa%C5%82kami

Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Dziewczynka  chciała coś kupić parę prezentów dla mamy i taty oraz dla siebie. Była dziesięcioletnią dziewczynką z dwoma cienkimi warkoczykami na głowie. Wzięła kilka starych, ale nadal ładnych  bombek, parę lampek, oraz zniczy, które zostały po Święta Zmarłych.

Stanęła pomiędzy tym starym kościołem a cmentarzem w nadziei, że przechodzący obok ludzie zainteresują się jej skarbami.  Jednak ludzie, jak to ludzie, szli przed siebie, nie oglądając się na boki i nie zauważając stojącego w ciemnościach dziecka. Dziewczynka z zapałkami postanowiła więc zapalić świeczkę.

Zapałka pierwsza

Trochę tej świeczki żałowała, bo była elegancka, ale wiedziała, że nie ma innego sposobu by ludzie ją dostrzegli wreszcie. Drżącymi rękami wzięła pierwszą zapałkę.. prask… Światło padło na srebrną bombkę. W bombce tej dziewczynka zobaczyła  koleżanki oraz kolegów ze swojej klasy. Zobaczyła tych, których najbardziej lubiła i tych, którzy ją lubili, a także panią wychowawczynię. 

Jaka szkoda, że takich prawdziwych klas już nie ma. Są teraz lekcje on line. Są, ale nie dla niej. Mama nie chodzi do pracy . A jak nie chodzi do pracy to nie ma pieniędzy. Więc nie płaciła za internet…. Ostatnio pani ze szkoły napisała, że dziewczynka chyba nie będzie klasyfikowana do następnej klasy ponieważ  od dawna jest nieobecna na lekcjach….

Zapałka druga

Zapałka pierwsza nie zapaliła świeczki ponieważ wił silny wiatr. Potrzebna była następna zapałka aby zapalić świeczkę. Słaby płomyk drugiej zapałki padł znów na srebrną bombkę i pokazała się mama, która nie zapłaciła za internet. Mama kochała dziewczynkę, ale kochała też mężczyznę, swojego nowego partnera. A ten mężczyzna kochał jej mamę , lecz dziewczynkę już nie bardzo. Zwłaszcza teraz, gdy mama nie zarabiała pieniędzy. Podobno ich brakowało. Dlatego dziewczynka słyszała ostatnio, jak oboje ściszonym głosem mówią, ze może by tak zamieszkała u ojca w Anglii, bo tam byłyby lepsze warunki….  Znów zawiał wiatr i zapałka zgasła….

Zapałka trzecia

Znów ciemność. Coraz ciemniej i zimniej. Już ostatni ludzie wracają do domu. Domu, którego dziewczynka nie ma. Może jak kupi prezenty, to zmienią zdanie…

 Bierze więc trzecią zapałkę. Trzask. Jest płomień. I znów w bombce widać kogoś. Tym razem jest to ojciec zamieszkały w Anglii, do którego dziewczynka ma być wysłana. Ubrany w garnitur od Marks and Spencer, uśmiechnięty. Takim go zapamiętała, gdy był w Polsce dwa lata temu. Potem zadzwonił.” Nie mogę się z Tobą spotkać kruszynko. Granice zamknięte. Samoloty nie latają. Jest Covid. Mieszkaj u babci. Potem już nie dzwonił. Nawet prezentu nie przysłał. A tak czekała. Może umarł?   Zgasła trzecia zapałka, ponieważ zaczęło padać.

Zapałka czwarta

Niech wreszcie któraś zapali świeczkę. Konieczna jest kolejna. I znów. Trzask …  Dziewczynka bierze bombkę i zapałkę. W bombce widać babcię. Ona jedna ją kochała. Wzięła ją do siebie, gdy matka i ojciec jej nie chcieli. Dawała jeść, dbała, choć tej emerytury miała nie za wiele.

Babcia chodziła do sklepu lub do przychodni po receptę i niestety zachorowała na Covid. Dusiła się, gdy zabierali ją do szpitala. Mama  po kilku dniach powiedziała, ze jest na respiratorze. Babcia umarła dwa miesiące temu. Pochowali ją w czarnym worku. Podobno zapisała przed śmiercią list do wnuczki, ale został spalony, ponieważ palone są wszystkie rzeczy pacjentów, którzy umierają na Covid. Dziewczynka nie mogła być na pogrzebie…. Potem zamieszkała u mamy… Ta zapałka gasnąc poparzyła palce. Jak boli…

Zapałka piąta i ostania…

Okręt, który choć jedną cumą kotwiczy się na wybrzeżu, nie odpłynie. Jednak, gdy straci wszystkie cumy odpływa w nieznanym kierunku…. Podobnie jak dusza…

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Beata Niedźwiedzka

GdL 11 / 2021

Z pamiętnika medycznego wyrobnika, część 1

Beata NIedźwiedzka

Tak zwany ekspert prawdę Ci powie?

Gdy przed wielu laty odbierałam z rak dziekana dyplom ukończenia Akademii Medycznej, po uprzednim złożeniu przysięgi Hipokratesa, byłam przekonana, ze dysponuje wystarczającą wiedzą, by pod okiem starszych lekarzy nabywać  własnego doświadczenia, uzupełnionego  lekturą  nowych książek. W tej postawie dostatecznego wykształcenia, umacniały mnie także  uwagi niektórych poproszonych o rade kolegów ” no przecież mamy takie same dyplomy…” W owych czasach za to co robimy z pacjentem odpowiadaliśmy przed własnym sumieniem, drugim człowiekiem i ordynatorem. No i ewentualnie przed sądem, ale raczej się to nie zdarzało, gdyż staraliśmy się nie popełniać błędów. Po prostu konsultowaliśmy  zawczasu wątpliwe kwestie z innymi. Pacjent jak był wdzięczny to przynosił kwiaty , czekoladki, kawę ; jak był niezadowolony to szedł do kogoś innego. Czasem tylko były jakieś większe awantury.  Tak było kiedyś.

Nowe słowa w ochronie zdrowia

Z biegiem czasu słowo lekarz coraz bardziej było zastępowane słowami personel medyczny , służba zdrowia, aż wreszcie  świadczeniodawca czy usługodawca a słowo leczenie zamieniło się na usługi medyczne. Wraz z tym zmieniało się tez nastawienie społeczne. Bo jeśli lekarza obdarzało się szacunkiem, to od służących służby zdrowia oczekiwało się wykonania usługi na najwyższym poziomie, co wkrótce zaczęto badać za pomocą ankiet. Ocenie podlegało nie tylko skuteczne leczenie, ale także ilość i zakres wystawianych zleceń, łatwość uzyskania upragnionego leku czy badania, punktualność wizyty, zdolności komunikacyjne lekarza a nawet jego  ubranie czy porządek na biurku. Swoje kwestionariusze przygotowały tez duże korporacje medyczne, w których istotnymi punktami były : koszt przeciętnej wizyty i ogólna satysfakcja pacjenta, wyliczona z  ankiet pacjentów.

Oczekiwania rosną

Rosły oczekiwania i roszczenia pacjentów. Coraz mniej był brany pod uwagę  sukces w leczeniu i chęć pomocy drugiemu człowiekowi, czyli to co było kiedyś nadrzędnym celem. By jeszcze bardziej uwidocznić tę zmianę w postrzeganiu społecznym przytoczę dosłownie treść skargi, którą dostał oddział położniczo-ginekologiczny w którym kiedyś pracowałam. Skarga dotyczyła komplikacji , które wystąpiły w czasie trudnego porodu powikłanego dystocją barkową  Oto ona: Z uwagi na to, ze dostaliśmy TOWAR uszkodzony (złamanie obojczyka u dziecka) żądamy udzielenia nam RABATU na usługę znieczulenie ZOP do porodu . Różnicę prosimy wpłacić na nasze konto…”

Pamiętam jak weszły rekomendacje. Kiedyś były niezobowiązująca wskazówką i cennym uzupełnieniem książek dla młodszych kolegów. Stopniowo jednak stawały się coraz bardziej stanowczym nakazem, krępującym  myślenie i inny sposób postepowania, nawet logiczny i uzasadniony w danym przypadku. Doszło do tego, że lekarze nie stosujący się do tych zaleceń są piętnowani, a nawet ryzykują konsekwencjami prawnymi.

Gdzieś w połowie mojej kariery zawodowej pojawiło się pojęcie eksperta, czyli człowieka o szerokim i niekwestionowanym zakresie kompetencji, o głębokiej wiedzy, zarówno praktycznej, jak i teoretycznej. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, ze niejasne są kryteria uzyskania tytułu eksperta i sposoby jego nominowania, w tym określenia osób, które nadają ten tytuł. Czasem ekspertem stawał się ten, kto siedział za stołem przykrytym czerwonym obrusem, w przeciwieństwie do profesorów i klinicystów zajmujących miejsce przed stołem. Ekspertów powołują tez w dowolny sposób różne instytucje i stowarzyszenia. Bywa, że ekspertem w dziedzinie medycyny nazywa siebie osoba, które w ogóle nie jest lekarzem.

Paragrafem w doktora albo droga do nikąd

Nie mam nic przeciwko mądrym ludziom wnoszącym swój cenny wkład w rozwój medycyny, jednak boję się coraz bardziej opresyjnych rekomendacji połączonych z prawnymi represjami, produkowanych przez ekspertów z nadania.

Obawiam się, ze system, który się wyłania może być w kompletnej niezgodzie z naszą wiedzą, logiką i sumieniem. I niestety będziemy się musieli podporządkować, bo jesteśmy TYLKO usługodawcami. Z czasem w ogóle nie będziemy potrzebni, bo rekomendacje może wprowadzić w zycie dowolny człowiek z ulicy lub maszyna.

Następny odcinek:

Z pamiętnika medycznego wyrobnika, część 2

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Beata Niedźwiedzka

GdL 7 / 2021

 

 

Dendrologia w wydaniu rodzinnym

Alicja Barwicka

Nie bez powodu zwykło się przyjmować drzewo jako symbol graficzny trwania rodów. Drzewo ma zawsze jakiś początek w postaci pnia, z czasem tworzą się gałęzie, część z nich bujnie się rozrasta, część wręcz odwrotnie, bo też i każde drzewo jest inne. W zakresie rozrastania się lub nie ludzkich rodzin jest podobnie, bo one także różnią się między sobą. Upływający czas kształtuje te nasze rodzinne drzewa pokazując ich niewątpliwe piękno, ale też pozwala na ukrywanie wśród gałęzi i liści cech, które dla osób postronnych nie powinny być od razu widziane. Tak jak w przyrodzie są drzewa stare, w których ocalała rodzinna dokumentacja pozwala lokalizować pień, z którego powstawał ród na XVII - XVIII wiek, ale są i całkiem młode drzewka, bo z jakiś przyczyn początek rodziny osadzamy w okresie półwiecza, czy raptem wieku temu.  

Polski drzewostan zawsze był zróżnicowany

Po zakończeniu wojny opisywana wcześniej rodzina Marty i Antoniego Kowalskich  starała się w Człuchowie odnaleźć spokój i stabilizację, nie zaprzestając poszukiwań drogi powrotu do Bydgoszczy. Najstarsze córki Basia i Jadzia romansowały z przyszłymi mężami, a Halinka, Gosia i Milena pilnie odrabiały zaległości edukacyjne. W tym czasie, w sporej odległości od Człuchowa wyrastało sobie całkiem inne rodzinne drzewo. Od zawsze klepało biedę i było do niej przyzwyczajone, ale i tak, jak na pierwsze lata powojenne miało się bardzo dobrze, bo też i mocno zapuściło korzenie na mazowieckiej równinie. W tej „najbiedniejszej z biednych” rodzinie założonej w początkowych latach XX wieku przez Mariannę z domu Uleńską i Bolesława Stefańskich bieda panowała zawsze. Bolesław był robotnikiem rolnym, czyli sam nie posiadał nic. Pamiętajmy, że  w tamtym czasie polscy robotnicy rolni stanowili najniższą warstwę ludności wsi. Uzależnieni od dziedzica i jego administracji albo od swego gospodarza, pozostawali w systemie zależności osobistej, co odczuwano jako pozostałość stosunków feudalno-pańszczyźnianych. W strukturze społecznej przedwojennej Polski ta grupa stanowiła aż 25%  mieszkańców, co tylko oddaje stan poziomu gospodarczego kraju, który dopiero dźwigał się z niebytu ekonomicznego po odzyskaniu niepodległości. Źródłem środków utrzymania rodzin robotników rolnych była dorywcza praca w majątku lokalnego właściciela ziemskiego. Dziedzic pozwalał nielicznym na bardziej trwałą formę zatrudnienia we dworze, lub w posiadanych włościach. Pozostali mieszkańcy wsi mogli liczyć tylko na doraźne wykonywanie  nisko opłacanej pracy zależnie od aktualnych potrzeb ziemianina. Kiedy dziedzic był człowiekiem życzliwym okolicznym bezrolnym chłopom, pozwalał zbierać chwasty ze swoich upraw i stąd na chłopskich stołach tak bardzo popularna była wówczas zupa z lebiody.

<a href=

Źródło ilustracji:

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/cb/Robotnik_28.10.1931.jpg

Dał nam przykład Bonaparte

Sytuacja polityczna i gospodarcza Polski we wczesnym okresie międzywojnia i raczkujący dopiero polski przemysł nie mógł wchłonąć ogromnej liczby chętnych do pracy, stąd większość osób z najniższych warstw społecznych nie miała żadnych szans na poprawę swojego bytu. Ówczesna Europa dysponowała wiedzą o poziomie biedy polskich robotników rolnych. 3 września 1919 roku pomiędzy rządem RP i Republiki Francji zawarta została Konwencja w przedmiocie emigracji i migracji oraz protokół dodatkowy do tej Konwencji. Ten akt prawny legalizował emigrację zarobkową obywateli obu krajów zapewniając obustronnie respektowanie obowiązujących praw pracowniczych, w szczególności realizowaną przez właściwe państwo opiekę socjalną i zdrowotną. W w/w dokumencie czytamy między innymi: „Rząd Polski i Rząd Francuski postanawiają:

1. Udzielać wszelkich ułatwień administracyjnych mieszkańcom każdego z obu krajów, pragnącym się udać jednostkowo w celach zarobkowych do drugiego kraju lub powracających do ojczyzny…

2. Zezwalać na zbiorowe kontraktowanie robotników w jednym z obu krajów na rachunek przedsiębiorstw, znajdujących się w kraju drugim, z zachowaniem warunków wyszczególnionych w niniejszej konwencji.”

Dzięki takim uwarunkowaniom wielu polskich obywateli, w tym w szczególności robotników  rolnych skorzystało z szansy legalnego zatrudnienia, a tym samym zarobkowania na terenie Francji. Wyjechało wielu, a dzięki ich ciężkiej, ale przede wszystkim regularnie opłacanej pracy we francuskich fabrykach, kopalniach i gospodarstwach rolnych poprawiał się przez następne lata byt pozostawionych w Polsce rodzin.  W 1939 roku przybrały na sile pogłoski o zbliżającej się wojnie, co miało istotny wpływ na podejmowanie przez polskich emigrantów decyzji w sprawie powrotu do kraju. Duża część wybrała emigrację i do Polski nie wróciła. Z możliwości legalnego wyjazdu do pracy na terenie Francji skorzystał również Bolesław Stefański i przez kilka lat pracował fizycznie w kopalni węgla kamiennego w okolicach Lille, wspierając finansowo pozostawioną w Polsce rodzinę. Chociaż nikt nie sądził, że wojna potrwa tak długo i że przyniesie taką masę zbrodni, to ojciec rodziny nie chciał jej pozostawiać samej w niepewnym czasie i tuż przed wybuchem wojny wrócił do swoich.

Bieda w sąsiedztwie palacu

Co prawda rodzina Stefańskich przeprowadzała się kilkakrotnie, ale zawsze były to lokalizacje położone w niezbyt dużej odległości. Młode małżeństwo Marianny i Bolesława rozpoczęło swoją wspólną drogę w małej wsi Psary, położonej w powiecie płockim, gminie Drobin. Tam też w październiku 1923 roku przyszedł na świat ich pierworodny syn Stanisław. W niedługim czasie przenieśli się nieco bardziej na południe do znacznie większej wsi Staroźreby, gdzie w imponującej rezydencji otoczonej rozległym parkiem mieszkał dziedzic tych ziem. Znaczną część majątku zajmował klasycystyczny pałac, będący wynikiem rozbudowy starego dworu, a raczej renesansowej willi wzniesionej w XVI wieku jako rezydencja biskupa chełmskiego Wojciecha Staroźrebskiego. W obecnym kształcie pałac powstał około 1800 roku według projektu słynnego na przełomie XVIII i XIX wieku architekta warszawskiego Hilarego Szpilowskiego dla Onufrego i Ludwiki Bromirskich właścicieli tych ziem do 1875 roku. W kolejnych dziesięcioleciach właścicielami majątku były polskie rodziny ziemiańskie, a jako ostatnia przed wojną rezydowała tu rodzina Karnkowskich. Pałac był otoczony pięknym, zadbanym parkiem z licznymi stawami, starodrzewem (między innymi kilkusetletnią topolą, alejami grabowymi) i słonecznymi polankami. Do tej rozleglej, otoczonej murem posiadłości prowadziła neogotycka brama z krzyżem na szczycie. Współcześnie cały kompleks jest ponownie własnością prywatną, istnieje więc szansa, że zarówno mocno zniszczony pałac jak i zaniedbany park odzyskają jeszcze kiedyś swój dawny blask. Przeprowadzka do Staroźreb nie poprawiła bytu młodej rodziny, nadal nie mieli własnego domu i zajmowali jedynie przydzielone im niewielkie izby w dworskich zabudowaniach. Mieli tu jednak bliżej do dworu, tym samym łatwiej było zdobyć nawet dorywczą pracę, a z takiej się głównie utrzymywano.

Czekoladowa rzeczywistość

Chociaż rodzina była biedna, to wypracowano w dzieciach potrzebę kształcenia. Wiejska szkoła w której wraz z innymi równie biednymi dzieciakami rozpoczynała edukację czwórka (Stanisław, Edek, Ircia i Zosia) z pięciorga rodzeństwa Stefańskich nie mogła ich wiele nauczyć, ale rozbudziła marzenia o innym, lepszym życiu. Tylko najmłodszy Janek urodzony w 1933 roku nie zdążył rozpocząć edukacji przed 01 września 1939 roku. Do rodzinnej historii przeszła opowieść Stanisława o swoim szkolnym koledze, który w odpowiedzi na pytanie nauczyciela kim chciałby zostać jak dorośnie, odpowiedział „fabryką czekolady” . Taka odpowiedź była dla słuchających kolegów szczytem odwagi i to wcale nie przed wyśmianiem. To była deklaracja sięgnięcia w życiu po coś dla ich środowiska absolutnie nieosiągalnego, bo przecież żadne z tych dzieci nie tylko nie znało smaku czekolady, ale też nic nie wskazywało na to, że mogą go kiedyś poznać. Marianna była tylko prostą wieśniaczką, ale w domu regularnie czytano periodyk „Robotnik”, były książki, które czytano dzieciom, póki same tej umiejętności nie nabyły. Cała rodzina była uzdolniona muzycznie i chociaż nie było można nawet marzyć o zapewnieniu rodzeństwu profesjonalnego wykształcenia w tym kierunku, to elementarną wiedzę dzieciarnia zdobywała sama. W domu grano na darowanych przez kogoś skrzypcach i na akordeonie oraz śpiewano „na głosy”. Wszystkie dzieci były ciekawe świata, chciały go poznawać. W tym bardzo biednym domu panowało przekonanie, że tylko zdobycie wiedzy pozwoli na poprawę bytu. Tymczasem jednak Bolesław z najstarszymi synami Stanisławem i Edkiem aż do wybuchu wojny zajmowali się przede wszystkim dworskimi końmi. Ponieważ dziedzic był z ich pracy zadowolony, to z czasem na ten rodzaj zajęcia uzyskali swojego rodzaju patent. Praca nie była lekka, bo obejmowała nie tylko opiekę nad stajniami, ale i ujeżdżanie koni. Powoli dworskie konie stały się ulubionym tematem codziennych rozmów w domu do tego stopnia, że nie mogąc sobie wyobrazić sceny ognia wypadającego z obłoku opisanej w pięknej polskiej kolędzie (Z narodzenia Pana) chłopcy podczas śpiewu spokojnie zamieniali słowo „obłok” na „obrok”, bo w końcu dawali tę paszę koniom każdego dnia i taka scena była dla nich bardziej rzeczywista. Sytuacja ekonomiczna rodziny poprawiła się w niewielkim zakresie dzięki pracy Bolesława we francuskiej kopalni, ale przez wybuch wojny bieda szybko tu powróciła.

Maszyna do produkcji czekolady

Źródło ilustracji:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Czekolada#/media/Plik:Chocolat_broyeuse.jpg

Marzenia do przechowania

Kiedy wybuchła wojna całą ludność w Polsce, w tym również rodzinę Stefańskich dotykały wszystkie dolegliwości dnia codziennego, zwłaszcza narastająca bieda, głód, lęk o życie, możliwe represje ze strony niemieckiego okupanta grożące za każde podejrzenie o niesubordynację. W siedmioosobowej rodzinie Stefańskich wybuch wojny nie zmienił tylko stale towarzyszącej im biedy, a dodatkowo zniweczył marzenia dzieci dotyczące edukacji. Ojciec rodziny z racji wieku i stanu zdrowia nadwątlonego ciężką, fizyczną pracą we francuskiej kopalni nie został wcielony do armii. Już od początku wojny żeby mieć co jeść nadal zajmowano się końmi, chociaż już nie tylko dworskimi, ale i tymi będącymi na wyposażeniu wojska. Poza sprzedażą tego, co wyrosło w przydomowym ogródku było to główne źródło niewielkiego dochodu rodziny. Dzieci nie mogły się kształcić, a ich marzenia o edukacyjnej drodze do osiągnięcia celu jakim byłby lepszy los zostały póki co odłożone na później. Musiały się zadowolić pomocą w gospodarstwie, chowaniem w ziemiance kartofli przed Niemcami i wędrówkami na targ z warzywami, nieraz nawet z  towarem deficytowym np. kurą, by móc sprzedać towar równie biednym jak oni, a za uzyskane środki kupić potrzebne aktualnie leki, czy nieco ziarna pod zasiew. Te piesze wyprawy dla ówczesnych nastolatków Stasia i Edka bywały czasem bardzo niebezpieczne, a jedna z najdłuższych kiedy po sól - szli pieszo do Warszawy (odległość ok. 120 km) z towarem przez cztery dni bocznymi drogami, śpiąc w stogach siana i chowając się przed patrolami niemieckimi obfitowała w taką masę przygód, że mogłaby stanowić tło dobrej sensacyjnej fabuły. Była wojna i było nie tylko głodno, ale i bardzo niebezpiecznie również dla dzieci. W najbliższej okolicy ciągle pojawiali się Niemcy. Marianna jak każda matka chroniła przede wszystkim dzieci. Dziewczynki postanowiła „przechować” u dalszych krewnych w okolicy mniej przez okupanta nawiedzanej. Ircia rozumiała konieczność rozstania z najbliższymi, ale młodszej, wówczas jedenastoletniej Zosi zupełnie taki pomysł nie odpowiadał, chciała być we własnym domu, postanowiła więc uciec. Podczas tej eskapady trafiła na znudzonego niemieckiego żołnierza, który goniąc dziewczynkę zaczął ją ostrzeliwać z posiadanej broni. Uratowała ją znajomość terenu dzięki czemu mogła się ukryć, bo w bezpośredniej ucieczce przez pola nie miałaby żadnych szans. To doświadczenie zapamiętała na całe życie. Stanisław i Edek byli świadomymi nastolatkami i koniecznie chcieli walczyć z najeźdźcą. Byli zbyt młodzi na legalny pobór, ale snuli plany alternatywnych dróg walki. Chociaż rodzice pilnowali, by nie udało się tych planów zrealizować, to pełni zapału chłopcy podejmowali  próby… Napiszę o tym w kolejnej odsłonie rodzinnych losów.

Alicja Barwicka

GdL 7 _ 2021

Moje wcześniejsze artykuł z serii Świat się zmienia, pisz wspomnienia

1. Świat się zmienia, pisz wspomnienia: Nieustający czas wojny

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1080-swiat-sie-zmienia-pisz-wspomnienia-nieustajacy-czas-wojny

2. Świat się zmienia, pisz wspomnienia: Czas pokoju czy niepokoju?

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1135-swiat-sie-zmienia-pisz-wspomnienia-czas-pokoju-czy-niepokoju

3. Świat się zmienia, pisz wspomnienia: W jedności siła

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1136-swiat-sie-zmienia-pisz-wspomnienia-w-jednosci-sila